|
|
|
wszystko mogę w Chrystuie |
|
Rz 8,16-18 Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale. Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić. „Świat się Ryla…” – potoczne stwierdzenie pewnej osoby, które choć zabawnie brzmi, ukazuje nam dość trudną prawdę. Czasami również i ja mam wrażenie, że wszystko się powywracało do góry nogami. Jednak nie poddaję się! Nie twierdzę, że łatwo jest się przeciwstawić pewnym sprawom, ale najistotniejszym argumentem walki jest odpowiednia motywacja. W „walce, którą ja toczę” posługuję się bronią – Miłością i tarczą – Nadzieją. Oba te narzędzia odnajduję każdorazowo w Bogu. Każdy mój dzień rozpoczynam od modlitwy, która pozwala mi wyposażyć się w te narzędzia, które czynią mnie bardziej odpornym i stabilnym w wierze, wobec szybko zmieniającego się wokół mnie horyzontu świata. Odnaleźć siłę w byciu dzieckiem Bożym. Każdy nowo rozpoczęty dzień musi dokonywać się w całkowitym posłuszeństwie Duchowi świętemu. Być dzieckiem Bożym – to znaczy dać się poprowadzić we wszystkim Duchowi świętemu. Człowiek doświadcza własnej niemożliwości i przekonuje się o potrzebie całkowitego zaufania Bogu. Działanie dla samego działania jest mało ambitne i mało owocne. Dziś spoglądamy na ludzi szukając wzorców, którzy w swoim życiu będą realizowali jakąś ideę. Życie wymaga od nas, abyśmy je tak konstruowali, aby realizacja ważnych wartości życia owocowała przemianą i wiernością. Podpowiedzi Ducha św. będą dla nas o tyle wyraźne i ważne jeśli będziemy otwarci na Ducha i będziemy gotowi do poświęceń. Duch wymaga ścisłej współpracy, która rozpoczęła się w momencie Chrztu św. Duch swoją obecnością i tchnieniem w nas swoich darów daje nam konieczną odwagę do pójścia przez życie, w dużym stopniu zaangażowanym w sprawy duchowe. Zaangażowanie religijne pomaga nam przeciwstawić się powierzchownym i lekkomyślnemu postępowaniu z dnia na dzień. Duch św. rzuca światło na każdą sytuację, człowieka i nasze serce przez co bardziej możemy przyjrzeć się oczekiwaniom Boga względem nas samych. Potrzebujemy orzeźwienia w życiu, które pozwoli nam stanąć przed bogiem i oddać się do Jego dyspozycji. Warto na tym etapie, w którym obecnie się znajduję postawić sobie pytanie: kim jestem? Jak wygląda moja współpraca z Duchem św.? Każdy dzień, a nawet chwila jest dobrą okazją do tego, aby wzmóc w sobie pragnienie, aby żyć lepiej. Może się to stać, gdy zrozumiemy, że potrzebny nam jest do tego Duch św., który najpierw odpowiednio nas wyposaży, potem pokieruje, a następnie doprowadzi do małych celów, które jak punkty zaznaczone są na „linii naszego życia”. „Podszepty Ducha św.” zawarte są w każdym punkcie naszego życia. Musimy przez wiarę i łaskę sakramentów odczytać Boży zamysł i kierować swoje życie ku pełni – czyli ku planowi Bożemu. Duch św. nie rozsiewa w nas wątpliwości, ale delikatnie podsuwa nam konkretne myśli, które jeśli się do nich przekonamy, stają się źródłem inspiracji dla naszych słów i czynów. Dzięki sakramentowi Chrztu, Duch św. czyni nas uczestnikami niebywałego życia, które tym lepiej poznamy im bardziej zaangażujemy się w pracę nad czynieniem swojego życia pełnowartościowym. Każdy dzień dla osoby wierzącej jest korzystaniem z darów otrzymanych w sakramencie Chrztu. Dojrzała postawa życia, to głębsza współpraca z Duchem św. właśnie w tym sakramencie, który jest jedynym źródłem naszego istnienia w Bogu. Duch św. czyni ten sakrament swoim narzędziem w czynieniu nas coraz konkretniej dziećmi Bożymi. Łaska sakramentu jest siłą Ducha św., który mieszka w nas i przygotowuje nas wobec życia. Dziedzictwo Sakrament chrztu oprócz tego, że inicjuje nasze życie w Chrystusie, to również włącza nas w ogromne dziedzictwo, które zyskujemy stając się „pełnoprawnymi dziećmi Bożymi”. Będąc dzieckiem Bożym jestem szczególnie uprzywilejowany, gdyż otrzymuje to wszystko, co Bóg obiecał narodowi wybranemu. Udział w życiu Jezusa ofiarowuje nam to wszystko, co jest nam konieczne do życia. Owo dziedzictwo czyni nas jakby jedną osobą z Jezusem, a dzięki temu uczestniczymy we wszystkich przywilejach Jego synostwa. Uczestniczenie w życiu Jezusa rozciąga się nie tylko na rzeczy radosne, chwalebne, lecz także i na bolesne chwile Jego życia. Kiedy napotkamy w naszym życiu jakieś trudności musimy przez wiarę odnieść je do Jezusa, który jest możliwością zinterpretowania każdej chwili naszego życia. Dzięki Niemu, nawet to co najtrudniejsze staje się sensowne i owocne. Bóg przechadza się razem z nami po życiu, wyjaśniając nam przez działanie Ducha św. wszystkie etapy naszego życia. Musimy strzec zjednoczenia z Jezusem, abyśmy go nie utracili, gdyż wtedy nasze życie zatraci się w ciemnościach, przez co trudne będzie do zrozumienia jakiekolwiek zdarzenie. Dlatego tak ważne jest to, abyśmy pielęgnowali obecność Jezusa w naszych sercach. Dzięki modlitwie i sakramentom dokonuje się nieustanna komunikacja, dzięki której jednoczenie się z Jezusem przynosi nam zrozumienie życia i zadań, które dzięki Jezusowi stają się nowym życiowym powołaniem. Odnosząc swoje życie wobec Jezusa bardziej je rozumiemy, a przyjmując Jego życie jako swoje – czynimy swoje, nowym życiem. Udział w życiu Jezusa czyni nas autentycznymi chrześcijanami. Autentyczność ta opiera się na konkretnym świadectwie – życiu, w którym czyny wyrażają Słowo. Współuczestniczenie w życiu Jezusa mobilizuje nas do większej gorliwości i zaufania Temu, który jest istotą naszego życia. Kierując w swojej codzienności wzrok ku Niemu, każdego dnia mamy niebywałą okazję kąpać się w promieniach jego miłości. Łaska, którą udziela nam przez swego Ducha przenika nas i czyni nas swoim naczyniem. Gromadząc w sobie łaskę Ducha mam się nią karmić i pozwolić innym korzystać z tego źródła, by moje dary służyły jako wspólne dziedzictwo całej wspólnocie. Pokonać trudności Mamy wiele różnych tendencji… Jedną z nich jest odnoszenie swojego życia do rzeczywistości wyidealizowanych, które chcielibyśmy, aby się urzeczywistniły w naszym życiu. Wobec trudnych spraw mamy wybudowany wręcz cały świat ideologii, marzeń, pragnień, które chcielibyśmy, aby zastąpiły, owe trudności. Jeśli możemy to korzystamy z wszelkich możliwości, aby uniknąć tego, co trudne i w pewnym sensie jest to normalne. Jednak kiedy nie ma odwrotu, to wpadamy w paranoję, a miotając się czynimy sobie w gruncie rzeczy krzywdy i tak nie wydostając się z trudności. Przywykliśmy do mentalności, że to, co trudne jest nieopłacalne i często bezsensowne. Porzucamy trud na rzecz tego, co łatwe i przyjemne. Redukujemy swoje możliwości przez własne usposobienie wobec życia, codzienności. Pomimo tego, że w wielu sprawach bardzo nam zależy to jednak przejawiamy się lekkomyślnością, a często nawet niedojrzałością, gdy chodzi o racjonalne podejście wobec trudnych spraw. Boimy się trudności co skłania nas do budowania różnorodnych zapór, których celem ma być osłonięcie nas przed różnymi niespodziewanymi „atakami”. Wznosząca się coraz szczelniejsza forteca broni nas przed prymitywnym wyobrażeniem, że życie nas krzywdzi, bo nie spełnia się to, co byśmy chcieli, aby dokonywało się w naszym życiu. „Gdyby nie było trudnych doświadczeń, człowiek nigdy nie zrozumiałby, co tak naprawdę posiada i w każdej chwili może utracić”. Ścieranie się mojego „ego” z rzeczywistością życia prowadzi do wykrystalizowania tego, co najważniejsze we mnie i poza mną. Trudności ukazują sfery, z którymi człowiek się boryka i wobec których powinien włożyć więcej wysiłku fizycznego i duchowego, aby móc osiągnąć małą stabilizację życia. Trudności odbierają to, co zbyteczne i prowokują do pogłębienia wdzięczności za to, co przetrwało w nas i co staje się dzięki tym doświadczeniem coraz silniejsze. Często słyszę od różnych osób, kiedy dopadają mnie trudne sprawy – „zlej to ksiądz”. Trudno mi „zlać” te sprawy, gdyż zdaje sobie sprawę, że choć nie są proste, to stanowią te doświadczenia zasadniczą, ale nie najważniejszą część mojego życia. „Zlać” je, to w gruncie rzeczy odrzucić coś z siebie. Przecież nie kształtuję mojego życia tak, aby mieć trudności, gdy się pojawiają to, tak jak w chorym organizmie włączają się odpowiednie „regulatory”, których zadaniem jest bronić organizm. Człowiek popadający w jakieś trudne sprawy, musi uruchomić odpowiednie „narzędzia”, które pomogą mu uregulować jego funkcjonowanie życia. Posługując się słowem „narzędzia” mam tu na myśli przede wszystkim: obiektywne rozumowanie, umiejętności porównywania i wyciągania wniosków z różnych doświadczeń, stabilność emocjonalną, wiarę, konkretny program funkcjonowania i wiele innych spraw. Pokonywanie trudności mógłbym porównać do wspinania się na szczyt. Pokonujemy swoją fizyczną niechęć, ból, zmęczenie, gdyż wiemy, że pełną radość osiągniemy na szczycie. W swoich myślach jak Syzyf już jesteśmy na szczycie, a fizycznie będąc już blisko cofamy się, bo ból, zmęczenie są silniejsze od celu, który jest już tuż, tuż. Pokonywanie trudności musi mieć swe źródło w wierze. Kiedy na trudności spojrzymy z czysto ludzkiej perspektywy – nie znajdziemy żadnego sensu, który mógłby wypływać z owych trudności. Wiara uczy nas, że każda chwila, stąd też każde doświadczenie: dobre czy złe, proste, czy trudne w odpowiedni sposób wykorzystane może rodzić dobre owoce. W Chrystusie umęczonym i zabitym, Tym, którego najpierw lekceważono i upadlano możemy odzyskać siłę, konieczną do walki z trudnościami. Oczywiście nasze doświadczenia to nic w perspektywie doświadczeń Jezusa. Jednak Jego Chwała zwycięstwa kieruje nas do walki, z której wyjdziemy owocnie, umocnieni wobec kolejnych doświadczeń. kiom
|
|
menu główne
|
||
(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)