Stoczyć bój z codziennością...

 

            

               Każdy z na przeżywa trudniejsze, a raz piękniejsze wydarzenia. Piękne, choć mocno zapisują się w sercu, mijają szybciej. Trudne, choć często trwają krótko, wpisują się na dłuższy czas w nasze myśli. Choć może zabrzmi to banalnie, ale istnieje naturalno-fizyczna równowaga pomiędzy tym, co trudne, a tym co piękne, to i tak coś w naszych umysłach jest silniejsze. Wygrywa to, co chcemy i czego „pragniemy” . Czasami nasza dziwna psychika pielęgnuje to, co przykre i trudne, aby podkreślić swoją „dziwność i nienormalność”. Musimy najpierw wrócić do normalności, to znaczy odkryć w sobie indywidualne piękno i je uwypuklać w życiu, oraz z całą starannością ochraniać.

                Powrócić do normalności

                Choć z pewnych względów trudno nam jest określić, co to znaczy być normalnym, musimy zwalczyć w sobie skłonność psychicznego doświadczania, dołowania się, czy oskarżania o wszystko co złe. Stan depresji, psychicznego zmaltretowania itd. daje swe znaki w tym, że wszystko, co nas otacza zamiast nas cieszyć, staję się przytłaczające i niezrozumiałe. To jakby krążenie po omacku po pokoju i odgadywanie, co się dotknęło. Ten stan po pewnym czasie nudzi człowieka i staje się źródłem nerwów i nieporozumień. Jesteśmy czasami przewrażliwieni na punkcie swojej osoby i wydaje nam się, że otaczająca nas codzienność krzywdzi nas i odbiera to, co jest w nas piękne. Często mamy również zbyt wygórowane i z góry określone wymagania co do siebie i tych, którzy są wokół nas. Przenikamy swoje serce, myśli i pragnienia zaprogramowanego życia i świata i kiedy nic nie dzieje się tak, jakbyśmy tego chcieli poddajemy się i stawiamy się na pozycji przegranego. Warto, aby codzienność koniecznie budowana była na chwili obecnej – to znaczy, abyśmy całkowicie zrezygnowali z własnych planów na rzecz Boga – to w pierwszym rzędzie, a w drugim na rzecz tego, co możemy zbudować przez otwartość i zaufanie tym osobom, które nas otaczają. Tylko wtedy odkrywamy własną normalność, gdy uda nam się zgodzić na inny plan niż ten w naszych wyobrażeniach (choćby wydawały się nam najdoskonalsze). Może to nienaturalnie zabrzmi, może zbyt infantylnie, ale musimy starać się tak żyć, by móc (przynajmniej w wielu decyzjach w życiu) powiedzieć: to jest Bóg! to jest Boże! to jest piękne! Jednym słowem musimy siebie, swoje życie odnaleźć w Bogu, wtedy będzie ono normalne.

                Czerpać z tego, co daje mi Bóg w chwili obecnej.

                Nic więcej, ani mniej, lecz tyle ile daje Bóg i na ile pozwala mi być! W życiu możemy ulec złudzeniu dopatrywania się w pewnych sytuacjach czegoś, czego nie ma. Realizując  życie, musimy widzieć je takim, jakie faktycznie jest. Odciąć to wszystko, co jest w naszej myśli ponad prawdę o życiu i nic z niego też nie ujmować. Przyjąć życie prawdziwe, nie iluzję stworzoną w swojej głowie. Odkrywanie życia wymaga dążenia do prawdy. Stwarzajmy jak najczęściej okazję do tego, aby odkrywać swoje życie i docenić to, co dobre – rodząc jednocześnie wdzięczność; walcząc z tym, co złe – przez pokorę; gromadzić dobre doświadczenia – wzbudzając w sobie tęsknotę za Niebem, a nie za ziemią. Bóg zaangażował i wciąż to czyni, całą swoją miłość w każdą chwilę mojego życia. To niebywały cud, że żyję – że jestem tym kim jestem, że realizuję to, do czego powołał mnie Bóg. Chwila obecna to cud, to dzieło Bożej miłości. Miłość zrozumie ten, kto kocha, a życie przyjmie faktycznie tylko ten, kto wie, że życie to ciąg chwil, które stają się obecne dzięki Bożej miłości. Zatem, aby „normalnie żyć” , musimy wpierw kochać, a potem z miłością wypełnić każdą chwilę obecną z miłością – całym sercem, całą duszą i całym umysłem.

                Gdybyśmy mogli zawsze uświadomić sobie, jak wiele Bóg wlewa swojej miłości w każdą chwilę obecną, to myślę, że dobrze byśmy wiedzieli i byli święcie przekonani jak żyć!  Odkrywanie chwili obecnej – to odkrycie Boga obecnego pośród nas! Jak sami widzimy wiara jest nam tu konieczna do zrozumienia i przyjęcia Bożej chwili obecnej. Wiara pozwala mi utożsamić się z Bożym planem, a nadzieja pokonuje we mnie strach, że nie podołam. Żyjąc wiarą, musimy wciąż się uczyć czerpać z tego, co daje mi Bóg w chwili obecnej. Zatem „normalna codzienność” to ciągłe budowanie wszystkiego z wiarą, nadzieją i miłością.

                Chwila obecna – podstawowa część składowa mojej codzienności jest eksplozją miłości Boga do człowieka. Sami rozumiemy, że bez naszego zaangażowania, że bez miłości nie zrozumiemy swojego życia, ani planu Boga względem nas. Jeśli nie będę tęsknił za Bogiem, jeśli nie będę Go szukał w mojej codzienności to powrócę do ciemnego pokoju, w którym nadal po omacku będę się ranił o każdą nie rozpoznaną i nie zauważoną w nim rzecz. Przyjąć chwilę obecną – to pozwolić Bogu wyjaśnić mi życie, rozświetlić zakryte przede mną tajemnice, nieodgadnione pokłady dobra we mnie i w moim życiu.

                Iść dalej

                Odkrywając swoją „normalną codzienność” – tą od-kolorowaną , odartą z fałszu, wizji, wyobrażeń i pragnień człowiek doskonale będzie już wiedział co i jak ma czynić.  To niezwykłe doświadczenie jak niekiedy Bóg pozwala nam szybko odkryć fałszywą naszą postawę i jak szybko możemy powrócić do „normalności”. Choć człowiek wstydzi się tego, co zrobił. Choć głupio mu przede innymi z tego powodu, to ma w sobie światło, które pozwala mu iść dalej. Światło – jest kluczem do przyszłe chwili obecnej, której już nie zmarnujemy z jakiegokolwiek powodu. Światło rzuca blask przed naszą osobą, abyśmy widzieli dokąd zmierzamy. Wszystkie trudne doświadczenia wzmogą w nas postawę pokory, która jeszcze bardziej nauczy nas pochylać się nad wartością swojego życia i docenić to wszystko co mamy jako dar od Boga. Iść dalej to wykorzystywać w pełni to, co Bóg mi ofiarowuje w każdej chwili. Iść dalej to wzmóc  w sobie postawę czujności przed każdą chwilą, aby nie zatracić zasadniczego sensu tych chwil – Boga. Iść dalej to w końcu znaleźć w sobie siłę i odwagę do przeciwstawienia się kolejnym błędnym decyzjom i wyborom.

                Może warto, abyśmy zaczynając dzień – z pełną świadomością uczynili na sobie znak krzyża i uzmysłowili sobie, że jesteśmy wyrzeźbieni z Bożej miłości. Iść dalej , pod prąd – nie bójmy się, nie jesteśmy z wosku, ale jesteśmy skałą – utwardzoną przez kształt, który został wpisany w nasze ciało – Krzyż! Tak na koniec – może banalne podsumowanie, ale jeśli doświadczymy Bożej miłości, będzie to bardzo konkretne dla nas i zrozumiałe – a mianowicie – niczego sami nie planujmy, pozwólmy Miłości zaplanować za nas.

kiom

 

 

 

 

 

 

 

 

  menu główne

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)