![]() |
|
By życie mi nie było obojętne... |
|
|
Jezu, proszę spraw
Aby życie mi nie było obojętne
Abym zawsze kochał to co piękne
Pozostawił ciepły ślad na czyjejś ręce.
Obojętność jest cechą, która współczesnemu człowiekowi przyświeca jako program życia. Może brzmi to w sposób niebywały, przez co, pewnie wielu z was w to nie za bardzo będzie chciało wierzyć, lecz obojętność przyjmują często te osoby, które zwyczajnie w swoim życiu poszukują „świętego spokoju” – wygody. Ludzie, którzy zagłuszyli wewnętrzny głos moralny, pozbawili się wszelkich zasad, co sprawia, że w sytuacjach, w których normalni ludzie reagują współczuciem, ta osoba jest obojętna, nie wrażliwa. Trudno gołym okiem ocenić procesy wewnętrzne człowieka, ale często zewnętrzne zachowanie jest świadectwem tego, co dzieje się wewnątrz tej osoby. Kiedy rodzi się obojętność? Każdy człowiek tworzy swoje życie w oparciu o codzienne doświadczenia. Ich różnorodność wymaga stałej obserwacji i ostrożności, a nade wszystko cierpliwości, by ani niczego nie opóźniać, ani nie przyspieszać. Kiedy jednak sprawy biegną swoim torem, a mi nie mamy na nie wpływu z czasem staje się nam to obojętne. W sytuacjach, gdy niczego nie zyskujemy dla siebie, a korzyści odnoszą tylko inni, w pewnym momencie człowiek przestaje się w to angażować i je mu to obojętne. Moim zdaniem, z obojętnością mamy właśnie do czynienia wtedy, gdy coś lub ktoś przestaje nas interesować, albo, gdy nasze dotychczasowego zaangażowanie nie zostaje docenione, nawet zauważone. Człowiek z czasem czuje zniechęcenie wobec tego, co go otacza. Pewne sytuacje doprowadzają nas do wrzenia, gdyż nic nie idzie po naszej myśli; przegrywając, zrozpaczeni obojętniejemy względem tego, co dla nas jest nieosiągalne. Pozbawieni celów i wartości, które chcielibyśmy osiągnąć, osiągamy niekiedy kompletne dno, obojętniejemy względem swojego życia, trudności nas otaczające, stają się często powodem kryzysów, które doprowadzają nas do stwierdzeń: niczego nie potrafię, nic szczęśliwego mnie nie spotka, niczego nie osiągnę. Widzicie sami, że to, co wydawałoby się możliwe do pokonania lub przejścia jest częstym powodem obojętności i frustracji wewnętrznych. Jeśli jeszcze świat otaczający przytłacza nas, utwierdzając naszą negatywną samoocenę, wówczas nie potrafimy się zagłębić w swojej codzienność, relacjach, czy uczuciach, stajemy się bezduszni, wręcz niewrażliwi. Obojętność, pozbawia nas i nasze życie kolorów, które mogą rzeczywiście ukazać prawdę o naszym życiu. Nasze życie traci koloryt przez wiele czynników, jednym z nich jest właśnie obojętność. Spoglądając na moje życie i innych osób, dostrzegam pewną dramaturgię niektórych sytuacji, ale również wiele radości, dających powiew nadziei wobec nadchodzącej przyszłości. Powinniśmy walczyć o swoje życie! Nikomu nie będzie zależało na naszym życiu, jak nam samym. Czarne chmury pojawiające się nad nami, naszą codziennością mogą nas przerazić, lecz nie powinny odebrać nadziei. Dlaczego jesteśmy obojętni? Wielu ludzi nazywa to maskami, inni mówią o kamuflażu. Jakkolwiek to nazwiemy wciąż chodzi o jedno, ukrycie tego, co człowiek przeżywa w swoim wnętrzu. Z jednej strony wstyd, a z drugiej strony strach, powoduje, że najprostszym zachowaniem jest zobojętnieć wobec tego, co nas otacza, co dzieje w naszym wnętrzu, czego pragniemy. Człowiek, który twierdzi, że jest mu coś obojętne, tak naprawdę skrywa coś w sobie, nad czym warto się zatrzymać i zastanowić. Obojętność często jest sztuczną obroną względem tego, co niszczy bądź też rani tego człowieka. Udaje, że go coś nie interesuje, że jest mu to obojętne, a wewnątrz takiego człowieka toczy się wojna. Kiedy coś nas irytuje, a nie możemy się do tego przyznać, wówczas zewnętrznie najprościej udać, że jest nam to obojętne. Taki sposób postępowania, powoduje wewnętrzne rozdwojenie, wzmaga w nas niechęć względem tego wszystkiego, na czym się „przejechaliśmy”. Obojętność jest udawaniem przed innymi, że nam nie zależy, ale wewnętrznie czujemy zupełnie coś innego, często żal. Ludzie udają, że coś im jest obojętne, bo boją się ukazać, że coś przeżywają, że miotają nimi emocje, że są skrzywdzeni słowami, bądź też jakimś postępowaniem. Skrywamy swoje niezadowolenie, poczucie odrzucenia, udając że wszystko jest nam obojętne. To bardzo dziwne zachowanie, skoro udajemy, że jest nam obojętne to, co mimo wszystko jest dla nas ważne. Pragniemy obojętności, bo wówczas łatwiej nam z czegoś zrezygnować, czy coś lub kogoś utracić. Obojętniejemy pozornie, udając na zewnątrz silnych, a jednocześnie ukazując swoją wewnętrzną słabość i bezsilność. Strach jest często silniejszy od tego, co dobre i od tego, czego rzeczywiście pragniemy. Kiedy już nam zupełnie nic nie wychodzi w jakiejś kwestii, obojętniejemy wobec głosu naszego pragnienia, szczęścia, uczuć. Strach powoduje rozdarcie, które trudno zszyć kolejnymi doświadczeniami. Potrzebujemy wówczas ogromnego, lecz pozytywnego wstrząsu, który sprawi reanimację naszego serca, celów i dobrych pragnień. Wspomniałem również o wstydzie, który powoduje obojętność. Wstyd zasiedla się w głębi naszego życia powodując różnego rodzaju ograniczenia. Przez wstyd powstrzymujemy się od wielu myśli i czynów (niekiedy jest to pozytywna cecha). Dusimy w sobie emocje, uczucia, wstydząc się nie tego, co czujemy, lecz tego, jakie będą reperkusje w sposobie myślenia innych ludzi. Jest wiele rzeczy, których się wstydzimy i boimy się je ukazać, z racji publicznych osądów. Wstyd hamuje również w nas podejmowanie inicjatyw dobrych i pięknych. Tłamsimy w sobie swoje ja, udając przed innymi (na zewnątrz) kogoś innego, kto dostosowuje się do warunków i ludzi go otaczających. Jeśli przez wstyd człowiek nie może i z czasem już nie potrafi wyrazić swojego ja, obojętnieje wobec „wewnętrznych głosów”, które często podpowiadają mu zupełnie coś innego niż rzeczywiście czyni. Zagłuszanie „wewnętrznych głosów” niszczy naszą indywidualną osobowość. Tracimy swoje zdanie, przekonania, normy religijno – moralne, na rzecz bycia akceptowanym przez innych. Wewnętrzna obojętność na swoje ja, przemienia się z czasem w obojętność wobec „ja” innych osób. Nie potrafi taki człowiek postępować słusznie i nie nawiązuje prawdziwych relacji, lecz wszystko połączone jest delikatną nitką, przerywaną tym wszystkim, co dzieje się w otoczeniu tego człowieka, a co nie jest zgodne z jego ja. Przez obojętność nasze życie osiada na mieliźnie i pozbawione jest możliwości rozwoju, przez fakt braku możliwości zakorzenienia się w czymś wartościowym i stałym. Ostatnia sprawa, która dodatkowo mi się teraz nasuwa jest: spowszedniałość. W nasze życie codziennie często wdziera się rutyna, która jest reperkusją obojętności. Często do wielu spraw podchodzimy nieświadomie, schematycznie, zawodowo, bez uczuć, co powoduje, że mimowolnie jesteśmy obojętni. Jeśli dopuścimy do takiej, że coś nam spowszednieje, to ten sposób wyrazimy zgodę obojętności. Spowszedniały stosunek do naszego życia, codziennych zadań sprawi, że nie będzie dla nas ważny efekt działania, tylko samo działanie. Brak serca w tym, co czynię powoduje, że obojętnieję i nie zauważam ile przez to tracę wartości w każdej chwili i w każdego działania. By życie mi nie było obojętne! Najcenniejsza w życiu jest wytrwałość… Nic ani nikt nie jest wstanie odebrać nam życia, jeśli nam samym na nim zależy. Każdy człowiek rodzi się z określonym planem i zadaniem do zrealizowania. Zaangażowanie i wytrwałość w podejmowaniu codzienności ukaże nam ów plan i zadanie. Tylko odpowiednie traktowanie codzienności może pomóc uwypuklić nasz osobisty charakter. Życie składa się z wielu sfer, jakby torów, po których przemieszczamy się wciąż tworząc i budując własną przyszłość. Nasza codzienność, zbudowana choć z bardzo podobnych elementów, jednakże wciąż zaskakuje nas swoją różnorodnością. Dni są podobne do siebie, ale mimo wszystko każdy dzień od poprzedniego i następnego różni się choćby jakimś drobnym elementem. W mojej wyobraźni podobnie dzieje z jak z mieszaniem farb. Bierzemy te same kolory, kilkakrotnie, wystarczy jednak niewiele zmienić proporcje, a z tych samych mieszanych farb powstaje zupełnie inny kolor, albo zupełnie inaczej nasycona barwa. Wyobraźmy sobie, że nasza codzienność to sześć barw, które nieustannie się mieszają, w różnych proporcjach. Intensywność i proporcje sprawiają, że nasza rzeczywistość może nas fascynować i pociągać do odkrywania nowych szans i możliwości w naszym życiu. Kolory, które tworzą naszą codzienność, charakteryzują pewne wartości, które są naszym osobistym darem – umiejętnością. Wyobraźmy sobie, że każdy kolor jest odpowiednikiem jakiejś cechy, wartości… Czerwony – miłość Pomarańczowy – radość Żółty – nadzieja Niebieski – umiejętności Fioletowy – wytrwałośćDynamizm życia polega na odpowiednim mieszaniu tych kolorów tak, aby powstawały nowe doświadczenia. Uczestniczenie w pełni w tych doświadczeniach, urozmaicenie swojej codzienności sprawi, że nasze życie nas zaangażuje. Aktywny udział w swoim życiu, zwycięży wszelką obojętność. Człowiek będzie pokonywał swoją letniość i brak zaangażowania przez coraz bardziej świadomie rozumienie wartości każdej chwili naszego życia. Nawet, gdybyśmy znali przepis na szczęśliwe życie i tak nie potrafilibyśmy postępować zgodnie z jakimś z góry ustalonymi punktami. „By życie mi nie było obojętne…” – potrzebuję przede wszystkim wytrwałości w swojej codzienności i zaangażowania w poszczególne etapy życia. Nie możemy się przyzwyczajać do życia! Człowiek oswojony z życiem, może stwierdzić, że nic go nie zaskoczy, że nic nie jest wstanie wybić go z równowagi, którą udało mu się osiągnąć. Oczywiście jesteśmy świadomi pewnych zachowań, czy procesów, ale nie możemy się ograniczyć jedynie do tego, co znamy, urzeczywistniamy. Nasze życie wymaga urozmaicenia, a to dokładniej oznacza, że powinniśmy starać się urozmaicać codzienność przez szczególną otwartość na dobro, które jest zawarte w naszym życiu, a którego jeszcze pokładów nie odkryliśmy. Posługując się kolorami, mieszając je w odpowiednich proporcjach otwieramy się na dobro, którego pragnie dla nas Bóg. Dobro nie jest może zakryte, nie jest zasłużonym dążeniem, lecz darem, który Bóg przygotował dla nas w odpowiednim miejscu i czasie. By życie mi nie było obojętne muszę wciąż być otwartym, by nie utracić tego, co na nas czeka. To jak wygląda życie zależy w dużej mierze od nas, ale atrakcyjność życia, od zaangażowania i wytrwałości. Dość istotne, by nie zobojętnieć względem życia, jest poznawanie wartości życia. Musimy mieć w sobie determinację, która doda nam sił do walki o własne życie. Potrzebujemy samozaparcia w wielu kwestiach. Nie możemy poddawać się rezygnacji oraz stagnacji. Życie wymaga stałej aktywności, dynamizmu mieszania kolorów. Nasze życie powinno być „małym laboratorium”, w którym pragniemy odnaleźć dobro, to rzeczywiste, jedyne. Podejmowane próby – doświadczenia, ukształtują w nas ostateczne cele, które będziemy urzeczywistniali. Obojętność jest często objawem znudzenia, monotonii. Człowiek przekreśla z góry to, co nie przyniesie mu satysfakcji i pożytku. Potykamy się o bardzo wyrachowany sposób postępowania, który każdy normalny człowiek oceniłby jako niedorzeczny i sprzeczny z logiką. Niebezpieczeństw jest bardzo wiele, ale szczerze musimy stwierdzić, że są to pułapki, które ludzie sami sobie przygotowali, własnym życiem. Obojętność nie jest tak jaskrawo widoczna w naszym życiu, dlatego dla mnie rozważnego obserwatora własnego życia, mogą się to wydawać małe, nic nie znaczące sprawy. Ciągłość jakiś wydarzeń, sprawia, że oswajamy się z ich istnieniem, akceptując taki bieg zdarzeń, tracąc jakąkolwiek chęć uczynienia zmiany. Musimy mieć chęci i odwagę przeciwstawić stagnacji. Jeśli coś utrzymuje się jakiś czas, nie zmieniamy tego, wówczas pewne sprawy stają się naleciałością, której trudno na się wyzbyć przez to, że coś jest zbyt mocno przylgnęło do nas. Stagnacja usypia naszą czujność i wrażliwość wobec spraw toczących się w naszym życiu. By życie mi nie było obojętne… muszę utrzymywać pewną równowagę – stawiać sobie cele do zrealizowania i stale czegoś wymagać od siebie. Ciągła praca nad sobą przemienia efekty w postaci: akceptacji samego siebie; wzbudzenie chęci posiadania ważnych wartości; ukształtowana osobowość itp. Wiele spraw, sposobów na kształtowanie, leży przed nami i należałoby się tylko nimi posłużyć. Chęci, silna wola, zaangażowanie w sprawy osobiste i zawodowe to tylko niektóre cechy, które stale powinniśmy rozwijać i uskuteczniać ich działanie w codziennym życiu. Ostatnia rzecz, którą chciałbym uwypuklić, a co do której coraz mocniej się przekuję, to posiadanie osobistego celu – przesłania. Każdy z nas, w pozytywnym znaczeniu jest określoną odpowiedzialnością. Bogactwem osobistego życia jest styczność mojej osoby z innymi. Dzięki temu wzajemnie z innymi osobami ubogacamy swoje indywidualności, przekonując innych o własnym przesłaniu. Idąc przez życie w poszukiwaniu celu, ale z konkretnym przesłaniem, dla człowieka życie staje się domem, który z ochotą przyjmuję i z radością realizuje. By nie zobojętnieć wobec życia, musimy stale angażować się w naszą codzienność i wiernie wypełniać swoje osobiste przesłanie. Odkrywając wartość poszczególnych etapów i chwil naszego życia, człowiek z całym zaangażowaniem będzie strzegł tego, co w jego oczach jest rzeczywistą wartością Jeśli mamy problemy z odnalezieniem własnego przesłania, to starajmy się może jakąś sentencję, która nas będzie charakteryzowała, albo spójrzmy na naszą codzienność, na to, co co najlepiej wykonujemy i niech to właśnie będzie naszym osobistym torem życia, Zróbmy wszystko,, Abu nie zniszczyć swojego życia, które jest jedno. Jeśli coś już utraciliśmy postarajmy się odzyskać to, co dobre, a zło niech przed naszymi oczyma będzie przestrogą wobec kolejnych doświadczeń, rodzących się w naszej codzienności. Otoczmy z całą serdecznością w modlitwie nasze życie, jednocześnie pamiętając o o naszych bliskich. Niech modlitwa wspiera nasze myśli, pragnienia, a nade wszystko nasze postępowanie. Niech nasze życie rzeczywiście odzwierciedla słowa piosenki…
Panie, proszę spraw, aby życie mi nie było obojętne…
|
|
(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)