Odkryć, wybrać, żyć z Jezusem...

   

 

 

 

Wprowadzenie

                „Wiara jest osobowym przylgnięciem do Jezusa...” W różnych sytuacjach naszego życia pojawia się powierzchowność: praca, rodzina, osobisty rozwój, wiara. Kierujemy się szczytnymi intencjami, które nie zawsze potrafimy wdrożyć w wymienione wyżej sfery życia ludzkiego. Powierzchowność nie jest raczej przejawem naszej ignorancji, czy zła, które miałoby nas niby obezwładnić. Moim zdaniem powierzchowność pojawia się z braku możliwości wyobrażenia sobie w jaki, lepszy sposób, realizować własne życie, pracę, własny rozwój, wiarę itp. Nieświadomość powiązana z z brakiem wystarczającej wiedzy, pogłębiona brakiem osobistego zaangażowania, prowadzi do powierzchowności. Potrzebujemy drogowskazów w postaci ludzi i ich doświadczeń, wzorów drogi postępowania w poszczególnych sferach życia. Pragnę w tym rozważaniu pogłębić moją osobistą wiarę i więź z Jezusem, którego dzięki tym właśnie treściom sam pragnę doskonalej poznawać – odkrywać i przyjmować. Ufam, że to świadectwo również mnie samemu pozwoli znaleźć prawidłowy sposób pogłębiania całego moje życia, a nie tylko wiary.

                To rozważanie podzielone jest na trzy zasadnicze części: odkryć – w niej pragnę przedstawić moją koncepcję „osobowego przylgnięcia” do Jezusa; wybrać – w tej części natomiast pragnę wznieść się ponad „moją powierzchowność” i wybrać Jezusa, aby faktycznie był w moim życiu na pierwszym miejscu; w trzeciej części zastanowię się w duchu nowego roku duszpasterskiego jak „ja” przemienić w „my”, by móc być uczniem Jezusa w szkole komunii.

kiom

 

 

ROZWAŻANIE 

Aby zobaczyć Jezusa, by Go odkryć, trzeba przede wszystkim, by On popatrzył na nas!

 Wprowadzenie

                „Wiara jest osobowym przylgnięciem do Jezusa...” W różnych sytuacjach naszego życia pojawia się powierzchowność: praca, rodzina, osobisty rozwój, wiara. Kierujemy się szczytnymi intencjami, które nie zawsze potrafimy wdrożyć w wymienione wyżej sfery życia ludzkiego. Powierzchowność nie jest raczej przejawem naszej ignorancji, czy zła, które miałoby nas niby obezwładnić. Moim zdaniem powierzchowność pojawia się z braku możliwości wyobrażenia sobie w jaki, lepszy sposób, realizować własne życie, pracę, własny rozwój, wiarę itp. Nieświadomość powiązana z z brakiem wystarczającej wiedzy, pogłębiona brakiem osobistego zaangażowania, prowadzi do powierzchowności. Potrzebujemy drogowskazów w postaci ludzi i ich doświadczeń, wzorów drogi postępowania w poszczególnych sferach życia. Pragnę w tym rozważaniu pogłębić moją osobistą wiarę i więź z Jezusem, którego dzięki tym właśnie treściom sam pragnę doskonalej poznawać – odkrywać i przyjmować. Ufam, że to świadectwo również mnie samemu pozwoli znaleźć prawidłowy sposób pogłębiania całego moje życia, a nie tylko wiary.

                To rozważanie podzielone jest na trzy zasadnicze części: odkryć – w niej pragnę przedstawić moją koncepcję „osobowego przylgnięcia” do Jezusa; wybrać – w tej części natomiast pragnę wznieść się ponad „moją powierzchowność” i wybrać Jezusa, aby faktycznie był w moim życiu na pierwszym miejscu; w trzeciej części zastanowię się w duchu nowego roku duszpasterskiego jak „ja” przemienić w „my”, by móc być uczniem Jezusa w szkole komunii

CZĘŚĆ PIERWSZA

ODKRYĆ JEZUSA

                Odkrywanie Jezusa oznacza o wiele więcej, gdyż w odkrywaniu zawiera się też poznawanie, odczuwanie, widzenie Jezusa. Dzięki tak pojętemu odkrywaniu, widzimy jak rozszerzają się nasze możliwości. Dla mnie osobiście dwie rzeczywistości sprawiają, że odkrywam Jezusa i pragnę z całego serca przylgnąć do Niego. Tymi dwiema sprawami są: lektura Pisma św. i świadectwo człowieka wierzącego o osobistych doświadczeniach współpracowania z Bogiem. Źródło i autentyzm, tak najogólniej scharakteryzowałbym te sprawy. Człowiek potrzebuje „stałej możliwości” przebywania z żywym Chrystusem, a dla umocnienia potrzebuje wsparcia w innych osobach, które ukazują, że realizowanie Słowa jest możliwe, nawet w bardzo radykalny sposób.

                Odkrywanie Jezusa rozpoczyna się od momentu chrztu. W tym właśnie momencie rozpoczyna się nasze doświadczenie wiary, droga osobistego odkrycia Jezusa Chrystusa.

                Chrzest włącza nas do wspólnoty ludzi o tej samej tożsamości – chrześcijan. Wzrost religijny wynika z odkrywania i przyjmowania kolejnych sakramentów, podczas których mamy możliwość przylgnięcia do Niego. Człowiek religijny, rozpoznaje struktury Kościoła, zdobywa wiedzę religijną, która jest szansą do bardziej konkretnego, ale już osobistego poznania Chrystusa. Chrześcijaństwo nie jest tylko jakąś doktryną; jest spotkaniem w wierze z Bogiem, który stał się obecny w naszej historii, poprzez wcielenie Jezusa. Wieloletnia formacja intelektualna jest dość ciekawym wydarzeniem, jednak nie możemy odkrywając Chrystusa zatrzymać na jedynie intelektualnej ciekawości. Jej zadaniem jest pobudzać nas przede wszystkim do wewnętrznych potrzeb – znalezienia odpowiedzi na pytanie o sens naszego życia.

                Ciekawość intelektualna, pogłębiona wewnętrzną myślą, modlitwą, doprowadzi nas do odpowiedzi – sensem naszego życia, a zarazem najważniejszym powołaniem jest świętość. Owa świętość jest darem, w którym uczestniczymy już od samego momentu chrztu, gdzie odkrywamy, że jesteśmy stworzeni „na obraz i podobieństwo Boże”. odkrywanie świętości Jezusa, pomaga nam zrozumieć istotę człowieczeństwa, sensu naszego istnienia. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa świętością, określano wspólnotę – chrześcijan. Może dlatego właśnie, iż najgłębszym pragnieniem było naśladować Tego, którego odkryli. Droga świętości to droga postępowania za Tym, którego znamy, którego wciąż odkrywamy i którego pragniemy naśladować. Odkrywanie Chrystusa nie jest zdobywaniem jak największej wiedzy o Nim, lecz uczeniem się kochania Boga. Wiąże się to z stałym wzrostem w relacji i w uczuciu, które kierują wobec Boga. odkryć Jezusa wiążę się ze ścisłym zespoleniem – zjednoczeniem z Nim w takim sensie, że Jego odczucia przenikają mnie i ja sam ich doświadczam i rozumiem. Odkrywając Jezusa umiem utożsamić się z Jego osobą i z tym, co mówi, czego pragnie i co odczuwa. Widzimy, że odkrywanie Jezusa zobowiązuje do radykalnego postępowania za Jezusem. Historia pewnego ruchu chrześcijańskiego rozpoczęła się w momencie, gdy kilka osób czytając fragmenty Ewangelii, odkryło Jezusa i pragnęło Go kochać w sposób konkretny, radykalnie realizując otrzymane Słowo. Postać świętych, w tym również św. Franciszka z Asyżu to przykład przylgnięcia tak mocnego do Słowa Bożego, iż całe życie stawało się wypełnieniem tego, co Bóg powiedział przez Jezusa.

                Wspomniałem już, że człowiek dzięki Chrystusowi odkrywa własne człowieczeństwo. Przełomem w życiu człowieka, w odkrywaniu i kierowaniu się wiarą jest uświadomienie sobie, że Jezus przelał swoją krew za każdego z nas. Bóg w tym wydarzeniu, jeszcze szczególniej ukazuje swą osobistą miłość do człowieka. Fakt krzyża i Zmartwychwstania powołuje nas do przyjacielskiej relacji z Chrystusem. W tych wydarzeniach w pełni odkrywamy Jezusa i godność człowieka. Człowieczeństwo- ludzka godność to właśnie punkt porozumienia się z Bogiem. W głębokiej wymianie spojrzeń, dokonuje się przemiana życia. Odkrycie Boga – to „on patrzy na mnie, a ja na Niego” (por. J.M.Vianey – opowiadania). Relacja z Jezusem nie polega na intelektualnej rozmowie z Bogiem i roztrząsaniu faktów np. głównych prawd wiary, ale świadomość tych faktów pozwala nam nazwać to, co przeżywamy w wymiarze duchowym. Doświadczenie intelektualne przeradza się w uczucie, które łączy nas z Jezusem tak mocno, że duchowo stanowimy jedno. Poznawanie Jezusa, odkrywanie Go pociąga nas do szukania Jezusa, by Go w końcu ujrzeć. Dzięki poznaniu Jezusa w głębi naszego serca krystalizuje się pragnienie ujrzenia Boga i na odwrót, dzięki temu pragnieniu coraz bardziej poznajemy Jezusa. Każdego dnia, w wielu sytuacjach mamy możliwość poznawania i odkrywania Jezusa. Musimy chcieć, podjąć decyzję, która pozwoli nam świadomie tak postępować, by faktycznie widzieć i odczuwać Boga. Potrzebujemy wrażliwej wiary, która pozwoli nam dostrzec i odczuć Bożą obecność w świecie nas otaczającym. Nasze decyzje mają potwierdzać nasze osobiste odczucia skierowane wobec Boga.

                Ważne, abyśmy jeszcze bardziej uświadomili sobie w jaki sposób mamy odkryć Jezusa? Spoglądając na to, co dokonuje wciąż w moim życiu wiary wiem, że dla mnie najistotniejsza jest lektura Pisma św. i osobiste świadectwo osób wierzących, lecz dla potrzeb tego rozważania podejmuję jeszcze dwie inne możliwości: ciekawość i spotkanie. Te cztery możliwości odkrycia Jezusa to nie wszystkie i wcale nie najważniejsze możliwości odkrywania Chrystusa. Jednak te akurat możliwości są dość powszechne i stosunkowo proste w wykorzystywaniu. Przyjrzyjmy się im konkretniej, starając się już niejako wdrażać je w swoje codzienne życie.

Lektura Pisma świętego.

                W sposób szczególny rozważania treści zawartych w Ewangeliach pozwoli nam odkryć Jezusa z Nazaretu, usłyszeć Jego Słowa, zobaczyć Jego gesty. Warto, abyśmy uczynili wszystko, aby lektura Ewangelii była faktycznie codziennym wydarzeniem. Przez lekturę Pisma Świętego kruszącym nasze serce, czyniąc je bardziej wrażliwym na Boga, który mówi i czyni. Słowo zawarte w Ewangeliach jeszcze szczególniej w wielu fragmentach dosłownie przytacza słowa Jezusa, które pomaga nam Go zobaczyć i odkryć. Ewangelie dosłownie ukazują Jezusa, całe Jego życie, podkreślając szczególnie te wydarzenia, które jeśli się na nie otworzymy, pomogą nam odkryć Jezusa takim, jakim faktycznie jest, bez żadnego zafałszowania. Pismo święte jest wciąż aktualnym i inspirującym nas źródłem, pozwalającym dostrzec obecnego i działającego Jezusa w świecie. Codzienna lektura jest jakby pierwszym oddechem po wypłynięciu z wody, ale, by żyć nim, potrzeba kolejnych. Kolejnymi oddechami będą owoce z konkretnego życia i realizowania Słowa. Lektura Pisma świętego idzie dalej w nasze życie, proponując nam konkretny styl życia, czyli postępowania i myślenia. Słowo oczekuje, że przełożymy je na życie, codzienność i dotkniemy Nim każdą chwilę dnia. Słowo będzie inspirowało nas do postępowania w ściśle określonym kierunku, a mianowicie – w czynieniu dobra, służąc innym. Nasza lektura Pisma świętego przemieni się w aktywne przemienianie Słowa w czyny. Aby nie utracić pięknego daru Słowa, które ma poruszać nasze serce i je ożywiać, musimy poznanie Jezusa prze Ewangelię traktować jako modlitwę. Przez modlitwę dochodzimy, do bardzo konkretnie odczuwalnych odpowiedzi na pytania : kim On jest? Kim jest dla mnie? Jak mnie kocha? Wraz z odpowiedziami idzie coś o wiele głębszego, a mianowicie w obliczu Boga, każdy człowiek ma okazję wybrać Jezusa i rozpoznać to, wobec jakich zadań mnie dziś stawia w kolejnych chwilach, wobec konkretnych osób. Lektura Pisma świętego bardziej radykalnie stawia nas na gruncie codzienności, która jest wyzwaniem wobec którego możemy przejść obojętnie, albo postarać się zebrać odpowiednie owoce.

Codzienność i przeczucie.

                Szukamy różnych motywacji, które umacniają w nas determinację poszukiwania. Pragniemy odkryć Jezusa z różnych pobudek, czasami bardzo przyziemnych, a często powody są o wiele wznioślejsze. Pragniemy odnaleźć odpowiedzi na podstawowe pytania, dotyczące naszej egzystencji. Wiemy, że chęć przekonania się do pewnych postaw np. ciekawość i przeczucie mogą pomóc nam najpierw intelektualnie przekonać się do pewnych treści, a potem poruszyć nasze serce ku Temu, który za tą treścią stoi. By dowiedzieć się kim jest naprawdę Jezus, odkrywamy na początku własnym przeczuciem, że coś może mi się przydać, że może to pozwolić mi odkryć samego siebie, oraz tak pokierować swoimi decyzjami i wyborami, aby we współpracy z Bogiem zdobyć przekonanie, że by móc żyć, musimy być zespoleni z Bogiem we wzajemnym byciu dla siebie. Ciekawość prowokuje nas do sięgnięcia do rzeczy, które po ludzku być może omijaliśmy, ale ze względu na ciekawość, na wartość intelektualną odkrywamy to i przyswajamy wykorzystując to do zaspokojenia choćby ciekawości. Przeczucie natomiast daje nam umocnienie w postępowaniu za czymś, lub za kimś, kto wydaje się nam odpowiednim, do udzielenia nam odpowiedzi wobec naszej ciekawości. Ciekawość pragnie być zaspokojona! Człowiek intrygują różne nowości, w różnych dziedzinach, jego umysł jest chętny do poszerzenia własnych horyzontów. Zdobywanie wiedzy jest dobrym początkiem wobec wszystkich spraw, lecz nie może się tylko do tego ograniczyć nasze życie, gdyż wtedy utracimy własne odczucia i świadectwo konkretnego przeżywania tej wiedzy w sposób praktyczny, a nie tylko teoretyczny. Ciekawość, tak w pozytywnym znaczeniu, prowadzi do odkrywania swoim sercem.

                Może, aby ta treść lepiej do nas dotarła, przywołam (nie mój) przykład: pewien młody człowiek po długim okresie czasu przyszedł do spowiedzi. Zwierzył się księdzu z wielu trudnych spraw, nieporozumień, niewiedzy, momentów zachwiania i nawet niewiary. Ksiądz porozmawiał z nim i udzielił mu rozgrzeszenia. Pokutą po tej spowiedzi, miała być lektura Ewangelii wg. Mateusza. Człowiek wrócił do siebie, po pewnym czasie sięga do Pisma świętego i rozpoczyna w takim trochę duchu – bo mam do odprawienia pokutę. Przewracając kolejne strony Ewangelii czyni to już z coraz większym zaciekawieniem i radością. Odkrywa coś, czego do tej pory nie był świadom. Rozważył Ewangelię Mateusza, potem Marka, a potem Łukasza i Jana i tak rozważając kolejne księgi, przeczytał cały Nowy Testament. Jego przygoda, sprowokowana ciekawością i przeczuciem zakończyła się w jakiejś wspólnocie, w której na nowo, od początku odkrywał Jezusa i chrześcijaństwo. Ciekawość tego człowieka sprowokowała go do „pochłaniania Słowa Bożego”. To spotkanie ze Słowem miało tak ogromny wpływ, że ciekawość przerodziła się w życie Słowem, a więc Jezusem.

Spotkanie z Jezusem.

                Odkrywanie Chrystusa, jakkolwiek będzie się objawiało, to za każdym razem, finałem takiego postępowania będzie żywe spotkanie z Chrystusem. Sama wiedze o Chrystusie nam nie wystarcza, ale to właśnie dzięki niej pragniemy spotkania. Przez odkrywanie Chrystusa, budzi się w nas tęsknota, za Tym, którego „obraz i podobieństwo” stanowi nasze istnienie. Podążamy instynktownie za Chrystusem, którego obecność odkrywamy w otaczającym nas świecie, a jeszcze bardziej odczuwamy Jego przemieniającą obecność w nas samych. Lektura Pisma świętego pomaga nam odkryć Chrystusa, ale nade wszystko odczuć i zobaczyć Go w drugiej osobie.

                „Szukajmy Go oczyma ciała w wydarzeniach życia i w obliczach innych ludzi, ale szukajcie Go też oczyma duszy, poprzez modlitwę i rozważanie Słowa Bożego” (JPII). W tej myśli odkrywamy szczególne zaproszenie do głębszego odkrywania żywego Jezusa w drugim człowieku i osobiście we własnym przylgnięciu przez modlitwę, rozważanie Słowa. Przyjęte przez nas Słowo, prowokuje nasze serce do natychmiastowego działania. Odkrywając Jezusa w Słowie, w ciągu dnia, przy wielu okazjach, zdajemy sobie sprawę, że mogę odkryć Jezusa w sytuacjach, ludziach, którzy są przy mnie. „Odnaleźć Słowo w tym, co mnie otacza” – wydaje się dość dziwne to stwierdzenie, lecz otwierając się na możliwość czynienia dobra, w moim sercu, myślach nie buduje się wyrachowanie czy strategia – „coś za coś”, lecz pełna miłości służba i ofiarność dla człowieka, wydarzenia itd. spotkać Jezusa mogę tam, gdzie sięga moja wiara. To moje osobiste doświadczenie wiary jest kluczem otwierającym szersze perspektywy, możliwości patrzenia na świat, odczuwania, kto jest jego Stwórcą. Wiara jest światłem, w zależności od jej intensywności rozszerza się strefa wokół mnie, w której z coraz większą dokładnością  mogę ocenić co jest czym i kto jest kim. Pewność i słuszność mojego postępowania, będzie odzwierciedlać jakie jest moje odczuwanie Jezusa i przyjaźń z Nim. Mówimy o Słowie, gdyż ono zostało zasiane w sercu każdego człowieka. Z różnym skutkiem może działać w naszych sercach, gdyż zależne to jest, od mojej osobistej zgody i współpracy.

                By spotkać Jezusa, nie możemy być minimalistami, gdyż przyczyni się to do bardzo mocnego ograniczenia Jego siły i zawężenia pola działania. Radykalizm – oto najodpowiedniejszy sposób postępowania. Polega on na opowiedzeniu się – co, lub kto jest istotny w moim życiu; określenia swojego działania, poniesienia nawet ofiary związanej z wyrzeczeniem się czegoś, ale tylko dla doskonalszego dobra, które posłuży nam we wzajemnym ubogacaniu siebie. Radykalizm to poszukiwanie najsłuszniejszych decyzji i sposobów postępowania za jakąś wartością.

                Duży nacisk położony na poszukiwanie, pomaga nam określić nasz związek ze Źródłem, którego odkrycie przyczynia się do ubogacenia doświadczeń intelektualnych, emocjonalnych, religijnych... Poszukiwanie jest motywacją do zgłębienia tych treści, które wciąż są przez nas, możliwe do zdobycia. Człowiek intuicyjnie idzie za bardziej oczywistymi sprawami; jednak chęć poszukiwania, nie zostaje zaspokojona bylejakością, czy jakimiś powierzchownymi odpowiedziami. Odpowiedzi usatysfakcjonują nas wówczas, gdy stwierdzimy, że nasza ciekawość  w pełni została zaspokojona.

                Odkrywanie Chrystusa wiążę się z przemierzaniem dość obszernej, lecz bardzo satysfakcjonującej drogi do Źródła, które jeśli będzie przez nas faktycznie odkryte, stanie się niewyczerpalnym odniesieniem dla naszej codzienności. Wiara jest nie tylko „środkiem poznawczym”, lecz nade wszystko narzędziem dzięki któremu możemy odczuć Chrystusa w głębszym znaczeniu, niż tylko w doświadczeniu intelektualnym.

CZĘŚĆ DRUGA

WYBRAĆ JEZUSA 

                Myślę, że wielu z nas miało kiedyś takie odczucie, że sfera intelektualna została jakby w tyle, gdy zaspokojona potrzebowała czegoś innego, głębszego. Po rozpoznaniu i opowiedzeniu się, w jakimś kierunku mam zmierzać każdy z nas pewnie: „odmierzył tysiąc łokci, w pragnął przejść przez wodę, która sięgała już do kolan”. To świadectwo naszego pogłębienia relacji z Chrystusem, która staje się przyjaźnią i miłością. ciekawość intelektualna, pragnienie odkrywania Chrystusa dojrzewa i przemieniamy je w realne odczucia, które towarzyszą nam w realizowaniu naszych odkryć. Przełożenie słów i odkryć na rzeczywistość, to zasadniczy krok w wyborze Jezusa, jako Kogoś rzeczywiście ważnego. To rozważanie ma skłonić nas do podjęcia kolejnego, jakże ważnego kroku w naszym duchowym rozwoju – wybierania Jezusa!

                Ten ważny krok w naszym duchowym rozwoju poprzedzić musimy dwoma pytaniami: Kim dla mnie jest Jezus?

Dlaczego mam wybrać Jezusa.

                Zycie duchowe wymaga współpracy z Bogiem, polegającej na ludzkim przyzwoleniu, by Bóg dokonywał wszystkiego według Jego uznania. Człowiek w pełni ufności, pozwala na dokonywanie na „ludzkim sercu” operacji, polegającej na krystalizowaniu wartości, oczyszczaniu i oświeceniu człowieka. Chrystus jest naszym życiem, dlatego oddanie się w Jego ręce nie wzbudza w nas lęku, lecz przeczucie, że otwiera się w nas „coś nowego” wobec czego należy podejść optymistycznie. Chrystus wykorzystuje różne sytuacje i ludzi, do tego, aby wejść we mnie i pozwolić mi odczuć swoją obecność. W tym, co odczuwam poznaje Jezusa, którego pragnę najpierw odkryć, a później z całym zaangażowaniem i radykalizmem wybrać. By móc wybrać Jezusa, musimy umocnić nasze odczucia, poszerzyć je, by w każdym momencie mieć przed sobą Jezusa, które pragnę wciąż na nowo przyjmować. W ukonkretnieniu i rozeznaniu pomoże nam pytanie – Kim dla mnie jest Jezus?

                Odpowiedź na to pytanie jest często odkrywaniem funkcji, którą pełni Jezusa w naszym życiu. Odkrywając Jego obecność w naszym życiu, identyfikujemy Go z różnymi sytuacjami i wartościami. Odkrycie jest o tyle ważne, o ile przy tej okazji, odrzucamy wszelkie negatywne skojarzenia – myśli i odczucia. Dzięki wolności, wszelkie karykatury ludzkiego wyobrażenia o Jezusie, opadną i będziemy mogli przyjrzeć się Prawdzie!

                Zadałem to pytanie moim uczniom w gimnazjum, którzy udzielili następujących odpowiedzi: Przewodnik, Źródło, Sumienie, Ostoja, Nadzieja, Miłość, Mądrość, Mistrz, Nauczyciel, Wiara, Wzór do naśladowania, Życie, Pocieszenie, Dobro... Wielość tych określeń jest już dla nas dość konkretną wskazówką, dlaczego mamy wybrać Jezusa. Świadomość kim jest Jezus pomoże nam w osobistym wyborze Jezusa. Współpraca z Bogiem polega na coraz mocniejszym zjednoczeniu z Tym, który odkryty zostaje przez nasze serce. Odkrywając Go, każdy z nas ma szczególną szansą ubogacenia swojego życia, o te wartości, które przynosi i ofiarowuje mi sam Jezus.

                Jezus jest pełnią miłości; dlatego stając się człowiekiem był podobny do człowieka we wszystkim oprócz grzechu. Dlatego rozważając Pismo Święte możemy w każdym momencie utożsamiać się z Nim, gdyż On jest całą prawdą o nas. W najdalszym znaczeniu Chrystus jest we mnie wszystkim, prócz grzechu. Przy Nim i dzięki Niemu poznaję swoje życie w Jego konkretnym zamiarze względem mnie. Odkrywając Chrystusa – odpowiadam na pytanie: kim jest? Wybierając Jezusa – odpowiadam na pytanie Kim dla mnie jest Jezus.

                Otaczający nas świat, daje nam wiele do myślenia i w wielu sytuacjach głęboko nas zastanawia. Każda sytuacja wnosi coś niezwykłego; mamy wiele możliwości podejmowania różnych decyzji, wyborów, jednak wciąż budzą się w nas wątpliwości. Dlaczego wśród wielu możliwości, mamy akurat wybrać Jezusa? Różnorodność wyborów, wcale nie jest świadectwem, że poza Chrystusem istnieje coś jednakowo adekwatnego dla naszego życia. W zasadzie pozostałe możliwości poza Chrystusem są marną Jego imitacją i złudzeniem. Wybrać cokolwiek, oprócz Jezusa, to zadowolić się powierzchownością i tymczasowością. Czy wystarczy nam jednak ciągłe łudzenie się takimi namiastkami szczęścia, dobra. Trzeba być rzeczywiście oziębłym, nieczułym „ślepym duchowo”, by nie dostrzec Chrystusa, jako Jedyne Źródło prawdziwego Dobra i Nadziei. To tak teoretycznie brzmi, w życiu wygląda to jeszcze bardziej szczerze i ujmująco. Jezus jest kluczem! Jezus jest rozwiązaniem dla każdej mojej myśli, wydarzenia! Jezus jest Ideałem i Ideą! W końcu to, co uważam dla mnie osobiście za najważniejsze – Jezus jest dla mnie Miłością Ukrzyżowaną, czyniącą Jedność! Powiem szczerze, że to odkrycie w pewnym momencie mojego życia, zmieniło wszystko. odmieniło to moje życie, czyniąc moją wiarę bardziej realną, a życie bardziej konkretne. Do dziś, w każdej chwili, to doświadczenie karmi mnie i sprawia, że inaczej spoglądam na siebie we współpracy z Bogiem. Wiem, że to, co w moim życiu zrobię, to nie jest moją wartością, lecz ze względu na Chrystusa, obecnego w chwili obecnej mojego życia.

                Dzięki Jego obecności, wśród wielu możliwości wyboru, wybieram właśnie Jego, gdyż On jest moją codziennością i faktyczną wartością mojego życia. Te dwie sprawy dają jeszcze większe przekonanie, że to właśnie Jezusa mam wybierać każdego dnia, w każdej chwili.

Chrystus moją codziennością.

                Spoglądaliście kiedykolwiek na waszą codzienność i wyobrażaliście sobie – jak mogłoby być, gdybyśmy wszystko potrafili uczynić poprawnie? To nie jest idealistyczne podejście do życia, ani próba oszukiwania siebie, czy głęboko skrywane marzenia. Jezus jest rzeczywistością, dzięki której możemy przemienić swoje podejście do życia, codzienności, odkrycia wartości i znaczenia każdej chwili. Codzienność jest szkołą zaufania i otwartości na Jezusa, który wkracza w naszą historię życia, by móc dzięki innemu, nowemu spojrzeniu ukazać nam naszą rzeczywistość. W życiu istotną sprawą jest Jezusowy punkt widzenia! Zrozumienie Jezusa i Jego punkt widzenia to przede wszystkim  ewangeliczne życie. Żyć, naśladując Jezusa, to być żywą kartką Ewangelii. Nie wyobrażam sobie innej drogi, która miałaby mnie nauczyć „nowego spojrzenia” Rozumiejąc Ewangelię, człowiek wnika z zamysł Boga „przechwytując go” i stara się go urzeczywistniać życiem. Dosłowne przekładanie słów na czyny, potrzebuje zaangażowania serca, które jako jedyne jest wstanie zrozumieć wartość życia. Chrystus jest żywym przykładem, wciąż aktualnym, odnoszącym się do każdej sytuacji naszej codzienności. Dzięki Niemu, każdy dzień staje się niezwykłą ewangeliczną przygodą!

                Mam wybrać Jezusa, gdyż dzięki Niemu możemy poznać faktyczną wartość życia – codzienności, oraz to, co możemy osiągnąć. Wybieram Jezusa ponieważ w Nim mogę wzrastać, dojrzewać do większych darów, które dzięki Jezusowi odkryję. Codzienność – podzielić możemy na to, co jest i na to, co powinno być!

                Jezus jest kluczem do zrozumienia naszej codzienności, ale to poznanie mobilizuje mnie do czynienia wszystkiego lepiej. Każda sytuacja w naszym życiu ma wartość. Jednak ona wzrasta wraz z głębszym zaangażowaniem naszych sił, uczuć i myśli. Sytuacja podobnie się ma jak z prezentem. Sam fakt, że go otrzymaliśmy ma ogromną wartość, lecz po rozpakowaniu prezentu i odpowiednim posługiwaniu się nim, wartość naszej codzienności jeszcze bardziej wzrasta. Radość z otrzymanego daru tym jest większa im lepiej wykorzystujemy go w naszej codzienności.

Argumentów „za” wobec faktu, że mam wybrać Jezusa, jest bardzo wiele. Pozostawiam wam wolną rękę w poszukiwaniu tych argumentów. Ufam, że będą one bardzo bogate i posłużą do duchowego ubogacenia waszego wnętrza.

                Przejdźmy zatem do być może trudniejszej sprawy, a mianowicie: Jak mam wybrać Jezusa? Rzeczywiście sposobów może być tyle, ilu jest ludzi. Każdy z nas ma swój czas i sposób. Wybieramy Jezusa z różną mocą, zaangażowaniem, świadomością. Wszystko zależy od doświadczeń, które towarzyszą nam w tym właśnie momencie, gdy wybieramy Jezusa!

                Mogę przede wszystkim odnieść się do swojego doświadczenia. Poszukiwanie Boga, głębokie pragnienie spotkania się z Chrystusem uczyniło, że staranniej obserwowałem moje otoczenie, bardziej doświadczałem obecną łaskę Boga, ofiarowaną mi w każdej chwili. W ciszy modlitwy, obserwowania sceny Chrystusa w Ogrójcu, odczułem mocną zachętę pójścia za Chrystusem. „Życie poszło dalej”, ale Chrystus dopomniał się, by to doświadczenie zostało przeze mnie wykorzystane. Na drugi dzień z kolegą weszliśmy do sklepu z dewocjonaliami. Tam dostrzegłem krzyż – takiej średniej wielkości, urzekło mnie przede wszystkim odczucie, gdy spoglądałem na niego. Kupiłem go, towarzyszył mi w każdej chwili, w każdym miejscu. Tak właśnie fizycznie i duchowo wybrałem Jezusa, który jeszcze mocniej od tamtego właśnie momentu towarzyszy mi. Chrystus ukrzyżowany, centrum mojego życia, siła wobec codzienności, natchnienie wobec wiary... Chrystus na Krzyżu mocno został zakorzeniony w moim sercu. Od tamtego momentu rzeczywiście Chrystus stał się Panem i Mistrzem, Którego poprzez osobisty akt oddania, każdego dnia wybieram. To doświadczenie wpłynęło na każdy dzień i na to wszystko, co czynię i mogę jeszcze uczynić! W jaki sposób to i wiele innych doświadczeń przekładam na moją codzienność, budując dzień pełen chwil, w których wybieram Jezusa.

Rozpoczynając dzień – wybieram Jezusa.

                Początek dnia jest ważnym momentem z wielu powodów. Przede wszystkim dobre usposobienie wobec czekających nas spraw, otworzy nas na to wszystko i uczyni bardziej zadowolonymi. Przygniatające myśli u początku dnia mogą sprawić, że nie będzie w nas ani chęci, ani cierpliwości. Poprawne usposobienie wobec różnych rzeczywistości może pomóc nam, zwyciężyć! Modlitwa rozpoczynająca dzień jest poszukiwaniem w Bogu motywacji do tworzenia obecnego dnia, rozeznania do czego dziś powołuje mnie Bóg.

                Modlitwa jest pewnego rodzaju, opowiedzeniem się za Jezusem, na którym w ciągu dnia pragnę budować każdą chwilę. Zjednoczenie z Jezusem, komunia z Nim sprawia, że każde dobro uczynione przez nas, jest darem Bożej łaski ofiarowanej dla naszego dobra, jak również tych, którzy nam w różny sposób towarzyszą. Każdy dzień niesie nowe doświadczenia, które służą naszemu uświęceniu. Człowiek żyjący w faktycznej komunii z Bogiem otwiera swoje serce na ludzi, sytuacje, które dzięki łasce zostają jakby rozświetlone blaskiem Bożej prawdy, przez co człowiek wielokrotnie pochyla się nad „misterium” niektórych wydarzeń; umie zatrzymać się, by uczynić jeszcze większe dobro; potrafi opanować siebie, by ustrzec się przed uczynieniem czegoś złego. Dzięki zjednoczeniu z Chrystusem stajemy się bardziej świadomi dobra, które nas spotyka i dzięki Któremu my sami potrafimy obdarować innych tym, co zostało nam ofiarowane. Dobry początek dnia – to modlitwa, otwarcie się na Jezusa, którego odnajdziemy jeśli będziemy Go mieli w sobie.

                Bardzo do mnie przemawia doświadczenie pewnej osoby: w okresie wojny, kiedy ta i inne osoby, narażone były na śmierć; wówczas chroniąc się w bunkrze pragnęły posilać się nadzieją. Czytając Ewangelię, odkryły, że Jezus wzywa ich do działania. Na początku, była to modlitwa i ciągłe wsłuchiwanie się w echo Słowa. Jednak im bardziej wczytywały się w kolejne stronice Ewangelii, odczuwały szczególne zaproszenie do działania. To odczucie nasiliło się wtedy, gdy rozejrzały się dookoła siebie i dostrzegły w osobach je otaczających Jezusa. To doświadczenie ukazało im, że „one żyją dla tej właśnie karty Ewangelii”. Wraz z nasilającą się pomocą skierowaną wobec ludzi, je otaczających, odkrywały Jezusa. Od tego momentu, każdego dnia, ich życie rozpoczynało się od świadomego wyboru Jezusa.

                To przeżycie, dla mnie osobiście stało się również przełomem w odkrywaniu wiary i realizowaniu jej w sposób bardzo żywy, przesycony miłością! Dziś i każdy dzień staje się niebywałą podróżą, w której odkrywanie i wybieranie Jezusa jest najbardziej szczęśliwą sytuacją. Każda chwila była realizowana w duchu: „WYBIERAM JEZUSA!” Rozglądając się dookoła siebie, dzięki wierze mogę dostrzec „wiele Jezusów”. Dość infantylnie może to nazwałem, a sens duchowy tej myśli jest bardzo głęboki i nie starczy nam lat, aby w pełni tego zrozumieć. Pełnia zostanie odkryta wówczas, gdy staniemy przed Bogiem „twarzą w twarz” i będziemy widzieli jak On wygląda.

Mt 25,35-40 – „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;  byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie.  Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?  A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.”

 To jest rzeczywistość, którą mam odkrywać w każdej chwili. Mój bliźni, to Jezus w nim, którego mam wybrać i dla którego żyję.

W kontekście tego fragmentu jeszcze bardziej wybrzmiewają słowa, które już rozważaliśmy: „szukać oczyma ciała w wydarzeniach życia i w obliczach ludzi; szukać Go też oczyma duszy, poprzez modlitwę i rozważanie Słowa Bożego. Słowa Jana Pawła II powinniśmy przyjąć jako, „klucz interpretujący” powyższy fragment biblijny, a zarazem naszą codzienność. Fragment wypowiedzi Jana Pawła II daje nam podstawy do niezwykłych doświadczeń, jeśli przez ten pryzmat spojrzymy na każdą kartę Ewangelii. Pozostawiam was z tym zdaniem i czterema Ewangeliami. Ja już w tym względzie nic więcej nie wymyślę. Czytajcie Ewangelie i  uświadomcie sobie, to czego doświadczyła już pewna osoba: „ja żyję dla tej strony Ewangelii”.

Szukajcie Boga, a wasze serce ożyje (por. Ps 69) Poszukiwanie Boga i odkrywanie Go w kartach Ewangelii zaowocuje tym, że w naszej codzienności odkryjemy Go w wielu sytuacjach, miejscach i osobach. Wszystko to zależ od naszej wrażliwości. Aby zobaczyć Jezusa, by Go odkryć, trzeba przede wszystkim pozwolić by On popatrzył na nas! Wrażliwość na otaczający nas „świat”, że tam gdzie my uzmysłowimy sobie obecność Jezusa, tam On nas zobaczy.

CZĘŚĆ TRZECIA

Żyć z Jezusem

                Dwie poprzednie części były klarownym wywodem prowadzącym nas do ostatniej i najistotniejszej sprawy, czyli „życia z Jezusem”. Wiara prowadzi nas do pięknej komunii z Bogiem, a dzięki niej odkrywamy ważny wymiar wspólnoty z każdym człowiekiem: „nawet z tym najmniejszym”.

                Wspólnota z Bogiem, ofiarowuje nam szczególne poczucie bliskości – Emmanuela. Jego bliskość  jest niejako zobrazowana fragmentem z księgi Ap 3,20 – „oto stoję u drzwi i kołaczę o jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną”. To zdanie może być dla nas przewodnikiem pomagającym w budowaniu trwałej i głębokiej przyjaźni z Jezusem.  Poprzednie części mojego rozważania miały nam uzmysłowić fakt, że Chrystus „stoi u drzwi i kołacze” Bliskość Boga wymaga od nas konkretnej postawy – „kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy”, a więc otwarcie się na Boga i wybranie Go. Teraz mianowicie pozostaje nam ostatnia sprawa – „wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną”.

                Przebywanie w obecności Chrystusa wydaje się być dla wielu rzeczą prostą, zależną przede wszystkim od Boga. samo „być” jest postawą bierności względem Boga, który „oczekuje” czegoś innego. Wspólnota, bo tak możemy dokładniej określić fakt obecności Jezusa, obliguje nas do włączenia się w budowanie tego doświadczenia. Wspólnota jest świadectwem, dokładniej obrazem, prawdziwego życia z Jezusem. Żyć z Jezusem to nie abstrahować, lecz uczyć się praktyczności wiary. Św. Jakub w swoim liście pisze „wiara bez uczynków jest martwa”. Bóg zaprasza nas do wspólnego budowania swojego życia, opartego na cnotach, pozwalających nam wiernie postępować za Chrystusem i Go naśladować. Mamy naśladować Chrystusa, gdy ż poprzedzając nas swoją miłością, sam przede wszystkim dokonuje tego, co ma być naszym działanie. Zwróćmy uwagę na stwierdzenie – „poprzedza nas swoją miłością…” – oznacza  to, że Bóg inicjuje wszystko z miłości. Jego postępowanie jest tak szczególne i bogate, gdyż Źródło wszelkich czynów jest niewyczerpane. Żyć z Jezusem, tworzyć communio – wspólnotę z Nim jest integralną częścią życia człowieka. wciąż na nowo realizuje się dosłownie słowo z księgi Apokalipsy 3,20. Żyć z Jezusem, to wprowadzać go do „mojego domu”; przyjąć Go i z Nim przebywać.

Otwórz się.

                Już na bazie ludzkich doświadczeń, dostrzegamy jak ważne jest to, abyśmy się wzajemnie na siebie otwierali. Otworzyć się – jest to pojęcie bardzo szerokie, gdyż oznacza o wiele więcej niż tylko zaakceptowanie drugiego człowieka. relacje panujące pomiędzy osobami, bazują przede wszystkim na wzajemnej otwartości. Szczere otwarcie jednej osoby, inicjuje otwarcie się kolejnych osób. Otwartość przekonuje nas do innych ludzi, pomagając jednocześnie budować głębsze więzi np. takie jak: przyjaźń, czy miłość. Otwartość – jest bramą do wnętrza człowieka, dlatego charakteryzuje nas ta cecha względem tylko „konkretnie wybranych osób”. Przenikając w ten sposób jakąś osobę, bardziej ją rozumiemy, gdyż jej oczami spoglądamy na jej świat i widzimy to czego my często nie możemy dostrzec, a dodatkowo jeszcze zdobywamy inny punkt spojrzenia. Dzięki temu odczuwamy zupełnie inaczej tą osobę, bardziej ją rozumiemy, potrafimy lepiej względem niej postępować. Postawa ludzkiej otwartości jest przez nas dobrze opanowana, pojawiają się jednak problemy najpierw w wyobrażeniu sobie otwartości, a potem realizowaniu jej względem Boga.

                Otworzyć się przed  Bogiem w stosunku do ludzkiej otwartości jest o wiele prostsze i bardziej owocne. Jednak sięgając w głąb, by móc otworzyć siebie przed Bogiem, wymaga to szczerości i czasu. Otwartość przed Bogiem ma za zadanie odkryć przed Nim całego siebie: wszystko, co nas oddala od Boga, co jest ciężarem ponad siły, ale również to, co jest radością życia. Otwartość w tym względzie integruje nas z Bogiem, prowadzi do faktycznego zjednoczenia, w którym Jego myśli, słowa, czyny  są w nas tak żywe, jakby były faktycznie nasze. Otwartość względem Boga owocuje w dwóch torach: pierwszy – to zaufanie Bogu, któremu powierzamy wszystkie sprawy naszego życia; drugi tor – to dzięki zaufaniu przyjęcie tego wszystkiego, co ofiarowuje mi Bóg i uznanie tego wszystkiego jako swojego dobra. Otwartość pomaga nam budować życie, w którym rozumiemy, że relacje z Bogiem nie polegają tylko na oczekiwaniu na to, co nam ześle, lecz na współpracy z Nim, aby wypełnił to, co w nas rozpoczął. Powinniśmy przede wszystkim gorliwie poszukiwać dóbr niebieskich, gdyż one powinny zając pierwsze miejsce w naszym życiu. Jesteśmy wezwani do współpracy z Bogiem w postawie szczerego zaufania.

                Otwartość na Boga rodzi w naszym sercu przekonanie, że Bóg nas kocha i dlatego sprawia, że nawet w najtrudniejszych doświadczeniach to odczucie nam towarzyszy pod postacią Ojcowskiej Opatrzności.

Będę z nim wieczerzał.

                Przebywanie w obecności Boga przypomina ucztę podczas, której wymieniamy się swoimi doświadczeniami i uczymy się wzajemnie tego dobra, które może posłużyć mojemu rozwojowi. Atmosfera uczty gwarantuje intymność, a wraz z otwartością doświadczamy prawdziwej wolności. Każda chwila naszego życia, to możliwość świadomego wyboru Jezusa, z którym w całkowitej wolności powinniśmy współpracować. Wolność pomaga nam całkowicie wsłuchać się w głos Boga, który ani nam nie zagwarantuje, ani nie obieca dobrej przyszłości jeśli my sami nie uwolnimy się od naszych zniewoleń. Nie można obiecać dobrej przyszłości osobie zniewolonej, dlatego otwartość ma uczyć nas prawdziwej wolności.

                Obecność Jezusa przy nas, szczera otwartość wobec całego Jego nauczania, przemienia nasz sposób postępowania i myślenia. Gdy będziemy w jedności z Bogiem, a jest to możliwe tylko przez modlitwę, to już tu na ziemi będziemy zanurzeni w wieczną i niezmierną Miłość, Pokój, Radość. Przebywanie z Bogiem upodabnia nas do Niego, Jego myślenie, staje się moim myśleniem, a Jego działanie, moim przeznaczeniem.

                Chrystus ofiarowuje nam mnóstwo darów, które wykorzystamy wówczas, gdy będę „żyć razem z Jezusem”. Co to stwierdzenie oznacza tak konkretnie wobec naszej codzienności? Powróćmy do słów Papieża – „Dał nam Jezus pokój, przebaczenie, miłość. Jest z nami. I tylko dlatego, że On jest z nami, że w chrzcie otrzymaliśmy Jego łaskę, w bierzmowaniu Ducha Świętego, a w sakramencie (…) przyjęliśmy Jego misję – możemy teraz sami działać, współpracować z tą obecnością, która nas poprzedza.”

                „Życie z Jezusem” – pragnie konkretnego wyrażenia się, czyli świadectwa. Owoce płynące ze współpracy z Bogiem, który ofiarowuje nam dary, domaga się autentycznego przyjęcia ich i realizowania w codzienności, w różnych sferach naszego życia. Rzeczywistość każdego dnia, odkrywa przed nami kolejne chwile i sytuacje, w których Jezus bardzo namacalnie mi towarzyszył i insynuował mi, akceptując w pełni moją wolność, współpracę coraz konkretniejszą, polegającą na naśladowaniu Go w „każdym milimetrze”. Sprawdzianem naszej wolności będzie fakt, gdy opróżnimy nasze serca i umysły z wszystkich bezużytecznych spraw, a dusza faktycznie zatęskni za Bogiem. „Będę z nim wieczerzał” – ten stan przedkłada doświadczenie bliskości Boga, ponad wszelką inną motywację i chęć. Przebywanie z Bogiem uczy nas prawdziwej otwartości naprawdę, której możemy stać się uczestnikami jak tylko odrzucimy wszystkie złudzenia i karykatury życia, które budujemy z powodu ograniczonych wyobrażeń tego, co faktycznie mogę uczynić. Sakramenty w sposób szczególny, lecz również inne „praktyki religijne” zbliżają nas do Boga, co sprawia, że przyjmujemy Jezusa z całą prostotą serca i z zaufaniem.

                „Bóg poprzedza nas swoją miłością, sam przede wszystkim dokonuje tego, co ma być naszym działaniem”. Zatem, ilekroć w jakiś sytuacjach, czy osobach rozpoznamy Jezusa, mogę mieć pewność, że Bóg był tu przede mną i mnie tu oczekiwał. Dlatego jeśli postępuję zgodnie z wolą Bożą, zawsze, „znajdę się tam, gdzie oczekiwał i pragnął spotkać mnie Jezus”. Jezus wyprzedza mnie do miejsc, w których powinienem się znaleźć; tam mnie oczekuje u nagradza odkryciem Go i radością z tego powodu. Wciąż realizującym się zadaniem, jest współpraca z Bogiem, który w każdej sytuacji powołuje nas do szczególnej relacji, jaką jest przyjaźń. Jezus jest wciąż gotowy do ofiarowywania nam koniecznych darów, jeśli tylko nasze serce zapragnie ich, by móc w pełni przyjąć każdą chwilę zgodnie z wolą Bożą.

                „żyć z Jezusem” oznacza ukierunkowanie na Niego wszystkiego, co stanowi moją codzienność. Życie człowieka przypomina wówczas budowę domu, w którym fundamentem jest miłość do Boga; ścianami jest miłość wzajemna ludzi; dachem natomiast wszystkie owoce tych obu miłości. Życie jest współtworzeniem każdej chwili z Jezusem, wobec którego skierowana jest każda chwila. Postępując za Chrystusem, wciąż mamy w Nim utkwiony wzrok, a serce coraz wyraźniej odczytuje prawdziwy zamiar Boga względem mojej osoby. Jeśli wiernie wypełniamy każdą chwilę, wola Boża jest dla nas łatwiejsza w odczytywaniu, gdyż my sami bardziej, wierniej jesteśmy oddani Bogu. Chrystus nie żąda, a jedynie wzywa nas do całkowitego poświęcenia się tym darom, które zostały nam dane w każdym momencie naszego życia.

                Trudno sobie wyobrazić i ujednolicić model życia z Jezusem, gdyż odkrywanie i wybieranie Jezusa jest sprawą bardzo indywidualną, czego przykładem jest każdy święty. Jednak bacznie obserwując ich życie widzimy, że cała ta konstrukcja zbudowana jest na szczególnych wartościach, które w pierwszym rzędzie dają szczęście, a dalej przede wszystkim siły do budowania życia bardzo specyficznego. „Żyć z Jezusem” to budowanie życia na Miłości i z miłością. Składnikiem podstawowym prawdziwego życia jest miłość i to szczególnie łączy nas z Jezusem.

                Jeśli koniecznie potrzebujemy jakiegoś modelu życia, czegoś, co zobrazuje rzeczywistość „życia z Jezusem” to wydaje mi się, że adekwatnym obrazem będzie „Nukleon”.

                Centrum i Źródło stanowi Ten sam, czyli Jezus, wokół którego wszystko się dokonuje. Można powiedzieć, że „życie z Jezusem” spełnia się wtedy, gdy wszelkie sprawy przeszłości, teraźniejszości i przyszłości nie oddalają się od centrum, a jedynie krążą wokół Jezusa. Można ten obraz w różny sposób interpretować. Chciałbym, abyśmy wspólnie przybliżyli sobie ten właśnie model i przyswoili go sobie jako nasz obraz życia.

Centrum jest rzeczywistością indywidualną – jest to owoc naszego odkrywania. Dlatego centrum stanowi Jezus, ale „jaki to Jezus, jest sprawą indywidualną”. Dla mnie centrum dnia, życia, stanowi Chrystus Ukrzyżowany, to On jest moim odkryciem i „takiego Jezusa” każdego dnia wybieram. Koniecznie możemy sobie uświadomić, że Centrum jest najistotniejsze, gdyż od niego rozpoczyna się konstruowanie naszej codzienności. To, co stoi pośrodku naszego życia, czyli to, co jest dla nas najistotniejsze przejawia się również w każdej chwili naszej codzienności. Jeśli centrum – Jezus... będzie karykaturą prawdziwego obrazu Jezusa, musimy się spodziewać, że codzienność będzie zafałszowanym podążaniem za czymś, co niekiedy być może, nawet nie powinno być naszym celem. W tym względzie nasze odkrywanie Jezusa jest wydarzeniem najważniejszym, gdyż od niego zależy kształt całego naszego życia. Kolejne elementy Nukleon – jak już to kiedyś pisałem – są w orbicie miłości Boga do człowieka, co wykracza poza „Orbitę Miłości” jest złem, natychmiast wszystko wewnątrz tej orbity jest odpowiednikiem woli Boga.

Jeśli odkryłeś Boga, starasz się każdego dnia na nowo Go wybrać, to próbuj również stworzyć odpowiedni model „życia z Jezusem”, który będzie w kształcie twoim życiem, twoją codziennością.

kiom

 

   

  menu główne

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)