rozważanie Uczniów z Emaus

 

 

 

40 dni podróży do Emaus - jest to wynik mojego rozważania w Wielkim Poście:

1_2_3_4_5_6_7_8_9_10_11_12_13_14_15_16_17_18_19_20_21_22_

23 i 24_25_26_27_28_29_30_31_32 i 33_34_35_36 i 37_38 i 39_40

 

Rozważania – „Uczniów z Emaus” – przewodnik po Wielkim poście

Dzień 1 wstecz>>

Łk 24,13 – „…byli w drodze

            Droga jest nieodłącznym elementem każdego ludzkiego życia. Droga to rekolekcje, które człowiek odbywa właściwie każdego dnia. Droga symbolizuje ducha ludzkich poszukiwań. Przywykliśmy już do tego, że ludzi określa się jako pielgrzymów. To oddaje zarówno charakter fragmentu „Uczniów z Emaus”, ale również nasze życie. Dziś z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że droga to życie, z którym człowiek musi się zmierzyć. Obojętność względem życia – drogi może sprawić, że człowiek nie osiągnie szczęścia, gdyż wciąż będzie potykał się o skutki bezcelowości własnego życia-drogi. Zatem już na samym początku mojego rozważania czas zrozumieć, że muszę mieć pragnienie wyruszenia w drogę, muszę dokładnie wiedzieć po co wyruszam i jaki mam cel swojej drogi. Te trzy argumenty, zjednoczone, pozwolą nam w pełni wejść na drogę, wykorzystać pojawiające się na niej doświadczenia i wyciągnąć wnioski, które udoskonalą nasze życie, albo ukażą nam nasze niedoskonałości.

            Drogę rozpoznania życia i szczególnych zadań, do których zostaliśmy powołani możemy uczynić w każdym etapie naszego życia. Nie istnieją ograniczenia co do tego, kiedy mogę rozpocząć tę „pracę nad sobą”. Wiemy, że ważny jest punkt, od którego rozpoczynamy naszą drogę – historia naszych doświadczeń, przeżyć. To obecny stan naszego życia decyduje o charakterze naszej drogi: osobiste przeżycia, pytania, pragnienia, obowiązki. Duch naszej drogi odpowiada naszym osobistym zapotrzebowaniom. Zatem nasz osobisty stan fizyczny, psychiczny, duchowy musi odczuwać pragnienie do wykonania czegoś: zmian, udoskonaleń, zrozumienia. Jeśli w nas samych wzbudzimy takie pragnienie przeżycia „rekolekcji w drodze” musimy kierować się też wizją tego, co możemy ewentualnie osiągnąć, jakie mam w sobie zamiary. Muszę zrozumieć osobisty stan swojego życia, a potem dzięki pragnieniom wyznaczyć tor swojej duchowej drogi. Uczniowie z Emaus wyznaczają drogę, która jest ucieczką od centrum ich życia. Istnieje taka obawa również w naszym przypadku – że zamiast rozjaśniać swoje życie, czyniąc je bardziej zrozumiałym, czynimy je coraz bardziej skomplikowanym. Starania, o odpowiedni stan naszego życia, włożone w skuteczność naszego działania odzwierciedlają nasz stosunek do własnej osoby i życia. Zmierzając się z samym sobą, ćwiczymy nasze pragnienia i wartości, którymi się kierujemy. Głównym celem dla którego wyruszamy w drogę musi być nasze życie, a raczej udoskonalenie go przez różne doświadczenia nam towarzyszące

            Odkrywanie celu swojego życia to poszukiwanie całkowitej prawdy o sobie, o rzeczywistości, w której żyję. Podążając drogą muszę wiedzieć dokąd idę, co pragnę osiągnąć. Dobrze wykorzystać życie, to nauczyć się z rozwagą inwestować w to, co może przyczynić się do ulepszenia obecnego stanu. Wyrusz w drogę, jeśli ci faktycznie zależy na życiu.

Dzień 2 wstecz>>

Ł 24,14 – „Rozmawiali oni z sobą…

            Uczniowie stali się dla siebie towarzyszami jednej drogi. Wędrują wspólnie zmierzając się nie tyle z drogą, co raczej z samymi sobą. Ich problem tkwi w nich samych, nie rozumieją tego, co w ostatnim czasie się stało – śmierć ich Mistrza. Rozmawiają ze sobą wymieniając poglądy i swoje opinie na temat ostatnich wydarzeń. Ich rozmowa jednak jest mało skuteczna, gdyż się nie rozumieją, obydwoje nie są kompetentni, aby wyjaśnić zdarzenie śmierci Chrystusa. Ich dialog między sobą przypomina formą monolog – nic żaden nowego nie wnosi, obracają się wokół tych myśli, które mają oboje w sobie. Ich droga przypomina wędrowanie dwóch ślepców, którzy się wzajemnie prowadzą. Dość, że zmierzają w nieodpowiednim kierunku to jeszcze nie potrafią sobie wzajemnie pomóc.

            Uczniowie zmagają się ze swoimi ograniczeniami, podążają drogą niezrozumiałą dla nich, na tym etapie ich doświadczenia. Muszą ją przejść dla zrozumienia swoich błędów, pokonania swoich ograniczeń i otwarcia się na prawdę.

            Obserwując postawę uczniów jesteśmy pewni, że wydarzenia ostatnich dni są dla nich bardzo ważnym tematem. Wydarzenia męki, śmierci i Zmartwychwstania budzą w nich rozgoryczenie i mnóstwo pytań.

            Obraz uczniów z Emaus ukazuje potrzebę bycia przy nas jakiejś osoby, która będzie otwarta na nas, nasze życie, będzie naszym towarzyszem. Obecność drugiej osoby na naszej drodze jest bardzo konieczne. Dzielenie się doświadczeniami, wzajemne wsparcie, służenie konieczną pomocą powoduje, że nie czujemy się osamotnieni w życiu. Towarzysz na naszej drodze często staje się naszym „osobistym kierownikiem”, do którego należy prawo obiektywnej oceny. Musimy szukać prawdziwych towarzyszy, gdyż zmagania się nad życiem samemu może zniechęcić nas i rozgoryczyć.

            Rozmowy, które przeprowadzamy z różnymi ludźmi muszą być budujące. Wartość tego co mówimy zależy w dużej mierze od naszej wiedzy i doświadczeń. Potrzebujemy otwartości na to, czym żyje inny człowiek, jakie jest jego doświadczenie. Zawierzajmy choćby w jakiejś mierze swoje życie innym osobom. Zaufanie może nas wyprowadzić z obłędu nieświadomości, niezrozumienia. Rozmowa z inną osobą ma prowadzić nas w jakimś konkretnym kierunku i rodzić owoce, które posłużą nam osobistemu ubogaceniu. Musimy uważać, aby nie ograniczać się tylko do jakiejś grupy ludzi, gdyż w ten sposób staniemy się ubodzy o jakieś przesłania – innych ludzi. Odkrywajmy siebie w innych ludziach, swoje pragnienia, tęsknoty, odpowiedzi na pytania. Jezus, a także człowiek może nas ubogacić i stać się dla nas drogowskazem, który zaprowadzi nas do osiągnięcia celu naszego życia.

Dzień 3 wstecz>>

Łk 24,15 – „sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi

            Poprzedni fragment (w.14) i obecny (w.15) wciąż mamy w nich do czynienia z sytuacją rozmów, które prowadzą ze sobą uczniowie podążający do Emaus. Rozmowa uczniów potrzebuje zewnętrznego źródła obiektywnej informacji. Jezus wnika w atmosferę, która panuje w sercach uczniów. Warto zaakcentować charakter obecności Jezusa. Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Postawmy sobie pytanie: co oznacza „przybliżył się”?

            Jezus staje się „delikatnym towarzyszem” – nic nie mówi, po prostu zbliżył się do nich, pragnie iść z uczniami. Wsłuchuje się w tok rozmowy, poznaje nastroje uczniów, zbiera informacje. Aby odpowiednio włączyć się w rozmowę stara się poznać serca uczniów. Jego obecność poskramia też w jakiejś mierze gniew uczniów. Jego obecność i późniejsze słowa prowokują uczniów do otwarcia się na zewnątrz, na trzecią osobę. Jezus zachowuje się czysto ludzkim charakterem, co też wykorzystuje w postawie uczniów. Cały obraz „Uczniów z Emaus” kształtuje się w trakcie rozmów, które prowadzą uczniowie z nieznajomym towarzyszem ich drogi. Jezus jakby dokonywał na uczniach testu, czy są otwarci i gotowi do rozmów (…o tym wszystkim co się wydarzyło Łk 24,24). Podąża z nimi „pod osłoną” dla ich oczu. Chce im, zanim się ujawni, wytłumaczyć – całe Orędzie swojej nauki. Jezus pragnie im towarzyszyć jako nieznajomy, aby wyczulić ich wiarę na Słowo, które zostanie im powtórnie ofiarowane. Przygotowuje ich na spotkanie, które również dokona się w niesamowitej okoliczności. Jezus nie chce przedwcześnie się ujawniać, gdyż chce, aby uczniowie sami sobie ugruntowali w sercu Jego słowa, prowokuje ich aby się zastanowili i przyjęli Prawdę, a nie ich własne wyobrażenie (por. 24,21). Jego towarzyszenie uczniom znowu ma jakieś szczególne przesłanie; rozmawiając z nimi dąży do tego, aby się stali jednomyślni, burzy wraz z nimi ich ograniczenia i zawiedzenie, smutek.

            Co kryje się pod stwierdzeniem – „szedł z nimi”. Jezus uczy ich życia we wspólnocie. Jednomyślność, którą osiągnęli po rozmowie z nieznajomym „serca ich zaczynają pałać” (por. 24,32). Łączy ich szczególne zjednoczenie – Jezus pośrodku. Jezus wprowadza ich na drogę, która jest „pójściem za nim”. Szczegóły tego odnajdziemy w Mt 18,20 – bo gdzie dwaj … zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich. Jezus przez towarzyszenie swoim uczniom, przez wyjaśnienie Pism „idzie z nami” na miejsce szczególnego doświadczenia Boga pośród nas. On sam prowadzi nas na „łamanie chleba”, gdzie słowa Mt 18,20, szczególnie są rzeczywiście obecne.

            Musimy wyciągnąć wniosek: Być w ciągłym dialogu z innymi, otaczającymi mnie ludźmi, gdyż w nich mogę zrozumieć sens „łamania chleba” i dzięki nim mogę żyć zjednoczeniem, gdzie Jezus stoi pośrodku i nam wciąż (niekiedy nietypowo) towarzyszy.

Dzień 4 wstecz>>

Łk 24,16 – „oczy ich były na uwięzi, tak że Go nie poznali

            W rozmowie, którą uczniowie prowadzą w drodze pojawia się Zmartwychwstały Jezus, którego nie rozpoznali. Jego ciało zostało przebóstwione (uwielbione), „przygotowane” na wstąpienie do nieba. Przemiana Jego ludzkiego ciała sprawiła uczniom niemożność rozpoznania. Zmartwychwstając Jezus nie powrócił do swego poprzedniego stanu życia. Sposób Jego ukazywania się uczniom jest zupełnie inny; nie ma w sobie nic z porządku stałego towarzyszenia; jest nagłym i bezinteresownym objawieniem się, które umyka prawom naszego czasu i przestrzeni (por. KKK 645). Zmartwychwstanie dotyczy całej osoby Jezusa sprzed Paschy, w tym również Jego śmiertelnego ciała. Z tego powodu Chrystus podczas swych objawień chce dać się rozpoznać za pośrednictwem odczuć związanych z cielesnymi zmysłami: „ukazał się” (1 Kor 15,5-8), pozwolił się dotknąć, pił i jadł z nimi (patrz. Ł 24,39-43). Jezus nie jest ani czystym duchem, ani zjawą. Pojawienie się zmartwychwstałego jest wydarzeniem nieoczekiwanym, zaskakującym. Działania Boga nie da się wydedukować z żadnych przesłanek: Bóg po prostu interweniuje.

            Uczniowie nie rozpoznali Jezusa nie dlatego, że Jego oblicze zmieniło się nie do poznania, ale dlatego, że „oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali”. To nie Jezus musi zmienić oblicze, lecz uczniowie muszą zmienić sposób patrzenia. Mamy tu do czynienia z głęboką niezdolnością, która dotyka umysły i serca, jak to sugeruje wyrażenie użyte przez św. Łukasza. (por. Łk 24,16) Uczniowie muszą w nowy sposób spojrzeć na to, co widzieli już wcześniej. Jeśli poprzez zrozumienie Pism nie ujrzą prawdy Ukrzyżowanego, to Zmartwychwstały pozostanie dla nich kimś obcym. Ich tok rozmowy za nim przyłączył się do nich Jezus był raczej przypomnieniem sobie wydarzeń z ostatnich dni. Oni wiedzą co się wydarzyło, ale nie rozumieją sensu tego wydarzenia.

            Uczniowie są ślepi na sens tego wydarzenia. Uczniowie muszą dojść na swojej drodze do zrozumienia prawdy: Zmartwychwstanie objawia ukryty wymiar ukrzyżowania, ale i odwrotnie: Zmartwychwstały pozostaje w kryciu, jeśli nie rozumie się Ukrzyżowanego.

            Tak więc w tym etapie rozważań możemy powiedzieć, że jest to „droga zrozumienia”. Jezus towarzysząc uczniom w drodze – bierze sytuacje w swoje ręce – nie po to jednak, aby zmienić kierunek podróży, lecz po to, aby zmienić jej znaczenie. Nie jest to już zwykła droga do Emaus, lecz droga do spotkania z Jezusem. Droga, która oddalała od Niego („ucieczka z Jerozolimy”), staje się drogą spotkania i zrozumienia. Dzieje się tak ponieważ Jezus wkracza na drogę ludzi. 

Dzień 5 wstecz>>

Łk 24,17 – „Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?

            Anna Katarzyna Emmerich – „Uszli mniej więcej połowę drogi, gdy wtem boczną ścieżką zbliżył się ku nim Jezus pod postacią obcego im męża. Ujrzawszy Go, zwolnili kroku, by męża tego przepuścić z obawy, by nie podsłuchał ich rozmowy. Lecz Jezus zwolnił także kroku i dopiero, gdy minęli ścieżkę, którą szedł, wyszedł na gościniec. Jakiś czas szedł za nimi, po czym złączył się z nimi i zapytał uprzejmie, o czym rozmawiają” (Pasja, s.35)

            Kolejna rozmowa w tym obrazie, tym razem włącza się do niej sam Jezus (w.17-27). Inicjatywę od samego początku przejmuje Jezus, kreując tok tej rozmowy w konkretnym celu – zrozumienia sensu krzyża. To pytanie postawione przez Jezusa w samo sedno trafia w problem, którym borykają się uczniowie („rozmawiali o tym, co się wydarzyło”) (Łk 24,14) – o czym rozmawiacie? Jezus nie pyta się skąd, ani dokąd zmierzają, On chce poznać znaczenie ich rozmowy. Jego pytanie zatrzymuje uczniów i zmusza ich do otwarcia serc. Uczniowie zatrzymali się smutni (por. Łk 24,17), gdyż byli rozgoryczeni i nieświadomi sensu wydarzeń – „a myśmy się spodziewali” (Łk 24,21). Pytanie Jezusa powoduje zaskoczenie w uczniach (por. Łk 24,18). Jezusa jednak nie interesuje co się wydarzyło, tylko pragnie poznać ich pogląd na tę sprawę – jak oni to widzą i czują. Prowokując ich do tego typu rozmowy, zmusza ich do wytężenia swoich umysłów i uczuć. Jezus chce wprowadzić ich na drogę odpowiedniej interpretacji tych zdarzeń, które dokonały się w Jerozolimie. Jezus staje się nauczycielem i wychowawcą – jednak w dwóch różnych perspektywach „postać” tych znaczeń, odkrywają zupełnie inną rolę. Po środku tej przemiany mentalności nauczyciela i wychowawcy stoi krzyż. Mamy do czynienia z Jezusem przed i po paschalnym. Przedpaschalny Jezus jest nauczycielem swojej nauki – wychowuje uczniów do podjęcia wiary w Niego jako zapowiedzianego Mesjasza. Kształtuje ich serca, zmienia życie – uwrażliwiając ich na inny wymiar Boga- wymiar miłości i czynienia wiary żywą, a nie tylko powierzchownie- prawną. Zmierza wraz z nimi, ucząc ich jak „żyć, aby osiągnąć życie wieczne”. Wychowuje swoich uczniów do działalności publicznej – nawrócenia i wiary w Ewangelię. Krzyż zmienia charakter obecności Jezusa. Nic już więcej nie można dodać – wszystkie zapowiedzi się spełniły. Uczniowie pozostają sami z sobą, aby ugruntować swoją wiedzę i odnieść ją zgodnie z zamiarem Chrystusa przez Krzyż do kontekstu dalszego życia. Jezus popaschalny uczy ich odpowiedniego spojrzenia na Siebie – pomaga im usystematyzować to, co wiedzą i pogłębić ich świadomość i zrozumienie seksto tego, co się stało. Chrystus po wydarzeniach Golgoty pragnie ich zjednoczyć w myśleniu i działaniu. Gromadzi ich w jednym miejscu, aby ofiarować im ostatnią obietnicę: Ducha Św., który dzięki swoim darom pozwoli wierzyć i świadczyć o Jezusie.

            Krzyż jest perspektywą przez którą należy zrozumieć wydarzenia z życia Jezusa, ale poznanie treści krzyża wpływa na zrozumienie i przyjęcie treści Zmartwychwstania.

Dzień 6 wstecz>>

Łk 24,18 – „Ty jesteś jedynym z przebywających w Jerozolimie, którzy nie wie, co się tam w tych dniach stało

            Dyskusja uczniów, w której uczestniczymy nie jest zwykła rozmową, lecz wspólnym wysiłkiem zrozumienia tego, co się wydarzyło. Uczniowie wymieniają swoje obserwacje i oceny po to, aby dojść do głębszego zrozumienia, zdanie, które wypowiada Kleofas wypływa z jego zaskoczenia. W tym zaskoczeniu widzimy dwie sprawy: wydarzenia, w których uczestniczyli i o których tak rozprawiają w drodze są dla nich bardzo ważne – umarł ich Mistrz; druga sprawa to zdziwienie, że jak można o czymś tak ważnym nie wiedzieć, nie słyszeć. Obie te sprawy możemy zaakceptować, gdyż są one zrozumiałe. Uczniowie żyją myślą o swoim Mistrzu i myśli te mają ogromny wpływ na to, jak myślą i jak reagują.

            Pamiętajmy, że wydarzenie śmierci Chrystusa na krzyżu dokonało się tuż przed świętem Paschy. Zatem wiadomość o tym zdarzeniu musiała się roznieść szerokim echem po całej Jerozolimie. Ponieważ był to tydzień Paschy, hebrajscy pielgrzymi napływający do miasta z całego imperium rzymskiego, wiedzieli już o Jego śmierci. Nie było to drobne, mało znaczące wydarzenie, wpływające tylko na uczniów – interesował się nim cały naród. Opinia publiczna zatem musiała w jakiś sposób zapoznać się z tym zdarzeniem, stąd to zdziwienie Kleofasa, że owy ich towarzysz nic nie wie.

            „Ważne wydarzenie” – uczniowie byli mocno złączeni z Jezusem, towarzyszyli Mu przez większość Jego publicznej działalności. Zżyli się z Jezusem i moment śmierci na Krzyżu wstrząsnął ich sercem, wiarą, związanymi przypuszczeniami z rolą Jezusa (por. 24,21).to wydarzenie nie jest punktem centralnym w dziejach zbawienia, ale jeszcze bardziej wbija się w ich życie, stając się wydarzeniem, które przeżywają, rozważają, pragną zrozumieć. Chrystus Ukrzyżowany stoi więc szczególnie pośrodku ich życia. Widoczne jest w ich zachowaniu jak mocno wyryła się w nich śmierć Chrystusa. Oczy mają utkwione mocno w krzyż, po którym nie są jeszcze ani gotowi, ani świadomi tego, co ma się jeszcze wydarzyć.            „Zdziwienie” – życie uczniów było i jest tak mocno złączone z Jezusem, że trudno jest im wyobrazić sobie „nie przyjęcie Go, nie akceptowanie jego nauki”. Z tego wypływa zdziwienie uczniów, nie potrafią zaakceptować tego, że ktoś może inaczej patrzeć na śmierć Chrystusa niż oni. Mają w sobie ból, który sprawia trudności w zaakceptowaniu ludzi z innymi poglądami, albo mentalnością.

            To zdanie samym uczniom podpowiada, że rozumieją fakty, ale czy dobrze interpretują. Dalszy ciąg rozmowy z Jezusem ukaże nam do czego służyła Jego „słowna prowokacja”

Dzień 7  wstecz>>

Łk 24,19 – „Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu…

            „A o czym nie wiem?” Powracamy w myśli do tego, co już po części było mówione. Nieznajomy nie interesuje się tym, co się zdarzyło i co się o tym mówi w Jerozolimie. Interesuje Go to, jak oni (uczniowie) o tym opowiadają – „Cóż takiego?” – pyta. Chce wiedzieć, jak oni opowiadają o tym zdarzeniu: w ten sposób może się dowiedzieć nie tylko o tym, co się stało, ale i zobaczyć, jak oni widzą i rozumieją te fakty. To, co interesuje nieznajomego, powinno interesować również czytelnika, który zna już fakty, ale nie wie, jak je interpretują owi uczniowie.

            Jezus posługuje się ich życiową drogą, która przemienia się w drogę wewnętrzną i duchową: od utraconej nadziei do nadziei odnalezionej, od smutku do radości, od krzyża do zmartwychwstania (i od zmartwychwstania do krzyża). Ciąg kolejnej rozmowy, którą uczniowie przeprowadzają z nieznajomym ma formę katechezy chrystologicznej. Uczniowie streszczają, charakteryzują Jezusa z ich punktu widzenia. Charakter rozmowy ukazuje podstawowy charakter tego obrazu biblijnego, ale też pierwszy czynnik pogłębienia wiary – rozpoznać Jezusa.

            Fragment (w.19) zawiera początek ich wypowiedzi na temat Jezusa. W swej formie może ta wypowiedź być traktowana jako świadectwo o Jezusie. Obydwaj opowiadają o tym, „co się stało z Jezusem Nazarejczykiem”. Opowiadają nie tylko o ostatnich wydarzeniach, ale mówią o całych Jego dziejach, które podzielone są tutaj na trzy części:

- działalność publiczna (w.19)

- skazanie na śmierć (w.20-21)

- pusty grób (w.22-24)

Ich opowieść odpowiada rzeczywistości. Błąd uczniów nie polega na tym, że o czymś zapomnieli, lecz na tym, że nie potrafią powiązać tych części w jedną spójną całość, w jedno wydarzenie. Najpierw mówią o mocy nauczania Jezusa i sile Jego cudów, dzięki którym ukazał się ludowi jako potężny prorok. To publiczne objawienie spotkało się z aprobatą, ze strony ludzi i ze strony Boga.

            Uczniowie potwierdzają (jako naoczni świadkowie) o cudach i słowach objawiających wielką siłę. Widzą w Nim „Potężnego proroka”, za którym zmierzają rzesze ludzi, w których Jezus ma poparcie. Ta pierwsza część ich wypowiedzi daje nam przeświadczenie, że byli Jego towarzyszami w publicznej działalności. Ich wiara w Niego została oparta na tym, co widzieli, jednak fakty dalekie były od zrozumienia tego przesłania.

Mt 21,11 – „A tłumy odpowiadały: <<To jest prorok, Jezus z Nazaretu z Galilei>> - to w trakcie wjazdu do Jerozolimy. Uczniowie z Emaus są dobrymi obserwatorami, chłoną wiele faktów choć wciąż mają problem w prawidłowym powiązaniu tych wszystkich wydarzeń.

Dzień 8   wstecz>>

Łk 24,20 – „…wydali Go na śmierć i ukrzyżowali

            Przechodzimy, do drugiej części wypowiedzi uczniów.

Osąd uczniów jest jednoznaczny, obwiniają arcykapłanów i przywódców. Wszyscy widzą, że śmierć Jezusa nie jest ani Bożą karą, ani wynikiem decyzji ludu. Jezus był niewinny i dlatego Jego śmierć nie zmienia pozytywnego osądu Jego osoby u uczniów. Prawda Jego cudów i słów nie uległa zatarciu. Oni nadal niosą Go w swoim sercu, był dla nich kimś ważnym, wiązali z Nim pewne nadzieje (w.21), a On przemienił ich serca i uczynił życie innym. Również po ukrzyżowaniu są przekonani, że Jezus był „prorokiem potężnym w czynie i słowie” (w. 19). Ta część rozmowy uwidacznia ich osobisty bunt, niezrozumienie  dlaczego tak się stało, dlaczego Jezus umarł? Zagubili się, nie mają połączenia pomiędzy działalnością publiczną Jezusa, a Jego zmartwychwstaniem, którego fakt też do końca nie mogą zrozumieć i przyjąć.

            Śmierć i ukrzyżowanie przyjęte zostało z niezrozumieniem. Nie potrafią odgadnąć znaczenia Krzyża, który nagle pojawił się w centrum. Krzyż nie jawi im się jako „wydarzenie przejściowe”, ale widzą w nim raczej koniec wszystkiego. To, co uczniowie mówią o Jezusie przygodnie spotkanemu towarzyszowi podróży, stanowi dość znamienny przykład wczesnochrześcijańskiej katechezy chrystologicznej. Głównymi elementami tej katechezy są: Jezus pochodzi z Nazaretu; był prorokiem potężnym w uczynku i słowie (mowie); wydali Go arcykapłani i przełożeni ludu; został skazany na śmierć i ukrzyżowany. Tyle wiedziano o Jezusie do chwili Jego zmartwychwstania. Jest to obraz niekompletny działalności Jezusa. To ukazuje, że w całej tej „układance” brakuje podstawowego fragmentu, który będzie tłumaczył całą tą rzeczywistość. Perspektywa krzyża oświeca całą postać Jezusa dzięki temu co zostało uczynione i powiedziane przed śmiercią Jezusa. Aby jednak zrozumieć rzeczywistość Krzyża musimy pójść dalej – do grobu i odkryć, że jest pusty – co jest świadectwem Zmartwychwstania. W tym fragmencie widzimy jakim wydarzeniem przede wszystkim żyją uczniowie. Jednak to za mało, aby całkowicie zrozumieć przesłanie Jezusa. Krzyż rozświetla dwa horyzonty: przeszłość i przyszłość. Zatem uczniom brakuje zrozumienia: krzyża , zmartwychwstania i brakuje umiejętności złożenia tych elementów z życia Jezusa.

Dzień 9  wstecz>>

Łk 24,21 – „A myśmy się spodziewali…

            (a my mieliśmy nadzieję)… Niezrozumienie krzyża i ukrzyżowania prowadzi do kolejnych następstw. Ukrzyżowanie jest przyczyną ich głębokiego rozczarowania: „a myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela”. Według uczniów i w mentalności wielu ludzi panuje opinia, że misja Jezusa została przerwana, tak że nie mógł On wykonać tego zadania. Chociaż krzyż nie podważył faktu, że Jezus był potężnym prorokiem, to jednak nie można sądzić, że był Mesjaszem. Ukrzyżowanie oznacza koniec nadziei mesjańskiej.

            Jezus jawi się tu raczej jako rewolucjonista – ten, który w sposób zbrojny miał wyzwolić Izraelitów. Uczniowie z Emaus liczyli na to, że Jezus doprowadzi do odrodzenia Izraela. Większość Izraelitów wierzyła, że proroctwo Starego Testamentu wskazuje na Mesjasza militarnego i politycznego. Nie uświadomili sobie, że Mesjasz przyszedł, by ratować ludzkie dusze. Dlatego stracili wszelką nadzieję, gdy Jezus umarł. Nie zrozumieli, że Jego śmierć dawała największą nadzieję. Uczniowie nie zauważają łączności między potężnym prorokiem, a ukrzyżowanym Mesjaszem. Ich sposób patrzenia na krzyż musi ulec całkowitej zmianie. Krzyż nie jest końcem nadziei, lecz jej fundamentem. Krzyż nie jest porażką nadziei mesjańskiej, lecz objawieniem innej nadziei; nie jest zaprzeczeniem wyzwolenia, lecz innym sposobem jego rozumienia.

            Krzyż musimy zrozumieć w perspektywie zmartwychwstania. Te sytuacje ukazują mesjański wymiar Jego czynów

            Uczniowie zastanawiali się w jaki sposób On wyzwoli Izraelitów. Nagle stają przed rzeczywistością dla nich nie zrozumiałą – dlatego są rozgoryczeni; nie mogą pojąć, że to, co było w ich wyobraźni nie spełniło się. I nadzieje zostały zduszone, rodzą się w nich pytania, na które szukają odpowiedzi.

            „Dziś mija już trzeci dzień od tych wydarzeń” Wiemy z całą pewnością, że uczniowie wędrują, w dniu Zmartwychwstania, do Emaus. Zatem ich podróż rozgoryczenia i niezrozumienia osadzona jest w czasie ciszy – pomiędzy Krzyżem – grobem, a ukazaniem się Zmartwychwstałego i wiary w ten fakt. Ten krótki odcinek czasowy staje się dla nich bardzo emocjonalnym sprawdzianem wiary w fakty, w których uczestniczą. Ich nadzieje na wyzwolenie Izraela niewątpliwie w rzeczywistości fizycznej się nie dokonało, lecz ich nadzieja jest tak silna, że wciąż skrawkach różnych wydarzeń szukają logicznego wytłumaczenia całości.

Dzień 10  wstecz>>

Łk 24,22-24 – „niektóre z naszych kobiet przeraziły nas…były rano u grobu”

            Opowiadanie uczniów nie kończy się na ukrzyżowaniu. Ma jeszcze ciąg dalszy, ale uczniowie nie wydają się przywiązywać do niego wielkiego znaczenia. Kilka kobiet opowiadało im o pustym grobie i o aniołach, którzy twierdzili, że Jezus żyje. Opowiadania o spotkaniu i doświadczeniu Zmartwychwstania Jezusa przedstawione są w wersetach 22-24.

            Przygnębienie i rozgoryczenie uczniów wzrastało wskutek wieści, jakie przyniosły niektóre spośród niewiast. Otóż niewiasty owe udawszy się do grobu Jezusa nie znalazły Jego ciała. Był to już nie lada powód do przerażenia.

            Z racji głębszego połączenia tematycznego wersów 22-24 rozważymy je razem, aby nie zatracić ducha panującego w sercach i opinii najbliższych Jezusowi.

            Przerażenie uczniów wypływa z faktu, że kobiety przybywszy do grobu Jezusa nie zastały tam Jego ciała. Kobiety wróciły do apostołów i opowiedziały im co zobaczyły: pusty grób i aniołów, którzy powiedzieli, że Jezus żyje. Świadectwo kobiet potwierdzają apostołowie, którzy poszli o zastali wszystko tak, jak im kobiety opowiedziały. Wszystkie te zdarzenia były jednak powodem zamieszania. Opowiadanie kobiet i pusty grób nie wystarczą. Dlatego opowiadanie uczniów kończy się negatywnym stwierdzeniem, które w ich oczach jest znacznie ważniejsze niż pusty grób: „ale Jego nie widzieli” (24,24). Ludzie, którzy poszli sprawdzić grób, czy rzeczywiście jest pusty nie rozumieli, że Jezus zmartwychwstał, dlatego napełnił ich smutek. Pomimo dowodów i świadectwa kobiet oraz biblijnych proroctw zapowiadających to wydarzenie, nie wierzyli. Uczniom potrzebny był żywy, namacalny Jezus. Ze sposobu relacjonowania wydarzeń wynikało, iż uczniowie z Emaus wierzą niewiastom, ale nadal zdają się nie posiadać wiary w rzeczywistość zmartwychwstania Jezusa.

            Mamy po raz kolejny do czynienia z niezrozumieniem uczniów, tych wydarzeń. Stają wobec dość jasnej rzeczywistości: słyszeli zapowiedzi zmartwychwstania, widzą spełniające się zapowiedzi męki, słyszą od kobiet o pustym grobie – potwierdzonym przez apostołów. Stojąc wobec takich argumentów oni nadal nie mają faktycznej wiary. Kolejny raz obraz biblijny ukazuje, że oprócz faktów potrzeba zewnętrznej pomocy, aby poskładać wszystkie części w jedną całość. Znowu trzeba walczyć z nieświadomością, niezrozumieniem faktów. Potrzebują namacalnego dowodu, który uczniom da potwierdzenie faktów, które się wydarzyły.

            Jak wiemy z relacji biblijnej – wobec uczniów wysunięto oskarżenie, że to oni skradli ciało Jezusa i je ukryli. Rzymianie w ten sposób chcieli zapobiec ogólnie ludzkiemu szaleństwu wiary w Zmartwychwstanie (Mt 28,11-15).

            Sceny biblijne, w których uczniowie, czy apostołowie spotykają się ze Zmartwychwstałym wciąż ukazują niedowierzanie i wątpliwości w fakt Zmartwychwstania. Dotyczy to tych osób, które Go nie widziały. Natomiast ci którzy Go spotkali rozpoczynają swoje życie od nowych rzeczywistości. Ich wiara jest żywa i ożywia wszystkich dzięki Zmartwychwstaniu.

Dzień 11  wstecz>>

Łk 24,25 – „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy

            Jezus zaczyna mówić, czyniąc uczniom wyrzuty. Dlaczego Jezus nazwał ich nierozumnymi (niemądrymi)? Uczniowie choć znali dobrze biblijne proroctwa, nie rozumieli, że cierpienie Chrystusa było Jego drogą do Chwały. Nie mogli (nie potrafili) zrozumieć, dlaczego Bóg nie interweniował, by ocalić ukrzyżowanego Jezusa. Byli tak pochłonięci podziwem dla władzy politycznej i potęgi militarnej, że nie byli przygotowani na zrozumienie wartości w Królestwie – w którym ostatni będą pierwszymi i w którym życie wyrasta ze śmierci.

            Niejeden raz już w podobny sposób Jezus korygował teologię mesjańską nie tylko towarzyszących Mu tłumów, lecz także samych Apostołów. Pojawienie się Jezusa obok ludzi w chwili gdy ogarnia ich wielkie przygnębienie było wyrazem dobroci Bożej. W rzeczywistości przyszedł Jezus z pomocą wierze dwu uczniom z Emaus. Skarcił ich co prawda na wstępie, lecz zaraz zaczął im wszystko wyjaśniać. Umacniał ich wiarę, otwierał im oczy, przychylając się niejako do słów Apostołów (uczniów).

            „O nierozumni…” – Jego zarzut dotyka głębi osoby i jej umysłu i serca. Opowiadanie uczniów świadczy o tym, że niczego nie zrozumieli i że na dzieje Jezusa patrzą powierzchownie. Ich serca są nieskore do nowości i na to, co niespodziewane. Powolność serca bliska jest jego zatwardziałości, o której niejednokrotnie mówi Ewangelia. Zatwardziałość ta jest natury teologicznej: człowiek wierzy w Boga, ale potem nie potrafi otworzyć się na nowość Jego działania. Uczniowie przyzwyczaili się do obecności Jezusa pośród nich, do Jego nauk, cudów. Kiedy umarł na krzyżu ta rzeczywistość została w ich sercach „zabita”, czują rozgoryczenie, nie mogą się odnaleźć i zrozumieć.

            Jezus wyrzuca im brak zrozumienia, czyni tak dlatego, aby coś zrozumieli, pragnie, aby przypisali większe znaczenie pustemu grobowi i słowom kobiet (por. 24,22). Być może pragnął im również poszerzyć horyzonty, aby Jego misji nie odnosili tylko do Izraela (por. 24,21), ale zrozumieli, że Jego misja nie jest ograniczona. W kontekście tych słów można dostrzec, że pragnieniem Jezusa jest również ukazanie im JEDNOŚCI całego życia Jezusa: Jego powszechnej misji, krzyża i zmartwychwstania. Dawał im szansę, aby jeśli nie zrozumieć, to przynajmniej przypuszczać, że wydarzenia nie mogły przebiegać inaczej, niż to rzeczywiście miało miejsce. Każde słowo, pytanie, z Jezusowej katechezy zaprasza nie tyle do odpowiadania, co raczej bardziej do ich zrozumienia.

            W tym punkcie wypowiedzi Jezusa słyszy się to szczególe zaproszenie, aby otworzyć swoje serce na Słowo Boga, które wprowadzą nas w poznanie głębi owej tajemnicy Zmartwychwstania.

Dzień 12  wstecz>>

Łk 24,26 – „Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej Chwały

            To wypowiedzi Jezusa jest zrozumiały, chce wstrząsnąć nimi i ukazać, że po krzyż też się coś dokonało, co jest bardzo ważne dla zrozumienia całej mesjańskiej misji Jezusa. W tym pytaniu Jezus bezpośrednio dotyka sedna problemu. Nieznajomy po raz pierwszy mówi tutaj – chociaż w sposób ukryty – o sobie samym i nazywa siebie Mesjaszem.

            Stary Testament

Mesjasz – (hbr. masziach, gr. Messias lub christos) – pomazany, namaszczony, wyrażenie uroczyste, określające osoby obdarzone ważną misją w Izraelu, mianowicie kapłanów (Wj 29,7), proroków (1 Krl 19,16) lub królów. W ramach nurtu duchowego i literackiego rozwijała się, w sposób tajemniczy i bardzo trudny do ścisłego uchwycenia naukowego, myśl o idealnym królu przyszłości i związane z nią oczekiwania jakiegoś niezwykłego Pomazańca  (realizującego w sposób doskonały zadani władcy). Będzie on przy tym obdarzony przez Boga niezwykłymi przymiotami i przyniesie błogosławieństwo nie tylko samemu Izraelowi, lecz innym narodom świata. Miał być nie tylko królem i wspaniałym zwycięzcą nad wrogami (PS 2;110), ale także cichym i cierpliwym nauczycielem oraz opiekunem uciśnionych i biednych, który sam dozna cierpienia, stanie się ofiarą za drugich jako Mąż Boleści. Taki obraz Mesjasza ukazał Deuteroizajasz w czterech pieśniach o słudze Jahwe.

            Nowy Testament

Nawiązuje on wielokrotnie do mesjanizmu ST. Jezus (Łk 24,44; Mt 22,44; J 13,18), a potem i Apostołowie (Dz 2,25-28; 4,25; 13,33) dowodzili, że pewne teksty ST wypełniły się na osobie Jezusa jako Mesjasza – Chrystusa. Współcześni Jezusowi Żydzi nie dostrzegali w Nim Mesjasza, gdyż hołdowali jedynie politycznie pojętemu mesjanizmowi królewskiemu.

            Jezus mówi, że Mesjasz miał „to cierpieć”, podkreślając w ten sposób aspekt męki. Widzimy, że wciąż pojawia się myśl o zjednoczeniu wszelkiej działalności Jezusa, aby zrozumieli sens misji Jezusa. „Czyż Mesjasz nie musiał…” – są to słowa, które zawsze towarzyszą ewangelicznym wypowiedziom o krzyżu i które wyrażają Bożą konieczność. W Ewangelii Łukasza owe „musiał” pojawia się kilka razy (por. np. 9,22; 13,33; 17,25; 22,37). W samym rozdziale o zmartwychwstaniu występuje cztery razy (por. 24,7.26.44.46). „Musiał” oznacza, że męka jest istotną częścią Bożego planu, a nie jego zaprzeczeniem czy odrzuceniem. W doświadczeniu Jezusa oznacza tom że męka został przez Niego przyjęta w imię posłuszeństwa. „Musiał” wyraża zarazem plan Boży i posłuszeństwo Jezusa. Jeśli nie zrozumiemy znaczenia krzyża całe wydarzenie chrystologiczne traci sens. Krzyż nie podważa mocy Jezusa z Nazaretu, a jedynie odsłania inne oblicze Jego tajemnicy: moc objawia Jego mesjańskość, krzyż mówi o tym, na czym polega zbawienie. Jedynie Ukrzyżowany potrafi wyjaśnić Pisma w taki sposób, który przezwycięża powierzchowność ludzkiego rozumienia i powolność ludzkiego serca. Jest to jeszcze jedno pouczenie, że na pełną wiarę nikt nie zdobędzie się sam o własnych siłach potrzebna jest specjalna interwencja Chrystusa, niezbędne jest jakieś otwarcie oczu ludzkich przez Mądrość z góry.

Dzień 13  wstecz>>

Łk 24,27 – „I zaczynając od Mesjasza poprzez wszystkich… wykładał im, co… odnosiło się do Niego

            Wyjaśnienie Pism ma pokazać, że męka jest z nimi zgodna. Jest to niezbędne po to, aby móc przezwyciężyć zgorszenie krzyża i otworzyć się na rzeczywistość zmartwychwstania. Jezus podejmuje się osobiście tego zadania.

            Obraz Zmartwychwstałego, który wyjaśnia Pisma, wskazując na ich chrystologiczne znaczenie, ma nieprzemijającą wartość. Chrystus jest prawdziwym egzegetą, interpretującym teologicznie Pisma uczniom z Emaus. Wyjaśnia je osobiście, a w czasach późniejszych czyni to przez pośrednictwo Ducha św. Odczytanie projektu Bożego jest darem, a nie owocem własnych badań człowieka. Chrystus umacnia wiarę uczniów, otwiera im oczy – ponieważ pełni wiary nikt nie zdobędzie sam o własnych siłach; potrzebna jest specjalna interwencja Chrystusa.

            W wyjaśnianiu Pism Zmartwychwstały nie odwołuje się do jakiegoś tekstu, który zapowiadałby Jego mękę i zmartwychwstanie, ale wyjaśni im wszystkie Pisma, od początku aż do końca. Krzyż nie jest „zapowiedziany”, lecz „zgodny” z Pismem. O tej zgodności świadczy cały ST.

            Dla opisania sposobu, w jaki Zmartwychwstały odczytuje Pisma, św. Łukasz używa dwóch czasowników. Pierwszy – diermeneno – oznacza: wyjaśnić, interpretować, naświetlać, tłumaczyć, ale także odsłaniać. Drugi – dianoigo – podkreśla ideę otwierania; zamykania (por. Łk 24,31). Oba czasowniki podkreślają nieco odmienne aspekty, mówią jednak to samo: Pisma nie są zrozumiałe same przez się, ale potrzebują interpretacji i wyjaśnienia. Zawsze chodzi o rzucenie światła na to, co już jest w nich zawarte, a nie o wprowadzenie do nich czegoś zewnętrznego.

            W działaniu Zmartwychwstałego możemy zobaczyć, że Bóg nas kocha (Pisma – potwierdzenie), widząc Jego dokładne przygotowanie i szczegóły wszystkich Jego wysiłków, mających na celu umożliwienie nam zbawienia.

            Zatem widzimy tu zadanie Jezusa, który polega na umocnieniu wiary, wlanie światła w ich umysły i serca, aby zrozumieli cel misji Jezusa, odrzucając własne wyobrażenie mesjańskości Jezusa. Jezus rozpoczął „dwuetapową katechezę” od wyjaśnienia Pism, aby później posłużyć się drugim etapem – wspólnej uczty, która pozwala – dianoigo – oczy i zobaczyć Jezusa, przez co w pełni przyjmują wiarę w Zmartwychwstanie. To „delikatne” dwustopniowe przygotowanie coraz bardziej uwalnia ich od ich własnych „orientacji” na „żywą obecność Zbawiciela”.

            Potrzeba nam, tak jak uczniom z Emaus wsłuchania się w Słowo, zrozumienie Go, co doprowadzi nas do rozpoznania (zobaczenia) Jezusa.

            Ewangelista Łukasz nie notuje konkretnych słów Pisma Świętego, które mógł w swojej „katechezie” wypowiedzieć – przypomnieć Jezus. Wiemy na pewno, że odnosiły się do Niego. Możemy jedynie w zgodzie z własnym sumieniem i wiarą domniemywać jakie to były fragmenty…

Dzień 14  wstecz>>

Łk 24,28 – „Tak przybliżyli się do wsi… ,a On okazywał, jakoby miał iść dalej

            Uczniowie zrozumieli Pisma, w ich myślach pojawia się światło nadziei. W ich pojęciu Zmartwychwstanie jest już znaczący, i wszystko wyjaśniającym zdarzeniem. Uczniowie wyszli z „niezrozumiałego obłędu o męce” i doszli sercem do Zmartwychwstania. Chrystus dokonał interpretacji Pism i wyjaśnił im wydarzenia męki, śmierci i zmartwychwstania.

            To zdanie jest komentarzem Ewangelisty oddzielającym rzeczywistość „katechetyczną” Jezusa od osiągnięcia celu jakim jest Emaus.

            W tym fragmencie odgadujemy dwie sprawy: przybliżyli się do Emaus, Jezus chciał iść dalej. Celem podróży uczniów jest Emaus – nie wiadomo dlaczego akurat ta miejscowość była celem ich podróży, co chcieli tam odnaleźć, albo przed czym chcieli uciec. Komentarze wskazują, że ich rozczarowanie powoduje, że idą w złym kierunku – oddalili się od wspólnoty wierzących w Jerozolimie. Gdy będziemy zaprzątnięci naszymi rozbitymi nadziejami i planami, możemy rozminąć się z Jezusem i utracić wspólnotę z innymi wierzącymi. Dopiero, gdy szukamy „Chrystusa pośród nas”, doświadczamy mocy i pomocy, których udziela. Zatem podróż uczniów do Emaus jest „symbolem” ludzi wciąż poszukujących Jezusa, dzięki któremu mogą odnaleźć prawdziwy cel swojej podróży. To, co było celem dla uczniów stało się drogą formacyjną, etapem przejściowym do odkrycia w nich samych faktycznego celu ich „duchowej podróży”.

            Jezus tuż przed wejściem do Emaus wraz z uczniami staje na rozwidleniu dróg. Według wizji Anny Katarzyny Emmerich – Jezus okazywał jakoby miał iść dalej – do Betlejem. „Iść dalej…” – Jezus wie, że długo nie będzie przebywał wśród swoich dlatego coraz bardziej prowokuje bliskich do intensywnej współpracy uczniów z Nim samym. Chce wykorzystać te ostatnie chwile, aby przekazać uczniom i apostołom siłę, która pozwoli im wytrwać w wierze. Jezus okazując, że chce iść dalej ukazuje, że to nie koniec, że przed wszystkimi stoi jeszcze wiele zadań. Prawdopodobnie Jezus pragnie sprowadzić wszystkich w jedno miejsce, aby sami dla siebie stali się umocnienie. Ich świadectwa ze spotkań ze Zmartwychwstałym może sprawić, że staną się jedna silną i zwartą wspólnotą, w której pośrodku stoi sam Jezus. Uczniowie zostali przez Jezusa zaproszeni do współuczestnictwa w życiu wspólnoty, której treścią jest Jezus. Jezus „…iść dalej” – sam sobą chce wskazać uczniom, gdzie jest ich faktyczne miejsce, pokazuje im, że odebrali zła drogę, która ich oddala od wspólnoty. Mają dzięki otrzymanym wyjaśnieniom nawrócić się fizycznie i duchowo i pójść do wspólnoty w Jerozolimie, gdzie będą oczekiwać zesłania Ducha św.

Dzień 15  wstecz>>

Łk 24,29 – „lecz przymusili Go, mówiąc: zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi”.

            Zapraszają Go z naciskiem, poniekąd przymuszają Go do zostania. Grecki czasownik parabiazamai oznacza: używać siły, przymuszać. Jezus daje się przekonać. Oczywiście decyzja należy do Niego, ale tekst podkreśla, że uczniowie nalegali na Jezusa. Inicjatywa zawsze należy do Pana, ale nie oznacza to, że pragnienie człowieka jest bez wartości. Bóg chce, aby człowiek nie tylko przyjmował Jego miłość, lecz również pragnął jej i poszukiwał. Nie wiadomo, jakimi intencjami kierował się Jezus, przyjmując ostatecznie zaproszenie do domu jednego z obu przygodnych znajomych. Nie bez znaczenia było również to, że miało się ku wieczorowi. A może po prostu chciał odkryć już do końca tajemnicę Zmartwychwstałego? Możemy jedynie po części domniemywać, gdyż dalsze wersety tłumaczą głębokie znaczenie pozostawania z nimi Jezusa. Zatem odważnie można stwierdzić, że Jezus pozostaje z uczniami, aby ugruntować doświadczenia, które zyskali podczas drogi i do końca odkryć przed nimi siebie – Jezusa.

            „Zostań z nami…” Kiedy rozmawiał z nimi w drodze i „wyjaśniał Pisma”, odczuwali wewnętrzny „żar” (zob Łk 24,32). Chrystus na ich drodze stawał się światłem, które łagodziło twardość ich serc i „otwierał im oczy” ( Łk 24,31). MND pkt 1. – „W mroku chylącego się ku końcowi dnia i w ciemnościach zalegających dusze Wędrowiec ten, był promieniem światła, który budził nadzieję i otwierał ich dusze, napełniając je pragnieniem pełnego światła”. „Zostań z nami…” to wręcz błaganie ze strony uczniów, dlatego aż Go przymuszają, aby pozostał z nimi. Boją się nadejścia nocy, boją się, że wszystko na nowo zostanie utracone. Czują, że Wędrowiec może dać im coś więcej. Ich serca zostały tak pokierowane, że nadzieja wręcz narasta w nich przeważając ponad racjonalność. Działanie Wędrowca na uczniów ma tak ogromny wpływ, że chcą z Nim przebywać jak najdłużej. Zapraszają Go na wieczerzę z racji miłości wzajemnej, którą już żyją i która już obfituje w sposobie myślenia i w działaniu.

            Jak już wspomniałem Jezus odpowiada pozytywnie na zaproszenie uczniów i pozostaje z nimi. Jego obecność ma po raz kolejny pewne znaczenie, które w pełni objawi się podczas wieczerzy. Uczniowie przeżywają już w sobie inny sposób myślenia i działania. Jest w nich radość. Objawem ich radości jest pełna otwartość na Wędrowca (zaproszenie) i miłość w czynie (wieczerza). Stwierdzenie uczniów „Zostań z nami…” wyraża pragnienie bliskości. Ta bliskość przeradza się później w realne przebywanie we wspólnocie ze Zmartwychwstałym.

Dzień 16  wstecz>>

Łk 24,30 – „Gdy zajął miejsce u stołu, wciął chleb (1), odmówił błogosławieństwo (2), połamał go (3) i dawał im (4).

            Dochodzimy w tym rozważaniu do najważniejszego wydarzenia – uczty. Jezus wykonuje cztery gesty:

- bierze chleb

-błogosławi go

- łamie

- i oddaje uczniom

            które kierują myśli ku celebracji eucharystycznej, ku ziemskiemu życiu Jezusa (życiu, które zostało dane w darze tak, jak połamany chleb), ku krzyżowi, który jest spełnieniem tego życia. Gesty te odsyłają jednak również do przyszłości, do życia Kościoła, do czasów, w których chrześcijanie będą „łamać chleb” (por. Dz 2,46). „Łamanie chleba” jest zatem gestem, w którym w pewnym sensie spotykają się trzy etapy życia Jezusa: Jezus ziemski, Zmartwychwstały, i Pan, który jest nadal obecny we wspólnocie. „Łamanie chleba” jest zawsze widzialnym znakiem obecności Pana: Ukrzyżowany, Zmartwychwstały i żyjący w chwale Ojca, Pan jest obecny w Kościele. Przy łamaniu chleba można poznać Pana. Aby jednak tak się stało, trzeba rozumieć krzyż nie jako porażkę, lecz jako wolny dar z siebie.

            Najprawdopodobniej św. Łukasz nie opowiada tu o rzeczywistej celebracji eucharystycznej; z pewnością jednak pragnie o niej przypomnieć. Nie ma potrzeby pytać się, czy Jezus dokonał tu prawdziwej konsekracji. Św. Łukasz chce nam po prostu powiedzieć, w jakich okolicznościach człowiek wierzący może spotkać Jezusa.

            „dawał im” czasownik użyty jest w czasie przeszłym niedokonanym. W rzeczywistości Łukaszowi chodzi tu o ukazanie ciągłości i powtarzanie tego wydarzenia. Czas przeszły niedokonany „rozciąga” w czasie gest Jezusa. Jezus jest tym, kto dał i nadal daje. Jezus jest zawsze Tym, kto daje, jak już powiedzieliśmy, jest to Jego charakterystyczna cecha. Jest obecny we wspólnocie jako Ten, kto daje, a nie jako ten, kto otrzymuje.

            Opowiadając w drodze dzieje Jezusa, uczniowie podkreślali moc Jego nauczania i Jego dzieł. Teraz muszą nauczyć się rozpoznawać Go w inny sposób: nie w potędze, lecz w ofierze. Jest to jedyny poprawny sposób odczytywania dziejów Jezusa, sposób, który pozwala odkryć ich ciągłość. Jeśli człowiek tego nie potrafi, to nie może rozpoznać ani Zmartwychwstałego, ani Pana obecnego w Kościele.

            Te cztery gesty podczas wieczerzy uświadamiają uczniom rzeczywistość, w której już uczestniczyli. Analogicznie porównali wieczerzę w Emaus z tą w Wieczerniku i udało im się dzięki gestom odkryć to wydarzenie. Ofiara w Wieczerniku i w Emaus ma nam uzmysłowić tą szczególną obecność Jezusa pośród nas. Jego zapewnienie o pozostanie z nami do końca teraz zostaje rozpoznane i radością przyjęte. To szczególne spotkanie na końcu drogi realizuje się podczas każdej Ofiary – „łamania chleba”. Wersety 30-35 przepełnione są radością ze spotkania Jezusa Zmartwychwstałego i świadomą wiarą w to wydarzenie. Uczniowie zaczynają przepełniać się wzajemnie radością zrozumienia wydarzeń ostatnich dni. Entuzjazm ten sprawia, że pragną tym dzielić się z każdym, świadcząc jednocześnie o faktycznym znaczeniu misji Jezusa – ofiary eucharystycznej.

Dzień 17  wstecz>>

Łk 24,31 – „Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu

            Do tej pory wsłuchiwali się w głos Wędrowca, odpowiadali na swoje wątpliwości, odkrywali swoją wiarę w pryzmacie Pism, które On im wyjaśniał. Uczestniczą w wieczerzy podczas której Wędrowiec posługuje się zwyczajnymi gestami. Jednak cztery znaki: wziął chleb, błogosławieństwo, łamanie i podawanie go, przypomniały im to szczególne – ostatnie wydarzenie, które spędzili wraz z Jezusem.

            Ich oczy były do tej pory zamknięte, teraz zaś po tak długiej drodze otwierają się im i rozpoznają w Wędrowcu – Jezusa.

            Otworzyły – czasownik użyty w stronie biernej ukazuje, że oczy otwiera im gest Jezusa, a nie ich własne działanie.

            Czasownik poznawać jest natomiast w stronie czynnej, co ukazuje, że cud jest darem Boga, ale człowiek musi go przyjąć i odczytać.

            Poznanie jest czymś znacznie większym niż zwykłe widzenie. Uczniowie również wcześniej widzieli Pana, ale nie wiedzieli, że to On. W całej tej sytuacji następuje moment zwrotny – lecz On zniknął im z oczu – teraz wiedzą jak mogą Go rozpoznać, widzenie nie jest już potrzebne. I rzeczywiście, w tym momencie dokonuje się inne ważne wydarzenie, lecz pozostaje z nimi jako zmartwychwstały Pan. Znikając z ich pola widzenia, Jezu doprowadza do pełni swoją obecność. Jezusa nie można posiadać, znika On z oczu uczniów i wzywa ich, aby szli nadal drogą, na którą weszli.

            Zamysłem Łukasza jest ukazanie, przez ten obraz biblijny, że uczeń powinien umieć rozpoznać obecność Pana, nie oczekując żadnej wizji. Wystarczy mu znak łamanego chleba. Wystarczy mu to, iż zrozumiał piękno i sens Ukrzyżowanego. Takie są znaki zmartwychwstałego Pana. Są one nie tylko miejscem spotkania ale i rozpoznania Pana.

            Można z całym przekonaniem stwierdzić, że kiedy uczniowie nie mieli wątpliwości, że Jezus zmartwychwstał, wtedy Zmartwychwstały znów zniknął. Obecność Zmartwychwstałego staje się powszechna, to znaczy z indywidualnych i fizycznych spotkań przeradza się w duchową obecność w każdym człowieku. Teraz Jego obecność jest realna i urzeczywistnia się w każdej Eucharystii. Stąd każdy z nas uzmysławia sobie możliwość otwarcia oczu i poznania Go i przebywania w Jego obecności również dzisiaj. Jezus nie jest tylko dla wybranych – pojedynczych osób – jest dla nas wszystkich. Zmartwychwstały jest dla każdego i w każdym czasie dziejów ludzkości.

Dzień 18  wstecz>>

Łk 24,32 – „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał”

            Dopiero teraz, gdy rozpoznali zmartwychwstałego Pana, uczniowie zaczynają rozumieć to, co czuli już wcześniej. Dotąd był to jednak tylko niejasny ślad, którego nie potrafili odczytać. Zmartwychwstały nie tylko rzuca światło na drogę, która jest przed nimi, ale pozwala również zrozumieć, co jest już za nimi. Nie tylko odsłania przed członkiem przyszłość, ale pokazuje mu też sens tego, co już przeżył i co przeżywa.

            Po rozpoznaniu w Wędrowcu Zmartwychwstałego uczniowie wracają w swej dyskusji do momentów drogi, na której spotkali nieznajomego, kiedy to On im wyjaśniał Pisma, które odnosiły się do Jezusa. Zatem dzięki Jezusowi – patrząc przez Niego, przeszłość staje się bardziej zrozumiała. Uczniowie dzięki wyjaśnionym Pismom mogą zobaczyć i poznać Jezusa, a po spotkaniu się z Nim mogą dokonać uzdrawiającej interpretacji swojego życia.

            „serce pałało w nas” – serce w sensie biblijnym określa całego człowieka, dlatego słowa te wyrażają emocje uczniów, ale też tęsknotę, która została zaspokojona dzięki spotkaniu ze Zmartwychwstałym. Ich mroczne myśli zostały rozjaśnione obecnością Zmartwychwstałego przez co czuli się wolni i „żywi”. Pałające serce świadczy o głębokim przeżyciu tego doświadczenia. To wydarzenie tak mocno wywarło na nich wrażenie, że właśnie tuż po nim wracają do niego i znów o nim dyskutują. W swym pytaniu – stwierdzeniu wyrażają wiarę w Jezusa, który jest ich Mistrzem – Nauczycielem. Uczniowie dzięki spotkaniu ze Zmartwychwstałym rozpoczynają interpretować swoją przeszłość, rozpoznając w niej obecnego Jezusa.

Dzień 19  wstecz>>

Łk 24,33-35 – „ w tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy, w.34 Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi, w.35 oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba

            Wydarzenia, które im towarzyszyły w ostatnich dniach, a szczególnie w ostatnich godzinach (spotkanie Wędrowca, łamanie chleba, rozpoznanie Zmartwychwstałego) miały tak ogromny wpływ na ich życie, wiarę, że przepełnieni radością uczniowie „w tej samej godzinie” powracają do Jerozolimy. Zrozumieli dzięki spotkaniu z Jezusem, że ich miejsce jest we wspólnocie. Dlatego wracają i opowiadają o tym, co ich spotkało, tak jak wracali do siebie wszyscy, którzy mieli szczęście spotkać Boga: pasterze (Łk 2,20), apostołowie (Łk 9,10), siedemdziesięciu dwóch (Łk 10,17), uzdrowiony trędowaty (Łk 17,15) i cały lud, który był świadkiem ukrzyżowania Jezusa (Łk 23,48). Wszyscy wracali po to, aby opowiedzieć, co ich spotkało (Łk 24,35) i oddać w ten sposób chwałę Bogu. Dobra Nowina o zmartwychwstaniu musi być zaniesiona do Jerozolimy, aby właśnie stamtąd rozeszła się na cały świat (Łk 24,47; Dz 1,8).

            Spotkanie dwu uczniów z Emaus z jedenastu Apostołami w Jerozolimie miało na celu uzgodnienie relacji o zmartwychwstaniu Jezusa. Okazuje się, że to, co przeżyli dwaj uczniowie z Emaus, owi drugorzędni świadkowie zmartwychwstania, znajduje całkowite potwierdzenie w przeżyciach Piotra.

            Dwaj uczniowie wróciwszy z Emaus do Jerozolimy – wyruszyli jeszcze tej samej godziny, pełni uniesienia – opowiedzieli o swoich przeżyciach jedenastu Apostołom, a ci z kolei przedstawili to, co widział Szymon Piotr podczas swojej samotnej bytności u grobu Jezusa. Mogli więc wszyscy już teraz zgodnie stwierdzić, że Pan rzeczywiście zmartwychwstał (Łk 24,34).

            Wspólnota wierzących w Zmartwychwstałego jednoczy się, wymieniają się swoimi doświadczeniami wiary w rzeczywiste zmartwychwstanie. Rozwiane zostały wszelkie wątpliwości – Jezus nauczył wierzących w Niego, odpowiedniego interpretowania Jego misji. Zrozumienie Zmartwychwstania, śmierci, męki, publicznej działalności Jezusa staje się fundamentem pierwszych wspólnot chrześcijańskich.

            Zatem końcowe moje rozważanie pragnę zakończyć myślą o wspólnotach chrześcijańskich, których wzór możemy dostrzec w doświadczeniach uczniów z Emaus.

Dzień 20   wstecz>>

            Droga

            Uczniowie z Emaus to schemat drogi, która przemienia się w drogę wewnętrzną i duchową: od utraconej nadziei do nadziei odnalezionej; od smutku do radości, od krzyża do zmartwychwstania i od zmartwychwstania do krzyża.

            Schemat drogi zawsze towarzyszy człowiekowi podczas jego życiowych doświadczeń. Przeznaczeniem drogi w życiu człowieka jest dążenie do jakiegoś celu, zdobywanie czegoś. Droga jest sposobem na życie. Człowiek przemierzając „zakątki” swojego życia ubogaca się o różnorodne doświadczenia, które mają wpływ na sposób myślenia – rodzenia światopoglądu; rozumienia i przyjmowania zasad moralnych i mądrości życiowej.

            Uczniowie choć idą dwa razy tą samą drogą, to jednak mamy w ich przypadku do czynienia z dwoma typami drogi: wzrastająca (wstępująca) i zstępująca.

WZRASTAJĄCA – wstępująca – uczniowie zmierzają z Jerozolimy do Emaus

            Jest to przykład drogi, podczas której potencjalnie każdy z nas „wzrasta” w doświadczenia, mądrość. Uczniowie kierując się do Emaus z jednej strony oddalają się od „centrum wydarzeń”, a z drugiej strony dojrzewają do zrozumienia wydarzeń, które w jakimś sensie (choćby fizycznym) pozostawiają za sobą. Paradoksalnie to zabrzmi, ale „oddalają się, by fizycznie się zbliżyć” do poznania głębi tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania. Droga wzrastająca jest podporządkowana zewnętrznej pomocy. Wędrowiec, który towarzyszy uczniom jest „siłą sprawczą” rozwiązującą wszelkie wątpliwości i nieświadomość. Etap wzrastający możemy odnieść do ćwiczeń duchowych, które przeżywamy pod kierownictwem opiekuna duchowego – Jezusa. Ich wewnętrzne rozterki, wątpliwości wiary, pytania prowokują ich do wejścia w głąb siebie (czy nasze serca nie pałały…) i przez ich własne przeżycia Bóg prowadzi ich do rozpoznania. Droga wzrastająca (wstępująca) jest niczym powrót do tego momentu, w którym uczniowie się pogubili. Jezus przeprowadza ich jeszcze raz przez własne życie, słowa, działania, by mogli odnaleźć faktyczną drogę. Ta sytuacja jest podobna do doświadczeń z naszego życia. Zmierzając do jakiegoś celu, jeśli w jakimś momencie stwierdzimy, że zbłądziliśmy, najprostszym rozwiązaniem jest powrót do punktu, którego jesteśmy pewni i przeanalizowanie dalszej drogi. Czy to nie jest bardzo zbieżne do sceny z uczniami? Oni również „powracają na Golgotę”, otrzymują od Jezusa pełną analizę tego wydarzenia i mają powtórnie dokonać wyboru. Tym razem zmierzają w odpowiednim kierunku, przez co Go rozpoznają w znaku „łamanego chleba”.

            Uczniowie wzrastają w wierze na drodze krzyża. „Odprawiają (przy pomocy Jezusa) swoją własną drogę krzyżową, przez co stają się świadomi znaczenia krzyża, Miłości… Uczniowie postępując na drodze Jezusa (bo tak możemy określić rolę obecności Jezusa na drodze do Emaus) dojrzewają – uświęcają swoje życie – rezygnują z własnych wyobrażeń, stają wobec Boga, ufając i ofiarowując swoje życie Jezusowi. Droga wstępująca ma przekonać uczniów i dziś również nas o sensie postępowania za Jezusem (bo kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech bierze krzyż swój co dnia i mnie naśladuje). Droga wstępująca jest fizycznym ofiarowaniem się Bogu – Panie, mój Boże poprosiłeś mnie o wszystko, weź więc wszystko… Człowiek wierzący swoją „przygodę z Jezusem” rozpoczyna od inicjacji – Chrztu – który jest ofiarowaniem siebie Bogu. Jednak ani zawierzenie się Bogu, ani zrozumienie Krzyża nie jest punktem docelowym. Krzyż jest momentem wzrostu i wejścia na drogę zstępującą, która rodzi w naszych sercach pragnienie odpowiedzenia całym sobą na zadanie… Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody.

Dzień 21   wstecz>>

ZSTĘPUJĄCA – uczniowie zmierzający z Emaus do Jerozolimy.

            Każdy z nas, który przeżywał kiedykolwiek drogę krzyżową dochodząc do czternastej stacji czuł, że musi iść dalej. Mamy to wewnętrzne przeczucie dzięki wierze, że to nie koniec, że dalej coś jest, coś o wiele ważniejszego. Droga zstępująca jest z zejściem z góry z jakimś owocem duchowym (tak jak Abraham, Mojżesz, Jezus – tak wiele razy góra była miejscem ich szczególnych doświadczeń i naszym współuczestnictwem w darach). Doświadczenie Golgoty obfituje w owoce, z którymi schodzimy z ów góry, aby kroczyć dalej.

            Św. Augustyn – „Szukasz drogi? Posłuchaj Chrystusa, który ci najpierw mówi Ja Jestem drogą. Zanim oznajmił ci dokąd, przedtem zapowiedział, którędy masz iść. Ja Jestem drogą. Droga dokąd? I prawdą i życiem. Chrystus jest drogą po której zmierzamy do celu jakim jest On sam. Droga do poznania prawdy i życia jest drogą do Jezusa. Uczniowie zstępując duchowo z Golgoty – kiedy im wyjaśnił Pisma i się objawił w znaku „łamanego chleba” – rozumieją całą prawdę i życie najpierw Jezusa, a dzięki Niemu poznają prawdę o sobie i przesłanie ich życia. Droga wstępująca do krzyża jest drogą poznania, zrozumienia i przyjęcia; natomiast droga zstępująca – to droga od krzyża do realizacji konkretnych postulatów wypływających z tej pierwszej drogi.

            Powróćmy do myśli św. Augustyna i zauważmy pewien schemat w jego rozważaniu: posłuchać Chrystusa, odkryć, że On jest drogą, a potem iść drogą prawdy i życia. Te trzy skondensowane przemyślenia Augustyna jakże podobne są do tego, co przeżyli uczniowie w drodze do Emaus. Droga zstępująca będzie polegała na życiu wg tych trzech akcentów.

            Słuchać Chrystusa – Krzyż jest znakiem, streszczeniem całego życia i misji Jezusa. Jako chrześcijanie dokonujemy interpretacji wydarzeń z życia Jezusa z perspektywy krzyża. Czyniąc krzyż pryzmatem, przez który spoglądamy na Jezusa wydaje nam się wszystko usystematyzowane, przemyślane, logiczne i potrzebne. Stając świadomie w Bożej mądrości łatwiej człowiekowi będzie realizować zamysł Bożej logiki – „niech mnie naśladują…”. Krzyż jest zarówno w przypadku uczniów z Emaus jak również w naszym, szczytem – czynem realizującym w pełni „Słowo, które stało się Ciałem – dla naszego zbawienia”. Słowo Chrystusa jest światłem rozjaśniającym nam naszą osobistą drogę zstępowania – „bo kto zbliża się do światła żyje prawdą”. Słowo jest dla nas świątynią – jak Maryja, mając Słowo w sobie z pośpiechem udaje się do Elżbiety. Każdy z nas poruszony łaską Słowa i jego ponadczasowym działaniem w nas zaproszony jest do spełniania szczególnego posłannictwa, którego udziela Jezus w dniu Wniebowstąpienia: idźcie na cały świat głosząc światu Ewangelię i udzielając chrztu w Imię Ojca i Syna i Ducha św.

Dzień 22  wstecz>>

            Odkryć, że Jezus jest drogą

W pełni wiary przyjmujemy, że śmierć Chrystusa na krzyżu jest naszym zbawieniem. Krzyż według trzeciego prawa duchowego jest tym, co łączy  ziemię z Niebem. Zdając sobie sprawę, że śmierć Chrystusa łączy nas z Bogiem przez most miłości, który cudownie stwarza się podczas śmierci Chrystusa. Krzyż rodzi w nas nadzieję, że spełnią się wobec nas słowa Jezusa – przygotowałem wam w Niebie mieszkań wiele. Droga stępująca prowadzi nas za Jezusem, który nas zbawia i daje nam wiarę wiecznej radości Nieba. Jezus jest drogą – zbawieniem. W tej drodze mamy wzrastać przez osobiste zaangażowanie w miłość, która może nas zbawić. Odkrywając Jezusa zmierzamy na Golgotę, na której odkrywamy charakter naszej drogi. Na krzyżu widzimy Jezusa, który jest dla nas drogą. Jaki to Jezus? To Jezus, który „uniżył samego siebie… przyjąwszy postać sługi… stając się podobnymi do ludzi, prócz grzechu… Chrystus jest Panem” (Flp 2,5-11). Odkrywając Jezusa – Drogę, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę (do nieba) (Flp 3,14), nadając swojemu życiu szczególny charakter ofiarowania się Bogu do końca.

            Dzięki uczniom z Emaus mamy świadomość nieustannej i realnej obecności Jezusa pośród nas. Droga zstępująca prowadzi nas wprost do wspólnoty, która żyje obecnością Jezusa pośród nich. Zgromadzeni w jednym miejscu jako wspólnota wierzących w Zmartwychwstałego Jezusa oczekuje przyjścia Ducha Pocieszyciela.

            Działalność publiczna Jezusa w odniesieniu do naszego życia jest wzorem życia. Zgłębiając treść Pisma św. człowiek czuje wewnętrznie, że jest w nim opisane jego życie, które może realizować jeśli będzie ściśle współpracował z Bogiem. Jezus jest pełnią życia, które my również możemy oczywiście w jakiejś mierze realizować. Skoro Jezus zawiera w sobie „plan naszego życia” to przyjmując Go mam możliwość „przyjąć” plan, zamysł życia względem mojej osoby.

            Jezus jest drogą, a więc dosłownie „mamy po Nim iść”. Jezus swoim życiem wyznaczył konkretnie określony styl życia. Jeśli stanę się Jego naśladowcą, to stanę się realizatorem Bożego planu życia. Mam sobą przejąć ludzkie życie Jezusa – mam być świętym. Święty człowiek to szczególny przyjaciel Boga, to człowiek, który kroczy drogami Chrystusa, zachowując jednak do końca indywidualną osobowość (tożsamość). Wstępując na drogę staje się odpowiedzialnym za depozyt wiary oraz za to, aby Chrystus – Droga we mnie wzrastał. Koniecznie muszę włożyć wszelkie staranie, aby On był żywy we mnie.

Dzień 23 i 24   wstecz>>

            Iść drogą prawdy i życia

1 P 2,21 – „Chrystus cierpiał za was i wzór wam zostawił, abyście szli za Nim Jego śladami”. Droga Jezusa jest wyraźna i jej obecności nie sposób nie zauważyć. Ewangeliczne opisy z życia Jezusa w jakiejś mierze krążą w naszych myślach i zdajemy sobie sprawę, czego Bóg pragnie od nas. Ewangelie ukazują nam wzór życia, który pozostawił nam sam Jezus. Kiedy dokonamy porównania Jego życia z naszym odkrywamy, że żyjemy dość powierzchownie.

            Droga prawdy – w oparciu o świadomość siebie, praw które we mnie działają, odkrywamy prawdę o nas samych. Rozpoznajemy nasze aktualne możliwości i stan, w którym faktycznie się znajdujemy. Wartością naszego wewnętrznego rozeznania staną się konkretne wnioski, dzięki którym będziemy mogli rozsądzić na czym powinniśmy przede wszystkim się skupić i nad czym najbardziej pracować. Droga prawdy w przypadku uczniów rozwija się w dwóch kontekstach: egzystencja życia i egzystencja wiary. Dzięki dyskusji, którą toczą ze sobą podczas drogi mają możliwość poznania własnych ograniczeń i przeszkód, które „spłycają owocność” tej drogi. Zwiedzenie, smutek, rozgoryczenie – to elementy, które ukazują prawdę ich życia na tym etapie ich drogi. Jednak otwarcie się na tajemniczego Wędrowca, umożliwienie Mu ingerowanie w ich percepcję, tych wydarzeń świadczy, że posiadają jakże ważny czynnik – wolność i umiejętność wyjścia poza siebie. Jest to krok w uświadomieniu sobie, że jest im jednak potrzebna pomoc. Otwartość na pomoc, wyzbycie się egoizmu własnych rozwiązań otwierają im oczy i mogą uwrażliwić serce i duszę na obecność Jezusa. Dzięki własnym doświadczeniom zaktualizowanym o mądrość Wędrowca dochodzą do Emaus, w którym są świadkami, co to oznacza i rozpoczynają własny proces interpretacji słów Jezusa wobec tego, co ma się jeszcze wydarzyć.

            Droga życia – „abyście szli za Nim Jego śladami” Jezus podczas swojego ziemskiego życia tak mocno był wierny swojej misji, że pozostawił ślady w sercach swoich uczniów. Po tych śladach bardzo łatwo jest odkryć przeznaczenie własnego życia i je realizować, krocząc za Nim. Jezus przez śmierć i Zmartwychwstanie rodzi najpierw w uczniach świadomość innego życia. Życia, któremu można nadać zupełnie „świeże znaczenie”. Życie Jezusa jest osadzeniem również życia ludzkiego w perspektywie Krzyża – doczesności i Zmartwychwstania – wieczności. Jezus jest kluczem do zrozumienia własnego życia. Jest możliwością przyjęcia prawdziwego życia, takim jakie ono powinno być. Chrześcijaństwo, szczególnie pierwszych wieków, charakteryzuje się szczególnym życiem. Wspólnoty żyją Jezusem, w ich naturze osobistej możemy dostrzec niesamowite zmiany mentalności. Charakterystyką tamtych wspólnot jest niebywałe życie, miłością wzajemną. Specyfika natury tamtych wspólnot staje się inspiracją do życia dzisiejszych wspólnot. Przejmujemy z tamtych wspólnot szczególnego ducha wzajemności i zjednoczenia.

            Musimy dostrzec, że życie prawdą sprawia, że nasze życie staje się zintegrowaną działalnością nie raz wyższych wartości. Integracja prawdy z życiem, prowadzi nas do „pełnego wykorzystania życia”. Życie jest podstawowym zadaniem dla człowieka; jeśli jest to podstawowy cel człowieka, to właśnie na niego powinien zwrócić przede wszystkim uwagę i własne siły.

            Życie jest ciągłym wstępowaniem i zstępowaniem w ciągłych, codziennych wydarzeniach. Umiejętność wnikania w codzienne wydarzenia, odpowiednie ich wykorzystanie i przynoszenie owoców dzięki tym wydarzeniom prowadzi do zachowania pewnej ciągłości, stylu życia. Uczniowie z Emaus po rozpoznaniu Jezusa, od razu, w tym samym momencie wracają do Jerozolimy. Wracają do wspólnoty – do ludzi żyjących czymś, co stało się treścią – Jezusa – ich życia. Odpowiednie przeżywanie – „treści życia” – rodzi w nas szczególną odpowiedzialność za jakość naszego życia. Uczniowie w początkowym rozgoryczeniu nie czuli radości z powodu ich własnego życia. Kiedy rozpoznali Zmartwychwstałego zrozumieli, że nie przegrali, że nic się nie skończyło, wręcz przeciwnie ich życie dopiero nabrało kształtów i celu. Cieszą się z wiary, która jest prawdą i treścią ich życia.

            Droga wstępująca i zstępująca ma prowadzić do odkrycia, co jest radości mojego życia, na czym mam skupić cały swój wysiłek życia.

            Droga jak już wspomniałem jest etapem, który musimy przejść w naszym rozwoju fizycznym i duchowym. Bogactwo naszych doświadczeń leży na drodze. Naszym zadaniem jest podnieść to i odpowiednio wykorzystać. Iść po śladach Jezusa. Jezus w swoim życiu akcentuje pewne zachowania, ukazując je w atmosferze różnych obrazów i w sytuacjach życiowych różnych ludzi. Obserwując zachowanie Jezusa, wsłuchując się w Jego Słowo docieramy do punktów kulminacyjnych. Droga Jezusa jest najpiękniejszym i najbardziej konkretnym przykładem życia, w którym zawarte jest wstępowanie i zstępowanie. To, co charakteryzuje Jezusa, to specyficzny duch miłości, w którym wszystko się dokonuje. Jezus formuje sposób myślenia i działania człowieka w duchu miłości. Jego postawa jest miłością, Jego słowa przesycone są miłością, każdy gest z uwagi na moment Jego śmierci, który kończy życie człowieka – Jezusa, jest miłością. Człowiek naśladując dziś Chrystusa jest zaproszony do kroczenia drogą Miłości. Na drodze Miłości człowiek odkrywa prawdę, że życie jest sztuką miłowania. Jeśli nauczymy się kochać wszystkich, dzięki Bożej miłości, to Bóg- Miłość ukaże nam się jako Ten, który staje się naszą częścią składową, budulcem dzięki któremu nasze życie przybiera najodpowiedniejszych kształtów.

Dzień 25  wstecz>>

            Krążyć na orbicie Bożej miłości

Spoglądając na obraz Uczniów z Emaus zauważamy tę piękną prawidłowość, że jak tylko pojawił się na drodze uczniów delikatnie przejmuje „kontrolę nad sytuacją”. Jak już wcześniej było to podkreślane – Jezus – Wędrowiec jest towarzyszem na drodze uczniów. Miłosny towarzysz staje się celem i jedynym pragnieniem uczniów. Myśli, pragnienia, emocje uczniów są skupione wokół Jezusa. Droga uczniów nie prowadzi do Emaus, ale do rozpoznania Zmartwychwstałego i od tego wydarzenia – „łamanego chleba” podążają do wspólnoty, w której żyje się według zasad Zmartwychwstałego. Wspólnoty chrześcijańskie obecnie mniej radykalnie oddają swoje życie Bogu, budując swoje życie, wiarę wokół Jezusa. Fundamentem wspólnot chrześcijańskich i każdej „indywidualności” ludzkiej jest Jezus ze swoją nauką, formami życia, zasadami moralnymi.

            Boża orbita miłości

Jezusowa nauka jest tak aktualna wobec życia ludzkiego, że wręcz niemożliwa jest wizja życia bez Jezusa. Najodpowiedniejszym interpretatorem życia ludzkiego jest Ten, który dał i powołał do życia. Istnienie człowieka zależy od Boga, dlatego tworzenie życia ma za zadanie powrócić do Stwórcy – „naszego właściciela”. Jezus jest źródłem naszego życia. Powracając do Stwórcy, integrując się z Nim żyjemy. Dzięki Jezusowi w wierzącym człowieku rodzi się inne spojrzenie na życie, nowe perspektywy traktowania się i budowania życia. Dzięki Jezusowi pozbywamy się płytkości naszego życia. Wymiar wiary nadaje życiu jakiś sens, interpretujemy nasze życie – ludzi, sytuacje, myśli w głębszym wymiarze. Odkrywamy, że nasze życie ma głębszy wymiar niż tylko ten, na który wskazuje może bezpośrednio wydarzenie.

            Musimy zauważyć, że krzyż tłumaczy, wyjaśnia, nadaje sens każdemu wydarzeniu w życiu Jezusa. Musimy w życiu wejść na orbitę Bożej miłości, abyśmy mogli również w sobie odnaleźć „to coś”, co nada sens naszemu życiu. Miłość jest centralnym aktem istnienia Jezusa, to co wypływa z Jezusa jest owocem Jego miłość. Jezus wszystko czyni z miłości, przez miłość, dla miłości. Miłość jest konstytutywnym elementem charakteryzującym Jezusa. Miłość jest zamierzonym działaniem Jezusa, jest tym co „Go tworzy”. Miłość jest obliczem Jezusa. Czyniąc miłość, rodzimy Jezusa pośród nas.

            Wejście na orbitę miłości

Wejść w życie Jezusa, wniknąć całym sobą w Jego miłość, zachwycić się nią i zrobić wszystko, by ją realizować w życiu. Rodzić miłość w: myślach, czynach i słowach. Poprzednie zdanie może być szczególną rolą człowieka krążącego na Bożej orbicie. I znowu droga, lecz tym razem jest to droga miłości. Wstępować na drogę Jezusa – kroczyć po śladach Bożej miłości. By prawdziwie kochać, musimy znaleźć jak najwięcej śladów Bożej miłości. Nasze życie powinno zbliżyć się jak najbliżej Boga, aby pałać tą samą miłością, co Jezus. Orbita – jest pomocą w stworzeniu pewnej przestrzeni, w której zawsze znajdziemy Boga. Musimy być ludźmi żyjącymi w kręgu Bożej miłości. Ta przestrzeń – krąg Bożej miłości, to nasze osobiste przeznaczenie, w którym odnajdziemy samych siebie. Musimy zdobyć przeświadczenie, aby rozumieć, przyjąć, realizować własne życie w Nim – w Miłości.

Dzień 26  wstecz>>

            Iść śladami Chrystusa

Powoływani jesteśmy przez Boga do realizowania pięknego daru. Miłość Chrystusa jest darem i zadaniem. Realizacja Bożych zamysłów, Jego woli jest pójściem za Chrystusem Jego śladami. „Idę zaraz za Jezusem, by nie zgubić Jego śladów” – realizujemy pewne przesłanie – Miłość. „Jeśli kto chce pójść za Mną…” – wielu stawia może płytkie pytania: ale po co? Wiara w Chrystusa musi być oparta na celach, które pragniemy osiągnąć i realizować. Nie możemy jednak motywować swoich działań w imię korzyści. One oczywiście w jakimś etapie naszego życia się pojawią, lecz one nie mogą być celem, lecz etapem.

            Odpowiedzmy sobie na pytanie: po co mam iść za Chrystusem? Idąc za Chrystusem, On staje się Towarzyszem naszego życia. Towarzystwo Jezusa jest nam bardzo potrzebne – to On jest źródłem mojego chcenia… Jak w obrazie Uczniów z Emaus – Jezus również dla mnie staje się Tym, który uczy mnie, wyjaśniając mi Siebie, pozwala mi się doświadczyć i w końcu zobaczyć. Nasza codzienność niesie wiele możliwości bycia wiernym Bogu. Codzienność nasza potrzebuje odpowiedniej interpretacji, którą dostarcza nam przez swoje towarzystwo – Jezus. Idziemy za Chrystusem, gdyż w Nim możemy zawsze doświadczyć doskonałości.

            Bóg jest ideałem, który „został zapisany w naszym sercu”. Podążanie za Chrystusem jest odpowiedzią na wewnętrzne pragnienie odnalezienia „obrazu Boga”. Zostaliśmy stworzeni „na obraz i podobieństwo” dlatego odwiecznie poszukujemy go (obrazu), chcąc się przekonać, czy jesteśmy „wstanie” być do Niego podobni. Nasze pójście za Chrystusem musi być podobne do obrazu Uczniów z Emaus. Nasze życie w pewnym sensie jest podróżowaniem, w każdym kroku odczytujemy cel i pewien zamysł, idziemy dalej realizując życie. Czasami tak jak uczniom przyświeca nam jakiś ważniejszy – „dłuterminowy” cel, który angażuje nas, czyniąc się naszym przeznaczeniem. Podróżujemy odczytując w codzienności różne znaki, które jeśli odpowiednio odczytamy możemy wykorzystać do pogłębienia swojej świadomości, mądrości… Obecność Jezusa w naszym życiu napełni je głębszym sposobem interpretacji tego, co się z nami dzieje. Dzięki Jego obecności doświadczamy czegoś doskonałego – idealnego. Spójrzmy na nasze życie, choćby jeden przykład. Dwóch ludzi, spotykają się ze sobą, rozpoczynają się rozumieć; odpowiadają sobie wzajemnie – po prostu zaczynają się wzajemnie lubić. Skąd w nich dobro, skąd poczucie wspaniałego szczęści i radości. Skąd pojęcia: kogoś lubię, kogoś szanuję, kogoś kocham. Skąd w nas pojęcia „stopniowania dobra”. Możemy oczywiście przejawiać przeciętność w życiu, jednak będzie to świadectwo głębokiego zadufania w sobie i braku zrozumienia woli Boga. Uczniowie z Emaus również dopóki są zamknięci tylko na siebie nie mogą zrozumieć, że Chrystus Zmartwychwstał. Droga od przeciętności do dojrzałości i głębi – doprowadziła ich do odkrycia i rozpoznania Jezusa obecnego pośród nich, w inny sposób niż do tej pory. Pójście za Jezusem potęguje w nas siłę do odkrywania głębi życia – orbity miłości. Możemy zadowolić się stanem „że jest dobrze, może lepiej”. Jednak krocząc za Jezusem musimy wyraźnie dostrzegać, że oprócz „dobrze, lepiej” istnieje również „doskonale”.

Dzień 27  wstecz>>

            Dianoigõ

„Otworzyć się na Jezusa, wytłumaczyć sobie Jezusa”. To hasła wywoławcze nad którymi chciałbym się głębiej zastanowić. Obraz biblijny Uczniów z Emaus jest sceną, w której bardzo ważnym elementem jest, aby uczniowie otworzyli się na Jezusa, który mówi, a później otworzyli oczy na Jego realną obecność. Skuteczność oddziaływania Jezusa na człowieka w dużej mierze zależy właśnie od człowieka. „Iść przez życie, tak jak uczniowie z Emaus, z tym Trzecim pomiędzy nami, który nadaje boską wartość całemu naszemu działaniu” (Chiara Lubich)

            Otwarcie się na działanie Boga. Moc Boża, łaska, która uświęcając, uzdalnia człowieka do odkrywania niebywałej wartości – Boga. Nóg pokazał i pokazuje nam jakże ogromna jest Jego miłość do człowieka. ukazuje ją na tysiące sposobów. Bóg zawsze okazuje, że jest blisko każdego z nas, idzie i wspiera nas na każdym kroku w próbach naszego życia. Pozna Boga i Jego działanie ten, który stara się zrobić wszystko ze swojej strony, aby być otwartym, dyspozycyjnym względem Boga. „Pan podtrzymuje wszystkich, którzy padają i podnosi wszystkich zgnębionych” (Ps 144,14) To słowo i wiele innych, pomagają nam przeniknąć, choć po części ogromną tajemnicę, jaką jest Bóg Słowo – Bóg Sakrament – doświadczamy Jego działania w wielu perspektywach naszego życia, co sprawia, że za naszym przyzwoleniem Bóg nas przesyca, czyni nas swoim naczyniem. Na tym polega nasze podstawowe zadanie – wypełnieniem misji chrześcijanina jest stanięcie się pustym naczyniem, pozwalającym się napełnić przez samego Boga. Musimy tak jak uczniowie świadomie stanąć pod „wodospadem Bożej miłości krzyża”.

            Otworzyć się na działanie Boga – zobaczmy tą szczególną zależność – Bóg daje, a człowiek czerpie. Wszystko zależy od Dawcy, nasze „przymierze z Bogiem” wiąże nas tak ściśle, że On czyni nas Jedno. Patrzymy na uczniów – w jaki sposób (nieświadomie) podążają do zjednoczenia się z Bogiem. Najpierw czerpią ze Słowa – otwartość na Słowo, później czerpią z gestów – otwartość na sakrament – aż wreszcie czerpią z poznania Boga – otwartość na rzeczywistą obecność Boga. Czujemy wszechogarniającą moc Boga, czujemy łaskę, którą nas oblewa od samego początku naszego istnienia, doświadczamy tę miłosną opiekę Boga nad każdym krokiem, który stawiamy w życiu. Kiedy nam osobiście trudno doświadczyć Boga spoglądamy na Wielkich ludzi, autorytety wiary i czujemy, widzimy, słyszymy jak przemieniająca jest  siła Boga znajdującego się w ich wnętrzu. Dyspozycyjność w kierunku Boga i Jego łaski czyni nas prawdziwymi ludźmi wiary.

            Odkrywamy w obrazie Uczniów z Emaus tą ogromną łaskę Jego towarzyszenia. Dziś każdy z nas na wzór uczniów musi poddać się Bożemu działaniu, musimy Bogu pozwolić wejść w nas, aby stale nam towarzyszył pomagając poznać prawdę świata, życia i mojej osoby. Musimy wejść w strumień słońca Bożej miłości, który oblewając nas uzdolni nas do podjęcia indywidualnego powołania i jego realizacji.

            Głównym czynnikiem naszego otwarcia się na Boga – jest wszczepienie się w korzeń – Chrystusa i w Nim wzrastanie i przynoszenie owoców. Musimy uczynić Boga źródłem, z którego będziemy czerpać siły do dalszego i prawdziwego życia, które jest do naszej dyspozycji w chwili kiedy całym sobą zaufam Bogu i zdam się na Niego – pełen ufności, że On poprowadzi mnie przez życie.

Dzień 28  wstecz>>

            Wytłumaczy sobie Jezusa – dianoigõ

By wykorzystać działanie łaski Boga musimy „zrozumieć Jezusa”. Musimy w swoim życiu wiary odkryć poznać Jego oblicze. Mówiliśmy już wiele o kontemplowaniu oblicza Chrystusa (por. również NMI).

            Uczniowie stają w rzeczywistości kiedy Jezus wyjaśnia im Pisma – ukazuje im to wszystko, co się do Niego odnosiło. Zrozumienie Pisma pozwoli nam odkryć zasadniczą misję Jezusa. Odkrywanie Boga, który kocha i który jest miłością pomoże nam „stworzyć w sobie” prawdziwy obraz Jezusa, którego o tyle łatwiej będzie nam naśladować, gdyż będziemy Go rozumieli. Misja Jezusa jest niebywała przez fakt ponadczasowości i wszechobecności. Jezus jest dla wszystkich ludzi w każdym czasie ludzkiej egzystencji. Patrząc na Jezusa rozumiemy, co znaczy być całym sobą darem dla drugiego – „Pan podtrzymuje wszystkich, którzy padają i podnosi wszystkich zgnębionych” (PS 144,14). Nie ma człowieka, który by nie upadł, który niebyły zgnębiony, dlatego Jezus jest dla wszystkich i zawsze. Dzieje się tak, ponieważ „Bóg jest miłością” (1J 4,8). Zrozumieć Jezusa – że jest Miłością – uświadomić sobie, że to niezachwiana pewność, która winna kierować naszym życiem. Poddanie się Bogu – Miłości, w obliczu klęsk żywiołowych, wobec przemocy, w obliczu naszych niepowodzeń i upadków, cierpień, które dotykają nas osobiście, zdobywamy jednak głębsze spojrzenie, które nie ogranicza się tylko do tego, że będziemy widzieli zło, ale będziemy również dostrzegali rodzące się dokoła nas dobro. Poddanie się Bogu – Miłości spowoduje, że będziemy w sobie rodzić nadzieję na „lepsze jutro…”.

            To, że Bóg jest Miłością, pokazał nam i ukazuje na tysiące sposobów: stwarzając wszechświat, dając nam życie (i całe dobro z nim związane), odkupienie przez swojego Syna, możliwość uświęcenia przez Ducha św. Patrząc na Uczniów z Emaus czujemy to niewiarygodne, pełne miłości towarzyszenie Jezusa. Bóg zawsze okazuje nam swoją miłość; jest blisko każdego z nas, idzie i wspiera nas na każdym kroku w próbach naszego życia. I znowu w odniesieniu do Uczniów z Emaus – Jezus pozwala nam doświadczyć naszej niemocy, nie po to, aby nas zniechęcić, ale byśmy doświadczyli nadzwyczajnej mocy Jego łaski, która objawia się właśnie wówczas, kiedy wydaje się, że naszymi siłami już nic nie uczynimy. Czyni tak, aby pomóc nam lepiej zrozumiej Jego miłość. Mamy dianoigõ – wytłumaczyć sobie wiarę w Jezusa, jej sens, znaczenie. Mamy odkrywać jak istotną rolę pełni będąc w Nas i wokół nas. Zawierzając Bogu, bądź pustym naczyniem, „przerzucaj na niego wszystkie swoje troski” (1P 5,7), a On nie pozwoli nam się zatracić w dzisiejszym potoku spraw świata.

Dzień 29  wstecz>>

            Wspólnota

Wrócili do Jerozolimy, by budować wspólnotę – communio!

            Radość ze spotkania ze Zmartwychwstałym tak bardzo porusza serca uczniów, że nie czekając, lecz tej samej godziny wracają do Jerozolimy, by oznajmić tam zebranym: „co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba” (Łk 24,35). Możemy z całym przekonaniem uznać to za cud, ludzie odczytali pragnienie Jezusa, abyśmy gromadzili się we wspólnocie wierzących w Chrystusa.

            Całą treścią Ewangelii i nauczania Jezusa było przekonanie człowieka, że „Emanuel” – Bóg z nami! To zapewnienie pogłębiają słowa w innej części Ewangelii: „gdzie są dwaj, albo trzej zebrani w Imię moje, tam jestem pośród nich”(Mt 18,20); Jezusowe życie jako człowieka kończą słowa: „Ja jestem z wami (…) aż do skończenia świata”(Mt 28,20). Dostrzegliśmy to, że Jezus wyjaśniał Pisma i możemy domyślać się, że i te słowa tłumaczył swoim uczniom. Dzięki Zmartwychwstałemu otrzymali światło, które pomaga im zinterpretować każde słowo i zachowanie Jezusa i dzięki wierze czynią słowa realnymi czynami w swoim życiu.

            Podążają do Jerozolimy, aby być jedno i żyć w communio. Spoglądając na obraz uczniów z Emaus widzimy, to szczególne wydarzenie do którego podążają – wieczerzy, która dzięki znakom kojarzy się w naszych myślach i sercu z tym najgłębszym w treści duchowe zdarzenie w noc przed śmiercią – ustanowienie Eucharystii w trakcie ostatniej wieczerzy. W wydarzeniu drogi uczniów do Emaus i dzisiejszej duchowej podróży Eucharystii widać i słychać Jego obecność – Komunia św. – Pan z wami… Communio buduje się, żyjąc w zjednoczeniu, wspólnocie z Jezusem. Zdumiewająca obietnica Jezusa, zapewnienie o stałej obecności w życiu człowieka, pobudza każde serce do zjednoczenia – pomiędzy sobą i z Nim. Uczniowie z Emaus nasyceni „chlebem Chrystusa Zmartwychwstałego” podążają do serca – pozostałych uczniów, apostołów i pozostałych osób z Maryją na czele.

            W drodze Uczniów z Emaus dostrzegamy pewne filary, budujące i charakteryzujące wspólnotę: 1_Jezus stanowi centrum wspólnoty – to o Nim rozmawiają, 2_dzielą się świadectwami o wydarzeniach, których byli uczestnikami sprawiają, że Słowo, ich wiara jest żywa wśród nich; 3_gromadzą się w jednym miejscu – razem by wzajemnie się ubogacać, treściami wydarzeń, które zostały im objawione. Budują i podtrzymują wzajemnie swą wiarę tworząc w ten sposób communio. Zwróćmy uwagę, że te trzy filary konstytuują pierwszą wspólnotę, tchną atmosferą zjednoczenia. Czyż powyższe filary nie streszczają Mateuszowych słów Jezusa: „gdzie dwaj albo trzej zgromadzą się (3) w Imię moje (1), tam jestem pośród nich (2). Wspólnota będzie tam i tak długo jak te trzy elementy będą składały się w jedną całość. Kościół jest wyrazem scalenia tych trzech elementów, to On sam obecny pośród tych, którzy są zjednoczeni w Jego imieniu. Communio to sposób przezwyciężania wielu podziałów. Zbieranie się w Imię Jezusa, by wspólnie modlić się, by poznawać i dzielić się bogactwem wiary chrześcijańskiej, by prosić nawzajem o przebaczenie jest punktem wyjścia do communio.

Dzień 30  wstecz>>

            Eucharystia – zjednoczenie gestów. Poznali Go po łamaniu chleba

Uczta, w której uczestniczą uczniowie jest czasem i przestrzenią integracji czterech gestów: bierze chleb, błogosławi go, łamie i daje uczniom (zob. Łk 24,30). Pytam się w tym miejscu, czy tylko gest łamanego chleba przypomniał im „ostatnią wieczerzę z Mistrzem”.

            Dzięki każdej Eucharystii, dzięki tym czterem gestom, uświadamiamy sobie, że stoimy przed ogromną tajemnicą – Jezusem pomiędzy nami. Jego obecność ma ogromny wpływ na nasz fizyczny, psychiczny i duchowy stan życia.

            Uczniowie z całym bogactwem doświadczeń wnikają, dzięki łasce Boga, w czas i przestrzeń. Dzięki tej atmosferze uczniowie swoim sercem przenikają prawdę – obecności Jezusa. Eucharystia – jest towarzyszeniem Jezusa człowiekowi, w każdym kroku jego życia. W Nim uczniowie poznali Mistrza – całą treść ich życia, odpowiadają też na każdą osobistą wątpliwość. Dzięki uczcie ich życie harmonizuje się i odnajduje dalsze zadania, cele do zdobycia. Życie apostołów i uczniów dzięki Zmartwychwstałemu nabiera odpowiednich właściwości. Uczniowie dzięki uczcie, rozpoznaniu Chrystusa dochodzą do prawdy o sobie kontekście życia Jezusa. Eucharystia jest drogą przez Jezusa ku prawdzie o samym sobie. Z jednej strony widzimy niesamowite rozłamy w świecie, w sobie, a z drugiej strony dzięki niej możemy dokonać zjednoczenia.

            Czas Eucharystii – przestrzeń cudu

W przypadku uczniów z Emaus jest to czas zaraz po Zmartwychwstaniu, ale przede wszystkim jest to czas zaraz po zrozumieniu Pism. Dostrzegamy tą Bożą prawidłowość – czas Eucharystii to droga od codzienności do zrozumienia od rozłamów do zjednoczenia. „Wobec tej tajemnicy miłości rozum ludzki doświadcza całej swojej ograniczoności” (EE 15). Nasza ograniczoność objawia się w wątpliwościach, pytaniach… Jednak czas Eucharystii – Jezus daje nam odwagę pójścia naprzód. Każdy z nas idąc dziś świadomie na Eucharystię, wiedząc, że w niej spotyka Jezusa pomiędzy nami powinien głęboko zaufać Jezusowi – „poczuć dotknięcie nieskończoną miłością Jego serca” (EE 25). W czasie Eucharystii oprócz własnej ograniczoności doświadczamy obecność innych ludzi. Dlatego Eucharystia jest czasem zjednoczenia z człowiekiem i z Bogiem. Czas Eucharystii będzie bardzo owocny, jeśli wniesiemy w ten czas odpowiednie – osobiste predyspozycje – otwartość, gotowość do przemian, ufność.

            Przestrzeń Eucharystii – czas cudu

Uczestnicząc w Eucharystii doświadczamy sacrum – świętości Boga. Przestrzeń sacrum – to świadomość doskonałość, w którą wchodzimy i która nas przenika. Eucharystia jest czasem i przestrzenią, kiedy Bóg dotyka nas Miłością i napełnia nas blaskiem dobra. Uczniowie z Emaus odkrywają w przestrzeni Eucharystii – wieczerzy, realną obecność Jezusa. Zatem cztery gesty wyznaczają pole przestrzeni, w której dokonuje się cud. Tym cudem jest „(…) Krew przelana z miłości, weszły poprzez Zmartwychwstanie w wieczność miłości, która jest silniejsza od miłości” (Benedykt XVI). W przestrzeni Eucharystii przenikają się dwie płaszczyzny – przeszłość i teraźniejszość. Te płaszczyzny zawsze są ze sobą powiązane. Cud dokonujący się w momencie styku płaszczyzn ukazuje nam, że rzeczywistość Eucharystii sięga dalej siłą miłości ku przyszłości. Styk płaszczyzn w Eucharystii rodzi kolejną chwilę – przyszłość, która zakorzeniona w czasie i przestrzeni Miłości – Eucharystii, czyni nas świadkami.

Dzień 31  wstecz>>

            Spotkanie

            Uczniowie z Emaus                                                                             dziś

 

w. 13 dwaj z nich byli w drodze                                                          towarzyszenie sobie

w. 14 rozmawiali oni z sobą                                                                sztuka porozumienia

w. 15 oczy ich były niejako na uwięzi                                                 otwartość

w. 21 a myśmy się spodziewali                                                           wzajemność

w. 29 przymusili Go – Zostań z nami                                                  wytrwałość

w. 31 oczy im się otworzyły i poznali                                                  odpowiedzialność

w. 32 czy serce nie pałało w nas                                                         emocje – uczucia

            Obraz uczniów z Emaus ukazuje nam podróż dwóch uczniów podczas której towarzyszy im Jezus. Ta podróż, to wciąż tworzące się spotkanie pomiędzy osobami. Przestrzeń i czas Eucharystii przenosi się na rzeczywistość naszej codzienności. Spotkanie człowieka z człowiekiem człowieka z Bogiem jest „Eucharystią codzienności”. Możemy dzięki obrazowi Uczniów z Emaus zrozumieć dzisiejszą rzeczywistość naszego życia, oraz piękno zachodzących spotkań w ciągu dnia.

            Największym skarbem naszego życia są towarzyszące nam osoby: rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, znajomi, ludzie… Odkrywamy każdego dnia potrzebę ich istnienia. Doceniamy ten dar, jednak wielokrotnie przez naszą ludzką ograniczoność nie wykorzystujemy w pełni czasu spotkań z ludźmi. Spróbujmy przez dalsze rozważanie fragmentu Uczniów z Emaus spojrzeć na biblijne wyobrażenie spotkania – ludzi z Jezusem.

            Być może moje doświadczenia różnych spotkań są ograniczone przez moją naturę, ale chciałbym podkreślić te najważniejsze elementy, które może konkretniej zauważyłem też w scenie z uczniami: towarzyszenie sobie, sztuka porozumienia, otwartość, wzajemność, wytrwałość, odpowiedzialność, emocje – uczucia. Warto, abyśmy weszli głębiej przez rozważenie tych elementów w osobiste doświadczenie spotkań.

            Czym jest spotkanie w kontekście tego obrazu biblijnego?

Spotkanie jest wezwaniem do wspólnoty. Bóg stworzył nas dla drugiej osoby, podobnej tobie, do wspólnoty z nią (Rdz 2,18). Ta druga osoba jest dla ciebie darem, ona jest także dla ciebie zadaniem. Człowiek jest twoją drogą do Boga. We wspólnocie otrzymujemy dar powołania, w którym istnieje całe nasze życie. Otrzymując osobiste i indywidualne powołanie, odkrywam spotkanie jako istnienie rzeczywistości ludzi, życia współpowołanych. Warto już tutaj podkreślić i uświadomić sobie, że z drugą osobą zjednoczyła mnie i nadal może jednoczyć jedynie miłość Chrystusa. Ta druga osoba jest twoją drogą do zjednoczenia z Chrystusem w miłości. Spotkanie – wspólnota w nim się rodząca ma tworzyć ikonę tajemnicy Trójcy św., ją odzwierciedlać i wyrażać jej bogactwo. Spotkanie jest przestrzenią w czasie, w której zamieszkuje Trójca św., która może przemieniać wzajemnie ludzkie odniesienia. Zatem spotkanie jest szkołą Trójcy św. i wzajemnych odniesień do siebie Osób. Są to odniesienia miłości – do Boga, do drugiego człowieka. spotkanie będzie miało swój prawdziwy wydźwięk, gdy osoby skoncentrują się na miłości, i gdy w tej miłości wszyscy stanowić będziemy jedno. Spotkanie jest trwaniem w jednym (Dz 2,42).

Dzień 32-33  wstecz>>

            W spotkaniu, każdy z nas powinien stanowić doskonałe odbicie Trójcy św. Uczniowie podążają z Jezusem pośrodku, przez co dla nas są przypomnieniem ikony Trójcy św. Na początku rozważania o spotkaniu insynuowałem wersety i wypływające z nich wartości, które są ważne w spotkaniach, które wypełniają naszą codzienność. Elementy: towarzyszenie sobie, sztuka porozumienia, otwartość, wzajemność, wytrwałość, odpowiedzialność, emocje – uczucia są częścią składową każdego spotkania i mają ogromny wpływ na ludzi i to, co pomiędzy nimi się rodzi. Tak skrótowo rozważmy każdy element i sami postarajmy się dopełnić go swoimi doświadczeniami.

            Towarzyszenie sobie

Podążanie wspólnie, współtworząc życie, dzielimy nasze radości i nasze smutki. Uczniowie postępują tą samą drogą, przeżywają te same wątpliwości, podążają w tym samym kierunku. Nie ma co do tego wątpliwości, że są dla siebie wzajemnie towarzyszami. Czynią wspólnym swoje podróżowanie. Towarzyszenie – to fizyczna lud przynajmniej duchowa obecność przy bliskiej nam osobie. Towarzyszenie to również wspólna praca, odpowiedzialność, poglądy, powołanie… Towarzyszenie to w końcu tworzenie wspólnoty – jeden duch, jeden styl (np. charyzmatycy, zakony, stowarzyszenia, przyjaciele, małżonkowie), to wspólne rozmowy, doświadczenia, ale też towarzyszyć komuś – to kierować jakąś osobą, pomagać rozeznać myśli, zadania, jakieś postanowienia.

            Sztuka porozumienia

Porozumienie polega na osiągnięciu jakiegoś wspólnego celu (wyjaśnienie sytuacji, dialog, wspólne zdanie, pogląd). „Rozmawiali z sobą w drodze…”. Porozumienie w sytuacji uczniów z Emaus polega na uzupełnianiu własnych stanowisk wobec zdarzeń związanych z Jezusem. Wymiana poglądów, opinii – umiejętność wspierania się doświadczeniami, dokonywanie jakby uzupełnienia sobą drugiej osoby. Porozumienie może prowadzić do wyznawania zasady, by osoba z nami zaprzyjaźniona z nami wiedziała o nas wszystko.

            Otwartość

Każdy człowiek ma inne usposobienie wobec życia: inne poglądy, wyobrażenia, doświadczenia. Oprócz wrażliwości na poglądy innych ludzi powinniśmy pamiętać również o wyrozumiałości. Otwartość wyklucza wszelkie ograniczanie, przez co każdy człowiek ja dla nas ważny. „Wchłaniać człowieka” – umiejętne dzielenie się swoimi doświadczeniami, ale też gromadzenie doświadczeń innych osób dla poszerzenia własnych horyzontów i mądrości życiowej.

            Wzajemność

Wzajemne budowanie siebie – pomoc, współczucie, ubogacanie się mądrością… Chrystus wciąż uczy nas w swoich spotkaniach sztuki miłowania miłością wzajemną. Wzajemność uczy przede wszystkim wrażliwości na potrzeby drugiej osoby, ale również na swoje własne. Wzajemność czyni nas za siebie odpowiedzialnymi. Wzajemność ukazuje wewnętrzny stan naszego serca i umożliwia nam jednoczenie się z drugą osobą, na głębszym i bardziej wartościowym poziomie. Wzajemność w sposób szczególny rodzi więzi scalające ludzi i budujące pomiędzy nimi prawdziwe Boże emocje.

            Wytrwałość

Spotkanie prowadzi do jakiegoś konkretnego celu… Osiąganie małych i wielkich celów musi być poparte wytrwałym wysiłkiem, pragnieniem. Wszystkie elementy składające się na spotkanie wymagając wytrwałości. Nie mżymy pragnąć wszystkiego od zaraz. Ciągłość zdarzeń w jakimś odcinku czasu jest bardzo owocne. Każde spotkanie rodzi pewne konsekwencje, w których musimy wytrwać. Konsekwencje to owoce, które zawsze rodzą się podczas naszych osobistych spotkań. Wydaje nam się, że rzeczywistość jest inna niż sobie byśmy to wyobrażali. Zbyt łatwo poddajemy się, nie ma w nas tak silnej woli i dlatego wiele spraw (w tym też spotkań) traktujemy powierzchownie, przez co ich nie wykorzystujemy w pełni.

            Odpowiedzialność

Człowiek w wielu chwilach życia, został obdarowany obecnością przy nim innych ludzi. Każdy krok życia odbywa się w towarzystwie Boga, ludzi. Człowiek, człowiekowi darem. Możemy każde spotkanie uczynić czymś niebywałym, to znaczy: możemy ogarnąć szczególną troską człowieka, który staje na naszej drodze. Musimy wciąż odkrywać, że nic nie jest dziełem przypadku, a raczej miłosnym spojrzeniem Boga na człowieka. musimy odgadnąć wolę Boga w tym człowieku, który w konkretnej chwili staje przy nas. Odpowiedzialność w spotkaniu ma dwie perspektywy: pierwsza odpowiedzialność za drugą osobę, druga odpowiedzialność za samego siebie. Te dwie perspektywy tak są ze sobą zintegrowane, że człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, że są one obecne w spotkaniu z człowiekiem. Pierwsza – kiedy stajemy przed człowiekiem – jesteśmy do jego dyspozycji, staramy się całym sobą wchłaniać każde jego słowo, gest, uczucie. Wykorzystajmy tą chwilę „do dna”, aby nic nam nie umknęło. Całym sobą przyjmijmy dar od Boga, jakim jest osoba będące przy nas. Człowiek jako dar dla drugiego ma służyć swoim życiem i dobrem w nim zawartym, mądrością życiową, pomocą, umiejętnościami, słowem pocieszenia i zrozumienia. Uczniowie ubogacają się nawzajem, wymieniając swoje myśli na temat śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, są gotowi służyć sobie, są otwarci na siebie przez co podążają razem i to w tym samym kierunku.

            Druga odpowiedzialność – za samego siebie. Odkrywamy teraz człowieka jako dar Boga dla nas. Jeśli przyjrzymy się życiu i temu, co je wypełnia do tej pory to możemy z łatwością zauważyć, że nie ma niczego co by należało tylko i wyłącznie do nas. To, co posiadamy w sensie duchowym, ale i fizycznym, zawdzięczamy innym, innej osobie. Bogata treść życia, które posiadamy zawdzięczamy obecności przy nas osób, które sobą nas ubogaciły. Zatem bogactwem naszego życia jest wprost życie drugiej osoby przy nas. Zatem w tej odpowiedzialności realizują się wszelkie treści pewnej odpowiedzialności z tym, że teraz one nas doświadczają. Odpowiedzialność uczy nas wyraźnej wzajemności: jakim ja jestem darem dla drugiego człowieka, takim on staje się dla mnie.

            Zarówno podczas drogi do Emaus, jak i podczas wieczerzy mamy do czynienia z dzieleniem się naszym codziennym życiem. Życie jest umiejętnością łamania się jak chlebem naszym życiem dla drugiego człowieka. moje życie może stać się odpowiedzią na pytania, które rodzą się w życiu bliźniego wtedy, gdy będę otwartym darem dla niego. Rodzimy się dla innych – Bóg stworzył nas, abyśmy sobie wzajemnie towarzyszyli. Otwórzmy się na innych, nie tylko oczy, ale i serce, ręce, myśli…

            Emocje – uczucia

Kiedy spoglądamy na ludzi, którzy się spotkali widzimy w ich gestach i słyszymy w słowach jak bardzo nasączeni są emocjami-uczuciami. To co szczególnie łączy dwoje osób to emocje-uczucia, które budują więzi, bądź też zrywają je. Zobaczymy, że treścią zasadniczą są nasze emocje- słowa, czy czyny są natomiast potwierdzeniem naszych odczuć. Uczniowie idą do Emaus z rozgoryczeniem, ponieważ mają w sobie wiele wątpliwości i uzasadnionych w ich przypadku pytań. Jednak po zrozumieniu wydarzeń wracają do Jerozolimy z sercami pałającymi – czyli uch emocje odzwierciedlają ich radość zrozumienia. Musimy zwrócić uwagę również na to, by nie podchodzić do pewnych spotkań zbyt emocjonalnie – bo mogą one nas zmienić (przyzwyczaimy się do radości, a co z bólem…), albo ograniczyć. Mówimy o „zdrowych emocjach” – myślę tu o czystych intencjach i obiektywnych odczuciach towarzyszących nam w spotkaniach. Potrzebujemy w naszych osobistych relacjach prawdziwej miłości i związanych z tym odczuć emocjonalnych.

Dzień 34  wstecz>>

            Wszystko stało się inne…

Idzie ich dwóch, Jezus dołącza do nich i idzie razem z nimi, ale ich oczy nie rozpoznają Go. Nagle jest trzech, a nie dwóch wędrowców i wszystko staje się inne…

            - dwóch przyjaciół już nie patrzy w ziemię, ale w oczy tego dziwnego człowieka, który do nich dołączył

            - wreszcie spotkali kogoś, kto słucha, kogoś kto chce słuchać słów pełnych zawodu, smutku, wyrażających całkowite zagubienie

            Wszystko się zmienia, kiedy obcy zaczyna mówić i jego słowa domagają się wytężonej uwagi. Oni muszą go słuchać; teraz to oni Jego słuchają. Jego słowa są bardzo jasne i szczere. Mówi im o znanych im już sprawach. Jednak to, co im mówi brzmi tak, jakby słyszeli to po raz pierwszy. Odmienność tkwi w opowiadającym! Nieznajomy pojawił się znikąd, a jednak wydaje się bliższy niż ktokolwiek, kiedykolwiek opowiadający tę historię. Wszystko co działo i w uczniach i z nimi, to wszystko zostało podjęte przez tego obcego i umiejscowione w szarym kontekście. To wszystko, co wydawało się tak bardzo pogmatwane, zaczynało ukazywać nowe horyzonty; to, co wydawało się tak bardzo przygnębiające, zaczynało napełniać uczuciem swobody; to, co wydawało się tak bezgranicznie smutne, zaczynało napełniać radością! To, co ciemnie dzięki Jego słowu zajaśniało w ich życiu. Ten obcy bez wahania rozbił ich obronne pozycje i wezwał ich do przekroczenia ograniczeń swoich umysłów i serc. Uczniowie początkowo nieskorzy do wierzenia, nieskorzy do uwierzenia, że istnieje większy świat; nieskorzy do przekroczenia licznych własnych zali i nieskorzy do odkrycia nowych możliwości; nieskorzy do wzniesienia się ponad ból, mogą teraz ujrzeć to wszystko jako części, o wiele dłuższego procesu wędrowania.

            Jest wielce prawdopodobne, że możemy przeżyć całe nasze życie nie dowiedziawszy się nigdy, kim naprawdę jesteśmy i kim powinniśmy się stać. Życie jest krótkie. Nie możemy po prostu oczekiwać, że ta niewielka część, którą widzimy, słyszymy i której doświadczamy, odsłoni przed nami cały wymiar naszej egzystencji. Jesteśmy na to zbyt krótkowzroczni i zbyt głusi. Ktoś musi otworzyć nam oczy i uczy i pomóc nam odkryć to, co rozpościera się poza naszym polem widzenia. Ktoś musi sprawić, by nasze serca zaczęły pałać. Musimy doświadczyć tej bezustannej obecności Boga pośród nas – dzięki Któremu wszystko staje się inne.

            Jeśli Bóg w naszym życiu będzie pełnić tylko rolę informatora nie starczy nam sił, aby zaobserwować i uczynić „novum” w naszym życiu. Bóg kieruje wobec nas zadania, które zawarte są w każdej następującej po sobie chwili. Jeśli staniemy wobec Boga w postawie słuchaczy i pragnących coś czynić nasza codzienna rzeczywistość nie będzie wciąż taka sama – szara, dość płytka, monotonna. Wszystko stało się przez Niego, wszystko przez Niego w nas jawi się jako coś nowego, niezwykłego. Stańmy wobec oblicza Boga, który mówi i czyni – z naszej strony postarajmy się wsłuchać i współtworzyć wraz z Nim nasze życie. Dzięki Niemu wszystko staje się lepsze – o wiele doskonalsze.

Dzień 35 wstecz>>

            Zostań z nami…

            Dzięki temu, że spotkali Wędrowca – ową tajemniczą osobę, która z nimi rozmawiała, wszystko stało się inne. Dzięki zewnętrznej i wewnętrznej przemianie oni wręcz przynaglają Go do tego, aby został z nimi. To pragnienie, aby został z nimi brzmi również w dzisiejszych czasach w sercu każdego człowieka. jako ksiądz odkrywam Jego obecność pośród nas w wielu sytuacjach, ale im bardziej angażuję się w życie Kościoła, tym bardziej wzmaga we mnie się to zaproszenie, aby został ze mną. Kiedy przebywa się w najbliższym otoczeniu Boga czujem niesamowite siły, które nas ogarniają i motywują nas do jeszcze bardziej niewyobrażalnych czynów.

            Zostań z nami – czuję, że owa postać uch ubogaca i przemienia. Czują się lepiej, bo mają na kim się wesprzeć, w kim szukać odpowiedzi. Jezus rodzi w nas życie, dokonuje jakby odnowy biologicznej naszego serca- wiary. Kiedy stajemy w życiu wobec wielu wymagających osób, czy zdarzeń, nagle w panice stwierdzamy, że jesteś bezradni i uciekamy. Uciekamy, gdyż nie ma w nas przekonania co do naszych umiejętności. Brak zaufania jest brakiem współpracy z Bogiem przez co nie czujemy i nie widzimy Go w naszej codzienności. Warto, abyśmy dzięki uczniom z Emaus coś zauważyli. Uczniowie podążają w ciemnościach swoje życia, gdyż nie widzą Boga. Ich życie zmienia się, odkrywają siebie, własne możliwości i nagle ich życie pęka. To pęknięcie nie jest czymś bolesnym, ale stanem przemienienia. Kiedy odkryli Jezusa obecnego w ich codzienności zaczynają odczuwać tą szczególną potrzebę – zostań z nami! Wiedzą, że będzie im łatwiej, że bardziej będą realizować zamysł Pana, gdy On będzie przy nich. Rozumieją, że całe bogactwo ich życie jest w Nim, który jest ich życiem. Zmartwychwstały ukazuje się im, aby mogli zrozumieć prawdziwy sens swojego życia i wiary. Dzięki Niemu odkrywają faktyczny swój cel drogi, do którego natychmiast się nawracają i do którego „tej samej chwili” zmierzają.

            To ich wezwanie, osobiste zaproszenie – zostań z nami – jest ich celem. Jakże ważne jest dalsze stwierdzenie - …zostać z nami Panie, bo ma się ku wieczorowi”. Wieczór niepewności, bojaźni, wątpliwości, niezrozumienia, ciemności duszy, oschłości wiary. To ludzkie, że uczniowie się tego boją, chcą od tego uciec. Jezus jednak wlewa w ich serca przekonanie, że będzie z nimi przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Świadomość tego faktu jest odpowiedzią na ich zaproszenie – zostań z nami.

Dzień 36-37  wstecz>>

            Podróż w czasie…

Pokonujemy wiele etapów w swoim życiu, z mniejszym lub większym skutkiem. Nasze życie osadzone jest w czasie – początek – narodzenie, koniec – śmierć. Jeśli byśmy nasze życie obserwowali z punktu filozoficznego każdy dzień, godzina, minuta, a nawet sekunda ma początek i koniec. Zdajemy siebie sprawę, że zarówno początek jak i koniec są kwestiami od nas niezależnymi, ale w pewnym sensie „stajemy się władcami najwznioślejszego czasu”, mianowicie centrum, to co istnieje pomiędzy początkiem a końcem. Otrzymujemy życie jako dar od Boga, szansę do niezwykłego wykorzystania. Wartość naszego życia, zależy od sposobu wykorzystania życia. Jeśli nasze siły będą intensywnie skupione na życiu, jeśli odpowiednio wykorzystamy życie jesteśmy na dobrej drodze, aby nasze życie przynosiło owoce. Każdy krok w przyszłość jest pytaniem: jak wykorzystać swoje życie. Im bardziej świadom będę każdej chwili w moim życiu, tym bardziej jestem wstanie korzystać z nich. Moje zaangażowanie będzie równoznaczne z ewentualnymi możliwościami chwili.

            Uczniowie ukazują nam tylko jakąś część „podróży w czasie”. Idą do Emaus właściwie załamani, nie wiedzą co mają robić. Chwila po chwili podążają w jakimś kierunku, oni sami chyba nie wiedzą, gdzie tka naprawdę idą i po co. Zwrot akcji następuje, gdy na ich drodze pojawia się tajemniczy Wędrowiec. Idą za Nim, za Jego sposobem myślenia, są w Niego tak wpatrzeni, gdyż w Nim widzą możliwość rozjaśnienia swoich wszelkich wątpliwości.

            Podróż w czasie… wiąże się z najpierw rozsądzeniem, co jest zadaniem chwili, jakie są moje oczekiwania i możliwości i w końcu jaka jest wola Boga w tej właśnie chwili. W tym zawiera się niewyobrażalny cud codzienności. Tak jak uczniowie przyjęli Jezusa, tak również my musimy odnaleźć Go stojącego w naszej codzienności. Bóg przychodzi do nas przez codzienność zdarzeń, ludzi, słowa, czyny, które są do nas kierowane. Jeśli dobrze wykorzystamy te sytuacje będziemy bogaci o tyle, o ile otworzymy się na Boga przechadzającego się w naszej codzienności. Jeśli pragniemy odbywa prawdziwą „podróż w czasie” musimy zdawać sobie sprawę z tego co owa podróż może nam dać.

            Przygotujmy się do podróży – rozsądźmy chwilę obecną, jaka jest wola Boga, czego ode mnie pragnie Bóg w tym właśnie czasie.

            Musimy posiąść siłę z łaski Boga do umiejętnego wykorzystania czasu swojego życia. Siła pozwoli nam zrozumieć za „czym/kim” mam iść. Musimy również dzięki tej sile strzec się tego, co złe, a co również jest często obecne w chwilach naszego życia. Sami wiemy, że jedne decyzje w naszym życia są dobre, a inne znowu złe. Umiejętne rozsądzanie naszych decyzji pozwoli nam być bardziej szczęśliwym w życiu. Rozsądne decyzje uczynią nasze życie bardziej wartościowym. Harmonia życia zależna jest on naszych decyzji poczynionych w każdym momencie naszego życia.

            Przygotowując się do „podróży w czasie” musimy ćwiczyć się też w takich elementach,  które pomogą nam rozpoznać zadania zawarte w chwilach. Stawać do dyspozycji Boga – iść za Jego zadaniami zawartymi w naszej codzienności. Rozpoznać wolę Boga i ją wypełnić w chwili obecnej.

            Ocenić swoje oczekiwania i możliwości to kolejny element potrzebny do naszej „podróży w czasie”. Umiejętność oceniania rozbudza w nas wrażliwość na życie i pojawiające się w nim wydarzenia, osoby. Każdy z nas ma w sercu oczekiwania – pragnienia, które wiele razy znieczulają naszą czujność. Często nasze oczekiwania powodują, że zachowujemy się jak fanatycy – nie ważne co się dzieje, co robimy, lecz najważniejsze jest spełnienie naszego oczekiwania. Przez takie zachowanie ranimy siebie, a jeszcze bardziej tych, których wykorzystujemy, aby osiągnąć nasz zamiar. „Po trupach do celu” – często taki jest nasz stosunek wobec nas otaczającej rzeczywistości, gdy na czymś bardzo nam zależy. Możemy widzieć w uczniach z Emaus w początku ich bycia z Jezusem takie właśnie zachowanie. Dalszy rozwój sytuacji w Emaus ukazuje ich jako ludzi dojrzałych, którzy umiejętnie oceniają to, co zaszło i idą dalej. Odkrywają rozpościerające się przed nimi nowe perspektywy. Stają się świadkami zadań, które rodzą się właśnie w tej chwili.

            Obiektywnie musimy spojrzeć na chwilę obecną i zastanowić się co jest jej faktycznym przesłaniem, a co może jest bardziej moją ochotą, pragnieniem. Ta obiektywność pomoże nam planować nasze życie, przez co staniemy się bardziej usystematyzowani. Systematyczność natomiast nauczy nas pełniejszego wykorzystania sytuacji i odpowiedniego napełnienia się życiem.

            Musimy zastanowić się czy idziemy za swoimi planami, czy odpowiadamy naszym życiem na Boży plan zawarty w obecnej chwili.

            Oprócz oczekiwań musimy wziąć pod uwagę nasze możliwości. Oceniając je wiemy jaki wysiłek musimy włożyć w nasze działanie. Jeśli zaaplikujemy sobie zbyt wiele celów do zrealizowania to musimy zawsze zważać na swoje możliwości. Nie skupiajmy swoich możliwości na zbyt wielu celach w przeciwnym razie grozi nam, że z powodu stale brakującego nam czasu, zabraknie również chęci i sił, aby uczynić coś do końca i to dobrze.

            Dzięki możliwościom i oczekiwaniom nasze życie jest w pozytywnym znaczeniu wyzwaniem, które oczekuje od nas jeszcze większego zaangażowania. Popatrzmy na życie jak na poważne układanie mozaiki, w której każdy element jest czymś ważnym i niepowtarzalnym. Każdy element to chwila z naszego życia, którą możemy uchwycić i umieścić wraz z innymi tak, aby tworzyć z nich jedną całość.

Dzień 38-39  wstecz>>

            Rozpoznać faktyczną miłość…

Jaka jest twoja miłość? Jak realizujesz miłość względem najbliższych tobie osób? Liczę, że sobie odpowiedzieliście na te pytania, jeśli nie – zróbcie to jak najszybciej. Miłość jest szansą w życiu. Tak wiele o niej się mówi, tak bardzo się jej pragnie, a jakże często degradujemy ja czyniąc czymś nieprawdziwym, wulgarnym, pożądliwym, przedmiotowym. Okazuje się, że każdy z nas doświadcza taką miłość, jaki jej obraz nowi w sobie, jakiej faktycznie pragnie. Jakże często zaspakajamy się różnymi opcjami pożądania, a nie dążymy do odkrywania, nie mówiąc o życiu prawdziwą miłością. kiedy spojrzymy na uczniów z Emaus z perspektywy miłości możemy odkryć coś niezwykłego. Mianowicie inaczej jawi się miłość do której przywykliśmy. Tu widać ją na drodze, w słowie, w geście.

            Miłość – droga

Ważnym spostrzeżeniem w podróży uczniów do Emaus jest towarzystwo Jezusa. Miłość Jezusa jest bardzo konkretna i dotyka precyzyjnie problemu. Zatem już tu możemy dojść do konkretnych wniosków – nie możemy „zalewać kogoś miłością”, lecz nasza miłość musi być konkretna, czysta i rodzić wzajemność. Człowiek potrzebuje konkretnej drogi, podczas podróżowania zbiera różne doświadczenia, które może odnieść do swojego życia. Droga to proces dojrzewania, uszlachetniania i przechodzenia etapów miłości. Droga to życie, kontekst w którym rodzi się i owocuje nasze doświadczenie miłości. Tak jak Jezus towarzyszy swoim uczniom w czasie drogi do Emaus, tak miłości jest wciąż rozprzestrzeniającą się rzeczywistością w naszym życiu. Miłość na drodze sprawia, że rozumiemy po co nam ta droga, jak mamy tą drogę i wydarzenia na niej przyjąć, ale miłość czyni, że droga staje się też owocna. Pokochać swoje życie, zaakceptować je i uczynić z nim coś więcej – takie są fizyczne i duchowe owoce miłości – drogi.

            Miłość – słowa

Jezus towarzysząc swoim uczniom wyjaśnia im to wszystko, co w Pismach odnosiło się do Niego. Sztuka porozumienia, albo umiejętne pomaganie słowem, tym, na których nam zależy. Słowa wyrażają istotę naszych myśli i uczuć. Słowa są jakby „fizycznym” odzwierciedleniem naszego wnętrza. Słowa, tak jak nasze uczucia wciąż się uzewnętrzniają rodząc odpowiedzialność. Jeśli wypowiadamy jakiekolwiek słowa powinniśmy dostrzec w nich możliwość uczynienia czegoś niezwykłego. Słowa mają właściwości budowania, tworzenia. Jezus, kochając swoich uczniów, wyraża słowa, które przesączone są miłością. dlatego słowa te trafiają w sedno dylematów uczniów. Mamy możliwość dzięki naszym słowom dokonywać cudów. Miłość w słowie wypowiadanym wobec ludzi jest najwspanialszym darem, który otrzymujemy każdego dnia od Boga. Bóg tak kocha człowieka, że wciąż kieruje do niego pełne miłości słowa. Słuchając Jego słów korzystasz z szansy napełnienia się miłością; przepojenia się nią i rodzenia jej we własnych słowach i czynach. Słowo skierowane przez Jezusa do uczniów leczy ich, przemienia ich życie. Wysłuchajmy co Bóg ma nam dziś do powiedzenia, skosztujmy Jego miłości.

            Miłość – gest

Gesty są niezwykła możliwością okazania komuś swoich uczuć. Jakie gesty możemy dostrzec w obrazie uczniów z Emaus. Jezus idzie z nimi, całym sobą wsłuchuje się w nich, ofiarowuje im mądrość – tłumacząc, odpowiada na ich zaproszenie, zasada za stołem; bierze chleb, łamie go, rozdaje i znika. Każdy gest ma w sobie wartość z racji istniejącej w nim miłości. Jezus posługuje się „językiem miłości” – angażuje całego siebie w wrażanie miłości. Każdą drogę, każde słowo i gest człowiek jest wstanie zrozumieć i przyjąć tylko i wyłącznie wtedy, gdy postępuje w myśl miłości Boga i bliźniego. Panowanie miłości w człowieku przemienia go istotowo i egzystencjalnie.

            Każdy gest Jezusa jest wstanie zrozumieć ta osoba, która łaknie Jego miłości. Przeglądając wszystkie karty Ewangelii możemy dostrzec dwie racje w obrazach z uczestniczącym w nich Jezusem: Jezus, który kocha i obecne przy Nim osoby, które doświadczają tej miłości. Życie Jezusa jest jednym wielkim Hymnem Miłości. Dziś stawiając kolejne kroki wraz z uczniami podążającymi do Emaus mogę uświadomić sobie jak bardzo potrzebuję prawdziwej miłości. Nigdy, nic nie powinno nam odebrać tej możliwości bycia przy Chrystusie – Miłości. Po raz kolejny zapraszam was (a szczególnie siebie) do tego, abyśmy się stali pustym naczyniem. Pozwólmy Jezusowi w każdym doświadczeniu napełnić nas Jego miłością.

            Przykład Jezusa i Jego nauka powinna mieć w nas szczególne miejsce, gdyż po ziemi nie chodzi żaden człowiek, który nie pragnąłby być kochany i umieć kochać. Wstępując na drogę do  Emaus, pogłębiając ją przez inne konteksty nauki Jezusa musimy dążyć do odkrycia prawdziwej miłości.

            Droga- Słowo – Gest te trzy elementy starajmy się przenieść na rzeczywistość każdej naszej życiowej sytuacji. Te elementy stale się przenikają, wzajemnie się pogłębiają i tworzą. Chciałbym już na koniec tego rozważania podać moje rozumienie tych elementów. Idąc z kimś (towarzysząc komuś) budujemy się dialogiem pomiędzy sobą, aby dojrzały nasze gesty, które wyrażać będą nas i naszą wzajemną miłość wobec bliźnich. Droga – jest dla mnie obrazem poszukiwań: czegoś, kogoś. Słowo – jest symbolem odnalezienia tego: czegoś, kogoś. Gest – jest ikoną miłości panującej pomiędzy czymś, kimś. Starajmy się ten Boży przykład wykorzystać również w swoim życiu do odnalezienia tego, na czym nam powinno faktycznie zależeć.

            Miłość jest najważniejszą wartością, gdyż żyjąc nią każdy będzie wiedział jakie wybory dokonywać, jakie decyzje podejmować, co czynić dla siebie i dla każdego człowieka.

Dzień 40  wstecz>>

            Cel nigdy nie jest celem…

Każda droga ma jakieś cele, a w zasadzie punkty docelowe, które nic nie kończą, a raczej zapraszają do pójścia dalej. Uczniowie jako cel swojej podróży obrali Emaus, ale po spotkaniu tajemniczego wędrowca, po uczcie i rozpoznaniu Chrystusa wracają do Jerozolimy, a co dalej… Zatem sami widzimy, że ów cel był tylko momentem i miejscem, w którym wszystko zmieniło się i w którym odkryli kolejny cel, który pragną osiągnąć. Nasze życie rozpościera się pomiędzy górami. Zmierzając do jednej, mamy nadzieję osiągnąć ostateczny cel naszej podróży. Jednak po osiągnięciu tego zamierzonego celu pojawia się kolejna góra, którą również musimy zdobyć. Nie zniechęcajmy się naszą podróżą, raczej odgadujmy wolę Boga w naszej drodze.

            Dziś kończymy naszą podróż do Emaus, jednak i tu już wiemy, że to nie koniec naszego podróżowania. Zaczerpnijmy sił, wytężmy słuch i pójdźmy za Chrystusem, który wzywa nas, abyśmy czuwali, aby nie ulec pokusie. Zatem cel nigdy nie jest celem, jest tylko momentem zwrotów prowokujących nas do odkrywania bardzo szerokich horyzontów naszej wiary. Przez 40 dni udawało nam się zmierzać z samym sobą, z życiem, z zadaniami i obowiązkami. Może ten czas był wymagający wobec nas, ale „mądrość przybliża, a głupota oddala”. Bądźmy mądrzy w wierze, nie bojąc się żadnych wyzwań, podążajmy za Chrystusem, który przez krzyż uczynił nas wolnym od grzechu, a dzięki swojemu zmartwychwstaniu dał nam możliwość trwania w naszym życiu – w świecie dobra.

            Na samym końcu chciałbym przeprosić tych, którym ta lektura nic nie dała. Proszę was jedynie, abyście nie zmarnowali szansy waszego życia – powołania do Miłości. Tym natomiast, którym ta droga pomogła życzę odwagi do przeżycia i opisania własnej drogi. Niech Chrystus zapewniający nas o swojej obecności pomiędzy nami da nam siły wobec naszych doświadczeń życia.

 

 

  menu główne

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)