Adwent 2009

strona główna    

 

                                                Moje zamyślenia

 

 

 

 

 

 

 

1 grudnia

 

jeśli pragniesz może skomentować, któreś z pojawiających się, z czasem, rozważań zapraszam

wejdź i skomentuj

 

 

Dlaczego wierzę?

                Pewnie wielu osobom wydaje się, że wiara to nasza umiejętność, którą zdobywa wraz z wiekiem, że otrzymaliśmy ją od rodziców, albo dziadków. Niektórzy być może myślą, że otrzymali ją w genach, że pojawia się jako promocja w chwili naszych narodzin. Im więcej chodzę do kościoła i im wcześniej zacząłem, tym bardziej jestem człowiekiem wierzącym. Skąd takie dziwne przekonania?

                Wydaje się, że dlatego tak interpretujemy zagadnienie wiary, bo wszystko uzależniamy od swojej osoby, od własnych umiejętności. Chcemy poczuć władzę, trzymać rękę na pulsie i być naiwnie przekonanym, że gdyby nie ja, to nic by się nie mogło wydarzyć. Nasz egocentryzm niekiedy jest tak ogromny, że staje się główną przeszkodą w zdobywaniu jakiegokolwiek dobra. Człowiek każdego czasu, wpada w pułapkę własnego umysłu i pragnień. Niekiedy staje przed naszymi oczyma Prawda, która rozwiewa wszelkie wątpliwości i zafałszowanie.

                Jako osoba wierząca, wiem, że wiara jest miejscem spotkania się Miłości z miłością, Boga z człowiekiem. Wiara jest darem, który Bóg ofiarowuje człowiekowi, jako sprawność, najpierw dostrzeżenia, że Bóg jest, a później jako umiejętności odpowiedzenia na zaproszenie skierowane przez Boga do człowieka.

                Stojąc mocno, w świadomości swojego istnienia, uświadamiam sobie jeszcze mocniej, że bez Boga niczego nie jestem wstanie osiągnąć… Wszelkie możliwości, które roztaczają się przede mną pochodzą od Boga, a nie ode mnie. Nie mogę uzależniać od swojej osoby istnienia mojej wiary, gdyż wszelkiego rodzaju kryzysy, mogłyby pozbawić mnie tego daru bezpowrotnie. Skoro otrzymuję go od Boga, wówczas wiem, że cały jestem wiarą, albo ją rozwijam, albo gaszę, przez swoje postępowanie. Bóg wychodzi pierwszy z inicjatywą – to On pierwszy nas umiłował i dlatego wyszedł do nas i nadal to czyni, z wyciągniętą ręką wzywając nas do życia, w zupełnie inny sposób niż ten czysto ludzki, fizyczno egzystencjalny sposób. On wyciąga rękę, a ja dzięki wierze, czynię to samo wyciągając swoją rękę, pozwalając Mu w ten sposób działać we mnie i przeze mnie. Wiara jest darem, za który też w swojej modlitwie powinniśmy Bogu dziękować. Wiara wymaga współpracy, w której pierwsze miejsce – inicjujące, należy do samego Boga. Jeśli odpowiem na Boże wezwanie, wówczas owocuje to, wiarą świadomą, doskonałą. Bóg czyni mnie swoim narzędziem dzięki wierze, a moja współpraca wpływa na to, jak bardzo widoczne we mnie jest Jego działanie.

 

 

 

adwent 2006

adwent 2007

adwent 2008

2 grudnia

W kogo ja wierzę?

                Wzrastasz w różnych środowiskach i różnego rodzaju przekonaniach. Czasami ingerencja świata zewnętrznego jest tak mocna i oddziaływująca na nas, że ulegamy złudnemu przekonaniu, że postępując tak, jak to sugeruje mi świat, postępuję słusznie. Potrzebuje mocnego, osadzonego w sercu Orędzia Chrystusa, który ukazuje mi, że wiara w świat doczesny, we własne umiejętności, realizację swoich celów, bez Boga jest pustym frazesem. Budowanie na piasku, nie przynosi długotrwałego efektu. Można powiedzieć, że jedynie poświęcamy czas i siły, a osiągnięcie czegokolwiek jest w zasadzie niemożliwe. Dlatego uświadomienie sobie – w kogo wierzę, jest początkiem każdego dnia, każdej chwili… Nie możemy rozmyć swojej wiary, uzupełniając ją, czysto ludzkimi treściami. Wiara w Boga, przynosi wówczas rezultat, gdy On stoi wprost przed nami, a my skłaniamy ku Niemu całe nasze życie. Wiara w Jezusa, wyznawanie jej, potrzebuje odpowiednio trwałych fundamentów, które krzewić się będą coraz mocniej w naszym sercu, aż zakwitną i przyniosą pożądane owoce. Poddawanie się Bogu, zawierzenie Mu swojego życia, przyniesie w sercu pewność, że postępuję słusznie. Bez Boga, nie będę posiadał tej pewności i wówczas łatwo o to, by zagubić się w gęstwinie różnych propozycji, kuszących nas czasowością i efektywnością. Wiara, potrzebuje stałego oparcia w kimś, lub czymś, co nada naszemu życiu trwały wymiar, przenikający naszą obecną sytuację i wpływający, na jakość naszej przyszłości. Czy ty również wierzysz w Jezusa? Kim On jest, jaki On jest? Czy jesteś w stanie rzucić szybką myśl na Słowo – Ewangelię, która przedstawi naukę i osobę Jezusa? Jaki On jest w twoim wyobrażeniu? Dla mnie Jezus jest Miłością. Słowa w Ewangelii ukazują portret Jezusa pełnego miłości, dobra… Utożsamiam się z Nim, odnajduję w Nim swoje życie… On, który ukazuje mi w swojej nauce prawdę o moim życiu, staje się konkretnym drogowskazem. Spoglądając na orędzie Jezusowe, wiem, Kim On jest, jaki jest, co jest dla Niego najważniejsze, do czego chce mnie zaprosić. Wierzę w Jezusa, który jest wcieloną Miłością Boga.

                Codzienność budzi we mnie różne propozycje, którym powinienem się oprzeć, jeśli chce kroczyć za Jezusem, w którego wierzę. Choć świat kusi, to wiem, że jedynie Jego propozycja jest stała, wciąż aktualna i dobra.

 

3 grudnia

Co daje mi wiara?

                Człowiek poszukuje sensu – życia, swojej codzienności, sensu zwykłych i nadzwyczajnych sytuacji. Pragnie nadać sens swojej pracy, uczuciom, pragnieniom celom itp. Wszystko musi mieć sens, w przeciwnym przypadku, zniechęcamy się i nie realizujemy niczego. Życie z jasno określono sensem, jest życiem, po ludzku mówiąc, bardziej wydajnym. Jeśli wiem, po co dzieje się jakaś sytuacja, wówczas łatwiej mi ją przyjąć i się jej ewentualnie podjąć. Czy po ludzku jesteśmy wstanie dojść do jednego pierwiastka, który by mógł być budulcem wszystkiego? Obecnie człowiek zna 114 pierwiastków, a 90 z nich, występuje w przyrodzie. Może filozoficznie i ogólnie rzecz ujmując. Świat zbudowany jest z wielu spraw, a ich wspólny pierwiastki nie jest wstanie być wyodrębniony. Dla mnie, osoby wierzącej, dochodzi jeszcze jeden, najistotniejszy pierwiastki, którym jest Bóg. Jest On wspólnym czynnikiem wszystkiego. Stanowi On źródło wszystkiego, co dzieje się w człowieku, poza nim. Tylko Bóg może być streszczeniem świata. Co daje mi wiara? Otóż, daje mi poczucie, że wszystko zyskuje sens, jeśli zawarte jest w Bogu. Mogę Go wyodrębnić w każdej sytuacji, każdej osobie, każdej chwili i wydarzeniu. Dzięki temu, postępując, zgodnie z wiarą, mogę wprowadzać ten Pierwiastek w to wszystko, czym żyję.  Dlatego, wiara, daje mi poczucie sensu, daje mi też możliwość czynienia wszystkiego z jedną intencją – a mianowicie – Bóg. Wiara, daje mi poczucie niebywałej bliskości Boga; poczucie, że wszystko układa się w jedną całość, jeśli w Bogu, odkrywam prawdziwy obraz świata i mojego życia. W Nim, zawiera się to, co jest sensem mojego życia. Uznając Go, jako Miłość, wiem, że działanie z miłością, jest postępowaniem zgodnym z wiarą, zgodnym z Jego nauką. Dlatego, nie twierdzę, że wiara jest wytworem intelektualnych geniuszy, lecz sprawą Boga, który posługuje się tak niezwykle pięknym językiem, iż człowiek potrzebuje wiary, by go zrozumieć. W końcu, wiara, jest językiem, którym mówi do mnie Bóg, i którym ja Mu odpowiadam. Wiem, że odnajduję sposób porozumiewania się z sobą, z własnym wnętrzem, ale jednocześnie, potrafię zjednoczyć się z drugą osobą, w końcu również z Bogiem, dzięki wierze, którą ofiarował mi Bóg, jako dar. Wzrastanie w wierze, przynosi poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie możliwość zrozumienia świata, jego przesłań i prawdy. Wiara, jest niczym innym, jak źródłem wiedzy o moim życiu.

 

4 grudnia

Czego uczy mnie wiara?

                Człowiek, który pragnie żyć i chce czynić to dobrze, musi stale się uczyć. W sensie intelektualnym uczymy się większość czasu swojej młodości. W sensie życiowych doświadczeń, uczymy się całe życie. Do czego w końcu dochodzimy? Wciąż do poczucia, że nie wszystko wiem. To jest w sumie przykre, ale przygoda, zdobywania wiedzy, jest niewspółmierna z trudem, który musimy pokonać.

           Wiara, to nie zagadnienia intelektualne. W niej liczy się przede wszystkim zaufanie i serce pełne miłości.

Wiara uczy tworzyć nieprzerwane mosty, łączące serca. Dzięki wierze doświadczam rzeczywiście nowego życia, które przesiąknięte miłością, prowokuje do tak pięknego działania, aż zapycha dech.

Wiara jest zaczynem, początkiem nowych rzeczywistości. Nowych w sensie, że każdy dzień traktuje się jako odrębne wydarzenie, starając każdy dzień zwyciężać, czynić w swojej mentalności, nowym, nie odkładając niczego na później, nie marnując okazji do uświęcenia siebie i pracy przez siebie wykonywanej.

Wiara uczy mnie odpowiedzialności, nie tylko za mój świat, ten wewnętrzny, ale również za los innych. Dzięki temu, uczę się komunii, zjednoczenia nie tylko zewnętrznego.

Wiara stawia przede mną nowe wyobrażenie pewnych spraw, dzięki czemu, staję się uczestnikiem zamysłu Boga. Choć jestem obecny w tym świecie, posiadam inne wyobrażenie o tym, co jest ważne, jak postępować, do jakiego celu dążyć…

W końcu wiara uczy mnie stawania się innym człowiekiem, przez nawrócenie, ale nade wszystko przez radykalne przyjęcie woli Bożej, jako swojej. Dzięki temu, chwila obecna, odgrywa zasadniczą rolę w tworzeniu, staje się wyznacznikiem zajęć, ich jakości.

Dzięki wierze, każdy człowiek staje się bliźnim, a w nim zawarta Miłość, oczekuje, by być kochana, otoczona staranno star i troską.

Wiara, przenika całego człowieka, czyniąc go odpowiednim narzędziem w ręku Boga. Dzięki temu, odkrywam kim jestem, jakie posiadam od Boga umiejętności… i w jaki sposób mam niby dysponować. Wydaje nam się niekiedy, że będąc przy Bogu, mamy ograniczony zakres możliwo śmo, jednak Bóg daje nam szerokie perspektywy, które musimy odkryć, a wiara nam to umożliwia.

 

5 grudnia

Wierzę w Boga, aby uwierzyć w siebie?

                Nie potrafiąc już wyobrazić sobie innego życia, trwamy jeszcze przy nim siłą przyzwyczajenia, uwikłani w sieć konwencjonalnych układów i przekonań, niezdolni do jakiejkolwiek odmiany. Aby stworzyć coś nowego musimy najpierw w to nowe uwierzyć. Wierząc w Boga, człowiek odkrywa nowe propozycje. To On wskazuje nam nowe perspektywy i nakreśla przed naszymi oczyma wizję życia. Jedynie wiara w Boga, może przynieść nam również wiarę w to, co nowego może jawić się w naszym życiu, a co może być stworzone jedynie przez wiarę. Wiara sprowadza nas do pionu, uwypukla w nas i wokół nas dobro, którym mamy się kierować, z którego mamy czerpać, dla własnych i innych korzyści. Wiara otwiera przede wszystkim nasz umysł i dostarcza nam jasności, dzięki której człowiek, może każdą sytuację przemienić, uczynić dobrą, piękną. Nasza codzienność, tworzona z pieczołowitym zaangażowaniem, niekiedy nie jest jednak najodpowiedniejszą codziennością. Wskazują na to niekiedy albo marne owoce, albo konsekwencje. W życiu nie zawsze wszystko wychodzi, dlatego potrzebujemy pewnej wizji życia, która mimo niepowodzeń pomoże nam udźwignąć ciężar życia i wzniecić nowy płomień radości, nadziei i wiary.

Nie trzeba całkiem zrywać z przeszłością – ale muszę pozostać wiernym przekonaniom. Kierowanie się jakimś Ideałem, pomaga przemienić wiarę w konkretne czyny. Wówczas nasze życie nabiera niezwykłego dynamizmu i przekonania. Człowiek, sam wobec siebie, jest przekonany, że to, co realizuje, realizuje słusznie. Motywacją do działania zawsze może być jakiś Ideał, a jeśli będzie Nim sam Bóg, wówczas możemy odnaleźć drogę do prawdziwego życia, które rodzić będzie nieprzemijającą radość. Bóg dał mi obraz, stworzył mnie na podobieństwo, by odzyskać utracone przez swoje błędy i grzechy, życie. Nie możemy się poddać, nie możemy utracić, wlanej w nasze serce, nadziei, gdyż w przeciwnym przypadku, bez wiary, moje życie utraci znaczenie.

Niektórzy ludzie dłużej i bardziej skrupulatnie planują swój urlop niż własne życie. tylko nieliczni posiadają jasny obraz tego, dokąd prowadzi ich droga lub chociażby następny krok. Nie chodzi tu o nowe postanowienia, czy dobre chęci, lecz o gruntowną przemianę życia, którego nie chcemy już tak prowadzić, lecz pragniemy żyć inaczej.

 

6 grudnia

Dzięki wierze, wiem ile znaczę.

                Skąd wiem, że żyję? Wiem o tym tylko wtedy, gdy czuje się żywy. Oddychasz… Rozglądasz się wokół siebie i widzisz… Słyszysz… Odczuwasz emocje… Czujesz zapach… Czujesz swoje ciało… Masz kontakt z przyrodą… Masz łączność z ludźmi… Oto twoja teraźniejszość. Swoje życie zdołasz zmienić tylko wówczas, gdy uświadomisz sobie, że żyjesz dokładnie tu i teraz. Czujemy się żywi wtedy, gdy przeżywamy zarówno zwycięstwa, jak i porażki, i kiedy rzucamy się w wir życia, a nie pozwalamy jedynie, aby obojętnie obok nas przepływało. Życie nie po to zostało mi dane, bym je przepłynął i by mi przemknęło przed oczyma jak sekunda. Utracimy życie, gdy mu się nie będziemy przyglądali, ani nie będziemy refleksyjni. Życie, podobnie jak czas, przepływa nam przez palce i gdy dochodzi do zbombardowania naszej codzienności, gdy coś przekroi moją codzienność i wywróci ją do góry nogami, wówczas opamiętam się, być może, albo i też nie.

                Aby zrobić krok do przodu, musimy zmienić kierunek i zawrócić. Aby czegoś się nauczyć, musimy najpierw zapomnieć to, czego się już nauczyliśmy. Aby żyć, musimy najpierw narodzić się na nowo. Aby odnaleźć sens, musimy najpierw zmienić ten, który już posiedliśmy. Czasami to, co zyskaliśmy, wcale nam nie pomaga. Wciąż musimy, dzięki wierze, szukać prawdy w Bogu. On staje się źródłem i fundamentem, dla nowego życia. To On, stoi jak latarnia, pozwalając mi wciąż powracać, gdy oddalę się za daleko. Jego wyciągnięta ręka, daje mi poczucie bliskości, ale i też bezpieczeństwa. Wiem, że On nigdy nie odsunie się ode mnie. To tylko ja nie korzystam z tej możliwości, by przyjść do Niego.

Możliwość zawrócenia, zakłada istnienie czegoś, ku czemu można zawrócić – powrót do korzeni, sugeruje, że wiemy, gdzie znajdują się podwaliny naszej egzystencji. Wiara uświadamia mi, że Emanuel, stał się taki jak ja, bym ja mógł do Niego zawsze wrócić. To On, pozwala mi się nawet zranić, bym zrozumiał, że wyrządzam Mu krzywdę, czynię ją sobie samemu. Jego miłość, pozwala mi odkryć, jak wiele znaczę w Jego oczach, jak wiele włożył sił, by mnie stworzyć, uczynić moją codzienność. To On przekonuje mnie o tym, że mam żyć, że mam szukać sposobu na dobre życie w Nim. Gdy odzyskam drogę do Niego, odzyskam życie. Nie dopuśćmy, abyśmy któregoś dnia żałowali naszego zmarnowanego życia, lamentowali z powodu utraconych szans i niewykorzystanych okazji.

 

7 grudnia

Wiara posiada swoje granice.

                Ludzi często są niepogodzeni ze swoją rzeczywistością. Ich codzienność to ciągłe zmaganie się z żalem i natarczywym smutkiem, które dopadają ich, gdy odczuwają osiągnięcie jakiejś granicy możliwości. Człowiek, gdy nie jest świadom swoich możliwości, czuję się jak zamknięty w ciemnym pomieszczeniu, a dodatkowo jeszcze, jak ze związanymi rękoma. Czy jeśli dochodzą do swoich granic, to znaczy, że już nic więcej nie mogę uczynić? Sposobem na dalsze życie, nie jest tylko przekraczanie jakiś dopuszczalnych granic. Jeśli matematycznie wyobrazimy sobie, że wiara to jakiś zbiór, w którym zawiera się wiele różnych punktów – doświadczeń, możliwości, to łączenie ich jest nieograniczone. Dlatego, granice siłą rzeczy, zmuszają do wzmożonej kreatywności. Człowiek zamiast poznawać ten zbiór, uświadamiać sobie szereg możliwości, to kombinuje, by przekroczyć granice, dopuszczając niekiedy niebezpieczne sytuacje.

                Jeśli wiara, jest moim osobistym wyrazem miłości względem Boga, to jak można twierdzić, że wiara mnie ogranicza. Jedyną granicą, która wyznacza wiara to – miłość. Jeśli kocham, wierzę, jeśli nie kocham, wówczas grzeszę i przekraczam granice wiary. Wiara, jest zabezpieczeniem dla mnie, ochroną przed wszelkimi zagrożeniami, ze strony świata. Wszystko, co wykracza poza nawias wiary, staje się potencjalnym zagrożeniem. Człowiek, wzrastając w środowisku wiary, może być pewien swoich wyborów. Jego myśli, pragnienia, cele stają się bardziej klarowne i pozbawione zła.

                Według mnie, wiara, jest środowiskiem, w którym rodzi się przyjaźń i miłość do Boga i do drugiego człowieka. W tym właśnie miejscu, przechodzimy jakby szkołę życia. Formacja, którą przechodzimy u boku Jezusa, czyni nas bardziej wrażliwymi. Wiara, w pierwszym rzędzie, uwrażliwia mnie na obecność Boga, na Jego wolę, działanie w moim życiu. Wiara, wyznacza nam naturalne zadania, które realizujemy, podejmując się ich z miłością, którą zyskujemy, dzięki postępowaniu w ramach granic wiary. Granice wiary, wyznacza tylko i wyłącznie miłość. Wiara, w oparciu o miłość, staje się niewyczerpanym źródłem. Realizacja jej, przynosi owoce, których człowiek się nie spodziewa. Wiara nie ogranicza, ale kształtuje wrażliwość i jawi przed nami wiele możliwości czynienia dobra, realizowania w odpowiedni sposób swojego życia.

 

8 grudnia

Jaki jest stan mojego życia.

                Stary Indianin siedział przy ognisku ze swoim wnukiem. Było już ciemno, ogień trzaskał, a jego płomienie strzelały ku niebu. Po dłuższej chwili starzec przerwał milczenie – czy wiesz, jak się czasami czuję? Jak gdyby w moim sercu toczyły ze sobą walkę dwa wilki. Jeden z nich jest mściwy, brutalny i budzący grozę. Ten drugi zaś jest miły, łagodny i współczujący  A który z nich wygrywa walkę o twoje serce? – zapytał chłopiec. Starzec pomyślał chwilę i odrzekł: - wilk, którego karmię.

                Niekiedy zastanawiając się nad stanem naszego życia, codziennych wydarzeń, pracy, emocji, uczuć, wartości, człowiek stwierdza, że nie jest on zachwycający. Życie nie polega by być doskonałym. Wystarczy w zupełności, jeżeli postarasz się być wystarczająco dobrym. Jeśli chcemy zmienić coś w życiu, nas samych, musimy uświadomić sobie, jaki wilk jest w naszym wnętrzu, jakiego karmimy. Trudno walczyć z wrogiem, który ma wsparcie w naszym umyśle. Nie zmienisz swojego życia, nie zyskasz lepszego stanu, dopóki, nie zwalczysz przyzwyczajenia z tym życiem, które do tej pory ci towarzyszy. Wystarczy karmić w sobie te odpowiednie zachowania, dobro, które uzdolni nas do budowaniu nowej jakości życia, nowej mentalności, pomoże nam wypracować nowe sposoby zachowań… Wiara, pomaga nam spojrzeć na życie i odnaleźć prawdę o nim. Jednak wiara, nie może stać się wyrzutem, że moje życie jest nędzne, bo nie dorastam do oczekiwań, które być może nawet nie stawiają nam bliskie osoby, a raczej sami sobie.

                Jeśli spoglądam na życie, by je ocenić, muszę bardziej spojrzeć na to, co powinienem uskrzydlić, uwznioślić i to uczynić punktem – celem. Naucz się być wdzięcznym za każdą podarowaną ci chwilę życia. Skoro przeżyłeś takie, a nie inne doświadczenia, postaraj się zrozumieć ich zamiar, znaczenie, cel, który być może miałeś zauważyć i zrealizować.

                Ważne jest zatem, abyśmy zastanawiali się nad swoim życiem, odkrywali trudności i formułowali  osiągalne pragnienia, które zrealizujemy w konkretny sposób – tu i teraz.

                Spoglądając w swoje wnętrze, oceniając siebie, niech wiara pomoże ci zobaczyć to, co dobre i zrobić wszystko, co w twojej mocy, by urzeczywistnić swój cel. 

 

9 grudnia

Nowy tydzień, nowy dzień, nowa godzina… nowy początek.

                Wciąż jest okazja, by coś rozpocząć, by uczynić nowym. Nie musimy czekać na specjalne okazje, by dana chwila, stała się początkiem nowej rzeczywistości. Nawet najdłuższa podróż, rozpoczyna się od małego kroku. Dzień od pobudki; godzina od sekundy; wydarzenie od myśli; miłość od przyjaźni; rana od bólu… Wszystko ma jakiś swój początek – lepszy, gorszy, ale ma. Nie unikniemy początku. Moje życie rozpoczęło się też w konkurentko momencie, chwili która stała się początkiem codziennych doświadczeń, wspaniałych przeżyć i bolesnych sytuacji. Wszystko miało swój początek i nadal ma. Kiedy nadam chwili dobre znaczenie, wówczas początek staje się dobry, a poszczególne dalsze wydarzenia stają się owocami mojego początku. Mówiąc ogólnie, jaki początek, taka dalsza rzeczywistość. Przeraża cię to? Mnie nie. Wiem tylko, że muszę dołożyć wszelkich starań, by kolejny początek czegoś, był bardziej świadomie zrealizowany, bardziej świadomie wybrany, skonstruowany tak, bym nie musiał bać się niepotrzebnie kolejnych chwil mojego życia.

                Nie bój się uczynić pierwszego kroku…

Nie pozwól się już dłużej poganiać.

Nie przepełniaj już dłużej swojego czasu. Podaruj sobie pauzy.

Spróbuj każdy dzień traktować  tak, jak gdyby od niego rozpoczynało się nowe życie, pełne niespodzianek. Pełne znaczenia.

Zanim przemienisz swoje życie, zmień swój odbiór rzeczywistości. Zastanów się, co naprawdę jest ważne. Choćbyś żył w trudnych warunkowa, nie lamentuj, ale też nie kłam, odpowiadając na pytanie, jak ci się powodzi. Bądź po prostu szczery.

Unikaj hałasu. Raz dziennie doświadczaj wyciszenia

Perfekcjonizm nie jest drogą wiodącą do celu. Bądź tak dobry, jak to konieczne.

Nie rób list z zadaniami. Ten, kto pozwala się obciążać nadmierna, będzie obciążony dalej, aż w końcu się złamie.

 

10 grudnia

Opinie, ciągłe opinie…

                Nie sposób uniknąć opinii innych na nasz temat. Opiniują nas za to co robimy, jak to realizujemy. Niektórzy bacznie nas obserwują, krytykują, wynajdują najdrobniejsze błędy, by nam je wytknąć. Zastanawiamy się nad tym, o co im chodzi w takich sytuacjach. Chcą nas zdusić, pozbawić radości? Czy raczej jest to taka ich nieudolna pomoc. Jeśli sami nie znamy prawdy o sobie, wówczas pseudo prawda innych, może pozbawić nas chęci do czynienia czegokolwiek. Wiele razy usłyszymy od naszych bliskich osób – nie przejmuj się! Pojawi się w nas iskra nadziei, która chce nam pomóc wyrwać się z takiego patrzenia na siebie. Będziemy chcieli wyjść poza te opinie i uczynić coś, co pozwoli nam czuć satysfakcje, że postępujemy słusznie.

                Jeśli zaczniesz zwracać uwagę na to, co mówią inni, labo co gorsza, przyznasz im rację, przegrasz. Opinie innych, mogę odebrać nam nie tylko chęć do działania, ale nawet życie. pozbawieni nadziei, pozbawieni jesteśmy wszystkiego, co nas porywa do działania. Życie nie powinno przybierać postaci walki z codziennością i z opiniami innych osób, ale powinno stawać się radością, twórczy postępowaniem i zdobywaniem w każdej chwili nowych, pięknych doświadczeń, unoszących nas do nieba.

                Pozwól na krytykę nielicznych, z reguły bliskich ci osób, które znają cię w dostatecznym stopniu. Najczęściej przyjaciel, ukochana osoba, mąż, żona – będą tą osobą, która zna nas najlepiej i będziemy wiedzieli, że ich słowo, to nie bezpodstawna dołująca krytyka, lecz chęć udzielenia nam pomocy, by wyrwać nas ze szponów zakamuflowanego zła. Jeśli ich krytyka popycha nas do postępu, wiem, że to działanie jest pełne miłości i dobra, w przeciwnym przypadku, mogę sądzić, że jest to zwykła, ludzka zgryźliwość.

Tylko jeden sposób chroni skutecznie przed przykrościami ze strony innych – milczenie. Powtarzam sobie niekiedy – nie dolewaj oliwy do ognia… Kiedy ktoś mnie krytykuję milczę, przyjmuję to, ale nie odzywam się, gdyż nie chce by ta sytuacja trwała, by ona mną zawładnęła i pozbawiła siły, wiary i radości. Wiem, że nie jestem idealny, ale potrzebuję ludzi, którzy zwrócą mi uwagę, która pomoże mi, która mnie poprowadzi w jakimś konkretno kierunku. Jeśli czyjeś słowa krytyki nic mi nie dają, nie przyjmuję ich, ale sam zastanawiam się nad zagadnieniem, które być może jest przeze mnie błędnie realizowane.

 

11 grudnia

Dam radę.

                Jest wiosna. Po drzewku wiśni sunie powoli w górę ślimak. W pewnej chwili natyka się na chrabąszcza, który pyta: dokąd idziesz? Przecież jeszcze za wcześnie na wiśnie? Jeszcze nie ma żadnych na drzewie! Ślimak sunie jednak dalej, odpowiadając: ale kiedy dotrę na górę, już będą.

                Jestem wstanie uporać się z większością istotnych spraw, pod warunkiem, że poświęcę im odpowiednią ilość czasu, miejsca i cierpliwości.

                Możemy użyć naszej wyobraźni i podobnie jak ślimak, wyruszyć w czas, w podróż ku zamierzonemu celowi, który chcemy osiągnąć, zrealizować. Życie powinno być wyposażone w odpowiednie narzędzia, a jednymi z ważniejszych powinny być: zaradność, rozsądek, cierpliwość, zapał, chęci, wyrozumiałość, zapobiegliwość… Wymieniać można bez końca. Wydaje się nam to niemożliwe, aby zdobyć tyle narzędzi. Ale sami widzimy, jak wiele sytuacji, doświadczeń tych codziennych uczy nas właśnie tego, abyśmy żyli w sposób odpowiedzialny. Kierując się wzniosłymi intencjami, wyznaczamy sobie jednocześnie konkretne, ambitne cele. Człowiek musi sobie radzić, musi być przedsiębiorczy i zaradny zarówno w sprawach zawodowych, jak i osobistych. Ślimak zna swoje możliwości, dlatego  uwzględnia je, realizując to zadanie. Człowiek jeśli nie uwzględni swoich możliwości, wówczas może nie osiągnąć zamierzonego celu, albo może w takich sytuacjach zrodzić się w nim rozgoryczenie, które ostudzi wszelki zapał.

                Zanim przystąpisz do działania, wytęż swój umysł… zainicjuj swoją wyobraźnię. Choć trudno wszystko zaplanować, to jednak wiele sytuacji można przewidzieć. Trzeba mierzyć siły na zamiary. Jeśli nie jesteśmy wstanie osiągnąć czegoś, to od razu się nie poddawajmy, nie rezygnujmy, ale zastanówmy się z jakich powodów nie udaje nam się tego osiągnąć. Lekkomyślność może nas zgubić, zniszczyć wszelkie możliwe do osiągnięcia dobro. Wyciągaj naukę z tego, co masz przed oczami – odszukuj odniesienia do swojej obecnej sytuacji. Albowiem wszystko dookoła czegoś nas uczy i o czymś mówi. Damy radę, jeśli podejmiemy się solidnej pracy, organizowania swojego czasu i rozeznawania swoich umiejętności w podejmowaniu się jakiś zadań. Kiedy zaczniemy jakieś działanie, warto, abyśmy na samym początku uświadomili sobie, co chcemy osiągnąć.

 

12 grudnia

Jeśli chcę, to mogę…

                Masz jakiś cel, który chciałbyś osiągnąć i by stał się natychmiast… Myślę, że każdy z nas posiada coś takiego, szczególnie ważną myśl, którą chciałby urzeczywistnić. Czy to są nierealne ideały, czy raczej pragnie pięknej codzienności. Myślę, że obie rzeczy znajdziemy w naszych sercach. Co nas powstrzymuje od tego, aby to urzeczywistnić? Obawy, lęk przed opiniami innych, nieumiejętność zrealizowania tej idei, brak wyobraźmy, co jeszcze nas powstrzymuje od tego, aby przejść do konkretnego działania i urzeczywistniania naszych celów.

                Nie zniechęcaj się własnymi słabościami, nieumiejętnością. Na wszystko potrzeba czasu. Wydawało mi się, że osiągnięcie mojego zamiaru – celu, jest tak dalekie, że aż wręcz niemożliwe, ale jednego dnia, stało się to, czego pragnąłem, innego dnia również, kolejnego dnia i kolejnego… Trzeba chcieć, aby móc… Niekiedy trzeba poświęcenia, niezwykłej cierpliwości i determinacji… Samo się nie zrobi… Marzenia – cele, idee, same nie następują. Choć pojawiają się nie wiadomo skąd, choć realizują się niekiedy poza nami, to jednak całe nasze życie, jest pięknym codziennym przygotowywaniem się, do ich spełnienia.

                Wiara, przychodzi nam z pomocą. Dosłownie kieruje naszymi myślami i działaniem tak, abyśmy mogli dojść do celu, ciesząc się z realizacji. Niekiedy nasze plany nie realizują się, gdyż są ze swej natury egoistyczne, czy nawet krzywdzące dla kogoś. O wiele łatwiej jest zrealizować jakiś cel, jeśli są w to zaangażowani również inni ludzie. Wspólnota pomaga sobie nawzajem, usiłuje znaleźć najodpowiedniejsze sposobu osiągnięcia jakiegoś zamiaru. Cel osiągnie się wówczas, gdy pomiędzy mną, a drugą osobą, istnieje jedność, wspólnota pragnień. War6o, abyśmy realizując jakiś cel, zastanowili się, czy jest on rzeczywiście dobry, czy będzie służył mnie, czy również innym…

                Jeśli mamy jasno określony cel, wówczas droga realizacji, staje się dla nas również bardziej czytelna. Jeśli cel ma być osiągnięty, to warto, abyśmy starali się poprzez codzienność, wiernie postępować w obranym przez nas kierunku.

 

13 grudnia

Weryfikować.

                Człowiek jest świadom tego, że popełnia błędy. Tylko nieliczni, nie zrywają ze złymi nawykami i nadal brną w takim sposobie życia. Czy mają gorzej od tych, którzy pragną zerwać ze złem? Trudność nie tyle leży w popełnionym złu, a raczej w dokonywanych wyborach. Jeśli człowiek będzie dokonywał zmian, ulepszał swoją codzienność, przez weryfikowanie swoich decyzji i sposobu myślenia, wówczas może uniknąć wielu błędów, a nade wszystko może odzyskać swoją codzienność taką, jaka ona rzeczywiście jest.

                Powinniśmy codziennie dokonywać przeglądu dnia. Spoglądać na siebie z zewnątrz, jakby nasze oczy były filmująca nas kamerą. Dzięki temu możemy zobaczyć siebie w każdej chwili i sytuacji. Obserwacja pomaga nam zweryfikować postawę, którą reprezentujemy względem ludzi, czy jakiś sytuacji. Dzięki temu poznajemy siebie, możemy siebie szczegółowo określić, a nade wszystko sięgnąć, najbardziej skrytych pokładów dobra. Codzienność wymaga obserwacji, nie po to, by się dołować, by przesadnie traktować każdą sytuację, ale po to, by móc jeszcze konkretniej wyrażać swoje emocje, czy umiejętnym korzystać z własnych zdolności. Zbieramy swoje doświadczenia, wykorzystujemy je kształtując kolejne chwile i precyzując swoje słowa i czyny. Chwila obecna, którą poddamy weryfikacji, nie jeden raz posłuży jako klucz do odczytania i zinterpretowania innych odległych czasów, wydarzeń. A wówczas wszystko ułoży się we wspaniałą mozaikę naszego życia wewnętrznego.

                Człowiek powinien posiadać zdolność – postawę analitycznego interpretowania codzienności. Musimy się uczyć zdrowego podejścia do swojej codzienności. Ona jest po to, abyśmy w niej odnaleźli radość, a nie ugrzęźli w zawiłościach, które sami stworzymy. Analiza, czy interpretacja życia, ma prowadzić nas do naszego wnętrza, gdzie odnajdziemy zapał do czynienia wszystkiego lepiej, z lepszym nastawieniem, z głębszymi celami…

                Nie możemy codzienności traktować jak laboratorium, w którym życie jest tylko przedmiotem badań. Pamiętajmy, że życie zostało nam ofiarowane jako dar. Dlatego im więcej starań i troski wlejemy w naszą codzienność, tym bardziej dojrzale wykorzystamy ten dar. Życie jest jedno i szkoda żałować jakiejkolwiek chwili z naszej codzienności.

 

14 grudnia

Żyć pełnią życia…

                Mija kolejny dzień, może spoglądasz wstecz przez pryzmat zmęczenia który ci towarzyszy i co, do jakich wniosków dochodzisz? Cieszy cię to, co zrobiłeś? Masz satysfakcję z osiągniętego celu? Czy raczej widzisz gorycz, która ci towarzyszyła i brak zadowolenia. Dzień mówi wiele o nas. Obrazuje to, co dzieje się w nas i z nami. Niechęć wobec codziennych, monotonnych zajęć, rutyna, strach, czy nawet nienawiść wobec pewnych sytuacji… wszystko to świadczy o tym, jak niezwykle wielkim dla nas jest problemem nasza codzienność, nasze życie. czy rzeczywiście wszyscy jesteśmy niezadowoleni ze swojego życia?

                Niekiedy nie możemy poradzić sobie z własną codziennością. W jaki sposób zatem postęp opos, by nasze życie, nie zdusiło naszej radości. Żyć pełnią życia, oddychać pełną piersią… Życie wymaga od nas zaangażowania, jeśli go zabraknie, możemy znużyć się czekając na lepszą wersję naszego życia. Gdy wydaje ci się, że twoje poszukiwanie, kiedyś zwieńczy się odnalezieniem  lepszej wersji siebie, to możesz w sensie wiary liczyć na to, że najdziesz się w niebie i może to cię zadowoli, choć skoro całe życie cię nie zadowalało, to i niebo cię nie zadowoli. Jeśli jednak weźmiesz się w garść i chwycisz w swoje ręce własne życie, wówczas, już dziś masz okazję żyć pełnią życia. Właściwa chwila jest zawsze, więc nie możemy zbyt pochopnie podchodzić do sprawy.

                Żyję, aby realizować cel, aby wypełniać moje zadanie, aby doprowadzić do końca posłannictwo, dla którego tu się znalazłem, aby wykorzystać otrzymane talenty. By żyć pełnią życia, musimy rozpoznać swój cel, a więc kierunek, który mam obrać w swoim życiu i go realizować. Świadomość tego, do czego zostałem powołany – stworzony, określi nas i naszą codzienność. Dzięki temu, człowiek będzie mógł wziąć życie w swoje ręce i uznać w sobie istnienie trzech składników: fizycznego, psychicznego, duchowego. Dzięki świadomości kim jestem, mogę podjąć się życia. Jeśli wewnętrznie będę rozdarty, rozszczepionym połamany, wówczas będę łamał, rozdzielał, rozszczepiał…

                Muszę być bardziej odpowiedzialny i stanowczy w budowaniu swojego życia, wówczas nie będę ofiarą własnej codzienności.

 

15 grudnia

Mam w sobie narzędzia.

                Człowiek to nie tylko sprawności fizyczne, które posiadamy. Zaradność, umiejętność przewidywania pewnych spraw, uczucia i wiele innych rzeczy jest w nas i czynią nas one niebywałymi. Człowiek im bardziej odkrywa swoje wnętrze, im bardziej dostrzega narzędzia, którymi wyposażył go Bóg, tym bardziej staje przygotowanym do życia do budowaniu więzi – relacji.

                Wiele toczących się sytuacji wypływa z naszego wnętrza, ale również wiele z nich, ma bezpośredni wpływ na to, co się w nim dzieje. Dlatego warto zrozumieć samego siebie. Jako ludzie jesteśmy z wielu powodów bardzo skomplikowani. Świadomość tego, co odczuwamy, tego, czego doświadczamy w sobie, pomaga nam wyzwolić dobro, ciepło i miłość. Człowiek kształtując swoją osobowo os, podróżując po swoim wnętrzu. Dopiero, gdy spotkamy swoje prawdziwe wewnętrzne oblicze, poczujemy się spełnieni.

                Kierujemy się różnymi motywacjami, niekiedy inni i ich zachowania, a w szczególności emocje, decydują o naszym postępowaniu.

                Może dziwne źródło (wikipedia), ale niech przynajmniej ono nam trochę naświetli zagadnienie źródła emocji:

głównym źródłem emocji są wszelkie bodźce odbierane przez nasze zmysły: ciepło słońca, zapach kwiatów, powiew wiatru, dźwięk muzyki, zapach siarkowodoru, dotknięcie czegoś,

przedmioty lub obiekty, które nie budziły wcześniej żadnych uczuć, np. kontakt z jeziorem jest emocjonalnie obojętny jesienią, ale w czasie letnich upałów jest źródłem przyjemności. Dla kogoś, kto tonął, jezioro może kojarzyć się z lękiem itd.,

potrzeby- dążenie do ich zaspokojenia może wywoływać emocje. Kiedy wydaje się, że potrzeba może być zaspokojona pojawia się radość, podekscytowanie, duma, natomiast gdy potrzeba napotyka blokadę- smutek, żal, lęk, złość,

kontakt z samym sobą- można siebie lubić, nienawidzić, być z siebie dumnym, złościć się na siebie. Przekonania żywione o sobie, stopień, w jakim jesteśmy bliscy tego, jakimi chcielibyśmy być- wszystko to jest ważnym źródłem emocji,

słowa- mogą działać podobnie jak czyny i wywoływać emocje (nie tylko w wypowiadającym je, ale tez w innych): radość, żal, wstyd, lęk, poczucie winy, słowo „nie” często jest sprawcą smutku, rozgoryczenia.

 

16 grudnia

Poszukiwacz

                Każdy z nas ma osobistą drogę, którą idzie, na której jest absolutnym protagonistą  (nowym krzewicielem, twórcą i odkrywcą). By móc odkrywać i rzeczywiście kształtować swoją codzienność, człowiek potrzebuje odwagi. Dzięki temu spojrzy w głąb siebie, biorąc odpowiedzialność za zło i za dobro, które się tam znajduje. Człowiek powinien odkryć, że nie może zamykać się w swoich problemach, błędach, czy lękach. Są to próby, pożyteczne lekcje życia, ważne znaki, konieczne do kontynuowania drogi na tej ziemi. Choć chwila w której doświadczamy czegoś trudnego, jest chodzeniem po omacku, jakby po ciemnym pomieszczeniu, to z perspektywy czasu, prawdziwy poszukiwacz odzyskuje światło i odkrywa, że te święte rany, są dla niego dumą, gdyż umocniony podąża dalej, kierując się wskazówkami, nie popełniając już tych samych błędów. Rany doświadczone w życiu, otwierają umysł i serce, a nade wszystko nobilitują człowieka.

                Tylko wtedy, gdy będziemy w nowym świecie przeżywali to, co nam się przydarza, z godnością stawiając temu czoła, jak podróżnicy znajdziemy sens, przyjemność, pełnię. W ten sposób będziemy przeżywać codzienność jako dar. Świadomość wartości życia, pobudzi nas do walki – dobrej walki, o to, co w życiu jest obiektywnie najwartościowsze.

                Chwile niepowodzeń, albo sprowadzą nas do rezygnacji, stagnacji, albo gdy podejmiemy się działania, mogą stać się szlakiem do nowych obszarów naszego życia. Szczęście przyjdzie wówczas, gdy człowiek osiągnie wyznaczony przez siebie cel. Poszukując nowości w naszym życiu, odkryjemy jak wiele pokładów dobra spoczywa w nas jeszcze nie spożytych, które możemy wykorzystać tylko wtedy, gdy uruchomimy w sobie to, co rzeczywiście jest uśpione. Życie dla wielu z nas wydaje się do tego stopnia szare, że nie widzimy ewentualnych możliwości zmiany takiej sytuacji. Brak perspektyw, brak możliwości wyobrażenia sobie czegoś nowego, albo czegoś w inny sposób realizowany prowadzi do uśpienia w nas postawy poszukiwacza. Każdy z nas ma coś z podróżnika… Człowiek może podróżować po fizycznie zawiłych ścieżkach gór, parków, ale może również odkryć, że dzięki tej naturze, może wejść w siebie i przyjrzeć się niebywale pięknemu ogrodowi, który rozkwita w naszym sercu.

                Człowiek potrzebuje niekiedy wewnętrznej, a niekiedy zewnętrznej motywacji, która poruszy go, do tworzenia nowej mentalności, osobowości, czy zachowań. Właśnie odkrywanie jest szlakiem, drogą, powolnym i stopniowym procesem, który polega nie tylko na formalnych aktach, lecz przede wszystkim na głębokiej wewnętrznej przemianie.

 

17 grudnia

Powrócić do siebie znaczy obudzić się do nowego życia. (św. Augustyn)

                Człowiek dla wybielenia siebie, czy upewnienia się w tym, co robi, posługuje się innymi osobami – albo je obwinia, albo żeruje na nich, albo zwyczajnie się umacnia na kimś. Jednak wszystkie te postawy, niestety oddalają nas od siebie, co sprawia, że nie dostrzegamy w sobie winy, ani braków, czy niechęci, ani tego, że czegoś nie jesteśmy pewni. Ucieczka od siebie samego sprawia, że nigdy nie stanę się autentyczny, nigdy nie poznam siebie, ani drugiego człowieka. Odpowiedzialność jest naszym sposobem na życie, ale też siłą do odkrywania samemu własnego sensu i zasady życia. Uciekanie od siebie, jest ucieczką od poważnego traktowania swojego życia i codzienności, która może być fascynującą przygodą. Brak zaangażowania nie przyniesie ani spokoju, ani odpowiedzi. Odpowiednie podejście do życia wymaga poszukiwania w sobie odpowiedzi, gdyż to my, najlepiej rozeznajemy co w nas i wokół nas się dzieje i jaki to ma wpływ na nasze życie. Niekiedy kierowanie się intuicją przyniesie konkretne rezultaty, ale nade wszystko potrzebujemy klucza do naszego wnętrza, które za każdym razem, w każdej sytuacji, powinno być zaangażowane i powinno odradzać w nas nadzieję, pragnienie nawrócenia i wzrastania.

                Wejść w siebie w przypadku trudnych sytuacji nie oznacza od razu oskarżenia i ocenienia siebie w negatywny sposób – „Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym” patrz. Mt 15,11. Szukając sensu tych słów, musimy przyznać się do tego, że zło jeśli jest to często w nas, a nie poza nami. Człowiek musi walczyć ze swoją błędną postawą – musi wyzwolić się z obłędu, kłamstw, usprawiedliwień, alibi, projekcji… Dopiero w momencie uświadomienia sobie tego, człowiek może zacząć drogę nawrócenia, wzrastania, powrotu do swojego wnętrza. Świat zewnętrzny jest jakimś niebezpieczeństwem, ale my jedynie mamy władzę nad swoim wnętrzem i to od nas zależy stan naszego życia. Przyjmując coś z zewnątrz człowiek musi mieć świadomość swoich skłonności i dlatego, szczególną uwagą powinien otoczyć to, co stanowi integralną cząstkę, jego życia codziennego, a co może w różnych przypadkach stać się, albo motorem do dobrego działania, albo niszczenia tego, co mozolną pracą już do tej pory się pozyskało.

                Rzadko, bo rzadko, ale niekiedy zdarzają się całkowicie nowe sytuacje, które opanowują nasze serce lękiem, paraliżując nas do tego stopnia, że boimy się stawić im czoła, albo spojrzeć na to, co z nami się realnie wówczas dzieje. Uciekanie od własnego życia, jest pozbawieniem się możliwości zbudowania w sobie poczucia, że to tylko ja jestem odpowiedzialny za moje życie, za moją codzienność.

 

18 grudnia

Plan życia

                Każde działanie powinno być poprzedzone myślą. Odpowiednie przygotowanie do dnia, zajęć, ogólnie do życia, staje się rozważnym i świadomym postępowaniem – wzrostem. Każde nasze działanie wpisane jest zawsze w jakiś plan, nigdy nie może być wyłącznie reakcją. Kiedy mamy świadomość nie tylko tego, co mamy czynić, ale w jaki sposób mamy realizować pewne sprawy, wówczas stajemy się również bardziej świadomi swoich wyborów. Człowiek kiedy postępuje z jakąś myślą, stara się by jego czynności były odwzorowaniem jakiejś wartości, którą przedkłada ponad wszystko. Jego działanie charakteryzuje, jakaś szczególna postawa, która porusza serca innych i zastanawia. Dziwimy się niekiedy osobom, skąd mają taki spokój w sobie; skąd tak wiele ciekawych rozwiązań w ich życiu; skąd zapał do działania i pomysłowość.

                Zaplanowanie czegoś nie ma przybrać formy wyrachowania, czy spekulacji. Jest to raczej pomysł na ćwiczenie w sobie tego, co najlepsze i poszukiwania najodpowiedniejszej formy realizacji swoich codziennych zadań. Świadomość, że chcę uczynić coś z miłością, pomoże mi odnaleźć najlepszą wersję tej chwili, tego wydarzenie i sposób tego, aby jak najlepiej to zadanie wypełnić. Obszar naszych zachowań, myśli u uczuć, będzie odpowiadał wartości, którą będziemy się kierowali, a jej realizacja będzie przez nas wyćwiczona. Potrzebujemy życia, w naszym życiu. Plan pewnych zadań, obowiązków, czy przyszłościowych celów, może napełnić nas pozytywnym nastawieniem wobec siebie, innych, a nade wszystko wobec wydarzeń, które pojawią się w naszej codzienności.

                Plan powinien przewidywać pragnienie zyskania jakiś konkretnych owoców, które przyczynią się do naszego duchowego napełnienia. Nie możemy ograniczyć się tylko do aktywności, do spraw obligatoryjnych, ale nade wszystko powinna w nas pojawić się jakaś wizja, perspektywa życia. Plan, musi obejmować całe nasze życie, a nie tylko jakiś element. Rozwój psychiczny, fizyczny i duchowy jest wpisany w normalny tryb życia. Dzięki temu, że będziemy bardziej aktywowali świadomie się w naszym życiu, przyniesie o wiele więcej owoców, w postaci choćby radości i satysfakcji.

                Kto działa na zasadzie reakcji, nie dokonuje wyborów! Kto działa na zasadzie reakcji, ten odpowiada impulsywnie na jakiś bodziec. Życie to nie chwila, ale każda chwila jest fundamentem kolejnej chwili. Dlatego działanie impulsywne, na podłożu tylko reakcji, może stać się przyczyną zniszczenia tego, co jest możliwe przez nas do osiągnięcia. Nasze planowanie powinno stworzyć w sposób naturalny, swoistego rodzaju dekalog – wytycznych, zasad postępowania.

 

19 grudnia

Dekalog

            Dla chrześcijan pierwowzorem jest Dekalog, który został ofiarowany Narodowi Wybranemu przez samego Boga. Skłania on nas do postępowania według jakiś moralnych norm, ale nade wszystko to on jest wyznacznikiem pewnego rytmu życia. Dzięki temu człowiek ma określone metody postępowania w określonych sytuacjach, wówczas łatwiej jest mu się zastanawiać nad tym, jak coś czynić dobrze, doskonalej, a nie tracić czas, na zastanowienie się, czy jest to dobre, czy też nie. Dekalog jest w swej naturze drogowskazem, który wyznacza nam drogę, w trakcje której, człowiek ma świadomość celu i sposobu postępowania, by ten cel stał się dla niego bliski.

Powstają też inne dekalogi, które obejmuje jakiś wycinek z naszego całego życia. Może to być dekalog pracy, przyjaźni, małżeński, czy dekalog naszego postępowania. Musimy zrozumieć najpierw, że dekalog jest szkieletem, który musimy otoczyć konkretnymi czynami, swoimi doświadczeniami. Nie możemy na pewno traktować dekalogu, jako czegoś, co nas zniewala, wręcz przeciwnie. Dekalog jest źródłem wszelkich pomysłów, siłą motoryczną wobec naszych myśli, pragnień, czy celów. Postępując zgodnie z dekalogiem, człowiek wie, że jego stan wewnętrzny stale postępuje naprzód. Człowiek staje się lepszy dzięki czynom, które chronią jego wolność, ale również przepełniają jakąś wartością jego codzienność. Ustalenie pewnych priorytetów w naszym życiu, nie tylko przysłuży się do usystematyzowania życia, ale nade wszystko przybliży nam wiele okazji, dotąd niedostrzegalnych, czynienia dobra. Dekalog jak sama nazwa wskazuje może mieć 10 wskazówek, zadań, drogowskazów, ale myślę, że każdy z nas osobiście wyczuwa, jak naprawdę taki „dekalog” powinien, dla jego życia, wyglądać. Moim osobistym programem dla codzienności, dla każdej sfery jest chrześcijańskie przykazanie miłości: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą (…) Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. (por. Mk 12,29-31) Oczywiście nie jest to jedyny, aczkolwiek bardzo wzniosły i mobilizujący przykład. Warto jednak skorzystać z mądrości innych, zanim przystąpimy do tworzenia swojego planu – dekalogu, posilić się jakimś gotowym przykładem, byśmy stworzyli coś, co jest obiektywnym źródłem dla naszego codziennego postępowania. Przykład z przykazania miłości:

1 - słuchać Boga, rozpoznawać Jego wolę; słuchać człowieka stojącego w chwili obecnej przy mnie

2 - ofiarowanie Bogu chwil życia; On jest jedynym źródłem i celem

3serce, dusza, umysł zaangażowany we wszystko, co dobre

4miłość wartością nadrzędną w każdej chwili

20 grudnia

Minuta składa się z 60 sekund. Nie trać czasu, nie marnuj go. Nadejdzie dzień, gdy będzie żałować każdego mgnienia oka, którego nie przeżyłeś intensywnie.

            Jak nie jednokrotnie powtarzamy słowa – jak ten czas płynie. Mamy świadomość tego, że czas ma swój rytm, niezależnie od tego, czy mam obowiązki, czy nie, on stale ma ten sam rytm. Ani na mnie nie poczeka, ani nie przyśpieszy dla mnie. Człowiek może wejść w rytm czasu i docenić fakt, że go ma. Niekiedy źle to wykorzystujemy i mówimy: mam jeszcze czas – tak jakbyśmy chcieli coś przeciągać w nieskończoność, wierząc, że na wszystko będzie czas – później.

            Naiwność człowieka nie zna granic! Odkładając coś w nieskończoność, większość z nas ma ochotę na to, by zupełnie oddalić coś od siebie, nie zajmować się czymś. Jednak spychając wszystko na później, człowiek w końcu  i tak będzie musiał stawić czoła górze spraw, odkładanych nie wiadomo od jak dawna. Czas, w którym obecnie się znajduję – chwila obecna, jest jedna i nigdy może się nie powtórzyć. Człowiek nigdy nie traci jednej chwili, ale tracąc jedną, często  traci ich bardzo wiele. W imię przyjemności, czy niekiedy lenistwa, człowiek traci bezpowrotnie tak wiele ze swojego życia, że gdyby sam był świadom tego, sam by się przestraszył swojej lekkomyślności.

            Warto zrozumieć, że na wszystko jest odpowiedni czas i gdy zdarzają się jakieś sytuacje, to nie znaczy, że powinniśmy się oddalać, bo później będzie lepiej. Niekiedy możemy tak postąpić, ale to względem spraw drugorzędnych, mało istotnych. Natomiast te chwile, które daje nam Bóg, powinny być brane od razu pod uwagę. Odkładanie czegoś istotnego, jest lekceważeniem daru, który został nam ofiarowany. Ile chwil przepłynęło mi przez palce i już dziś wiem, jak wiele straciłem przez swoje zniechęcenie, lenistwo. Podobnie jak życie, chwile również, przynajmniej niektóre są tylko jedne! To właśnie „dziś” i „teraz” jest dla mnie najważniejsze i wiem, jak wiele razy muszę walczyć sam ze sobą, by nie przegrać tego, tak wzniosłego daru. Muszę mieć świadomość, że niekiedy nie dostanę drugiej szansy, okazji do naprawienia czegoś, do zdobycia czegoś. Dziś i teraz jest najlepszą okazją, chwilą do spełnienia swoich obowiązków i to najlepiej jak potrafię. Bóg stworzył czas i nadał mu odpowiedni rytm, aby człowiek w tym rytmie odnalazł również rytm swojego serca, swojego życia, swoich zadań. Odkładając coś na później sprawiasz, że jedno wydarzenie zastępuje następne i któreś w końcu wyprze to poprzednie, albo to następne, ustępując całkowicie mu miejsca. Od jutra – to jest zabójstwo dla ambitnych planów, które rodzą się w naszych sercach. Jeśli pojawia się dobra myśl, pragnienie miłości, dobra, to teraz jest dla tego wszystkiego najlepszy czas.

 

 

21 grudnia

Nigdy niczego nie odkładaj

                „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce.” (Ef 4,26)

                „Dość ma dzień swojej biedy.” (Mt 7,34)

                Dwa niepozorne i przypadkowe zdania z Pisma świętego, ukazują jak ważne są chwile, dni, jak potężna jest siła mojego życia, którą ofiarował mi Bóg, dając mi władzę czynienia wszystkiego, zgodnie ze swoją wolą. Po to dzień ma swój początek i koniec, aby mógł ze spokojem i odpowiednim umotywowaniem i postępowaniem, spełnić to, co zostało przeze mnie i Boga na dziś zaplanowane. Niekiedy, nasze obowiązki, wypierają to, co Boże i wówczas zaczyna się lawina zajęć, które pozbawiają mnie czasu i spokoju. Może to, właśnie jest problem. Niekiedy nakładamy na swoje barki dodatkowe zajęcia, postanowienia, które za wszelką cenę chcemy zrealizować, bo wydaje nam się, że są słuszne i konieczne, a później, w jakiś sytuacjach, okazuje się, że albo coś innego zaniedbujemy, albo nie możemy sprostać temu, co sami sobie postanowiliśmy.

                Pytanie, które sobie niekiedy zadaję, czy rzeczywiście powinienem dokładać do swoich obecnych zajęć kolejne, czy raczej powinienem postarać się o sumienność i zaangażowanie na polu tych zajęć, które już mam. Nasze szczytne cele czasami wprowadzają nas na pole przesadnego aktywizmu, co prowadzi do tego, że brakuje notorycznie czasu, a zajęcia wykonane są polubownie. Słowa, które przytoczyłem na początku są dla mnie ważne, gdyż wiem, jak wiele zależy od dobrego początku i zakończenia dnia. Kiedy noszę w sobie ciężar dnia, to muszę wiedzieć, że dla swojego pożytku w końcu kiedyś ten ciężar powinien spać ze mnie i powinna pojawić się radość z dokonań w ciągu dnia. Przeciążenie się obowiązkami sprawia o wiele więcej nieporządku niż pożytku. Naszym zadaniem podstawowym jest życie w zgodzie z tymi, z którymi na co dzień współpracujemy, gdyż cała atmosfera dnia, zależy od tego, jaki jest stan więzi panujących pomiędzy nami. Wiem i odczuwam to często, że o wiele wznioślejsze są moje czyny, gdy są realizowane w jedności z innymi. Natomiast, gdy panuje we mnie gniew na coś, lub na kogoś, wówczas postępowanie jest chaotyczne, często mniej skuteczne, a często nawet raniące dla innych. Pojawiające się zniechęcenie, czy irytacja, są „gwoździem do trumny” naszego dnia, obowiązków. Kończący się dzień… powinien przynieść poczucie spełnienia i zrealizowania obowiązków, a nie rozgoryczenie i niechęć. Starajmy się, by kończący się dzień, był rzeczywistym dziękczynieniem.

                Koniec dnia, to koniec spraw na czas bieżący. Jeśli czujemy, że coś zostało przez nas notorycznie odkładane, sprawiamy, że kolejny dzień obciążony jest tym, co dziś nie uczyniliśmy czy z niechęci, z lęku, lenistwa, czy być może braku systematyczności.

 

22 grudnia

Jeżeli doznasz niepowodzenia, nie załamuj się. Wiedz, że twoje znaczenie wypływa z tego, że jesteś człowiekiem. Nie z odniesienia do odgrywanej roli czy posiadanego bogactwa Twoje życie jest wartością samą w sobie.

                Spotyka mnie coś trudnego, bardzo to przeżywam i odnoszę to niepowodzenie do własnych ograniczeń… Nie wiem, kto nas tego nauczył i skąd to tak naprawdę wypływa. Większe, czy mniejsze niepowodzenie, za każdym razem ma jakiś wpływ na nas i sprawia, że zamiast iść dalej, iść mocniej w pewnych sprawach, to my rezygnujemy – w geście poddania, wciąż rozmyślamy o tym, co się stało. Ile życia już w ten sposób utraciliśmy? I czy rzeczywiście udało nam się zmienić cokolwiek? Stwarzamy niekiedy zagrożenie dla samych siebie, przez wymarzony idealizm, w duchu którego miałoby się niby tworzyć nasze życie. Nie ma stanu idealnego. Jeśli spotykają nas niepowodzenia, to musimy zauważyć, że pojawienie się jest również dla nas darem. Bo, gdy spotyka mnie nieszczęście:

- mam okazję zweryfikować swoją dotychczasową postawę

- mam możliwość docenienia tego, co posiadam w sercu, myśli i fizycznie

- mogę nauczyć się dobrych postaw, dzięki nieustannemu ćwiczeniu się

- mogę uszlachetnić się pracą, naprawiając popełnione przez siebie błędy

- mogę otrząsnąć się i poznać prawdę

                Widzimy i wiemy, że jednak z każdej trudności możemy wyciągnąć odpowiednio, dobre wnioski, ale dlaczego tak się jednak nie staje. Sytuacje nas miażdżą, gdyż wewnętrznie jesteśmy słabi i często pozbawieni światła nadziei. W takich sytuacjach, nade wszystko jako osoby wierzące powinniśmy wykorzystać ingerencję Boga, który oczekując naszej współpracy w każdym naszym położeniu gotów jest przyjść nam z pomocą. Nie zamykać się, a wręcz przeciwnie być otwartym – to zdaje się być najrozsądniejszym rozwiązaniem w takich właśnie sytuacjach. Czyniąc tak, jak powinniśmy, kolejne nasze zadania, nie pozwalamy, by opanowało nas poczucie beznadziejności. Działając, człowiek jest wstanie odnaleźć swój odpowiedni cel.

 

23 grudnia

Zawsze przestrzegaj dyscypliny wewnętrznej

                Gdy zapytano Thomasa Edisona o jego odczucia związane z porażkami, odnośnie prób wynalezienia żarówki, ten odpowiedział: „Przecież nie zawiodłem dziesięć tysięcy razy. Po prostu odkryłem dziesięć tysięcy rozwiązań, które nie będą działać!” Droga do sukcesu, prowadzi przez pracę, niekiedy nadludzki wysiłek. Ale pomyślmy, czy sportowiec, gdyby nie znosił niedogodności, trudności fizycznych, zyskał by cokolwiek? Chcąc odnieść zwycięstwo w zawodach – musi przedtem systematycznie i ciężko trenować. Wiąże się to z poddaniem się wewnętrznej dyscyplinie, która ma być drogą prowadzącą do celu, jakim jest tu zdobycie zwycięstwa

                Niektórym osobom słowo „dyscyplina” kojarzy się wyłącznie negatywnie. Wiąże się ono z jakąś surowością, odbieraniem człowiekowi radości życia, przyjemności, utratą wolności, ograniczaniem się. Ale powinniśmy się jednak zastanowić, czy rzeczywiście tak jest? Czy właśnie odwrotnie, czy będąc właśnie zdyscyplinowanym, nie jest nam łatwiej coś osiągnąć, do czegoś dojść i w jakimś sensie panować nad sytuacjami?

                Dyscyplina, nie jest ona celem samym w sobie, ale jest środkiem do osiągnięcia celu. Tym celem jest nasz rozwój, doskonalenie się, osiągnięcie sukcesu w różnych dziedzinach naszego życia.

                Dyscyplina jest zachętą, by zrezygnować z tego, co ma mniejszą wartość, nie zadowalać się tym, co przeciętne, by w ten sposób móc zdobyć to, co jest bardziej wartościowe. Nie dokona się to tak od razu: będzie wymagało czasu, konkretnych i realnych postanowień i ich wiernej realizacji. Naukę dyscypliny wewnętrznej trzeba zacząć od małych, codziennych spraw, by móc odnieść zwycięstwo w rzeczach wielkich. Droga na skróty – bez żadnego wysiłku – nie przyniesie wielkich owoców. Wiadomo też, iż pojawią się upadki, porażki, niepowodzenia.

                Dyscyplina jest pracą nad sobą, jest niezbędna do tego, aby wyciągnąć z życia to, co jest dla mnie rzeczywiście przygotowane. Jeśli wiemy na coś nas stać, wiemy ile wymagań musimy sobie postawić, by coś osiągnąć, wówczas łatwiej jest nam podjąć się jakiegoś zadania, wyznaczyć sobie je i osiągnąć to.

                Wewnętrzna dyscyplina jest wstanie pomóc nam w uporządkowaniu i usystematyzowaniu pewnych spraw. Dzięki panującemu w nas porządkowi, łatwiej nam o pokój wewnętrzny i zewnętrzny. Kiedy się zdyscyplinujemy, wówczas otwierają się przed nami nowe możliwości, których realizacja stanie się też jednocześnie dużo prostsza.