|
|
|
kwadrans szczerości... |
|
W naszym życiu, wiele czasu poświęcamy na modlitwę, podejmuje czasami jakieś przedsięwzięcia duchowe, oddajemy się niekiedy jakiejś lekturze duchowej, ale i tak zdarza się, że nie zostają zaspokojone nasze duchowe pragnienia. Niekiedy człowiek popada w frustracje, szczególnie zdarza się to wtedy, gdy zauważamy, że nasze codzienne zachowanie odbiega od ideałów, które nosimy w sobie. Z czasem pod wpływem tych frustracji człowiek traci zapał i entuzjazm duchowy. Zanikają gdzieś dawne zafascynowania. Nierzadko zdarzają się jakieś rozczarowania sobą i małą owocnością prowadzonego do tej pory życia religijnego, na nowo stajemy się ludźmi „normalnymi”, „trzeźwymi”, dla których zaczyna się liczyć przede wszystkim to, co da się dotknąć, zobaczyć, usłyszeć, co da się wymierzyć, obliczyć, zarobić. Być może w chwilach większej szczerości podejmujemy wysiłki, aby powrócić do doświadczeń przeszłości i wskrzesić na nowo „coś”, co już dawno umarło. Mamy wówczas wrażenie, iż naprawdę niewiele brakuje, aby powrócić do życia, odzyskać dawne duchowe pragnienia i religijną żarliwość. Trzeba jednak pamiętać, że nie staniemy się ludźmi żarliwej modlitwy i głębokiej duchowości dzięki jednorazowemu tylko wysiłkowi. Konieczna jest pewna duchowa stałość i wierność połączona z wewnętrzną uczciwością. Najmniejsze oszukiwanie siebie, w jakiejkolwiek sprawie i na jakiejkolwiek płaszczyźnie, wpływa destrukcyjnie na całe życie duchowe. To właśnie wszelkie półprawdy, małe kompromisy, połowiczna szczerość wobec siebie, ludzi i wobec Boga, brak nazywanie rzeczy po imieniu sprawiają, iż nie możemy poczuć się wyzwoleni z życiowego chaosu, nieporządku i zagubienia, z pewnej miałkości życiowej. Szczególnym miejscem szczerości, miejscem szukania pełnej prawdy o miłości Boga i o nas samych, winna stać się nasza codzienna modlitwa, szczególnie ta odprawiana wieczorem.
Sumienie jest najpierw nie tyle „rozliczaniem się” z własnych słabości, ile raczej dialogiem człowieka z Bogiem o wzajemnej miłości: Boga do człowieka i człowieka do Boga. W codziennym rachunku sumienia najpierw odkrywamy bezwarunkową miłość Boga, a następnie naszą odpowiedź. Poszukiwanie na szczerość czasu, może nas zaprowadzić do codziennej modlitwy, którą można by było nazwać „kwadransem szczerości”.
Punkt 1. Dziękować Boga, Panu naszemu, za otrzymane dobrodziejstwa. Punkt 2. Prosić o łaskę poznania grzechów i odrzucenia ich precz. Punkt 3. Żądać od duszy swojej zdania sprawy od godziny wstania aż do chwili obecnego rachunku. Punkt 4. Prosić Boga, Pana naszego, o przebaczenie win. Punkt 5. Postanowić poprawę przy Jego łasce.
Aby prowadzić autentyczne życie duchowe, powinniśmy najpierw zauważyć i docenić nasze pragnienie pełniejszej i głębszej modlitwy. Jest ona darem Boga, nie byłoby w nas tego pragnienia bez działania Ducha świętego. Przez to pragnienie jesteśmy zaproszeni do intymnej więzi z Bogiem. Pragnąć modlitwy – to pragnąć Boga. Docenienie pragnienia modlitwy oraz wdzięczność za nie, wyrazi się w tym, iż potraktujemy je, z całą powagą, której ono wymaga. Modlitwa przede wszystkim musi być mocno osadzona w realiach codzienności. Pragnienie modlitwy jest dane człowiekowi właśnie po to, aby mógł on wejść w zażyłą relację z Bogiem, aby w Bogu odnalazł swoje własne życie z tym wszystkim, co ono z sobą niesie: wielką radość i nadzieję, jak również ciężary, obowiązki i krzyże. Aby rozpocząć życie modlitewne nie musimy pragnąć Boga z czystej, całkowicie bezinteresownej miłości. Do takiej miłości będziemy stopniowo dorastać, jeżeli pozostaniemy Bogu wierni. Aby się modlić, wystarczy pragnąć Boga „dla naszego życia”: jako „Lekarza” w naszych zranieniach; jako „Przewodnika” w naszych rozlicznych zagubieniach i zagmatwaniach życiowych: jako „miłującego Ojca”, który przebaczy nam to, czego sami sobie nie możemy przebaczyć; jako „sprawiedliwego sędziego”, który będzie rozjemcą w naszym skłóceniu ze światem i z ludźmi; jako „Miejsca ukojenia i pocieszenia” w naszym utrudzeniu i zmęczeniu życiowym; jako „Mądrości” odsłaniającej przed nami ukryty sens rzeczy najprostszych, a przez to najtrudniejszych. Jeżeli Bóg daje nam pragnienie modlitwy, to właśnie po to, byśmy dzięki sile Jego łaski przemieniali, naprawiali i leczyli nasze życie czyniąc je coraz bardziej ludzkim. Bóg, bowiem pragnie, aby nasze życie stawało się lepszym, sensowniejszym i szczęśliwszym. Modlitwa domaga się walki. „Modlę się, kiedy mam ochotę!”, „Dlaczego mam się modlić na siłę, wbrew sobie?” – to są stwierdzenia zbyt ludzkie, nie ma w nich tego szczególnego pragnienia pogłębienia ścisłej więzi z Bogiem. To są stwierdzenia, które powodują, że zapadamy w śpiączkę duchową, oraz popadamy w pułapkę, która powoduje w nas rozluźnienie życia religijnego. Jeżeli chcemy pogłębiać naszą więź z Bogiem, musimy nieraz modlić się „wbrew sobie”. To stwierdzenia naprowadza nas na potrzebę zaangażowania, ofiary i walki wewnętrznej w nawiązywaniu naszej więzi z Bogiem. W modlitwie, aż do ostatniego tchu potrzeba walki! Modlitwa jest wyrazem miłości, dlatego, tak ważne miejsce zajmuje – walka aż do ostatniego tchu.
Rachunek sumienia – pojęcie to nie jest łatwe do zrozumienia, może, dlatego przysparza nam tyle ciężaru i negatywnych skojarzeń. Słowo rachunek, wzięte dosłownie może sugerować potrzebę jakiejś wręcz matematycznej dokładności w podsumowaniu całego dnia, a przy spowiedzi – w podsumowaniu wielu tygodni czy nawet miesięcy. Zmylenie spowodowane jest powierzchownym wychowaniem religijnym, próbujemy nieraz liczyć z wielką dokładnością zewnętrzne przejawy naszych grzechów i niewierności. Badając dokładnie zewnętrzne przejawy grzechu, zapominamy nierzadko o wewnętrznych przyczynach: o grzesznych motywacjach. Istota grzechu leży w ludzkim sercu. Jeżeli sumienie człowieka jest źle uformowane, rachunek sumienia staje się dręczeniem siebie. Chore poczucie winy, którego się nawet nie dostrzega, rodzi wówczas smutek, zniechęcenie, a nawet rozpacz. Rachunku sumienia bardzo często nie trzeba zmieniać, tylko trzeba odkryć jego najgłębszy sens. Człowiek, musi oderwać się od siebie, by móc dostrzec miłosierdzie Ojca, który wychodzi naprzeciw grzesznemu człowiekowi, wzrusza się i nie bacząc na wielkość i ilość jego grzechów pragnie objąć go swoimi ramionami i ucałować (por. Łk 15,20). Rachunek sumienia możemy tą nazwę przemienić na coś bardziej indywidualnego np.: modlitwa odpowiedzialności, modlitwa miłującej uwagi. Określenia te mogą być bardzo pomocne w odkryciu doniosłości dla życia duchowego tego szczególnego sposobu modlitwy, jakim jest rachunek sumienia. Modlitwa jest dialogiem – „pierwszym” mówiącym jest Bóg. Człowiek tylko odpowiada – ale, aby odpowiedzieć trzeba najpierw słyszeć wezwanie. Praktyka codziennego rachunku sumienia zakłada, iż głęboko wierzymy w „codzienne” Boże działanie. Zakłada to dwustronne działanie, skoro Bóg „codziennie” działa, to ja „codziennie” modlitewnie odpowiadam poprzez uczenie się, dostrzeganie, odczytywanie i przyjmowanie znaków działania Bożego. Do zrozumienia tych znaków potrzebujemy odpowiedniego języka porozumienia. Znajomość „języka” Boga pochodzi z naszego obcowania z Nim. „Język”, jakim Bóg przemawia do człowieka, podobny jest do języka ludzi głęboko w sobie zakochanych. Niepotrzebne są wtedy wzniosłe deklaracje. Wystarcza kilka słów… Bez rozumienia tego „języka”, którym do nas mówi Bóg, praktyka rachunku sumienia byłaby rzeczywiście pustym „rachowaniem się” z sobą samym. Modlitwa miłującej uwagi – skłania każdego z nas do bardziej „miłosnego” patrzenia i słuchania – Boga. Rachunek sumienia w tym względzie staje się „rachowaniem” zakochanych, dialogiem wzajemnej miłości, „rozliczaniem się” z miłości. Najważniejsze w przeprowadzaniu rachunku sumienia jest to, aby nie wpaść w schematyczność. Rachunek sumienia rozpoczynamy „mierzeniem miłości Boga”, wielkością Jego darów. Pamiętać musimy o dostrzeganiu, że byliśmy i jesteśmy prowadzeni przez Boga z miłosną uwagą, niezależnie od stopnia naszej wierności. Bóg zawsze pozostaje wierny, mimo niewierności człowieka. Prawdziwy dialog Boga z człowiekiem rozpoczyna się od dostrzegania miłości Boga, człowiek zadaje sobie w tym względzie pytanie, jaka była, jest i będzie jego odpowiedź w tym dialogu miłości. Człowiek o własnych siłach nie jest wstanie skupić swojej uwagi na Bogu – na tym polega cały dramatyzm człowieka. Nasze życie, które jest dość chaotyczne rozprasza naszą „energię życiową”, dopiero człowiek modlitwy miłującej uwagi jest człowiekiem bardziej spójnym wewnętrznie, a to pozwala człowiekowi koncentrować jego „miłosną uwagę” na Jedynym i Najważniejszym – na samym Bogu. Szczegóły Kwadransu szczerości… 1. Dziękować Bogu, Panu naszemu za otrzymane dobrodziejstwa… Dziękczynienie, którym człowiek żyje jest w zasadzie akceptacją życia. Dziękować to sprawiać komuś wielką przyjemność, być dla niego źródłem radości. Samo dziękczynienie wypływa z doświadczenia najgłębszej radości i przyjemności życia. Brak dziękczynienia w życiu ludzkim jest świadectwem braku radości z życia. Nie dziękuje za życie ten, komu nie chce się żyć. Ponure patrzenie na życie, choć bywa także nazwane realizmem, wypływa zwykle z rozpaczy, która jest formą złudzenia, czyli „złego patrzenia”. Brak dziękczynienia jest znakiem nie tylko jakiegoś przypadkowego wewnętrznego zagubienia, ale przede wszystkim wewnętrznego znikczemnienia. Niewdzięczność jest grzechem niewiary. Dziękczynienie należy do istoty wiary. Winno ono być punktem wyjścia nie tylko w rachunku sumienia, ale w każdej innej modlitwie. Dziękczynienie wypływa z wewnętrznego przekonania, że wszystko pochodzi od Boga, że Bóg jest źródłem wszelkiego dobra. Natomiast jeżeli nosimy w sobie ukryte postawy żądania i pretensji to wówczas zamiast dziękować, sami domagamy się dla siebie uznania i wdzięczności, czujemy się ważni i niezastąpieni. Autentyczne dziękczynienie uczy nas głębokich relacji międzyosobowych, otwiera na ofiarowaną nam bezinteresowną miłość Boga i ludzi oraz odsłania przed nami radość odpowiadania miłością na miłość. To właśnie dziękczynienie pozwala nam doświadczać, że „więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu” (por. Dz 20,35).prawdziwe dziękczynienie domaga się bezinteresowności. 2. Prosić o łaskę poznania grzechów i odrzucenia ich precz… Poznanie samego siebie… to najtrudniejsze dla każdego z nas. Tylko człowiek całkowicie nieświadomy siebie może trwać w przekonaniu, iż dobrze zna samego siebie lub też łatwo może siebie poznać i zmienić. Niechęć do poznawania siebie wypływa najczęściej z lęku przed sobą i przed tym wszystkim, co jest w człowieku. Jeśli człowiek nie zna jeszcze siebie, to zwykle posiada intuicyjne przeczucie swoich problemów. Przeczuwa również i to, że ich rozwiązanie wymaga od niego zaangażowania, odpowiedzialności i ofiary. Jeżeli nie poznajemy siebie do końca, to, dlatego, że nie pragniemy dojść do całej prawdy. Możliwości człowieka są ściśle zależne od jego pragnień. Kto mało pragnie, mało może. Brak pragnienia łatwo bywa usprawiedliwiany „obiektywną” niemożnością człowieka. Modlitwa o poznanie grzechów jest najpierw prośbą o uwolnienie nas od „naiwności” poznawczej, która usypia człowieka rodząc w nim przekonanie, iż „wszystko jest w porządku”. Ta modlitwa jest prośbą o odwagę w patrzeniu na siebie i na całą rzeczywistość taką, jaką ona jest. Prawdziwe nawrócenie, które jest początkiem życia chrześcijańskiego, rozpoczyna się od poznania wewnętrznego nieuporządkowania. To właśnie nieuporządkowanie wewnętrzne zagłusza i niweczy pragnienie szukania i pełnienia woli Bożej. Człowiek, który nie chciałby poznać siebie i swojej sytuacji oraz poczuć się za nią odpowiedzialny, nie będzie w stanie prowadzić życia duchowego. Grzech jest tajemnicą, której nie jesteśmy stanie poznać do końca. Grzech zadowala ludzkie zmysły, które zaślepione „przyjemnością” nie są w stanie przeczuć nieszczęścia, jakie on z sobą niesie. Doświadczenie fascynacji i „przyjemności grzechu” przemienia się, bowiem szybko w doświadczenie rozczarowania i zawodu. Zmysłami nie poznaje się grzechu, wprost, ale dopiero po „dojrzałych” jego „owocach”. Prawdziwe nawrócenie możliwe jest dopiero wówczas, kiedy człowiek wyrzeknie się grzechu i fascynacji grzechem. Fascynacja to łudzenie się ukrytą w pokusie obietnicą, że grzech przyniesie radość i szczęście. Oprócz grzechu, człowiek winien wyrzucić z serca miłość do niego tak głęboko zakorzenioną w chorej emocjonalności. Nie jesteśmy wstanie ogarnąć tajemnicy naszego związania z Bogiem ani też nie jesteśmy stanie poznać grzechu, który niszczy naszą więź z Nim. Dopiero doświadczenie głębi tajemnicy Boga może przywołać w nas głębię tajemnicy grzechu. Tajemnica grzechu odbija się jak w lustrze w tajemnicy Boga. Tylko pełniejsze poznawanie Boga prowadzi do pełniejszego poznawania grzechu. Doświadczenie małej wiary daje człowiekowi odczucie „małych” grzechów. Doświadczenie niewiary rodzi w nim przekonanie o własnej bezgrzeszności. Tylko wielka wiara pozwala dostrzec wielkość własnych grzechów. Co zwiera w sobie prośba o poznanie swoich grzechów? Pragnienie poznania, że grzech jest źródłem nieszczęścia, że niesie on z sobą ból, cierpienie i śmierć. Prosząc o poznanie naszych grzechów, pragniemy odkryć rzeczywisty związek pomiędzy własnym grzechem i osobistym cierpieniem. Wiele, bowiem ludzkich udręk nie jest wcale krzyżem, który Bóg zsyła na człowieka, ale gorzkim owocem własnego grzechu, wobec którego Pan Bóg staje „bezradny”, ponieważ szanuje grzeszne wybory człowieka. Mówiąc o własnych grzechach nie mamy na myśli tylko pojedynczych faktów, ale przede wszystkim nie uporządkowane postawy i przyzwyczajenia, nieraz bardzo głęboko zakorzenione, choć może jeszcze mało poznane. Żaden człowiek nie pragnie dla siebie zła. Ponieważ grzechu upatrujemy własne dobro, dlatego też decydujemy się na grzech. Zaślepienie grzechem polega głównie na tym, iż nie umiemy dostrzec ścisłego związku pomiędzy naszymi grzechami a cierpieniem z nich wynikającym. Poznać swój grzech to zrozumieć także, że o własnych siłach nie możemy wyzwolić się z grzechu i uniknąć jego niszczycielskich skutków. Tylko Bóg może zapanować nad tragicznymi skutkami grzechu. Sam człowiek nie może dokonać ekspiacji za swój grzech. Poznać swój grzech to doświadczyć konieczności Bożego zmiłowania. Każdy grzech, choćby najbardziej osobisty, uderza nie tylko w osobiste dobro człowieka grzeszącego i w miłość Boga do niego, ale także w dobro drugiego człowieka. Każdy grzech zamyka, bowiem człowieka w sobie, czyni go nieprzejrzystym, egocentrycznym, niepokornym i przez to wpływa na jego związki z bliźnimi. Człowiek zamknięty w swoim grzechu jest niezdolny do prawdziwej ofiary i poświęcenia dla bliźnich, nawet, jeśli pragnie ich naprawdę kochać. Dopiero poprzez zmaganie z własnym grzechem człowiek staje się zdolnym do prawdziwej miłości Boga i swego bliźniego. Pełne poznanie grzechu nie dokonuje się w jednorazowym wysiłku, ale w pewnym procesie. 3. Żądać od duszy swojej zdania sprawy… „żądać” – słowo to podkreśla wielkie wymaganie miłości, przy czym nie mają one charakteru pretensjonalnych żądań czy roszczeń prawnych. Jest to „żądanie” w sensie duchowym, jest to „pożądanie”, wielkie pragnienie. W rachunku sumienia stajemy najpierw przede wielkim „żądaniem” – „po-żądaniem”, wielkim pragnieniem miłości, jakie Bóg żywi wobec człowieka. To pragnienie Boga najpełniej objawia nam wołanie Jezusa Ukrzyżowanego: Pragnę. W prawdziwej miłości kochające się osoby spontanicznie oddają się sobie całkowicie. W miłości pragnie się pełnej wzajemności osoby kochanej. „Żądanie” – „po-żądanie”, wielkie pragnienie obejmuje „wszystkie godziny” i „wszystkie pory dnia”. Wynika to z istoty miłości. Z miłości nie da się wyłączyć „jakiegoś czasu”, nawet godziny, ponieważ miłość nie jest jedną z wielu „funkcji” spełnianych przez człowieka, ale jest ona „sposobem istnienia”. Bóg istniejąc poza czasem kocha człowieka miłością „odwieczną”, dlatego Jego miłość jest nieodwołalna, bezwarunkowa, absolutna. Niespokojne jest serce człowieka póki nie spocznie w Bogu (św. Augustyn), ponieważ dopiero miłość Boga, który jest poza czasem, może człowieka nasycić. Ludzka miłość zawsze zostawia pewną przestrzeń niedosytu, bo jest ograniczona czasem. Musi być w nas pragnienie dawania Bogu odpowiedzi w każdej godzinie naszego życia – w każdym czasie, nie posiada jednak charakteru „nieustannego świadomego pamiętania”. Takie nieustanne „świadome” pamiętanie czyniłoby człowieka ciągle napiętym i zmęczonym psychicznie. Chodzi tutaj o głębszą, jakby „podświadomą” pamięć. Najpierw, co do myśli, potem, co do słów i uczynków… Człowiek winien odpowiadać Bogu wszystkimi przejawami swego życia, na wszystkich płaszczyznach. Nie można kochać inaczej. Kocha się (lub przynajmniej dąży się do kochania) wszystkimi przejawami ludzkiego życia albo po prostu się nie kocha. Miłość, bowiem ze swej istoty domaga się integracji wewnętrznej, całkowitego oddania we wszystkich płaszczyznach ludzkiego istnienia. Myślenie człowieka, jego uczuciowe przeżywanie, podejmowane decyzje, wypowiadane przez niego słowa, spełniane czyny i wszystkie inne reakcje są ze sobą ściśle powiązane. Nie można ich rozeznawać w izolacji. Istnieje jednak ścisła hierarchia rozeznania: najpierw, co do myśli, potem, co do słów, a wreszcie, co do uczynków. Nie zrozumiemy naszych słów i czynów, nie rozumiejąc najpierw naszych myśli, czyli naszych najgłębszych pragnień i wewnętrznych motywacji. Myśl – chodzi w niej, bowiem nie tylko o pracę ludzkiego rozumu, ale o pełny i spójny owoc ludzkiego doświadczenia wewnętrznego: rozumu, serca, duszy, oraz wszystkich innych „mocy” ludzkich. One decydują o pełnym kształcie najgłębszych ludzkich pragnień i motywacji. Istotą codziennego rachunku sumienia jest wprowadzenie ładu i harmonii najpierw na poszczególnych płaszczyznach osoby ludzkiej, a następnie wewnętrzne scalenie ich między sobą. W ten sposób człowiek odzyskuje swoją identyczność, staje się jednocześnie podobny do Boga. I tak odkrywa odciśnięty w całej swej osobowości obraz Boży, który jest dla niego nie tylko darem, ale także trudnym zadaniem. Sam Bóg jest dla człowieka ostatecznym „wzorem” spójnej „pracy” wszystkich sfer jego osoby: rozumu, serca, duszy i innych jego „mocy”. Człowiek jest odpowiedzialny przed sobą i przed Bogiem za swoje człowieczeństwo, czyli za podobieństwo do Stwórcy. 4. Prosić Boga, Pana naszego, o przebaczenie win… Człowiek jest istotą bardzo kruchą i łatwo ulega zranieniu. Zranienia wynikają z różnych środowisk, w których przebywa człowiek. Człowiek zraniony może ranić innych, skrzywdzony może krzywdzić, upokorzony może upokarzać. Wzajemne ranienie się ludzi wynika zwykle ze złej woli czy zepsucia moralnego. Najczęściej nie jest też ono zamierzone. Człowiek rani człowieka, ponieważ sam został zraniony. Tylko przebaczenie przerywa „zaklęty krąg” bycia skrzywdzonym i krzywdzenia innych. Zaufaj miłości Boga Aby prośba o przebaczenie nam naszych win była autentyczna, musi być poprzedzona ofiarowaniem przebaczenia innym. Punktem wyjścia do nawiązania więzi z Bogiem będzie „wybaczenie” Bogu Jego odwagi stworzenia istot wolnych, które mogły i rzeczywiście nadużyły tej wolności. Chodzi o to, aby uwierzyć, że Bóg stworzył człowieka z miłości i przeznaczył go do istnienia w miłości. Możemy przyjąć nasze kruche i poranione życie z radością i pogodą ducha tylko wówczas, jeżeli zaufamy miłości Boga wbrew wszystkim zranieniom, jakim podlega człowiek. Wcielenie Syna Bożego, jest jakby „przedłużeniem” Jego stwórczej odwagi i miłości. Chociaż człowiek zawinił, to jednak Pan Bóg w swej boskiej pokorze – jako pierwszy – prosi zbuntowanego człowieka, aby zaufał Jego miłości wbrew gorzkim konsekwencjom grzechu, jakie sam ściągnął na siebie. Bóg wie lepiej, co znaczy prosić. Dał nam przykład prośby, zanim nakazał nam prosić o przebaczenie. Jezus ukrzyżowany jest wielki, dramatycznym błaganiem Boga, skierowanym do człowieka, aby ten zaufał Jego bezwarunkowej miłości. Przebaczyć bliźnim Jest niezwykłe, że Bóg „naśladuje” człowieka. Przebacza tak, jak przebacza człowiek. Przebaczenie bliźnim, jeżeli nie ma być płytkim i mało znaczącym gestem, musi być poprzedzone dostrzeżeniem własnych zranień doznanych od ludzi. Jeżeli chcemy przebaczyć naszym winowajcom rzeczy dawne, musimy powrócić do „dawnych ran”, od których być może uciekaliśmy przez całe życie. Przebaczenie, dlatego jest takie trudne, ponieważ łączy się z dotykaniem tego, co boli. Przebaczenie bez dotykania własnych ran będzie przebaczeniem pozornym. Ono nie uzdrowi człowieka nie przyniesie mu pożądanego pokoju serca, nie wprowadzi równowagi emocjonalnej i duchowej. Jezus ukrzyżowany może udzielić pełnego przebaczenie właśnie, dlatego, iż „dźwigał wszystkie nasze boleści”. Lekceważymy rany, które zadajemy bliźnim, ponieważ najpierw lekceważymy rany, które sami otrzymaliśmy od innych. Jeżeli nie odczujemy uderzenia ciosu bliźniego, nie będziemy zdolni odczuć ciosów zadawanych przez nas bliźnim. U ludzi głęboko zranionych łatwo wytwarza się twardość nieczułość serca. Emocjonalna twardość sprawia, że nie są w stanie odczuć bólu. I to jest ich tragedia. „Tylko człowiek bez duszy nie jest w stanie odczuć doznanej krzywdy” (William Shakespeare). Nie rzadko kryją się oni za maską „człowieka silnego” i patrzą na innych z pozycji wyższości. Przebaczenie jest dla nich trudnym doświadczeniem. Wszyscy ludzie potrzebują, w mniejszym czy większym stopniu, naszego przebaczenia (także ci, którzy nas najbardziej kochają), ponieważ wszyscy oni są tylko ludźmi i ich miłość posiada wyraźne granice. Prosić Boga o przebaczenie nam naszych win Ludzkie zranienia, których człowiek nie chce wziąć na siebie, są źródłem nieuporządkowania i chaosu wewnętrznego. W prośbie o przebaczenie wyrażamy głębokie pragnienie, aby przebaczający wziął na, siebie zło, które mu wyrządziliśmy i nie odpłacał nam „zębem za ząb”, cierpieniem za cierpienie, krzywdą za krzywdę, upokorzeniem za upokorzenie. Konieczność Bożego przebaczenia wynika z tajemniczej, niszczycielskiej mocy grzechu, której człowiek nie jest w stanie udźwignąć i właśnie, dlatego odruchowo przerzuca zło na innych, ponieważ sam nie może go unieść. Jezus ukrzyżowany jest „sakramentem” przebaczenia: On obarczył się naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści… On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy (Iż 53,4-6). Przebaczenie istotą uzdrowienia wewnętrznego Człowiek, który zrywa więź z bliźnim i odrzuca go, daje mu do zrozumienia, że nie potrzebuje go: „Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego” – taką wymowę posiada każde zerwanie więzi z człowiekiem. To zachowanie kwestionuje w sposób zasadniczy sensowność ludzkiego istnienia. Najbardziej boli nas obojętność bliźnich, sytuacja, w której jesteśmy traktowani przez nich „jak powietrze”. Postawa nie przebaczenia dotyka i niszczy wszystkie relacje: do Boga, do bliźnich, do świata i do siebie samego. Nie można też otrzymać przebaczenia nie udzielając go jednocześnie. Przebaczenie jest darem wymiennym. Wymiana zaś zawsze potrzebuje dwóch stron. Ludzie, którzy przebaczyli sobie bardzo wiele, kochają się pełniej i głębiej. Wyrządzone krzywdy, stają się wówczas „szczęśliwą winą”, dzięki której będą mogli otworzyć się głębiej na siebie. Przebaczenie sobie Wewnętrzne zranienia człowieka ujawnia się także w tym, iż żyje on w skłóceniu i niezgodzie z samym sobą. Ponieważ nie został bezwarunkowo przyjęty i zaakceptowany przez bliźnich, nie umie też przyjąć samego siebie. Odrzucanie siebie wyraża się między innymi w nieakceptacji własnej słabości i ograniczeń, w stanach smutku i depresji, w niezadowoleniu z siebie i z innych, w ciągłym poczuciu winy, w stawaniu sobie zbyt wygórowanych wymagań. Przebaczyć sobie, to zaakceptować siebie i przyjąć siebie samego oraz innych ludzi jako dar Boga. Moja osoba jest darem dla mnie, niezależnie od moich ograniczeń i słabości. Człowiek nie znajdzie jednak w swoim wnętrzu dość siły, aby sobie przebaczyć. Może ją odnaleźć tylko w przebaczeniu Boga i bliźnich. Przebaczenie przyjęte od Boga i ludzi staje się fundamentem przebaczenia sobie. Dzięki przyjęciu Bożego przebaczenia człowiek oczyszcza swoje spojrzenie na całą ludzką rzeczywistość. Przebaczenie daje mu zdolność widzenia w pełnej prawdzie Boga, bliźnich i siebie samego. Tylko człowiek dojrzały może wewnętrznie może radzić sobie z odrzuceniem przez bliźnich, ale także dla niego odrzucenie będzie źródłem cierpienia i bólu. Przebaczyć sobie swoje zranienia, braki, własną słabość, to nie znaczy bynajmniej uciekać od niej, wręcz przeciwnie, to poczuć się za siebie odpowiedzialnym, przyjąć siebie jako dar i jako zadanie. Dar zawsze łączy się z zadaniem, domaga się odpowiedzi.
Dostrzeżenie w grzechu zagrożenia dla własnego dobra i szczęścia oraz dla dobra i szczęścia innych ludzi, jest pierwszym krokiem do nawrócenia. Z kolei rodzaj bólu zależy od głębi naszego związku z Bogiem. Jeżeli człowiek byłby związany z Bogiem bardziej więzami lęku niż miłości, wówczas jego żal będzie koncentrował go na nim samym. Będzie to żal niedoskonały. Im bardziej człowiek skupiony jest na lęku o siebie, na własnej poprawności, tym bardziej żal jest niedoskonały. Żal za grzechy doskonali się w człowieku wraz z wzrostem miłości do Boga. Czyniąc codziennie rachunek sumienia czy przygotowując się do spowiedzi być może mniej należy koncentrować się na własnym żalu, a bardziej na miłości. W autentycznym żalu za grzechy człowiek akceptuje swoją przeszłość i bierze za nią pełną odpowiedzialność. Próba wymazywania jej jest zwykle przejawem nieakceptacji własnego grzechu. Odpowiedzialność za grzechy wiąże się z uznaniem ścisłego związku pomiędzy moim grzechem a moją wolnością. Mój grzech nie jest koniecznością, której nie mogłem uniknąć, nie jest też zabiegiem niekorzystnych okoliczności, na które nie miałem wpływu. Mój grzech jest moim wyborem, moją decyzją. Postanowienie poprawy jest owocem prawdziwego żalu za grzechy. Postanowienie poprawy domaga się, więc od człowieka analizy „okoliczności” prowadzących do grzechu. Postanowienie poprawy winno dotyczyć całego życia, nie tylko tego odcinka, z którego jesteśmy najbardziej niezadowoleni. Jeżeli dojrzewamy duchowo w jednej dziedzinie, to tym samym dojrzewamy w całej naszej duchowej postawie. Tak doświadczony żal za grzechy i postanowienie poprawy staje się źródłem wolności wewnętrznej. Najpierw wolności wobec przeszłości, gdyż przeszłość nie ciąży już nad człowiekiem i nie determinuje jego sposobów reagowania, myślenia, postępowania. Następnie wolności wobec przyszłości, której człowiek przestaje się lękać, ponieważ powierzył ją Bogu. Do Boga należy czas człowieka, każdy czas: przeszły, teraźniejszy i przyszły.
|
|
menu główne
|
||
(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)