list w butelce...
![]() |
||
|
Zatem kim jest człowiek, kim jestem będąc w tym świecie, a jednak poza tym światem…
Siedzę stulony, bojąc się świata, siedzę pod parasolem chroniąc się przed deszczem, ale wciąż kątem oka spoglądam na świat szukając w nim światła przeszywającego mnie nadzieją. Dziś kiedy spoglądam na świat przeraża mnie świadomość, że chciałbym najchętniej od niego uciec. Pewnie zastanawiasz się dlaczego? Już ci odpowiadam, boję się człowieka, który staje koło mnie i jest mi towarzyszem. Zjednoczyć się z człowiekiem, który stoi koło mnie jest najtrudniejszą sztuką w życiu. Zjednoczenie z człowiekiem, który duchowo i fizycznie jest mi daleki okazuje się łatwiejszym stylem życia. Zatem co robić, jak zmienić stan życia, by był może doskonalszy od obecnego? Patrzę na życie chyba bardziej realnie niż ktokolwiek, widzę, że życie jest o wiele trudniejsze niż nawet na to wygląda, staje przed moimi oczyma jeszcze bardziej wyraźnie niż przed oczyma innych. Wielu widzi, słyszy coś, co może nawet ich osobiście przeraża, ale co z tym robią – myślą, debatują, przemęczają, w końcu zapominają. Ja staje w świecie, widzę go, dostrzegam błędy swoje i innych ludzi, dostrzegam wszechogarniające nas zło, które wręcz czyha by nas dopaść. To, co mnie najbardziej przeraża, to fakt, że tym wszystkim się przejmuję, dręczę, a nawet przejmuje jako swoje. Jestem dziwny, inny, bo stoję w tym świecie jednak nie mogę oderwać od niego wzroku i wspiąć się ponad niego. Uciekam wciąż przed sobą, przed własnym życiem patrząc na innych. Zjednoczyć się z człowiekiem, szukać Jezusa pośrodku tych spraw, rzeczy, ludzi, którzy są w moim świecie. Rozwiązanie godne każdego człowieka, a szczególnie tego, który ma szanse odpowiedzieć na Boże powołanie. Zatem zadanie pierwsze, które muszę podjąć do wydostać się spod parasolu, wyjść na świat, zobaczyć go takim jaki jest, ale będąc w nim. Staje się człowiekiem, wokół którego orbitują sprawy, wydarzenia i ludzie, na których mam ogromny wpływ. Wykorzystując ten dar staje się formatorem najbliższego otoczenia. Zmieniać świat kawałek po kawału, chwila po chwili. Jestem odpowiedzialny za świat przez to, że on stał się darem dla mnie. Mam wykorzystać świat do własnego uświęcenia. Mam wykorzystać świat oraz to co w nim jest, po to, by wraz z innymi zjednoczonym kroczyć ku doskonałości. Nie ma świętości w pojedynkę, co najwyżej we wspólnocie z drugim człowiekiem. Szukając światła w świecie możemy je ujrzeć w człowieku przechodzącym koło nas. Jednocząc się z nim w różną aktywnością mogę przechodzić świat z większym entuzjazmem. Życie nasze napełnia się przez obecność kogoś przy nas. Towarzystwo w życiu jest jedyną szansą wyrwania się z chorego obłędu, że nic nie ma sensu, że nic się nie uda. Sztuką życia jest widzieć nadzieję, dlatego jako człowiek mam zyskiwać perspektywę spoza tego świata. Wmawiam sobie codziennie, że życie jest piękne, choć czasami takie nie bywa, wmawiam sobie, że ludzie są bardzo przyjaźni choć nawet tacy nie są. Szukam nadziei w świecie beznadziei. Jednak dla każdego z nas możemy poszukiwać innych realiów i kryteriów oceny. Być poza tym światem, to przed wszystkim zdobyć odwagę innej perspektywy patrzenia na życie i na świat. Poszukiwanie ogólniejszego, a jednak głębszego spojrzenia na świat pomoże człowiekowi spojrzeć na nadzieję czasami mocno ukrytą w świecie. Nie ma beznadziei. Nadzieja jest bardzo skryta i czasami niewytłumaczalnie trudna do wyobrażenia dla nas ludzi, żyjących jak się często wydaje w ciągłym trudzie nie do pokonania. Nie ma sytuacji bez wyjścia, jest jedynie człowiek, który zbyt łatwo się poddaje ogólnemu stanowi, który towarzyszy większości. |
|
|