|
|
|
Eucharystia i Sakrament pojednania |
|
W oktawie Boże Ciała, rozważaliśmy niektóre punkty Adhortacji Benedykta XVI – Sakramentum Caritatis. Myśl pojawiła się od Ducha św. i myślę, że nasze wspólne rozważania pomogły niektórym podjąć swoją własną myśl. Chciałbym przytoczyć tylko niektóre moje myśli, które w trakcie rozważania tego dokumentu się pojawiły. 20. Słusznie Ojcowie synodalni potwierdzili, że miłość Eucharystii wiedzie do coraz głębszego docenienia sakramentu Pojednania. Ze względu na więź istniejącą pomiędzy tymi sakramentami, autentyczna katecheza odnosząca się do znaczenia Eucharystii nie może być oddzielona od zaproponowania drogi pokutnej (por. 1 Kor 11, 27-29). To prawda, że w naszych czasach stwierdzamy, iż wierni są zanurzeni w kulturze, która zmierza do zanegowania poczucia grzechu, sprzyjając płytkiej postawie prowadzącej do zapominania o konieczności trwania w łasce Bożej, aby móc godnie przystąpić do sakramentalnej Komunii. W rzeczywistości, zagubienie świadomości grzechu zawsze wiedzie do pewnej płycizny, również w pojmowaniu miłości samego Boga. Wielką korzyść przynosi wiernym przywoływanie tych wątków, które w czasie obrzędu Mszy św. wyrażają świadomość własnej grzeszności i równocześnie miłosierdzia Bożego. Ponadto, więź pomiędzy Eucharystią i Pojednaniem przypomina, że grzech nigdy nie jest rzeczywistością wyłącznie indywidualną; zawiera on zawsze ranę zadaną wnętrzu wspólnoty kościelnej, w którą jesteśmy włączeni przez Chrzest. Dlatego Pojednanie, jak mówili Ojcowie Kościoła, jest laboriosus quidam baptismus, podkreślając w ten sposób, że rezultatem drogi nawrócenia jest także przywrócenie pełnej komunii kościelnej, która się wyraża w ponownym przystąpieniu do Eucharystii. 21. Synod przypomniał, że zadaniem duszpasterskim biskupa jest promowanie we własnej diecezji zdecydowanego przywracania form wychowawczych wiodących do nawrócenia, które rodzi się z Eucharystii oraz rozwijanie wśród wiernych praktyki częstej spowiedzi. Niech wszyscy kapłani hojnie, z zaangażowaniem i kompetencją oddają się sprawowaniu sakramentu Pojednania. Należy przy tym zwrócić uwagę, by konfesjonały w naszych kościołach były widoczne i by wskazywały na znaczenie tegoż sakramentu. Wzywam pasterzy, by czuwali uważnie nad celebracją sakramentu Pojednania, ograniczając praktykę rozgrzeszenia ogólnego wyłącznie do przypadków przewidzianych prawem, aby indywidualna spowiedź była zwyczajną formą udzielania tego sakramentu. Ze względu na konieczność ponownego odkrycia sakramentalnego przebaczenia, w każdej diecezji powinien być penitencjarz. W końcu, dla nowego uświadomienia relacji pomiędzy Eucharystią a sakramentem Pojednania, może być pomocną zrównoważona i pogłębiona praktyka odpustów zyskiwanych dla siebie lub za zmarłych. Poprzez nie otrzymuje się ”darowanie wobec Boga kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy”. Korzystanie z odpustów ułatwia nam zrozumienie, że własnymi siłami nie zdołamy naprawić popełnionego zła, oraz że grzechy każdego przynoszą szkodę całej wspólnocie; ponadto praktyka odpustów -zawierając oprócz nauki o nieskończonych zasługach Chrystusa również naukę o świętych obcowaniu - mówi nam, „jak głęboką jednością w Chrystusie jesteśmy zjednoczeni między sobą, i jak bardzo nadprzyrodzone życie jednostki może dopomóc drugim”. Skoro sama formuła odpustu przewiduje wśród warunków jego uzyskania przystąpienie do spowiedzi i do Komunii sakramentalnej, to ta praktyka może skutecznie podtrzymać wiernych na drodze nawrócenia oraz odkrycia centralnej roli Eucharystii w życiu chrześcijańskim. Kiedy mam Msze św. ślubne, czy pogrzebowe, przyglądam się osobom przystępującym do Komunii św. Ze sporej grupy uczestników tych Mszy, znacznie większa część, niestety nie przyjmuje Komunii św. Raz pamiętam taki ślub, kiedy to Kościół był dość zapchany różnymi osobami, a kiedy nastąpiła sama Komunia św., tylko pięć osób przystąpiło do Komunii: para młodych, świadkowie i jedna osoba z gości. Bardzo się tym zdziwiłem i przeraziłem. Dlaczego nie jesteśmy gotowi do spożycia Bożego chleba? Na początku Liturgii ślubnej, padają takie słowa: „Razem z wami będziemy słuchać słowa Bożego i uczestniczyć w ofierze eucharystycznej, aby was wspierać naszymi modlitwami.” Kiedy nasza modlitwa osiąga szczyt? Właśnie w Eucharystii. Jakże w takim razie trudno mi wyobrazić sobie szczyt modlitwy ofiarowany w czyjejś intencji bez przyjęcia Komunii św. Jesteśmy tak bliscy ogromnych tajemnic, a skrywamy się za własną grzesznością, wstydząc się i nie pozwalając się dotknąć Bożej miłości. Stoimy tak blisko Boga, a boimy się poprosić o to, co dla nas faktycznie ważne – uzdrowienie. Eucharystia jest źródłem naszego życia. Moment zwrotny dokonuje się właśnie w jej trakcie. Z jednej strony cały czas przed Eucharystią do niej prowadzi, ale jednocześnie ona sama jest umocnieniem każdej chwili, która następuje po niej. Przyglądam się swojej drodze prowadzącej do Eucharystii i nazywam ją »drogą pokuty«. Aby jako człowiek w pełni wniknąć w zamysł Eucharystii i w pełni w nim uczestniczyć muszę za każdy razem dokonać „samo-osądu” Droga pokuty to nie dręczenie się swoimi grzechami, lecz odnajdywanie Światła Prawdy, które pomoże mi wzrastać w łasce uświęcającej, pomagającej mi w pełni uczestniczyć w darze miłości Boga – Eucharystii. Nasza droga do Eucharystii narażona jest na wiele przeszkód, które krzewią w nas kulturę płytkich postaw. Jeśli nie przeciwstawimy się tej kulturze, zagubimy w sobie świadomość grzechu. Często oszukiwanie się, unikanie przyznania się do własnej grzeszności prowadzi do zagubienia. Droga pokuty, droga do Eucharystii jest usłana ofiarą i pracą, ale kiedy w niej już uczestniczę – zmęczenie, ból – odchodzą, a następuje poczucie bezpieczeństwa, pokój i miłość. Jeśli znajdziemy w sobie siłę do ciągłego uczestniczenia w łasce, będziemy pogłębiali świadomość własnej grzeszności i doświadczymy Jego Wszechogarniającego Miłosierdzia. Musimy się konkretnie przeciwstawić błąkaniu się po drogach naszego życia, z szaleńczą nadzieją, że być może coś nam się uda. Droga pokuty, droga naszego życia ma być świadomym postępowaniem, nie za dziełem przypadku, ale za Chrystusem. W drodze do Eucharystii spotka nas wiele wątpliwości, które dzięki wierze mogą być położone pod nasze stopy. Uczynione w ten sposób schody pozwolą nam wejść na górę – Wieczernik. Ostatnio zauważam brak przygotowania pewnych rzeczy (nie wiedzą jakie czytania, mszał i formularz mszalny jest nie ustawiony...). Uczestnicząc w nieprzygotowanej odpowiednio Eucharystii (jej oprawy). Stwarza to dla mnie w ostatnim czasie wielkie zagrożenie. Droga pokuty w tym względzie zobowiązuje mnie do tego, aby zrobić wszystko, by uchronić się przed nieprzygotowaniem innych, które ma również ogromny wpływ na moje uczestniczenie w Eucharystii. Oczywiście te sytuacje, a również moja grzeszność, której nie ukrywam czasami zamiast być kamieniem w schodach, stają się murem, który mnie oddziela od świętości – jaką sama w sobie jest Eucharystia. Rzucam zatem te różne moje problemy u czynie je schodami po których chce wejść wyżej, by z innej perspektywy spojrzeć na swoje życie i mój udział w Eucharystii. Schody, moja droga – może nie jest zbyt długa, bo składająca się z trzech stopni – jest szczególnie drogą pokuty. Pierwszy stopień – najważniejszy to rachunek sumienia. Aby zbliżyć się do tajemnic Eucharystii warto, abyśmy przed każdą z Mszy, w której uczestniczymy dokonali go właśnie w duchu eucharystycznym. To już nie tylko kwestia przygotowania do przyjęcia Komunii św. przez spowiedź, ale również głębsze i bardziej pobożne uczestniczenie w niej. Warto, abyśmy przez rachunek sumienia uświadomili sobie w jakiej mierze jestem przygotowany do uczestniczenia w tej świętej Liturgii. Uznanie własnych braków otworzy i zwróci nas na Chrystusa, który w tym wydarzeniu jest najistotniejszy. Drugi stopień – aspersja – człowiek wchodzący do kościoła zanurza palce w wodzie święconej i skrapia swoje ciałom, znacząc je znakiem Krzyża. Ten gest liturgiczny przyjęty z świadomością dokonuje rozgrzeszenia nas z grzechów powszednich. Ten gest to jakby zrzucenie pyłu codzienności za nim wejdziemy w przestrzeń Eucharystii. To jest krok przestąpienia z codzienności w cud Bożej miłości. „Przekroczyć próg nadziei” – posługując się słowami Jana Pawła II, tak bym określił ten stopień na moich schodach. Trzeci stopień – akt pokutny – w chwili ciszy, która powinna być w tym momencie uwzględniona, ma po raz kolejny uzmysłowić człowiekowi jego prawdziwą tęsknotę. Jest to w trakcie Liturgii, punkt orientacji – tak jakby ten moment, który uświadamia nam ogromne miłosierdzie Boże, które będzie do naszej dyspozycji jeśli otworzymy się na Boga i odpowiednio przygotujemy swoje serce. Te trzy stopnie nie są same w sobie punktem centralnym, lecz prowadzą nas do coraz głębszego uczestniczenia w Eucharystii. Każdy z nas wstępując po tych trzech stopniach nie tylko „wchodzi w Eucharystię”, lecz również we wspólnotę, wobec której dokonuje się Eucharystia. Moja grzeszność nie jest w tej wspólnocie sprawą indywidualną, lecz „raną zadaną wnętrzu wspólnoty”. Podsumowaniem wszystkich tych słów, które w tym rozważaniu napisałem są konkretne czyny – pojednanie i przywrócenie pełnej komunii kościelnej, które się wyraża w ponownym przystąpieniu do Eucharystii. Zatem pojednanie i przywrócenie komunii jest programem dla każdego człowieka, który wychodząc z niedzielnej Eucharystii powinien już pracować tak nad czasem, by go nie zabrakło w następną niedzielę. Dążmy do takiego postępowania, by nic nie przeszkodziło nam zaspokoić pragnienia coraz częstszego (nie tylko w niedzielę) uczestniczenia w Eucharystii.
kiom
|
|
menu główne
|
||
(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)