ADWENT 2008

30 listopad - 23 grudnia

 

     Adwent - jest szczególnym czasem, w którym rozważamy dwie ważne kwestie: przyjście Jezusa jako człowieka, na świat oraz Jego powtórne przyjście, związane z sądem ostatecznym. Kwestie ważne, gdyż zarówno jedna, jak i druga, są ze sobą ściśle zespolone, a człowiek wierzący, powinien  odgadnąć zamysł obydwu faktów.

     Tworzymy nasze życie, w realiach bardzo konkretnej codzienności. Codzienne zadania, doświadczenia, powodują w nas wiele radości, tej fizycznej i duchowej. Pokonujemy trudności przez nadzieję, lepszego jutra. Nasze życie jakoś się „kręci”. Pozostaje w nas jednak pewne nie zagospodarowane pole. Otóż wiara, którą wyznajemy i którą staramy się na różne sposoby realizować wobec naszej codzienności, wydaje się być nienasycona. Skąd w nas to pragnienie? Otóż, gdy spojrzymy na naszą codzienność, widzimy jakże wiele w niej pozostaje jeszcze możliwości, jakby duchowych predyspozycji, które niestety nie są przez nas wykorzystane. Żyjemy, ale czujemy, że stać nas na więcej – dokonujemy wielkich życiowych dzieł, ale zdajemy sobie sprawę, że mogłyby być uświęcone. Stale przed nami istnieje wiele możliwości zrealizowania się zarówno w wierze, jak i życiu codziennym. Ową możliwością, jakby punktem centralnym, od którego zależy właśnie odpowiedni kształt naszego życia, jest Jezus. To On właśnie jest kluczem do zrozumienia tego, jak powinniśmy żyć, by wykorzystywać okazję powierzonych nam zadań, czynienia dobra. Jednak często wiążemy naszą wiarę, tylko z jakąś formą aktywności tej zewnętrznej, a ona przecież nie jest najważniejsza, ani nie centralna dla naszej wiary. Co zatem jest ważne, a od czego powinniśmy właściwie zacząć, prawdziwe życie według wiary? Dotykamy pewnej, na pewno trudnej kwestii, a mianowicie-  trwanie w komunii z Bogiem. Komunia, wyraża wspólnotę, którą tworzymy, żyjąc wraz z Jezusem, kierując się i wypełniając Jego wolę. Jednak wspólnota z Bogiem, to nie tylko wykonywanie zadań, nam przez Niego powierzonych, ale to nade wszystko, odkrywanie Jego Osoby, w tym, co nas otacza. Bardzo, dla mnie osobiście, ważną rzeczą jest dostrzegać Jego samego w naszym życiu. Oddając się Mu do całkowitej dyspozycji, odkryjemy Go w różnych obrazach, wypełniających naszą codzienność. By żyć i wykorzystać je najlepiej jak nas stać, powinniśmy żyć w komunii, to znaczy starać się w pełni Mu ufać i zawierzać się w każdej sprawie i bezwzględnie. Czy stać mnie na to? Czy potrafię oddać się Jezusowi i z Nim tworzyć wspólnotę? Postarajmy się czas adwentu wykorzystać właśnie do tego, aby poruszyć swoje serce i zawierzyć Mu całe swoje życie: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość!

ks. Dominik Poczekaj

możecie również spojrzeć i ewentualnie skorzystać z zeszłorocznego materiału adwentowego

 
     

 

          Jak już w obszernym wstępie opisałem. Chciałbym, aby ten czas - Adwent, był moim i być może i waszym, czasem przygotowań do oddania się całkowicie Bogu. Chciałbym w tych krótkich rozważaniach pojawiających się spontanicznie, zaprosić was do codziennego osobistego podejmowania się tych myśli i być może, na tyle na ile potraficie i rozumiecie wprowadzania ich aktywnie w przestrzeń swojej codzienności. W kazaniach na sobotnich roratach postaram sie te właśnie myśli zebrać i spokojnie, prosto przekazać.

 

Trwa pierwszy tydzień Adwentu.

Warto abyśmy codziennie, starali się zaobserwować działanie Jezusa w naszym życiu. Zauważ dobre i miłe doświadczenia, ale również to, co cię trudnego spotyka. Przyjrzyj się temu - co to oznacza, dlaczego to miało miejsce, czego ma to cię nauczyć, może ma cię przed czymś przestrzec... Wiedz o tym, że te wszystkie doświadczenia, mają jakiś swój określony cel i sens. Nie ma rzeczy niepotrzebnych - są jedynie te od których uciekamy i których nie chcemy zrozumieć.

     Jezus staje pośrodku twojego życia. On przechadza się wraz z tobą, po ścieżkach twojej codzienności. Trudno Go niekiedy nie zauważyć, ale czasami stanowi to ogromny problem i wyzwanie. Trudno przewidzieć, co się takiego zdarzy w ciągu dnia, ale można modlić się "tu i teraz" o właściwe rozeznanie tego, jak już to nastąpi. By móc oddać swoje życie Jezusowi, muszę uznać, że sam nie jestem wstanie niczego uczynić i to, że Jezus pragnie przyjść do mnie. Muszę Go oczekiwać w swojej codzienności. Muszę niejako wypatrywać Jego nadejścia - właśnie w tym, co stanowi moją codzienność. Zacznij poranną modlitwę od zaproszenia Jezusa do swojego życia, ale też proś, byś umiał Go przyjąć, gdy faktycznie przyjdzie w miłym, czy w trudnym doświadczeniu.

Jezu, cokolwiek będzie się działo w ciągu dnia, jakiegokolwiek rodzaju to będą doświadczenia chcę Cię przyjąć i już teraz w tej chwili Ciebie oczekuję.

 

 

 

Pierwszy krok – Rankiem, jeśli jest to możliwe, to zaraz po obudzeniu się staje w predyspozycji: „Chcę Cię dzisiaj oczekiwać”.

- skłaniam się w myśli do tego, aby wybrać Jezusa już od samego początku dnia, by potem scalić Go z różnymi sytuacjami. On jest dla mnie, On jest ze mną, w tym, co buduje moją codzienność

Nie wiem, co mi przyniesie dzień, lecz wiem, że w sposób nieprzewidywalny Jezus przyjdzie do mnie: w radościach i w trudnościach, w rozczarowaniu może w moich brakach, bądź w jakiejś brzydkiej lub bolesnej wiadomości.

Rozpoznać Go – w cierpieniu osobistym lub na zewnątrz. Nie mogę kochać kogoś kogo nie znam. Muszę Go najpierw rozpoznać. Potrzeba tu duchowej gimnastyki. Starać się świadomie – powiedzieć: To jesteś TY JEZU. Powtarzać to, bo nie jestem do tego przyzwyczajony.

Jemu deklaruję, że może spokojnie przybyć, ponieważ Go oczekuję.

 

 

 

ZAWIERZENIE BOGU WE WSZYSTKIM -  co, na ten temat, mówi teologia duchowości.

- nie możemy się zatrzymać jedynie na świadomości, że Bóg jest obecny, ale musimy praktykować akty zawierzenia mu siebie, w każdej sytuacji, zwłaszcza trudniejszej. Jest to także sposób wychowania siebie do pełnienia Bożej woli, a nie własnej.
- najważniejsze jest poznanie woli Bożej i dostosowanie się do niej.
- Bóg kieruje pracą naszego uświęcenia, dlatego nie można postąpić w życiu duchowym bez Jego łaski. Podstawą tej praktyki jest miłość. Podstawowym prawem miłości, jest zgodność z wolą osoby miłowanej.

PODSTAWA PRAKTYKI

Trudno jest zaufać komukolwiek bez jego znajomości i wynikającego z niej prawdopodobieństwa, że nie zostanie się zawiedzionym. Podstawą praktyki zawierzenie Bogu we wszystkim muszą być następujące przesłanki (założenia):

- nie może spotkać nas nic, co nie byłoby przewidziane od wieków: chciane lub dopuszczone na nas przez Boga
- Bóg nigdy nie chce zła – On wie jak wykorzystać sytuacje dla naszego dobra i dlatego je dopuszcza
- to, co Bóg zsyła bezpośrednio, jest dla człowieka najlepsze, nawet jeżeli w danym momencie nie jest mu łatwo to przyjąć.

PRAKTYKA

- przyjmować wszystko od Boga ze spokojem
- niestety, nie zawsze to, czego człowiek chce, przybliża go do Boga
- potrzeba wychowywania siebie do przyjmowania absolutnie wszystkiego w całkowitym zaufaniu Bogu.
- On daje łaskę na każdą sytuację…

OWOCE TEJ PRAKTYKI

- pogłębiona zażyłość z Bogiem
- prostota
- wewnętrzna wolność
- radość
 

 
Historia, którą przytaczam poniżej, staje się obrazem tego wszystkiego, co człowiek może zrealizować przez codzienny wybór Jezusa i oddanie Mu swojego życia.
 
 
Michał jest takim człowiekiem, za którym raczej się nie przepada. Jest zawsze w dobrym humorze i zawsze ma coś pozytywnego do powiedzenia. Zapytany jak się czuje odpowiedziałby:  "Gdyby było lepiej, już bym chyba nie wytrzymał!". Był naturalnym motywatorem. Jeśli jakiś pracownik miał zły dzień, Michał zawsze radził mu jak znaleźć pozytywną stronę tej sytuacji. Widząc to, bardzo mnie to zaciekawiło. Pewnego dnia podszedłem więc do Michała i spytałem go:

- Nie rozumiem. Nie można być tak pozytywną osobą przez cały czas.

Jak ty to robisz?

Michał odpowiedział: Każdego ranka, gdy się budzę mówię sobie - "Michał, masz dzisiaj dwie możliwości - możesz mieć dobry humor albo możesz mieć zły humor". I wtedy wybieram dobry humor. Za każdym razem, gdy wydarza się coś niedobrego, mogę wybrać albo bycie ofiarą albo wyciągnąć z tego jakąś lekcję dla siebie. I wybieram wyciągnięcie lekcji. Za każdym razem, gdy przychodzi ktoś do mnie ponarzekać, mogę wybrać zgodzenie się z nim albo pokazanie mu pozytywnej strony życia. I wtedy wybieram pokazanie mu tej pozytywnej strony."

- Zaraz, to nie jest takie proste! - zaprotestowałem.

- Ależ tak, to właśnie takie jest. - odpowiedział Michał. 

Życie polega na wyborach. Każda sytuacja jest wyborem. Ty sam wybierasz jak zareagujesz na daną sytuację. Ty wybierasz, jaki wpływ mają ludzie na twoje samopoczucie. To ty wybierasz bycie w dobrym albo złym humorze. Mówiąc krótko - to twój wybór, jak wygląda twoje życie.

Zapamiętałem, co powiedział mi wtedy Michał. Krótko potem opuściłem firmę, w której wtedy pracowałem i otworzyłem swoją własną. Straciliśmy kontakt ze sobą, ale często przypominałem sobie Michała, gdy dokonywałem wyborów w moim życiu, zamiast tylko reagować na zmiany sytuacji. Kilka lat później dowiedziałem się, że Michał miał poważny wypadek. Spadł z rusztowania z wysokości prawie 20 metrów.
 
Po 18-godzinnej operacji i wielu tygodniach rehabilitacji Michał został zwolniony ze szpitala z wszczepionymi w plecy metalowymi prętami. Spotkałem się z nim około 6 miesięcy po wypadku. Kiedy spytałem jak się czuje odpowiedział:  Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał! Chcesz zobaczyć moje blizny?
 
Nie chciałem, ale zapytałem, o czym myślał w chwili wypadku.

- Pierwsze, co mi przyszło do głowy to moja córka, która niedługo miała się urodzić. - odpowiedział Michał. - Później, gdy już leżałem na ziemi, pomyślałem sobie, że mam dwie możliwości: mogę wybrać - żyć albo umrzeć. Wybrałem życie.
 
- Nie byłeś przerażony?

Nie straciłeś Przytomności? - spytałem.
 
Michał kontynuował: Moi znajomi byli wspaniali. Mówili mi, że wszystko będzie dobrze. Aż do momentu, kiedy zawieźli mnie do szpitala i zobaczyłem twarze lekarzy i pielęgniarek - wtedy naprawdę się przeraziłem. W ich oczach wyczytałem "ten facet już nie żyje". Wiedziałem, że muszę coś zrobić.

- I co zrobiłeś? - spytałem.

- Była tam taka duża, tęga pielęgniarka wykrzykująca różne pytania do mnie, opowiadał dalej Michał. Spytała, czy jestem na coś uczulony. "Tak" - odpowiedziałem. Lekarze i pielęgniarki przestali pracować, czekając na moją odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech I krzyknąłem: "na grawitację". Oni zaśmiali się, a ja powiedziałem "Wybieram życie.” Operujcie mnie jak żywego, a nie jak martwego."

Michał przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki swojej niesamowitej postawie. Nauczyłem się do niego, że codziennie możemy żyć pełnym życiem. To nasz wybór. Postawa jest wszystkim. Warto korzystać z życia na maxa czerpać je pełnymi dłońmi i nie przejmować się głupotami!

Masz teraz dwie możliwości:

1. Wyrzucić tę historię I zapomnieć.
2. Opowiedzieć ją Ludziom, na których ci zależy.
 
Ja wybieram drugą
 

Trwa drugi tydzień Adwentu.

Coraz bardziej świadomie, od samego początku dnia, oczekuję Jezusa. Pragnę Go spotkać w swoich codziennych zdarzeniach i rozpoznać. Wydaje się nam wielokrotnie, że kształtujące się chwile w naszym życiu, powstają spontanicznie i bez jakiegoś konkretnego uzasadnienia. Czy mogę wierzyć w przypadek? Otóż, działanie Boga jest zaplanowane - jest autorem mojego życia, dlatego tak kształtuje chwile, bym mógł je przyjąć i skorzystać z owoców rodzących się w każdej chwili.

     Powyższa historia o Michale, ukazała mi bardzo ważną sprawę: człowiek może interpretować swoje życie w sensie bezcelowości i przydatności, ale czy to ukaże całą prawdę? Bóg oprócz chwili, implikuje w nią, całą swoją miłość, pozwalając człowiekowi doświadczyć to, że nie jest sam. Przyjąć dar chwili - to przeżyć, albo trudność, albo radość, ale czy pozostanie coś cennego z tak przeżytej chwili? Zmierzając się z codziennością, chce w niej widzieć Jezusa, gdyż dopiero wtedy, będę potrafił przyjąć każde doświadczenie, jako dar i zadanie. Zobaczyć chwilę, to nie to samo, co ją przeżyć. Z Chrystusem mam odwagę zaangażować się w każdą chwilę mojego życia bez żadnego lęku. Można naiwnie sądzić, że wciąż, w każdej sytuacji mam możliwość wybrania to lepsze rozwiązanie. Mogę się tego nauczyć tylko dzięki Jezusowi, którego zauważę w danym doświadczeniu. Warto, abyśmy idąc w codzienność, mieli świadomość tego, że Jezus już tam dawno jest i czeka, abym Go rozpoznał. Towarzyszące mi w ciągu dnia, różne sytuacje, stają się przy Jego i moim udziale Sakramentem.

 
 

 

Drugi krok – Objąć Jezusa - Kiedy się kogoś spotyka, nie tylko coś zauważam, ale go pozdrawiam i obserwuję, nazywam go po imieniu. Fakt nazwania po imieniu każdego oblicza Jezusa Opuszczonego jest ćwiczeniem o wiele bardziej cennym niż tylko powierzchowne spostrzeżenie. Nie jest On już „jakąś rzeczą” lecz staje się „TY”. Właśnie w ten sposób każde moje działanie zmienia się w kontemplację.

Jest to krok pogłębienia rozpoznania Jezusa, który ma prowadzić do coraz doskonalszego zauważania Jezusa w każdej sytuacji w ciągu dnia. Wybrać Jezusa w tym, konkretnym wydarzeniu, które obecnie ma miejsce. Jestem zadowolony, że jestem trochę podobny do Ciebie.

 

 

 

Kładę przed tobą życie i śmierć. Błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo. Pwt 30,19b

Ciągły wybór, który jest moim wyborem… Życie wymaga od nas tego, abyśmy dokonywali wyborów w czasie rzeczywistym - czyli w chwili obecnej. Mój wybór i jego słuszność zależy przede wszystkim od mojego zaangażowania i nastawienia wobec sytuacji. Dziejące się sytuację w życiu, mają często podobne rozwiązanie, jak w Słowie… Mt 17,12 – „Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli

Dane sytuacje przychodzą, następują po sobie, a my nie poznajmy Bożego zamysłu w tym wszystkim i czynimy tak, jak chcemy... Staje się to doświadczenie, o wiele uboższym i mniej precyzyjnym.

- historia o bracie zakonnym i porządkowaniu pokoju dla Jezusa… Sprzątanie, porządkowanie... Przychodzi młody zakonnik w jakiejś sprawie... Ów brat przygotowujący się na spotkanie z Jezusem, nie chcąc tracić czasu angażuje tego młodego do pracy. Kiedy już wszystko skończone i kiedy mogliby spokojnie przejść do rozmowy, która sprowadziła tego młodego zakonnika, wówczas brat chce, aby ten wyszedł, bo Gość ma już nadejść. Ów młody zakonnik wypowiada słowa: już przyszedłem, byłem tu cały czas z tobą, nie zauważyłeś? Wtedy to stary zakonnik zrozumiał, że właśnie w ten sposób przyszedł zapowiedziany Gość - Jezus. Przygotowania często przysłaniają nam Jezusa, który w tych przeróżnych doświadczeniach przychodzi do nas i nas czegoś uczy. 

Wiele znaków poprzedza również niektóre z sytuacji, które się dzieją w naszym życiu… Jezus wkraczając w przestrzeń naszej codzienności, daje się poznać tym, którzy rzeczywiście mają otwarte serca.

Człowiek w obliczu sytuacji trudnych krzyczy: „Boże przyjdź; pomóż mi; uzdrów mnie; pociesz mnie itd.”. Te ludzkie westchnienia brzmią jak wezwania litanii.

Może być inaczej – inne nasze zachowanie względem tych sytuacji…

- jestem zadowolony, że jestem trochę podobny do Ciebie. Wybieram Ciebie, chcę Ciebie, kocham Ciebie…

Nasza modlitwa często przybiera taką postać – narzekania, a nie szukania światła i zrozumienia tego, co mnie spotkało. Modlitwa ta, jest mało ufna, boimy się uznać, że to co się „wydarzyło” – jest jakimś Bożym zamysłem-lekcją.

Musimy patrzeć bardziej czujnie na swoje życie… szukać Boga w życiu, by Go nie przegapić; wyjść Mu naprzeciw i Go rozpoznać.

Kiedy doświadczasz czegokolwiek w swoim życiu, staraj się usłyszeć Boga, który przez to mówi do ciebie:

 

Jest ci trudno… już przyszedłem, a nie poznajesz mnie.

Jesteś chory… już przyszedłem, a nie poznajesz i nie przyjmujesz mnie w porę.

Jesteś smutny… już przyszedłem, dlaczego nie poznajesz mnie, gdy cię pocieszam.

 

Otwórzmy oczy, serce, duszę na Boga, który JUŻ PRZYSZEDŁ, ale wiele razy też przeszedł bo Go nie przyjąłem w kimkolwiek i w czymkolwiek BYŁ!

Oczekując, wyjdź naprzeciw Jezusowi obecnemu w twojej codzienności.

 


Trwa już trzeci tydzień adwentu

Codzienne ćwiczenie się: najpierw w uświadamianiu sobie, że oczekuje Jezusa, a później ćwiczyć się w rozpoznawaniu Go i nazywaniu w poszczególnych wydarzeniach przynosi natychmiastowe owoce. Przylgnięcie do Jezusa w danym wydarzeniu ukazuje nam, w jaki sposób mamy postępować i jak rozwiązywać dane kwestie. Odkrywamy coraz mocniej, że żadna sytuacja nie jest przypadkowa, lecz konkretnym obrazem planu Boga. Zrozumienie tego, pomaga nam nie uciekać, ale stawiać czoła temu, co przed nami.

     Wciąż w ciągu dnia powtarzaj sobie - "Oczekuję Cię Jezu...", a gdy przyjdzie jakaś sytuacja, postaraj się ją przyjąć jako dar i zadanie. Wydarzenia same w sobie nie mają nas zatrzymywać, lecz uczyć i pomagać pójść dalej. Dlatego ważnym krokiem jest postępować naprzód, wypełniając wolę Bożą, skrywającą się w chwili obecnej - tu i teraz. Nie możemy, by jakaś sytuacja czekała na nas... Powinniśmy oczekiwać woli Bożej w konkretnych sytuacjach, wychodzić im niejako naprzeciw. Jeśli mamy wyobrażenie, czego pragnie ode mnie Bóg, wówczas moje zaufanie pozwoli mi podjąć się pewnych zadań. Kiedy spotyka nas jakieś wydarzenie często pytamy się: po co? Dlaczego? Nigdy nie zastanawiamy się nad tym, do czego ta obecna chwila ma nas zaprowadzić. Odrzucenie danej chwili, prowadzi do zanegowania swojego życia i woli Bożej. Kwestionowanie woli Bożej, zawartej w sytuacjach może spowodować, że uznamy swój własny plan, za jedynie słuszny. Jeśli Go oczekiwaliśmy, udaje nam się rozpoznać, że to On teraz, tu przychodzi i pragniemy z cały sił Go objąć, nie pozostaje nam nic innego, jak uczynić kolejny krok.

 

Trzeci krok - Pełnić wolę Bożą - rzucić się natychmiast po akcie miłości do pełnienia woli Bożej w chwili obecnej. Trzeba się tego nieustannie uczyć.

 

Być może zrozumienie tego kroku umożliwi nam rozważenie następującej sceny w Ewangelii:

Łk 1,26-38 Maryja pocznie i porodzi Syna

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego ojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”. Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”. Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł.

Łk1,34 - „Jakże się to stanie…”  Fragment o tyle nas, może, zaskakuje, że ukazuje tą ludzką stronę każdego z nas... - proste pytanie - nie tyle prośba o uzasadnienie, lecz o uściślenie zadania, które stoi przed Maryją... Kiedy nas spotykają różne sytuacje, często w naszym sercu, myślach itd. pojawia się sprzeciw: dlaczego ja, po co... Otóż postawa Maryi uczy nas zaufania i otwartości. Powinniśmy dostrzec, że w pytaniu Maryi, nie ma sprzeciwu, lecz widoczne jest pragnienie głębszego przyjęcia woli Bożej i uczynienia jej, najlepiej, jak tylko się potrafi.

Można powiedzieć, że scena ta, jest pewnego rodzaju konspektem, dzięki któremu, człowiek może lepiej rozumieć i przyjmować wolę Bożą. Warto, abyśmy dziś szczególnie, na podstawie tego obrazu, zastanowili się nad współpracą z Bogiem.

Maryja od zawsze była przygotowana – to znaczy, trwała przy Bogu na modlitwie, co zdecydowanie ułatwiało jej uczestniczenie w spotkaniu z Aniołem – Bożym wysłańcem. Gotowość do przyjęcia Boga, pozwalało jej na dialog. Rozmawiając z Bogiem, człowiek coraz konkretniej wnika i rozeznaje zamysł Boży; przesiąka nim i staje do Jego dyspozycji. Dzięki spotkaniom z Bogiem, człowiek staje się ufny… rozumie, że Bóg, wyznacza mu w każdej chwili jakiś konkretny plan, zadanie.

Przygotowanie, gotowość, dialog, przesiąknięcie, ufność - takie postępowanie wydaje się stworzyć ducha prawdziwej dyspozycyjności względem Boga i Jego woli. Każdy z nas, powinien ćwiczyć się, stale - codziennie, dojrzewać do takiej postawy względem Boga.

Maryja przyjmując wolę Bożą, przechodzi do działania – czynnego pełnienia woli Bożej: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”.

Pełnić wolę Bożą - rzucić się natychmiast po akcie miłości do pełnienia woli Bożej w chwili obecnej. Trzeba się tego nieustannie uczyć. Kiedy Maryja staje w pełnej gotowości przyjęcia woli Bożej, opanowuje ją duch radości, który przyczynia się do tego, że Słowo już staje się, dzięki Duchowi Świętemu, Ciałem. Wola Boża - zadanie, plan, słowo - staje się jej żywą codziennością, którą rozważa i przyjmuje. Czyniąc wolę Bożą, człowiek dojrzewa do Bożej miłości.

Nie zwlekajmy z odpowiedzią, lecz starajmy się przyjmować wolę Bożą natychmiast, z radosną dyspozycyjnością. Takie przyjęcie woli Bożej, uczy nas przechodzić z cierpienia w miłość, z opuszczenia do zmartwychwstania…

   

AKT ODDANIA SIĘ JEZUSOWI

Jezu, oddaję Ci całe swoje życie, obieram Cię jako swego Pana i Zbawiciela, składam w Tobie całą swoją nadzieję. Oddaję całe swoje życie Tobie. Pragnę, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty ku służbie i chwale Twojemu Boskiemu majestatu. Ty mnie stworzyłeś, umiłowałeś, pokochałeś. Chcę być Twoim sługą w każdej chwili mojego życia. Ty jesteś źródłem miłości, która mnie wypełnia. Spraw, aby moje życie ciągle zbliżało mnie i innych do Ciebie. Posyłaj mnie tam, gdzie chcesz, aby przeze mnie inni doświadczali Twojego nieskończonego miłosierdzia. Tobie chwała i cześć na wieki.

 

 

Kochani, zapraszam was do przeżywania tego, co starałem się przekazać w czasie Adwentowych spotkań, w każdej chwili swojego życia. Ćwiczenie się w stawaniu w ciągłej gotowości przyjęcia woli Bożej, nauczy nas kochać to, co nas otacza, oraz przyjmować trudności, jako piękne lekcje... Życzę wam wszystkim i nade wszystko sobie, aby zawsze nam się udawało.

 

ks. Dominik Poczekaj (+DC)