10 kwietnia - katastrofa lotnicza... ku pamięci...

 

 

Wszechmogący Boże, bądź z nami tej nocy, abyśmy jutro z Twoją pomocą wstali…

(modlitwa z komplety z I Nieszporów Niedziel i Uroczystości)

Faktem jest to, że nie często myślimy o samej śmierci i o momencie naszego zejścia z tego świata. Dla niektórych wydaje się, jest to  myśl bardzo odległa, dla niektórych, myśl stale odsuwana i zastępowana kolejnymi ważnymi wydarzeniami z życia. Tylko nieliczni, albo tylko ci u schyłku życia, rozważają śmierć kogoś z bliskich, albo myślą kiedy nastąpi ich moment.

Przykre w sumie, że wobec wielu spraw towarzysząca nam troska i przygotowanie, bardzo stanowczo omija ten właśnie moment w życiu człowieka. Często strach, przed tym właśnie momentem, sprawia, że chcemy uciec, nie myśleć, zapomnieć udając, próbując oszukać siebie, że to mnie nie dotyczy.

Dlaczego katastrofa, nieszczęście tak wielu osób, dopiero nas zatrzymuje i zmusza do opamiętania i refleksji? Potrzeba tak ogromnego wstrząsu, by zrozumieć odwieczną prawdę: KAŻDY Z NAS UMRZE! Wobec tego momentu wszyscy stajemy się równi. Niezależnie od stanu, wieku, posiadanych dóbr materialnych każdy z nas staje w obliczu śmierci. W tym względnie nie ma wyjątków. Różnica która ewentualnie może się pojawić i towarzyszyć człowiekowi jest jedna: czy jestem do śmierci przygotowany, wewnętrznie usposobiony?

Pamiętam różne historie ludzi, którzy ulegli wypadkowi, albo ciężkiej chorobie i opowiadali, co im towarzyszyło w tych właśnie „niby ostatnich chwilach”. Umocniony byłem głosem tych ludzi, którzy w takich sytuacjach szybką i krótką, bo na tyle pozwoliła sytuacja, odnieśli się do Boga, do pięknych historii ze swojego życia, czy w krótkim akcie strzelistym wyznali wiarę i zaufanie. To mnie przygotowało! Kiedy spotkała mnie sytuacja, wypadek samochodowy, wiedziałem co mogę w tak krótkiej chwili zrobić, powiedzieć. Nie wiedziałem, że spotka mnie coś takiego, ale wiedziałem co mam zrobić, gdyby, taka sytuacja miałaby miejsce. Gdy się to stało, byłem przygotowany.

A ty myślałeś o tym, jakbyś postąpił – zareagował?

Każda historia, nawet najbardziej okrutna, może czegoś nauczyć. Właśnie tu jawi się obecność Boga, który nawet z największego okrucieństwa jest wstanie ofiarować nam coś dobrego. Pytanie, czy stać mnie na wiarę, zaufanie Bogu w takich sytuacjach?

Wobec sytuacji i zagrożeń, w człowieku pojawiają się wątpliwości. Trudno nam sprostać sprawom nowym, przekraczającym nasze wyobrażenie i zdolności osądzenia. Wobec oczywistych wydarzeń wydajemy opinie, osądzamy i dążymy dalej do celu. Są jednak sytuacje, które zatrzymują nas i nie pozwalają byśmy w prosty sposób przeszli obok nich, czy byli wobec czegoś obojętni. Wobec tragedii, która nas wczoraj dotknęła, nie jesteśmy już tak skorzy do ocen, osądów, czy obojętności. Pojawia się pytanie: dlaczego? Kiedy dosięgają nas trudne, bolesne doświadczenia, bardzo często oskarżamy Boga. Czynimy Go bezdusznym twórcą zła. Najłatwiej obwinić Jego, niby nieobecnego, nie broniącego się, tak planującego nasze życie, dopuszczając takie tragedie. Zaczekajmy z oskarżeniem… Oceńmy ludzkie działanie, rozsądźmy co tak naprawdę się stało, a później powróćmy do Boga i sami odkryjmy, kto lub co jest temu winien. Wiara w Boga, nie pozwoli nam Go uczynić destrukcyjną siłą, niszczącą ludzkość… Wiara wciąż nam ukazuje dobro, owoce, Miłość, które są nierozłączne z Bogiem. Dziś wobec wielu myśli, pozostaje ocena samego siebie: czy dobrze wykorzystuję życie, swoją wolę, możliwości decydowania, kształtowania i tworzenia życia? Czy pozostawiam Bogu swobodę, by rzeczywiście mógł decydować o moim życiu? Czy rzeczywiście rozpoznaję i przyjmuję tą wolę Bożą, która pragnie mnie uchronić od niebezpieczeństw i zła? Wyznaj wiarę, mimo wątpliwości. Poczuj sercem, że Bóg jest Bogiem żywych, a nie zmarłych, że nie pragnie krwawej ofiary, ale Miłości. Pan mój i Bóg mój! Co z tych słów, gdy w sercu jest niewiara.

Człowiek, tylko po ludzku, nie jest wstanie przeżyć trudne doświadczenia. Mur stanowią jego ludzkie ograniczenia, towarzyszące opinie, narastający ból, wątpliwości, niezrozumienie. Potrzebujemy mostu – ścieżki, która umożliwi nam przejście przez te doświadczenia z jednoczesnym wyciągnięciem wniosków. Wiara jest poręką tych dóbr, których nie widzimy, a które z cała pewnością otrzymujemy w takich chwilach od Boga.

Tylko z wiarą i dzięki wierze możemy przejść trudne doświadczenia i zrozumieć sens tego, co nam się przytrafiło. Wiara pomaga nam zrozumieć Boga, przyjąć Jego nawet najtrudniejszą wolę. Wiara jest odpowiedzią na wielką tajemnicę życia, które przebogate jest w piękne i trudne doświadczenia, które dokonują naszej zewnętrznej i wewnętrznej rewolucji. Zmiany dokonanych w takich sytuacjach muszą być obwarowane miłością i wiernością, w przeciwnym razie szybko ostygną nasze postanowienia i pozostanie pustka.

Wiara, w trudnych doświadczeniach pomaga mi w obiektywnej analizie takiego wydarzenia. Duchowe wartości, które mogą zauważyć w każdym doświadczeniu, potrzebują podatnego gruntu, na którym mogłoby wzrastać i przynieść kolejne, dobre owoce. Bóg ma umiejętność uszlachetniać i uświęcać człowieka przez każde doświadczenie. Potrzebuje On jedynie współpracy, w której człowiek będzie starał się podjąć wyzwań, które mu proponuje Bóg. Potrzebujemy zaangażowania, w którym walczyć będziemy z własnymi ograniczeniami i dążyć do celów, które rozeznamy w woli Bożej. Wiara, szczególnie w trudnych doświadczeniach jest nie lada wyzwaniem, ale… „kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (   ). Po każdym krzyżu, może być radość zmartwychwstania, jeśli w naszym sercu znajdzie się choćby najmniejsze ziarno wiary.

Gdy doświadczamy trudnych sytuacji w naszym życiu, nie możemy się poddać, lecz powinniśmy stawić czoła tymże sytuacjom, poszukując odpowiedniego rozwiązania.

Postawiłem w trakcie tego rozważania kilka pytań, na które chce osobiście odpowiedzieć:

1.       czy dobrze wykorzystuję życie, swoją wolę, możliwości decydowania, kształtowania i tworzenia życia?

2.       Czy pozostawiam Bogu swobodę, by rzeczywiście mógł decydować o moim życiu?

3.       Czy rzeczywiście rozpoznaję i przyjmuję tą wolę Bożą, która pragnie mnie uchronić od niebezpieczeństw i zła?

(1) Pomimo wiedzy i świadomości, człowiek i tak niestety błądzi i popełnia błędy, gdyż w każdym z nas dokonuje się cicha walka pomiędzy własnymi pragnieniami, a wolą Bożą. Potrzebujemy samozaparcia, które przekona nas, że wola Boża jest tym, co najlepszego może nas spotkać. Pomimo strat i bólu, dzięki woli Bożej doświadczamy wsparcia ze strony Boga, który podtrzymuje istnienie w nas tego, co dobre. Jedynie w Bogu mogę odnaleźć swoje życie, siły i nadzieję. (2) Decydującym krokiem w naszym życiu jest przylgnięcie do woli Bożej, która jest bardzo konkretną podpowiedzią wobec naszej codzienności. Każda chwila, wydarzenie ma wiele możliwości realizacji. Im bardziej wnikniemy w zamysł Boga względem naszego życia, tym bardziej odkryjemy swoje życie i perspektywy realizacji. Naszym zadaniem jest uczynić się bardziej do Jego dyspozycji, bardziej otwartym na Jego propozycje, bardziej ufnym i ambitnym. Mam prawo decydować o swoim życiu, ale muszę mieć też Bożą wyobraźnię (wolę Bożą) i umieć dostrzec owoce, lub zagrożenia, które wypłyną z moich decyzji. (3) Wola Boża jest tym właściwym rozwiązaniem. Jest może pójściem tą trudniejszą drogą, ale efekt tej drogi jest nieporównywalny. Bóg przeprowadza as przez różne doświadczenia. Wie, co jest dobre i dl nas pożyteczne, dlatego zaufanie Mu uchroni nas od niepotrzebnego bólu i od konsekwencji, które mogłyby nas złamać i pozbawić dotychczas zyskanego dobra duchowego. Kroczenie drogą woli Bożej, jest kroczeniem wciąż naprzód, ku określonym celom.

ks. Dominik


(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)