Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham.

 

    

Ewangelia Jana 21,15-17

            A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś baranki moje. I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie? Odparł Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś owce moje. Powiedział mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Czy kochasz Mnie? I rzekł do Niego: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego Jezus: Paś owce moje.

KOMENTARZ BIBLIJNY:

                Autora rozdziału 21 nurtowały pytania, być może żywe wśród wierzących w ów­czesnych gminach, o rolę czołowych postaci grona apostolskiego w życiu Kościo­ła. Czy i jakie rozporządzenia wydał Jezus Chrystus przed definitywnym rozłącze­niem się ze swoimi (Dz 1,9 nn)? Jan - podczas pisania tych słów już zapewne zmar­ły (por. w. 23) - pozostawił być może przedtem odnośne tradycje ustne (spisane?), i właśnie na ich podstawie autor udzielił odpowiedzi na to pytanie.

                15-17. Trzykrotne pytanie Jezusa nawiązuje niedwuznacznie do trzykrotnego wyparcia się Go przez Piotra (18,15 nn - por. 13,38); mniej prawdopodobna jest aluzja do procedury jurydycznej semickiej, w której trzykrotne powtórzenie decy­zji nabierało specjalnej wagi. Piotr jako zwierzchnik społeczności Jezusa winien kochać Go bardziej niż pozostali uczniowie. Miłość ta jest nie tylko owocem dobro­wolnej jego decyzji, ale przede wszystkim dziełem wyboru Bożego, popartego spe­cjalną łaską. Niedawny upadek dał mu to do zrozumienia w sposób jednoznaczny. Wybór na Księcia Apostołów zobowiązuje do większej miłości, na miarę udziela­nej mu łaski. Właśnie o tę gotowość do miłości zapytuje Jezus: czy Piotr jest w stanie kochać Jezusa na podobieństwo miłości, jaką On miłuje Ojca, a Ojciec Jego? (por. 17,26). Odpowiedź Piotra na postawione pytanie nie przypomina w niczym jego poprzednich spontanicznych reakcji; cechuje ją pokora i świadomość swej niegodności. Wie dobrze, że kocha Jezusa, a stopień tej miłości pozostawia Jego wszech­wiedzy. Jezus powierza Piotrowi pieczę nad swoją trzodą, przedstawioną jako „ba­ranki" i „owce". Oba terminy oddają atmosferę miłości, jaką otacza Zbawiciel swo­ją owczarnię (J10). Pozbawione podstaw jest natomiast określanie kategorii chrze­ścijan na podstawie obu terminów (np. baranki miałyby oznaczać prostych wier­nych, owce - chrześcijan zaawansowanych w wierze lub hierarchię). Oba określe­nia, podobnie jak trzykrotne „paś" skierowane do Piotra, oznaczają pełne udziele­nie prymatu Piotrowi. Wyraża on godność zwierzchnika nowego ludu Bożego. Nie zajmuje Piotr miejsca jedynego Pasterza, Jezusa Chrystusa, który nadal będzie kie­rował w sposób niewidzialny swoją owczarnią, ale będzie w Jego imieniu widzialną głową społeczności Chrystusowej w okresie między odejściem Jezusa ze świata a Jego eschatologicznym przybyciem w paruzji. Uroczysta formuła apokaliptyczna po­dwójnego „amen" nadaje specjalny wydźwięk słowom Jezusa.

MOJE MYŚLI:

            Czasami zwykłe wydarzenia, do których przywykliśmy, dostarczają nam również niezwykłe doświadczenia. Ostatnio będąc u spowiedzi wielkopostnej, kiedy ksiądz wypowiadał słowa nauki, usłyszałem to proste zdanie: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham.” Dotknęło mnie tak pozytywnie i radośnie, że przez najbliższy czas, to słowo szczególnie mi towarzyszyły. Chciałbym ten fragment rozważyć nie w sensie biblijnym, choć takowy komentarz przedłożyłem, ale tylko i wyłącznie ludzkim.

            Bóg chce pewnej decyzji.

            Wiemy, że zarówno wiara jak i codzienność wymaga konkretnej postawy człowieka. często stajemy wobec Boga, uznając Go chwiejnie jako swojego Pana. Chwiejność czyni nas coraz mniej wiernymi. Deklarujemy się jako chrześcijanie, jednak w naszej postawie widoczny jest znak sprzeciwu wobec tej „niewygodnej” dla nas woli Bożej. Nasze deklaracje, jak zresztą cała nasza osoba, są poddawane weryfikacji przez różne doświadczenia, które niejako sprawdzają nas i naszą siłę. Musimy wciąż stawiać coraz pewniej nasze kroki, które zbliżą nas do Boga. Determinacja, szczere pragnienie Boga, chęć przezwyciężenia niepowodzeń, zaprowadzą nas na duchową górę zwycięstwa, gdzie po ludzku może wciąż będą pytania, ale w sensie wiary odnajdujemy swój jedyny cel w życiu – odczuć i przekonać się o tym, jak bardzo Bóg mnie kocha.

            Fragment ten, nie ukazuje Jezusa, który jest ironiczny względem człowieka i jego życie. Trzykrotne postawienie pytania wobec św. Piotra: „Czy miłujesz mnie?” ma wzbudzić w każdym z nas nie pewność, lecz właśnie uświadomienie sobie, że pomimo wielu prób, może nieudolnych, w swoim życiu mam wzbić się ponad to, co trudne i nieudane i wciąż rodzić nadzieję. Musimy podejmować tą nadzieję, aby podejmując różne etapy wzrostu naszej wiary dochodzić do uświadomienia sobie, że Bóg zna nas i nie przekreśla, lecz wciąż daje nowe okazje do tego byśmy jeszcze bardziej Go kochali. Wiemy, że Jezus był częstym gościem, jak nie nawet domownikiem Szymona Piotra. Znał go, jego życie, problemy, myśli i w końcu również jego czyny (trzykrotne zaparcie się). Jezus pytając się trzy razy Piotra, czy Go miłuje wydaje się być bardzo delikatnym i wrażliwym wobec tego, co przeżywał Piotr.

            Choć Piotr zasmucił się, kiedy Jezus zadaje mu po raz trzeci pytanie, to wyraźnie widzimy jak staje się bardziej świadomy swojej ograniczoności i jak ewoluuje jego miłość do Pana. Pytania stawiane przez Jezusa mają uzdrowić wyrzuty sumienia Piotra. To uzdrowienie; doświadczenia pomagają Piotrowi bardziej ufnie stanąć przed Bogiem i wierniej wypełniać swoje zobowiązanie miłości. Kochając prawdziwie, wierzę w Boga, który jest dla mnie siłą do coraz ufniejszego stawiania kroków za Nim.

            Decyzja

            Trzykrotne pytanie Jezusa nawiązuje do trzykrotnego wyparcia się Go przez Piotra (18,15nn; 13,30). Możemy przyjąć też rozumienie, której jest mniej prawdopodobne, że jest to aluzja procedury jurydycznej semickiej, w której trzykrotne powtórzenie decyzji nabierało specjalnej wagi. Piotr, jako zwierzchnik społeczności Jezusa winien kochać Go bardziej niż pozostali uczniowie. Miłość ta jest nie tylko owocem dobrowolnej jego decyzji, ale przede wszystkim dziełem wyboru Boga, popartego specjalną łaską. Niedawny upadek dał mu to do zrozumienia w sposób jednoznaczny. Piotr jest zobowiązany do większej miłości, na miarę udzielonej mu łaski. O tę gotowość do miłości zapytuje go właśnie Jezus.

            Jego spontaniczność w poprzednich wypowiedziach zanika. Teraz jego postawa cechuje się pokorą i świadomością swej niegodności. Wie dobrze, że kocha Jezusa, a stopień tej miłości pozostawia Jego wszechwiedzy. Piotr w imieniu Jezusa staje się widzialną głową społeczności Chrystusowej. Jego decyzja miłości otwiera go na wszelkie dary, które pragnie przekazać mu Jezus. Decyzja miłości otwiera tę wielką Miłość Chrystusa na każdego człowieka.

            Wyznanie swej gotowości kochania

            Początkowo decyzja i odpowiedź Piotra wypływa dość spontanicznie. Kiedy Jezus zadaje kolejne – to samo pytanie, każe mu się zastanowić. Piotr ma odpowiedzieć sercem i wiarą. Piotr przez to powtórne pytanie przechodzi szybki proces dojrzewania. Jego miłość klaruje się i staje się narzędziem, którym posługuje się do odkrycia prawdy o sobie. 21,17 – „ Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” Uznaje swoją sytuację – swoje zaparcie się Jezusa. Wie, że jego decyzja jest możliwa jedynie dzięki łasce, którą posiada od Boga. Jego nawrócenie i umocnienie wyraża się w pokornym uznaniu Bożej Wszechmocy – Ty wszystko wiesz…Choć zdaje sobie sprawę z błędów, który popełnił i wie, że jako człowiek jest ograniczony, to i tak nie rezygnuje z wyznania swojej miłości wobec Jezusa. Żałuje tego, co zrobił – ta postawa wywołuje w nim szczere pragnienie kroczenia za Jezusem. Jego wyznanie miłości wobec Jezusa jest szczerym pragnieniem powrotu do wierności Bogu i służenia Mu z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił.

            Doświadczenie naszej spowiedzi.

            Spotkanie z Miłosiernym Jezusem w sakramencie spowiedzi wywołuje w nas często strach. Boimy się konfrontacji naszej grzeszności z doskonałą Miłością. Bóg pragnie, abyśmy pokonali swój strach przez pragnienie doświadczenia, że mimo wszystko i tak Bóg nas kocha. Musimy tak jak św. Piotr pozwolić Jezusowi, sobie wybaczyć. Boimy się często spowiedzi, bo wstydzimy się swoich grzechów, boimy się, że ktoś nas wyzwie i nie udzieli nam rozgrzeszenia. Pamiętajmy, że Bóg nie jest despotycznym Sędzią, ale pełnym miłości Pasterzem poszukującym długi czas swojej zagubionej owcy. Bóg pragnie, abyśmy nawrócenie traktowali jako zerwanie więzi z grzechem i opowiedzeniem się za Bożą miłością. choć wciąż grzeszymy i od czasu do czasu idziemy do spowiedzi to i tak Bóg jest wstanie zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Pomimo nawrotów naszej grzeszności jest gotów przyjąć nas za każdym razem i pomóc w odzyskaniu siły i łaski. Musimy pragnąć Jego miłości, ale musimy spróbować również szczerze Jego pokochać. Wyznanie grzechów w sakramencie spowiedzi jest niejako wypowiedzeniem słów: „Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham.” Panie Ty wiesz, że jestem grzeszny, że nie potrafię pokonać swoich ograniczeń, ale wiedz, że chcę Cię kochać. Musimy stale próbować, a Bóg widząc nasze starania i pragnienie będzie wciąż nam wybaczał i oczekiwał zmian. Bóg w swej miłości oczekuje naszych powrotów i chce, abyśmy  odnaleźli drogę do Niego. Bóg widząc naszą miłość daje nam dary, które daleko wyprzedzają naszej najśmielsze oczekiwania i pragnienia. Jeśli staramy się zrozumieć spowiedź św. i utrzymywać ją w atmosferze miłości nie będziemy odczuwali lęku, a wręcz przeciwnie do naszych serc zostanie wpompowana świeża krew pełna Bożej miłości, która uzdolni nas do pokonywania naszej grzeszności.

            Zaproszenie do głębszej miłości.

Te trzy pytania za każdym razem głębsze wymagania. Mianowicie mamy być przekonani, co do naszej odpowiedzi. Wraz z wyrażaniem jakiejś odpowiedzi stajemy się bardziej świadomi i odpowiedzialni za siebie i swoją postwę. Każda spowiedź kończy się tym, że człowiek staje wobec nowej rzeczywistości swojego życia. Musimy chcieć podjąc tą nową rzeczywistość w imię miłości, która chce w nas wzrtastać.

            Spowiedź to nie tylko poszukiwanie swoich grzechów, lecz przede wszystkim odnajdywanie drogi powrotnej do Boga. Spowiedź, Eucharystia i inne sakramenty niczego nie kończą, ale ich fizyczny koniec uświadamia konkretne zadania, które mamy podjąć jako owoc naszej radości z tego, że została nam ofiarowana nowa szansa.

            Spowiedź jest spotkaniem z Chrystusem, który za każdym razem przekonuje nas o swojej miłości, wprowadzając nas w nią, czyniąc szczególnymi przyjaciółmi. Wartość naszej miłości i życia zależy od tego, jak bardzo wnikiemy w Miłość.

            Aby nasza współpraca z Bogien przyniosła skutki musimy stanowczo powiedzieć Bogu: TAK. Spowiedź jest uznaniem, że Bóg wie wszystko o mnie i dlatego jest dla mnie faktycznym ratunkiem. Uznając swoją grzeszność i uznając Boga Boga jako nasz jedyny ratunek, doświadczamy niezwykłej siły w sobie – umiłowania Chrystusa.

            Powrót do codziennego zmagania się z grzechem nie jest może zbyt optymistyczny, ale siła nadziei pozwala nam pójść naprzód, chroniąc swoją codzienność od zła, które ma względem nas coraz mniej sił.

kiom

 

 

 

 

 

 

 

 

  menu główne

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)