Jak przejść?

 

    

Nie ma w człowieku obaw, gdy jego życie, chwila po chwili nie burzy jego zamysłów życia. Każdy z nas ma jakieś wyobrażenie życia, które chciałby, aby się urzeczywistniło. Jest to dość piękne, ale zarazem mętne, ale często jednak nie rozumiemy, że Boży plan – który jest najdoskonalszy, również dla nas nie jest zintegrowany z naszymi planami. Może nie w sensie dosłownym, ale wewnętrznie stwierdzamy i zgadzamy się z wolą Bożą, ale... Te trzy kropki po „ale” to litania roszczeń, które mamy wobec Boga, mimo, że „niby” zgadzamy się na wolę Bożą. Aby niczego w życiu nie zepsuć, by nie być rozgoryczonym swoim życiem warto, abyśmy ważne decyzje względem naszego życia bardzo poważnie rozpatrzyli.

                Jakkolwiek jesteśmy silni, dopadają nas sytuacje, w których cała nasza „pewność” kruszy się i nic, ani nikt nie jest dla nas pewnym. Czasami stajemy wobec decyzji, których nie jesteśmy pewni, albo w naszych myślach kłębią się różne pomysły, które, gdzieś w głębi serca chcielibyśmy zrealizować, ale wiemy, że z różnych powodów nie możemy. Nie zawsze grunt po którym stąpamy jest stabilny. Niekiedy mamy przed sobą rzekę pomysłów, po której przepływają kawałki kry, spękanego naszego planu. Jak zatem w takich sytuacjach zachować siłę i wytrwać w Bożych wartościach?

Sprzeciw

                Mamy w sobie pewne, dość stabilne wartości, które są wyznacznikami naszych decyzji, planów, myśli, dążeń. Są one w swej funkcjonalności podobne do sumienia – podpowiadają nam co należałoby faktycznie uczynić. Wartości są naturalnym „sprzeciwem” wobec zagrożeń, złych myśli i pragnień, złego postępowania. Zatem naszym najważniejszym zadaniem musi stać się ciągłe weryfikowanie i ugruntowywanie ich w sercu, myślach. Budowanie życia na prawdziwych wartościach pomaga nam stworzyć odpowiednie podwaliny pod konstrukcję naszego życia. Fundament stabilizuje całą budowlę, chroniąc ją przed zawaleniem. Mamy unieść swoje życie ku Niebu, dlatego nasze fundamenty tym bardziej muszą być solidne. Ciągłe wybory wymagają od nas klarownych myśli i wierności zasadom, odwagi... Sprzeciw wobec dotykającego zła musi mieć swoje uzasadnienie właśnie w naszych, stałych wartościach, a nie w opiniach, czy gdybaniach. Iść przez życie z wartościami w sercu, kładąc je niejako u swoich stóp, by nie potknąć się o jakieś wydarzenia w swojej codzienności. Serce będzie tak długo tętniło wartościami dopóki pozwolimy im istnieć i działać w naszym życiu. Sprzeciw wymaga od nas konsekwentności. Nie możemy czasami posługiwać się wartościami. Obawiam się, że w takich sytuacjach, po zderzeniu się z jakimś problemem nie wytrwamy. Kierując się logiką serca, a nie umysłem – owe wartości będą jak krew, stale krążyć po naszym ciele i czynić nas wciąż żywymi. Musimy mieć w sobie obiektywność, która pomoże nam odnaleźć odpowiednią ilość sił do przeciwstawienia się nie tylko złu, ale również temu co nieodpowiednie. Sprzeciw jest narzędziem wypływającym z naszej wolności i służącym człowiekowi do ochrony przed wszelkimi niebezpieczeństwami.

                Zagrożenia otaczają nas w każdej sytuacji, chwili. Prowokowani jesteśmy przez sytuacje i ludzi i gdy nie będziemy faktycznie żyli jakimiś wartościami możemy przegrać chwilę, życie, relacje z ludźmi. Wiara w połączeniu ze „sprzeciwem” może ugruntować nas na polu społecznym jako ludzi z zasadami. Nie chodzi o to, by pokazać się przed innymi, lecz o to, by w relacji z innymi nie tylko umieć czerpać z nich, lecz również owocnie ofiarowywać innym wskazówki co do tego, jak zachować własną godność, ale również „Bożą normalność” w życiu. Sprzeciw nie może być w żadnym wypadku czynieniem krzywdy, ani sobie ani też innym osobom. Sprzeciw ma nam pomóc wyznaczyć granicę pomiędzy tym, co dobre, a co złe. Nie wystarcza sama świadomość tego, że coś jest dobre, a coś złe. W życiu potrzeba czegoś więcej – właśnie, sprzeciwu, który pozwoli nam radykalnie opowiedzieć się za dobrem i odrzucić wszelkie zło.

Zachwiania

                Sprzeciw kształtuje się w atmosferze ciągłych wyborów. Trudno się nie dziwić, że wciąż stojąc przed wyborami człowiek raz jest pewniejszy w swoich decyzjach, a innym razem takiej pewności nie ma. Zachwiania pojawiające się w momentach wyborów są tak często, że jeśli człowiek nie ma silnej wili nogą być problemem. Jeśli jednak człowiek niczego nie oczekujesz od siebie i od życia, zachwiania mogą posłużyć jako element naszego umocnienia w decyzjach.

                Tak jak każda rzeczywistość, również zachwiania mają dwojakie znaczenie. Jeśli jesteśmy mało stabilni w życiu dobrymi wartościami, poszukujemy umocnienia, a jeśli nie boimy się zachwiań, wykorzystujemy te doświadczenia do tego, aby udoskonalić swoją życiową drogę. Wszystko jest zamysłem Boga i ma służyć naszemu rozwojowi. Dlatego musimy nabierać Bożego ducha wobec tych doświadczeń, pielęgnując w sobie wartości, które pozwolą nam stale kroczyć za Jezusem.

                Kiedy mamy coś wybrać, w jakiś sposób zadecydować stoimy przed wątpliwościami, które rodzą się w naszych sercach. Borykamy się z małym doświadczeniem i często małą odpornością psychiczną. Zachwiania rodzą w nas wątpliwości, którym musimy stawiać czoła. Poskramiając swoje pragnienia i myśli, musimy najpierw stać się wolnymi ludźmi. Wolność ukierunkowuje nasze serce na to, co najistotniejsze i najbardziej właściwe. Wolność gwarantuje nam obiektywność decyzji, które nie będą niczym uwarunkowane. Zatem, aby być wolnym musimy umieć panować nad swoimi pragnieniami. Obiektywnie spoglądając na życie konieczna jest gotowość do poświęcenia. Jeśli człowiek zaangażuje się w wielkie sprawy i sięgnie po wartości ponadczasowe, to w zmaganiu rośnie w te wartości, które poświęca na rzecz czynienia dobra. Zachwiania możemy pokonać w odpowiednim zaangażowaniu w życie. Podejmować wolę Bożą w 100%, nie połowicznie, nie dostosowując jej w jakiejś mierze, ale przyjmując ją w pełni, taką jaka jest zaplanowana względem mnie i moje życia. Bóg nie planuje dla mnie niczego złego, dlatego daje mi odpowiednie siły do przeciwstawienia się wątpliwościom i zachwianiom. Dopiero w pełnym zaangażowaniu mogą być wykorzystane wszystkie talenty i krystalizuje się osobowość dużego formatu. W przezwyciężaniu  zniechęcenia i lęku posługujemy się pomocą Bożą, budując na Nim każdą chwilę życia. Każde zaangażowanie w wielką sprawę, zbliża do Boga i ostatecznie decyduje o kształcie osobowości człowieka.

                Jednak pełne zaangażowanie utrudnione jest przez wiele ludzkich słabości, takich jak np. wygodnictwo, brak odwagi, nieznajomość prawdy.

                Zachwiania pojawiające się ze względu na wygodnictwo. Jeśli będziemy szukali łatwego życia, narazimy się wiele razy na złamanie własnych zasad. Lepiej coś łatwego i przyjemnego niż ofiara i trud. Jednak warto zastanowić się nad owocnością takiego postępowania.

                Kolejnym osłabieniem zaangażowania jest brak odwagi. Każde zaangażowanie wymaga ryzyka. Można wiele utracić, dlatego rezygnujemy z trudu na rzecz mniej ważnych spraw, wydarzeń ze względu nas łatwość osiągnięcia tego. Ryzyko podejmie tylko człowiek odważny, który nie boi się niczego utracić.

                I trzecia sprawa o której wspominałem, a mianowicie: nieznajomość prawdy. Często nie wystarczająca znajomość prawdy o wielkich wartościach sprawia w nas ogólne znużenie czymś, czemu się poświęcamy, a nie dostrzegamy rezultatów, czy z powodów nieumiejętności realizowania wartości. Im jaśniej człowiek zna wartość skarbu, dla którego żyje, tym łatwiej mu dla niego trudzić się, cierpieć, a nawet umierać.

Pewność

                Pewności dopatruje się w owocach dwóch poprzednich punktów tego rozważania: stabilności wartości i zaangażowaniu.

                Najgorzej uczynić „pierwszy krok”. Stojąc nad przepaścią czujemy zachwiania i wewnętrzny sprzeciw wobec trudnych doświadczeń. Bez względu na zewnętrzne sytuacje musimy odważnie kroczyć za Jezusem – Najważniejszą Wartością. Pewność, to świadomość, że słusznie się postępuje. Osiągniemy to wtedy, gdy nasze serce będzie czyste i w pełni ofiarowane Jezusowi. W otaczających nas zmiennych sytuacjach, w całej tej ciągłej niepewności trudno nam będzie być pewnym. Dlatego musimy szukać „pewnika” – punktu odniesienia, latarni wskazującej nam drogę, motywacji popychającej nas do działania, serca, które poprowadzi nas ku dobru. Potrzebujemy stałego źródła dla naszej pewności.

                Dla mnie Jezus jest „Pewnikiem” – punktem odniesienia. Nie muszę się bać, że Go nie odnajdę, że w zależności od mojej sytuacji „cały On” będzie inny, że mnie skrytykuje, że mnie obwiniać i tłamsić. Bóg jest Pewnikiem! Dlatego w Nim mogę znaleźć pewność dla moich myśli, pragnień, słów i czynów. Jest On Bogiem niezmiennym, dlatego wybierając Jego jako Drogę, Prawdę i Życie mogę być pewien, że postępuję słusznie.

                Bóg jest moją Siła i pewnością tej siły!

                Bóg jest moim Źródłem i gwarancją dobroci tego źródła!

                Bóg jest moim Życiem i dlatego jestem pewien jak żyć!

                Boga jestem pewien i dlatego w Nim szukam siły, źródła i życia.

           

kiom

 

 

 

 

 

 

 

 

  menu główne

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)