|
|
|
Jak akceptować samego siebie? |
|
1.
dlaczego nie lubimy własnego życia
- przejawy niezgody na życie
- pojednanie z samym sobą
- zburzyć mury
2.
Zgodzić się na życie
- źródłem zgody – Boża miłość
- zgodzić się, przyjąć to życie
Mdr 2,21-24 21b- bo własna złość ich zaślepiła 23b- uczynił go swej własnej wieczności - aidiotetos (wieczne trwanie) Fragment Księgi Mądrości (2,21-24) bardzo wyraźnie ukazuje osobiste dylematy człowieka. Żyjemy w świecie rozdarcia pomiędzy tym, czego niejako „wymaga świat”, a tym, co posiadamy. Człowiek czuje wewnętrzne rozterki szczególnie wtedy, kiedy ambicje przerastają jego możliwość. Popada w skrajny osąd siebie, świata, ludzi go otaczających. Subiektywne osądy siebie, świata powodują bardzo konkretne braki w życiu człowieka. Żyjemy normalnie, ale mimo wszystko gdzieś na dnie serca nosimy w sobie głębokie niezadowolenie z życia. Stosujemy ogromne pozory w życiu względem siebie i osób nas otaczających. Zgadzamy się na siebie, lecz jest to zgoda pozorna. Obawa, że życie domagać się będzie wznawia naszych braków i ograniczeń nie chcemy się zgodzić na nasze życie do końca. Pozory życia są przykrywką całkowitej prawdy o nas. Boimy się ukazać swoje jakiekolwiek braki, ponieważ mamy dziwne przekonanie, że jak komuś to się nie spodoba, to odrzucą nas. Próbujemy ukryć sami przed sobą- a także przed innymi- bolesne przeczucie, iż tak naprawdę nie zasługujemy na miłość. Nie pragniemy prawdy o nas, uzdrowienia wewnętrznego, lecz pragniemy siebie dostosować do naszego pojmowania rzeczywistości. Zachowania obronne, które człowiek wytwarza podzielić możemy na 2 grupy : 1)zaskarbienie sobie cudzej miłości i szacunku 2) zminimalizowanie bólu płynącego z przekonania o własnej bezwartościowości. „Dość ciekawym” przykładem postępowania człowieka, pozornego zachowania, jest NAŚLADOWNICTWO 1= Człowiek, który nie zna siebie i nie ceni własnej osoby ma skłonność do całkowitego utożsamiania się z kimś, kogo podziwia i adoruje. Naśladownictwo w tym przypadku jest prymitywna formą wzbogacenia swojej osobowości; w tym wymiarze poszukiwanie cudzej wartości życia- by poczuć się tak jak ta osoba- akceptowaną. Tego typu naśladownictwo zawsze łączy się z rezygnacją i odpowiedzialnością za własne życie i z bycia sobą. 2= kolejnym konkretnym przykładem nie akceptacji siebie jest ucieczka w samotność. Człowiek z wielkimi kompleksami niższości i jednoczesnym lękiem przed ludźmi obawia się zwykle spotkań z innymi, ponieważ one mogłyby zakwestionować jego dotychczasowy sposób oceny i działania. Aby nie doznać bólu odrzucenia „samotnik” zwykle sam ucieka od innych. Czasami „ samotnicy” posiadają nawet wiele zewnętrznych kontaktów. Wszystkie one są jednak zwykle nacechowane taką nieufnością: zamknięciem, iż ludzie ci pomimo wielu spotkań z innymi pozostają wewnętrznie głęboko osamotnieni. Zgoda na życie wymaga wielkiej świadomości siebie, wymaga uczciwości, wymaga prawdy, wymaga ofiary. Zgoda na życie wymaga najpierw wyrzeczenia się oszukiwania siebie, domaga się zdemaskowania fałszu. Wyrażenie zgody na własne życie domaga się prawdy o naszym życiu. Człowiek winien dobrze wiedzieć, na co się ma zgodzić. Pojednanie z samym sobą Brak pojednania z samym sobą wypływa z buntowniczej ludzkiej natury. Buntujemy się przeciwko temu, że mamy takich, a nie innych rodziców, przeciwko naszemu statusowi społecznemu, naszemu wychowaniu, że nasze życiowe marzenia nie dały się zrealizować, że mamy trudno, że nie spotkaliśmy ukochanej osoby, nie mamy przyjaciół, że w dzieciństwie doznaliśmy urazów. Swoim nieustannym protestem i swoim ustawicznym oskarżaniem negujemy w końcu samo życie. Wniknąć w pojednanie z sobą oznacza najpierw pogodzenie się z własną historią. Czas narodzin i kształtowania życia nas samych przyniósł wiele negatywnych doświadczeń nie istnieje jakiś czas idealny, w którym moglibyśmy przyjść na świat. Swego dzieciństwa nie możemy sobie wybrać, ale konieczne jest uświadomienie sobie, że każda rana może zostać uleczona. Tylko wtedy, kiedy będziemy gotowi pogodzić się również z naszymi ranami, mogę się one zmienić- dokonać „przemiany nas w perły”. By uczynić przemianę trzeba rozpocząć proces. Pogodzenie się z ranami wymaga najpierw dopuszczenia do świadomości bólu oraz złość wobec tych, którzy mnie zranili. Pogodzenie się z mymi ranami, oznacza zarazem, że tym , którzy mnie zranili przebaczam. Bez przebaczenia nie jest możliwe pogodzenie się z historią mojego życia. Proces przemiany i pojednania z samym sobą polega na ciągłym wyrażeniu zgody na wszystko, co w nas jest. Pojednać się z sobą to wg. C. G. Junga - zaakceptować siebie samego, znaczy pogodzić się ze swoim cieniem. Cieniem w naszym życiu jest to, czego nie dopuściliśmy do siebie, co wykluczyliśmy z życia, ponieważ nie odpowiadało naszemu wyobrażeniu o nas samych. Zaniedbana część zostaje potem zepchnięta w cień. Te zepchnięte rzeczywistości powodują , że wciąż na różny sposób wracamy do tego, co nie zostało w nas zamknięte- zakończone. Zepchnięcie w cień powoduje tylko tymczasowe stłumienia wręcz pozorne. Prędzej czy później cień wypływa na zewnątrz i objawia się krzywdą. Są w nas różne tęsknoty, duchowe, ale są też obszary bezbożne, które bynajmniej nie chcą być inne. Kto nie stawia czoła własnemu cieniowi, tzn. rzutuje go nieświadomie na innych. Przyjąć swój cień, to nie znaczy po prostu zgodzić się z nim żyć, lecz najpierw przyznać się przed sobą, że on istnieje. Zburzyć mury Idealizacja prawdy o życiu, nie przyznanie się do swego własnego człowieczeństwa odgrodzi człowieka nieprzeniknionym murem od żywego poczucia, że jest człowiekiem wśród ludzi. Zatem prawdziwa akceptacja siebie, życia i ludzi polegać będzie na stanowczym burzeniu murów, które powstały. Potrzeba miejsca, w którym człowiek będzie mógł wyznać swoje wady i słabości, i pomówić o swojej winie i poczuciu winy. Miejscem takiego uwolnienia wewnętrznego dla człowieka wierzącego jest konfesjonał. To nie miejsce oskarżania siebie, lecz to miejsce zrzucania z siebie lęku towarzyszącemu przy odkrywaniu przed kimś własnych przewinień. Człowiek wręcz aż do perfekcji opanował sztukę kamuflażu. Przyjmuje „wiele postaci” by całkowicie ukryć swoje życie i prawdę o nim. Człowiek to twierdza, która w niektórych przypadkach jest trudna do otwarcia (zdobycia).Człowiek szczelnie zamyka się, by nikt niepowołany nie wtargnął w najbardziej osłabione miejsca. Zburzenie murów polegać będzie na ukonkretnieniu własnego życia. Każda sfera naszego życia wymaga harmonijnego ukształtowania zżycia się wszelkich płaszczyzn człowieka. Zburzenie murów, otwarcie choćby małej furtki pozwoli innym ludziom na dotarcie do natury naszego wnętrza, co niekoniecznie musi zburzyć istniejącą warownię. Życie człowieka powinno być twierdzą, ale zasad moralnych, wartości chrześcijańskich, własnych zasad nie może jednak być twierdzą - ucieczką, do której nikt nie ma wstępu. Zasada miłości podpowiada, że każdy powinien postępować troszcząc się o drugiego, a nie natarczywie naruszać „prywatność twierdzy”. Człowiek stanie się bardziej realny, bliski, gdy pozwoli choć odrobinę wejść w swoje wnętrze. Zgodzić się na życie Jesteśmy odpowiedzialni za nasze dorosłe, obecne życie. Trzymamy więc w ręku nasz los, decyzje chwili obecnej. Nasza przeszłość wywiera na nas wpływ, to jednak nas nie determinuje. Możemy nauczyć się kochać siebie i kochać innych z naszą przeszłością. Możemy w pełni pogodzić się ze swoim życiem. Możemy przeżyć je w sposób twórczy. Patrzę na swoje życie, rozważam je, układankę staram się złożyć w jedną całość. Używam swojego życia jako szkoły doświadczeń, które pojawiając się w moim życiu mają zasadniczo jeden cel-nauczyć mnie żyć, udoskonalić życie i zgadzać się z tym, co tworzy życie. Najtrudniejszym elementem zagrażającym zgodę na swoje życie- jest pojawiające się wraz z sytuacjami cierpienie. Warto jednak odnaleźć sens dotykającego nas cierpienia. Zgodzić się na własne życie, to zrozumieć sens spotykających mnie cierpień, bólów. Dobro i piękno ludzkiego życia przychodzi zawsze przez trud i cierpienie. Dobro musi być zawsze w jakiś sposób okupione ofiarą. W życiu nie chodzi o to, aby umyślnie zadawać sobie ból, znosić go, lecz o to, by to co, nas w życiu spotka umiejętnie wykorzystać. Zgoda na życie nie będzie tylko prostym przyjęciem tego, co mnie spotkało, lecz głębokim wykorzystaniem wszystkich doświadczeń. Zgodzić się na życie i odkryć jego sens, smak i radość (także pośród trudu życia), albo będziemy trwać w tępym buncie przeklinając nasze życie. Człowieka tworzy wiele wymiarów, w których w każdej chwili dokonuje się reforma kształtowania siebie. Zgoda na życie domaga się „tak” (zgody) we wszystkich wymiarach. Wtedy, gdy w jednym wymiarze będzie „tak”, a w innych „nie” pojawi się katastroficzna w skutkach niespójność , która stanie się źródłem rozbijania się. Pełna akceptacja siebie, zgoda w każdym wymiarze odsłania nam, jak niezwykłe istnieją w nas pokłady energii. Dzięki tym pokładom nasze życie możemy uczynić twórczym i ciekawym. Wielu z nas zgodzi się na swoje życie, gdyż intuicyjnie, czujemy, że jesteśmy do tego zdolni. Wielu z nas po prostu znudzonych nieakceptacją siebie zapragnie uczynić jakąś radykalną zmianę, aby przynajmniej było ciekawiej: musimy doświadczyć i przekonać się, że nosimy w sobie, choć często nieświadomie, głębokie przekonanie, iż nasze życie- choć bywa trudne i bolesne- jest sensowne i celowe. Otwarcie się na drugiego człowieka, przyjaźń, miłość mogą ugruntować w nas to przekonanie, że jestem dla kogoś, jestem komuś potrzebny, albo, że ktoś dla mnie jest potrzebny. Starym i dość znanym obrazem współzależności ludzi jest obraz alpinistów wspinających się na szczyt. Wszyscy powiązani linami wspinają się na szczyt, jeśli jedna osoba odpada od ściany ( w … przepaść rozpaczy, agresji, nałogów, samobójstwa)pociąga tym samym za sobą innych. Niezgoda na własne życie niezależnie od tego, jaką formę przybiera, jest skierowana nie tylko przeciwko własnemu życiu, a także przeciwko życiu innych. W książce J. Augustyna SJ- „ Jak zgadzać się na własne życie” możemy znaleźć punkty, które ukazują konkretne warunki, których domaga się od nas zgoda na życie: 1) szukanie celu i sensu życia Nie można zgodzić się na życie „byle jakie”, pozbawione sensu i celu. Musimy rozwijać wiele „przejawów życia”. Musimy poszukiwać płaszczyzny scalające nasze wszystkie przejawy. Aby zgodzić się na własne życie trzeba odkryć życie duchowe jako płaszczyznę integrującą, scalającą wszystkie przejawy życia. 2)determinacja emocjonalna i duchowa Wyraża się ona poprzez odwagę, wytrwałość, wierność. Na swoje życie zgodzi się tylko ten człowiek, któremu naprawdę zależy, człowiek, który nie boi się zerwać z siebie jakichkolwiek objawów pozorów. 3)twórcza postawa wobec życia Chodzi tu o twórczość zarówno duchową, emocjonalną jak i intelektualną. W prawdziwej zgodzie na życie nie ma ucieczki, rezygnacji, wycofania się z życia. Zgoda na życie nie może być nigdy odtwarzaniem „cudzego” życia w moim życiu, ale jest szukaniem sposobu realizacji MOJEGO życia. Nie możemy powtarzać cudzych wzorów, ponieważ sami mamy niepowtarzalny, piękny charakter. Aby odnaleźć sposób realizacji mojego życia trzeba nawiązać dialog z własnym życiem, z historią swego życia. 4) transcendencja siebie- przekraczanie swoich ograniczeń Doświadczenie dorastania jest uświadomieniem sobie ciągłego umierania. Przemijalność naszego życia poddaje nam świadomość, że wszystko może mieć dzięki mojemu życiu o wiele głębszy wymiar. Patrzeć szerzej i głębiej, by dostrzegać sercem, to co dla moich oczu jest niewidoczne. 5) obecność drugiego człowieka Zamknięcie w sobie, uciekanie od ludzi jest przejawem ucieczki od życia. Bywają w życiu takie sytuacje, które bardzo trudno przyjąć bez obecności drugiego człowieka. Zgoda na życie domaga się także samotności, która nie jest ucieczką, lecz szukaniem warunków dla wewnętrznego myślenia i pogłębionej refleksji nad sobą. 6)ćwiczenia, treningi- śmierć Zgoda na życie to proces trwający przez całe życie. Najwyższą formą zgody jest zgoda na własną śmierć, która niesie za sobą życie przekraczające próg śmierci. Nie jest to ucieczka od istoty życia, ale zmierzanie do jego centrum. Aidiotetos (wieczne trwanie) w miłości Boga Już powinniśmy to zrozumieć, ale przypomnę, że zgoda na życie jest procesem, który trzeba nieustannie podejmować. Codziennie stajemy w różnych, nieprzewidzianych sytuacjach, które domagają się odpowiedzi z naszej strony. Naszą wewnętrzną wartość może potwierdzić doświadczenie miłości. To doświadczenie może nas przekonać o wartości życia i może nas obdarzyć siłą potrzebną do tego, aby przyjąć całe nasze życie. Przyjęcie swojego życia jest niemożliwe bez doświadczenia miłości ze strony kogoś prawdziwie nas kochającego. Nosimy w sercu nienasycone pragnienie akceptacji i miłości. Stąd rodzi się w nas przekonanie, że musi gdzieś istnieć ktoś, kto przyjmie nas bez zastrzeżeń i zaspokoi nasze ogromne pragnienie bycia kochanym. Tym Kimś, za kim tęsknimy i od którego możemy doświadczyć prawdziwej miłości jest Bóg. Nasze pragnienie Boga jest uzasadnione, bo Miłość Boga „zawiera” w sobie wszystkie rodzaje miłości ziemskiej. Jest ojcowska, macierzyńska, oblubieńcza, narzeczeńska i małżeńska, przyjacielska. Przekracza ona równocześnie wszelkie ludzkie rozumienie miłości, jest większa niż miłość jakiejkolwiek istoty na ziemi. Przyjęcie miłości Boga jest pewnego rodzaju „spotkaniem” z Nim. Istotą spotkania z Bogiem- tak jak każdego innego spotkania- jest nawiązanie osobowej relacji. Spotkanie z Bogiem jest czasem i miejscem, kiedy wyrażamy zgodę zapraszając Boga do „ingerencji” w nasze życie. „ Zaproszony” do naszego życia Jezus stopniowo dokonuje w nas wewnętrznego uzdrowienia. Uczy nas poprzez MIŁOŚĆ akceptację siebie i zgody na swoje życie. Przyjęcie Jezusa musi stać się postawą życiową. Otwieranie się na miłość Boga, nawiązanie z Nim osobowego kontaktu wprowadzi nas na drogę wiodącą ku pełniejszej akceptacji życia.
|
|
menu główne
|
||
(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)