»strona główna

 

 

 

 

Archaizm czy dobra „metoda” uzdrowienia wewnętrznego.

 

 

                KKK 1446  - „Chrystus ustanowił sakrament pokuty dla wszystkich grzeszników w Kościele, a przede wszystkim dla tych, którzy po chrzcie popełnili grzech ciężki i w ten sposób utracili łaskę chrztu oraz zadali ranę komunii kościelnej. Sakrament pokuty daje im nową możliwość nawrócenia się i odzyskania łaski usprawiedliwienia. Ojcowie Kościoła przedstawiają ten sakrament jako "drugą deskę (ratunku) po rozbiciu, jakim jest utrata łaski"

                Możemy znaleźć wiele ciekawych artykułów poświęconych spowiedzi. Dlatego nie chcę pisać o samym sakramencie, lecz nade wszystko o częstych błędach osób spowiadających się. Chcę podkreślić kilka ogólnych błędów, które wynikają często z nieświadomości, albo z niezrozumienia. Dla niektórych być może będzie to mało pomocne, ale ufam, że mimo wszystko odkryjecie coś w przeżywaniu tego sakramentu, co powinno ulec zmianie.

                Stosunkowo w porównaniu do pozostałych sakramentów świętych, sakrament pojednania stwarza najwięcej komplikacji. Człowiek współczesny boi się i wstydzi przyznawać do popełnionych błędów, a jednocześnie na tyle komuś zawierzyć, aby ta druga osoba go poprowadziła. W moim wyobrażeniu sakrament pojednania, jest sztuką wzajemnego towarzyszenia sobie: księdza i osoby spowiadającej się (penitenta). Niektóre osoby bojąc się konfrontacji ze swoim wnętrzem, własną grzesznością. Przyznanie się do własnej grzeszności niczemu nie uwłacza, nie stawia nas na gorszej, przegranej pozycji, nie niweluje szans poprawy. Wręcz przeciwnie uznanie swojej obecnej sytuacji pozwala nam stanąć w opozycji wobec zła, stawiając konkretne wnioski i uznając propozycje służące naszej przemianie. Sakrament pojednania jest momentem uznania własnej grzeszności, a zarazem momentem zwrotnym – przemiany. Często przywiązujemy wagę do zewnętrznej sfery naszego życia, gdyż wydaje nam się, że to co bardziej widoczne jest ważniejsze, gdyż to właśnie jest świadectwem o naszym życiu. Ewangelista Mateusz ujmuje to w ten sposób: „Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta” (por. 23,26). Zwierciadłem naszej zewnętrznej postawy jest dusza, która stanowi autentyczne źródło dla naszego życia. Dlatego z całym przekonaniem możemy stwierdzić, że sakrament pojednania jest kluczem do życia zgodnego z wolą Bożą, czyli jedynego – prawdziwego życia.

                Droga istotnych przemian w naszym życiu zaczyna się w naszym wnętrzu, które musimy odnieść do Boga, który pozwoli nam odkryć pierwotne piękno i dobro w nas istniejące. Sakrament pojednania to na pierwszym miejscu doświadczenie miłości miłosiernej Boga, a na drugim miejscu jako owoc tej miłości, odzyskanie własnej godności i wolności, która kieruje nas ku ulepszeniu obecnej sytuacji w naszym życiu. Często nie zdajemy sobie sprawy z powagi tego sakramentu i przez to czynimy wiele błędów takich jak np.: zbyt rzadka, albo zbyt częsta spowiedź; przychodząc do spowiedzi nie wiemy z czego się spowiadać; często traktujemy ten sakrament jako okazję zwierzenia się z życiowych sytuacji; nie oczekujemy Bożego przebaczenia, lecz sami się usprawiedliwiamy; nie odkrywamy, że spowiedź jest jednym z wielu etapów przemiany zewnętrznej i wewnętrznej przemiany. To bardzo ogólnie skojarzone przeze mnie problemy, czy też błędy, które popełnia człowiek w trakcie spowiedzi. Chciałbym je teraz szczegółowo omówić, z mojego punktu widzenia – jako księdza, który jako spowiednik widzi pewne rzeczy inaczej.

Częstotliwość spowiedzi

                Widzę w postawie spowiadających się dwie skrajności: zbyt rzadko i zbyt często się spowiadają. Może na początek dziwnie to brzmi, lecz te dwie postawy tak od siebie odległe mają różne źródła swego istnienia. Choć trudno jest określić konkretny czas pomiędzy spowiedziami, to dobór częstotliwości musi być uwzględniać  częstotliwość popełniania grzechów oraz formację. Oczywiście częstotliwość jest dla każdego człowieka sprawą bardzo indywidualną, lecz trzeba również pamiętać o normalnych powodach takich jak np.: jaki okres czasu jesteśmy wstanie pamiętać i z niego uczynić rachunek sumienia; częstotliwość popadania w jakieś grzechy; grzech, do których jesteśmy zbyt przywiązani. Jak sami widzicie sakrament pojednania potrzebuje szczególnego daru rozeznania. Na każdym kroku towarzyszą nam jakieś czynniki, które być może przynaglają nas do kolejnej spowiedzi, albo ją opóźniają. Spójrzmy na te dwie skrajności bardziej szczegółowo.

- zbyt rzadko

                Powodem takiej postawy często jest brak rozwiniętego aparatu, jakim jest sumienie – jest ono zbyt szerokie i nie dostrzega pewnych sytuacji, jako grzechu. Dlatego człowiek wewnętrznie nie odczuwa potrzeby pójścia do spowiedzi i z tego tytułu często osoba o takim sumieniu spowiada się z „przymusu świątecznej spowiedzi – przed Bożym narodzeniem, albo przed Triduum Paschalnym”. Z takich spowiedzi trudno też o wielkie owoce, gdyż często jest to wypowiedzenie rok rocznie tych samych, bardzo ogólnych grzechów, które się pamięta, albo które wypowiadają te osoby z przyzwyczajenia.

Kolejnym powodem rzadkich spowiedzi jest lęk przed tym momentem – kotłują się w nas myśli: „co ksiądz sobie o nas pomyśli, jak zareaguje itd.” Często taki sposób podejścia do spowiedzi sprawia, że spowiedź jest spychana na całkowicie dalszy plan, przez co niekiedy niektóre osoby wracają do kolejnej spowiedzi po bardzo długim okresie (miałem taką osobę, która z takich właśnie względów po 50 latach odważyła się pójść do spowiedzi).

Trzecim powodem takiej postawy jest martwota życia religijnego. Są to często osoby, które nie uczęszczają na Mszę św., ani niedzielne, Anie świąteczne, nie odczuwają potrzeby codziennej modlitwy, a chrześcijaństwo uważają za coś co odziedziczyli po rodzicach, ale ich to w gruncie rzeczy nie interesuje. Bardzo często niestety takie osoby spotykam przy okazji spowiedzi z okazji śmierci kogoś bliskiego, albo jest to „mus – spowiedź przedślubna”.

Moja osobista rada dl tych, którym zależy na tym sakramencie – ustalić sobie stały okres pomiędzy spowiedziami (np. 1 piątek miesiąca, albo sobota, raz na 2 miesiące, czy na 3). Kościół w przykazaniach kościelnych mówi o minimum – czyli jednym razie przy okazji świąt wielkanocnych.

- zbyt często

                Tu często sytuacja jest wręcz odwrotna do tego, co omawiałem w „zbyt rzadka spowiedź”. Sumienie człowieka staje się bardzo skrupulatne i męczą takiego człowieka nawet „najmniejsze z popełnionych grzechów”. Taki człowiek to „religijny pedant”. Zbyt krytyczne ocenianie swojej osoby może sprawić, że człowiek minie się z prawdziwym sensem sakramentu pojednania. Bardziej takiemu człowiekowi będzie zależało na komforcie psychicznym niż na pojednaniu z Bogiem. Przy okazji takiej postawy zdarza się często tak, że człowiek idący do spowiedzi nie wierzy w Boże przebaczenie i dlatego sam sobie również nie jest wstanie przebaczyć. Zbyt szczegółowe sumienie sprawi, że nawet najmniejsze potknięcie będzie urastało do wielkiego grzechu, wykroczenia przeciwko ludzkości.

Niekiedy można spotkać się w konfesjonale z ludźmi, którzy chcą udowodnić wszystkim, że są najbardziej pobożnymi ludźmi na świecie i stąd ich częste korzystanie z tego sakramentu. Postawa ta rodzi się na fundamencie pychy i narcyzmu duchowego. Takich ludzi można szybko rozpoznać po postawie – oni wiedzą najlepiej, ksiądz im nie pomoże, oni sami wiedzą jak sobie poradzić, a nauka księdza jest zbyteczna, bo oni sobie już wszystko poukładali i zaplanowali.

                Trzecie postawa, moim zdaniem najczęstsza – to „myjnia samochodowa”. Tacy ludzie, podchodzą do spowiedzi z nastawieniem – „nagrzeszyłem i tak będę to robić, ale pójdę do spowiedzi”. Odczuwam to często w takich osobach przez sposób nastawienia wobec grzechów i tego jak starają się zwalczyć w sobie skłonność do grzechu. Nie chodzi mi o to, że nie potrafią znaleźć drogi rozwiązania takiej, czy innej sytuacji, lecz niechęć wobec jakichkolwiek zmian obecnego stanu. Są to najczęściej osoby o notorycznych skłonnościach do grzechu, którego sami nie uznają ani za zło, ani za coś, czego należy się wystrzegać.

                Ostatnią sprawą, którą kojarzę, a jest błędną motywacją, która skłania do pójścia do spowiedzi jest dewotyzm, albo inaczej nazywając „hipochondria duchowa”. Przesadne wyobrażenie pewnych kwestii duchowo-religijnych może wprowadzić człowieka w złe wyobrażenie o faktycznym stanie duchowym. Człowiek może sobie ubzdurać, że jest „mistykiem, albo świętym, a jego codzienność jest tylko naśladownictwem kogoś. Zaburzenia własnej osobowości duchowej może stać się próbą wymuszenia na Bogu większych darów. W takich sytuacjach wyczuwa się brak racjonalnego patrzenia na świat i bezdyskusyjny brak pokory.

Nie mam z czego się spowiadać.

                Mamy skłonność do pośpiechu, nawet jeśli chodzi o przygotowanie do przeżycia sakramentu pojednania. Zbytni pośpiech odbiera możliwość odpowiedniego przygotowania i przeżycia tego sakramentu. Minimalizowanie, albo opuszczanie poszczególnych warunków dobrej spowiedzi powodują, że za każdym razem ograniczamy ewentualnie owoce, które Bóg pragnie wlać w nasze serce podczas tego wydarzenia. Często przygotowując się do spowiedzi nie przykładamy się do uczynienia szczegółowego rachunku sumienia. Tak zwana spowiedź z pędu – wchodzimy do kościoła i nagle odczuwamy potrzebę pójścia do spowiedzi, albo korzystamy z okazji, bo nie ma kolejki do spowiedzi. Taka spowiedź, często bez rachunku sumienia, staje się nachalnym powracaniem do grzechów, które szybko przyjdą nam na myśl. Niestety w takim wyobrażeniu wobec tego sakramentu nie widzi rozwoju, a na pewno nie można dopatrzyć się procesu wzrostu duchowego.

                Czynienie rachunku sumienia, prawidłowe przeprowadzenie go może przyczynić się do prawidłowego rozwoju sumienia, które jako narzędzie pozwala nam dojść do prawidłowego i ciągłego realizowania i osiągania dobra. Brak odpowiedniego przygotowania do spowiedzi sprawi, że nie będziemy odczuwać różnicy pomiędzy dobrem, a złem, może jedynie w sytuacjach bardzo skrajnych. Uśpione sumienie, brak norm moralnych, którymi człowiek powinien normalnie się posługiwać, przyczynia się do tego, że człowiek pomimo tego, że chce przystąpić nie wie o czym ma mówić. Problem często jest również rodzaj rachunku sumienia. Powinniśmy mieć swój rachunek sumienia, w którym będziemy aktualizowali pytania, które sobie w nim stawiamy. Powinien doskonalić się i dojrzewać podobnie jak nasz stan fizyczny i psychiczny. Kształtując rozsądnie swoją wiarę musimy budować ją na czystym, dobrze ukształtowanym sumieniu. Musimy mieć świadomość własnej grzeszności i konsekwencji grzechów, gdyż wtedy łatwiej będzie nam odnaleźć konkretną motywację do tego, aby walczyć o dobro z rzeczywistością, która czasami nam nie sprzyja.

                Częstym błędem w czynieniu rachunku sumienia jest niepogłębiona refleksja nad pytaniami, które sobie stawiamy. Pobieżne odprawienie rachunku sumienia spłyca całą naszą szczerość wobec Boga, czy też ludzi będących obecnych w naszym życiu. Odpowiednio ukształtowane sumienie wpływa na naszą duszę, która tęskni za bliskością Boga i odkrywanie Jego obecności w naszym życiu. Klemens Aleksandryjski tak nas zachęca: „czyńmy pokutę i nawróćmy się z niewiedzy Lu poznaniu, z głupoty ku mądrości, z rozwiązłości ku opanowaniu, z niesprawiedliwości ku sprawiedliwości, z bezbożności ku Bogu. Piękna ta odwaga być zbiegiem ku Bogu”. Rachunek sumienia przemienia człowieka w poszukiwacza dobra; w osobę, która coraz staranniej pragnie żyć dobrem, odkrywając coraz to nowe możliwości jego czynienia. Doświadczenie własnej grzeszności, na podstawie przeprowadzenia rachunku sumienia, wzbudzi w nas nadzieję na przemianę, która dokona się przy udziale łaski Bożej.

Nie Boże przebaczenie ale okazja do wygadania się.

                Precyzowanie słów, uwypuklenie swojej sprawy, wyznanie grzechów to konieczność dobrej spowiedzi, gdyż wtedy nasz spowiednik może jakąś sprawę ujrzeć „w całej okazałości”. Trudno to wywnioskować skąd się bierze taka tendencja, a mianowicie – płomienne i bardzo twórcze opowiadanie o sobie, albo o wszystkich sytuacjach i ludziach tylko nie o swoich rzeczach. Mam wrażenie, że często takie postępowanie wynika z nieodpowiedniego przygotowania się do spowiedzi, albo chęć zbyt przesadnego ukazania kontekstu własnego grzechu. Może to spowodować rozmycie świadomości własnej grzeszności i pojęcia czym jest grzech. Kierowanie się tylko chęcią pogadania ze spowiednikiem wypatrzy ten sakrament i pozbawi go najważniejszej części, a mianowicie Bożego przebaczenia. Spotkanie z miłosiernym Bogiem wymaga prawdy. Człowiek musi stanąć przed własną grzesznością, by Bóg mógł ją faktycznie uzdrowić. Spontaniczne historie, które niekiedy słyszę w konfesjonale mają znaczenie jeśli dzięki nim jestem wstanie zrozumieć błąd, który popełniła ta osoba. Natomiast jeśli ciągłe opowiadania o swoim życiu nie ukazuje grzechów, lecz naszą – trudną codzienność, to mogę jedynie współczuć, podpowiedzieć jakieś rozwiązania, ale co z miłością przebaczającą. Niekiedy spowiadając ludzi zastanawiam się za co mam udzielić im rozgrzeszenia – czyżby za to, że żyją?

                Przypowieść o „Synu Marnotrawnym” jest jakby ikoną spowiedzi – odkrycie grzechu, pokora, postanowienie poprawy, pokuta... Te charakterystyczne elementy dobrej spowiedzi, jawią się również w tej przypowieści jako drogowskazy wiodące człowieka do doświadczenia prawdziwej Bożej miłości. Warto, abyśmy od czasu do czasu, za nim przystąpimy do spowiedzi, przeczytali i rozważyli ten fragment biblijny. (por. Łk 15,11-32)

                Czasami chcemy przegadać księdza nas spowiadającego, jakbyśmy sami chcieli udzielić sobie owoców tego sakramentu. Ksiądz – mocą udzielonego mu sakramentu kapłaństwa ma prawo udzielić bądź też nie, rozgrzeszenia. Pokora to nie naiwne wstrzymanie oddechu i wysłuchanie tego, co ksiądz ma do powiedzenia. Może być to dialog, jednak uzasadniony on będzie wtedy, gdy szczerze będziemy szukali spójność ze słowami księdza i możliwości rozwiązania własnych kłopotów z jakimś grzechem. Jeśli pragniemy tylko zrzucić z siebie ciężar grzechu, bo nas w danym momencie uwiera, a nie ma w nas pragnienia szczerej poprawy spowiedzi. Może być potraktowana jak jakiś seans psychologiczny, a do takiej roli sakramentu spowiedzi sprowadzić nie możemy.

                Spowiedź ma za zadania wzbudzić w człowieku pragnienie walki ze złem. Proces kształtowania duszy będzie owocny wówczas, gdy przyjmiemy spowiedź jako faktycznie sakrament Bożego przebaczenia. To wszystko co nam towarzyszy przed i w trakcie spowiedzi powinno budować nasze głębokie zaufanie względem Bożej miłości. Musimy zrozumieć i uznać fakt, że Bóg wie o nas wszystko i niczego przed Nim nie ukryjemy! Zbytnia gadatliwość w trakcie spowiedzi może wejść w rutynę ciągłego, wybielania swojego grzechu i usprawiedliwiania się przed księdzem, sobą – życiem i postawą innych ludzi.

Sami się usprawiedliwiamy i przebaczamy sobie.

                Wynika ta postawa często z poprzedniej części mojego rozważania. W zbyt przesadnej gadatliwości człowiek często wynajduje usprawiedliwienie samego siebie. W wielu spowiedziach, powtarzające się grzechy, mają za sobą całą historię, usprawiedliwienia, które są bardzo banalne, ale tako mocno wrosły w myśl człowieka, iż sądzi, że to wystarczy. Spowiedź jest jednym z wielu, ale najistotniejszym źródłem obiektywizacji prawdy o sobie. To fakt, że często znamy się bardzo dobrze, ale złożenie w czyjeś (kapłana) ręce swojego duchowego i fizycznego życia może ukazać nam inne perspektywy tej samej sprawy. Stanięcie w prawdzie przed Bogiem daje nam szansę pogłębienia świadomości o sobie samym i uzdrowienie się przy pomocy łaski Bożej ofiarowanej nam przez sakramenty.

                Samousprawiedliwienie się jest objawem braku ufności i prawdziwej wiary w miłosierdzie Boże. ta postawa, to zabawa w boga, który sam o sobie decyduje, wyznacza zasady innym, ale nie sobie, czyni się kosztem sytuacji i innych ludzi, szczęśliwym. Sakrament pojednania czyni nas wewnętrznie bogatymi w doświadczenie bycia kochanym przez Boga. Uświadamiając sobie tą prawdę człowiek pragnie wzbić się na szczyt swoich możliwości kochania. Sakrament pojednania jest odzyskaniem wolności od grzechu i zdobyciem nadziei, która jest źródłem dalszego postępowania w dobrym, które jest naszym najgłębszym pragnieniem.

                Bóg ma jedynie władzę usprawiedliwiania! Gdy zawierzymy Bożemu miłosierdziu, Bóg staje się dla nas pragnieniem, którym chcemy się nasycić. Dlatego nawet w słowach musimy odznaczać się pokorą, która pozwoli nam przyjąć Boga w pełni. Kiedy postawimy się w miejscu Boga nie uzyskamy żadnych darów i pozostaniemy w tej samej sytuacji, w której byliśmy. Trudno będzie nam odbić się od dna, gdy będziemy liczyć tylko na własne możliwości. Przegadać Boga w sakramencie pojednania, to zagłuszyć Jego prawdę, miłość i nadzieję. To w gruncie rzeczy odłączyć się od źródła naszego życia i pozostać w ciemnościach.

                Przyznanie się do własnej grzeszności to nie atakowanie własnej osobowości i bez podstawne obwinianie, lecz dążenie do prawdy. To, co już przedstawiała myśl ewangelisty Mateusza (por. 23,26), dążenie do uznania własnej grzeszności jest dążeniem do wolności. Prawdziwie może kochać Boga i siebie, i innych ludzi ten, który uznaje prawdę o swoim obecnym stanie.

                Usprawiedliwianie siebie doprowadzi każdego człowieka do zachwiania w sobie wszelkich norm moralnych i pozbawi się umiejętności słusznego rozeznania co jest dobre, a co złe. Zagłuszenie sumienia jest najczęstszą przyczyną rezygnacji z sakramentu spowiedzi oraz letniości religijnej. Musimy przekonać się do tego, że gdy widzę swoje grzechy mogę coś jednak zmienić, poprawić w sobie,. Jeśli będę się usprawiedliwiał to przymknę oczy na moje życie i tych którzy są wokół mnie. Nasze życie staje się coraz bardziej płytkie ze względu na nasz stosunek wobec daru jakim jest życie.

                Idąc do spowiedzi muszę uczynić się pustym. Zrobić w sobie miejsce na słowa, które wypowie do mnie przez kapłana sam Bóg. muszę mieć odwagę powierzyć swoje sprawy komuś, kto jeśli mi doraźnie nie pomoże to przynajmniej wręczy mi szczególny dar – błogosławieństwo Boże. Sakrament pojednania to czas i miejsce, kiedy czujemy się dotknięci przez Boga, który mimo naszych grzechów wciąż nas kocha. Bądźmy naczyniami Bożego miłosierdzia, którego nikt ani nic w nas nie zagłuszy.

Etapy przemiany zewnętrznej i wewnętrznej. 

                Powracam po raz kolejny do myśli ewangelisty Mateusza: „Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta” (por. Mt 23,26). Samo mycie naczynia jest jakimś procesem w całokształcie zadań domu. Również w życiu człowieka wzrost duchowy i przemiana fizyczna jest procesem tworzącym się etapami w całokształcie procesów tworzących życie. Dla mnie spowiedź jest wzrostem życia i znajduje w nim trzy główne etapy: przygotowanie – rozpoznanie życia i siebie; szczyt – konfrontacja z Prawdą; praca – wnoszenie w codzienność owoców ofiarowanych mi przez Boga. Odniesienie swojeo życia, czy tylko jejdnej z wielu, ale jakże ważnych części – jaką jest sakrament spowiedzi, bardzo mocno wpływa na naszą przemianę i stan naszego życia! Dbałość o wewnętrzną stronę kubka – a więc o nasze wnętrze – duchowość, może bardzo skutecznie posłużyć nam do przemiany również zewnętrznej postawy naszego życia. Jeśli nie będziemy współpracowali z łaską sakramentu pojednania, trudno nam będzie dokonać wewnętrznej przemiany. Sakrament ten ma ogromne oddziaływanie na nasze wnętrze i jeśli odpowiednio go realizujemy przyczynia się do uszlachetnienia całego naszego życia. Sakrament pojednania rzuca światło w nasze wnętrze i na całe nasze życie, ukazując nam horyzont Dobra, który jesteśmy wstanie osiągnąć, podążając drogą doskonałości. Zarówno to codzienne życie, jak również to duchowe, posiada okresy obwarowane pewnymi elementami normującymi je i wyznaczającymi ścieżki procesy przemiany. Procesy włączają nas w coraz głębsze zjednoczenie z Jezusem i wyrażają się bardziej wiernym realizowaniem praktyk religijnych. Można powiedzieć, że sakrament spowiedzi jest jak drabina, pozwalająca nam wyjść z grzęzawiska naszej grzeszności i wspinając się po kolejnych szczeblach stawać bliżej Boga, osiągając w końcu chwałę nieba. Szczeble drabiny to kolejne etapy wzrostu duchowego, wyrażającego się wzrostem pobożności i miłości wobec Boga i bliźniego. Odrzucając te etapy przemiany człowiek coraz mocniej przywiązuje się do grzechów stając się wręcz ich niewolnikiem.

                Trzy etapy wzrostu: przygotowanie, szczyt, praca – spojone łaską Bożą tworzą specyficzny tor przemiany, w którym najistotniejsza jest samo pragnienie. Każda spowiadająca się osoba powinna mieć świadomość, że przystępując do tego sakramentu samoistnie wstąpiła na drogę duchowego wzrostu.

                Naszym podstawowym zadaniem jest wykorzystać sakrament pojednania jako jeden z podstawowych etapów naszej duchowej i zewnętrznej przemiany.

                Duchowość mówi o trzech okresach życia duchowego: oczyszczenie, oświecenie, zjednoczenie. Jak zatem możemy zobaczyć sakrament pojednania ma ogromny wpływ na wszystkie okresy, ale największe jego oddziaływanie możemy dostrzec w pierwszym okresie: oczyszczeniu.

                Musimy wejść na drogę etapów przemiany, wykorzystując sakrament spowiedzi. Jeśli go nie odkryjemy i nie wykorzystamy możemy utracić ten etap życia duchowego.

                To właśnie ostatni błąd osób (przynajmniej niektórych)_, które przystępując do sakramentu pojednania. Często można odczuć w rozmowie w takiej spowiedzi, że jest to dla człowieka moment zwieńczenia – czyli zakończenie całej pracy nad swoim wnętrzem, a przecież spowiedź – warunek – mocne postanowienie poprawy – zakłada współpracę z łaską sakramentu w tworzeniu nowego życia, naznaczonego szczerym pragnieniem dobra.

                Jeśli pragnienie pogłębić w innym ujęciu również sakrament pojednania polecam wam stronę: www.spowiedz.pl

 

 kiom

 

 

 

 

 

 

 


(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)