Wielki Czwartek - z życia wzięte...

 

 

Z życia wzięte…

            Życie każdego z nas jest wyzwaniem. Dla jednych łatwiejszym, dla innych trudniejszym. Piękno życia zdumiewa każdego człowieka. Fascynuje nas w sensie biologicznym, chemicznym, fizycznym i duchowym. Choć tak wiele przez ludzkość zostało odkryte o samym człowieku, to i tak pozostaje wciąż morze spraw nieodgadnionych. Tak wiele możemy powiedzieć o świecie, a w perspektywie tych spraw tak nie wiele możemy powiedzieć o samych sobie – o człowieku.

            Powstrzymujemy się przed pochopnymi decyzjami, ale i tak nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć. Borykamy się z jedną wadą, na którą ludzkość nie odnalazła sposobu, a mianowicie – skłonność do grzechu. Walczymy z tą nielogiczną tendencją naszego życia. Kochamy swoje życie, szanujemy je, poszukujemy ideału, ale nasze postępowanie często zaprzecza temu, na czym nam zależy. Nielogiczność bierze górę, przegrywamy sami ze sobą, pozbawiamy się piękna naszego życia, czyniąc je bardziej gnuśnym i zawiłym. Niekiedy przychodzi czas opamiętania, ale często jest po prostu za późno. Ale czy dla osoby wierzącej kiedykolwiek jest za późno?

            Nie poddawaj się…

            Najważniejsze i najprostsze przesłanie dla każdego z nas. Cokolwiek i gdziekolwiek coś będzie się działo – nie poddawaj się! Zniechęcenie, ospałość, letniość, obojętność, to jedne z wielu zagrożeń dla każdego człowieka. musimy być czujni i ostrożni, gdyż życie jest jedno, a jego wartość tak cenna, że szkoda to wszystko stracić. Postępujemy z wiarą, która wleje światło we wszelką ciemność naszego życia. Staraj się nigdy nie postępować po omacku! Istotą naszej siły, wobec codziennych zadań, musi być modlitwa. Dzięki niej, każdy z nas, dziękując Bogu za wszelkie sytuacje, będzie odczuwał głębszą wdzięczność, nawet za te, drobne wydarzenia. Zdaję sobie sprawę, że modlitwa nie jest łatwym narzędziem. Wierność i cierpliwa adoracja pozwolą nam przyjąć postawę pokory względem Boga, który wszystko wykorzystuje, by ukochać człowieka. trud, którego doświadczymy ma nas obnażyć z przyzwyczajeń, pozoranctwa. Przejście przez doświadczenie trudu zaprowadzi nas na brzeg Prawdy, względem którego musimy wybudować trwały most. Budowla ta powinna składać się z takich elementów jak: cel, sens, wierność, miłość, ofiara. Krzyż dla chrześcijan staje się owym mostem łączącym nas z Prawdą.

            Doświadczyć siły…

            W chwilach trudu, wewnętrznych niechęci powstrzymujemy się od krzyku rozpaczy. Utrata sił, bezradność to często bardzo chwilowe odczucie życia i świata. W tych sytuacjach trudno nam pojąć jakikolwiek sens cierpienia – „krzyża”. Każdy trud, to szansa aby na nowo spojrzeć na siebie i swoje życie i odgadnąć z innym nastawieniem cel swojego życia. Trud nie zawsze musi pokonywać człowieka i odbierać mu, to co dla niego ważne. Musimy odczuć wewnętrznie potrzebę trudnych doświadczeń, które ścierają w nas to, co stare, zmurszałe i nieprzydatne. Poddając się dobrej weryfikacji możemy zyskać siły do realizacji życia w inny, albo też nowy sposób.

            W ciężkich doświadczeniach dość często nasza wiara stygnie i obumiera, a to tylko dlatego, że nie potrafimy identyfikować się z Jezusem. Spoglądamy na Niego z zewnątrz, częściowo wsłuchując się w to, co ma nam do powiedzenia. To zewnętrzne i ogólne bycie z Jezusem nie umożliwia, aby On mógł w nas wzrastać. Jeśli chcemy w Nim zobaczyć swoje życie, będzie to trudne, gdyż w Nim nie ma grzechu. Zmieńmy zatem spojrzenie, jego perspektywę, a spoglądając przez Jezusa na swoje życie o wiele ciekawsza i efektywniejsza będzie nasza obserwacja nas samych. Chrystus przez którego będziemy spoglądać na nasze życie doda nam sił i odwagi do czynienia w życiu wielkich zadań.

            Zostałem powołany

            Krzyż został bardzo mocno postawiony w moim życiu. Stał się on szczególnym darem i zadaniem. On jest streszczeniem mojego kapłańskiego życia. Misterium krzyża jest moją pustelnią, w której mogę napełnić się siłami i wiarą wobec wydarzeń, które może czekają mnie w życiu. Powołanie realizuje się w odpowiednim kształcie, a krzyż jest jego wyrazem. Powołanie realizuje się w odniesieniu do Boga i do bliźniego. Krzyż kształtuje naszą miłość i uzupełnia nas o doświadczenia innych ludzi. Musimy w swym powołaniu stale się rozwijać i dojrzewać do kolejnych zadań.

            Kapłan składając przyrzeczenia, odwołuje się do wielu zadań:

- pobożnie i z wiarą odprawiać misteria Chrystusa na chwałę Boga i dla uświęcenia ludu chrześcijańskiego.

- pilnie i mądrze spełniać posługę słowa, głosząc ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary.

- naśladować przykład Chrystusa, Dobrego Pasterza i nie szukając własnej korzyści troszczyć się o zbawienie ludzi

- ściśle jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem i razem z Nim samego siebie poświęcić Bogu za zbawienie ludzi.

            Tak ogólnie streszcza się życie kapłana. Jeśli to powołanie ubogacimy o krzyż, to wszystkie te zadania ma charakteryzować służba w imię Miłości.

            Kiedy w Wielki Czwartek odnawiam to przyrzeczenie patrzę na krzyż, który jest moją siłą. Czasoprzestrzeń związana z krzyżem jest wielką lekcją dla każdego człowieka. warto stawać się coraz bardziej dojrzałym uczniem krzyża, gdyż w tej szkole człowiek mocno chwyta swe życie w ręce i odpowiada na Boże wezwanie do tego, aby z Nim stanowić jedno. Połączenie mojego życia z Bogiem buduje krzyż! Ofiara miłości dokonuje się przez osobiste ofiarowanie się Bogu. Im bardziej pragnę odpowiedzieć na Boży plan względem mnie, to tym bardziej staję się częścią krzyża.

            Być Krzyżem

            To może trochę trudne do zrozumienia, ale miłość pozwala każdemu w sposób mistyczny rozumieć do czego to misterium powołuje człowieka. Oprócz zjednoczenia z Bogiem musi nam towarzyszyć zjednoczenie z innymi ludźmi. Krzyż mocno zakorzeniony w moim sercu stale wzrasta łącząc mnie z Bogiem w niewyobrażalnie piękny sposób. Każda Eucharystia to budowanie tej części krzyża, która łączy ziemię z niebem. Musimy dzięki przyjęciu krzyża stać się zakorzenionymi w Eucharystii. To ona jest Golgotą, na której dziś staje krzyż łączący moje serce z tęsknotą nieba. Być krzyżem, to przyjąć całe zobowiązanie, które niesie ze sobą Eucharystia. Ona rodzi się we wspólnocie, dlatego też tak istotną częścią krzyża, mojego życia, jest belka pozioma, będąca owocem miłości wzajemnej. Krzyż zbawi człowieka, tylko wtedy, gdy będzie wzrastał w miłości do Boga- całym swoim sercem, cała swą duszą, cała swą mocą i umysłem i w miłości do bliźniego – całym sobą, jak siebie samego.

            Cieszyć się ze zwycięstwa

            Są dwie drogi prowadzące na Golgotę. Jedna z nich prowadzi przez trud, niezrozumienie, bezsens do ciemnej strony krzyża, który symbolizuje nasz grzech. Druga droga prowadząca przez trudne doświadczenia, lęk, nadzieję, zrozumienie i sens do krzyż, na którym mogę zobaczyć przez chwilę Jezusa, którego ściągają z krzyża, kładą na ramionach matki i niosą do grobu. Jedna droga to przegrana dla człowieka, druga droga to droga do zwycięstwa dzięki Jezusowi. Kiedy postępuję drugą drogą, nie zatrzymuje się na samej Golgocie i krzyżu, ale idę dalej, by doświadczyć Zmartwychwstania – zwycięstwa. Nie poddawaj się, lecz wciąż próbuj, zyskuj siły, które pomogą ci realizować to, co odnajdziesz będąc krzyżem. Wypełnieniem twojej drogi , dopiero, gdy to wszystko uczynisz, stanie się Zwycięstwo. Choć śmierć Chrystusa jest bardzo przejmując, przez wiarę mogę znowu dostrzec nadzieję, która pozwoli mi nieść swój krzyż i krzyż innych, byśmy wszyscy mogli odczuć, że przez wiarę z krzyża wyrasta głębsza wiara, miłość i nadzieja.

 

kiom

 

 

 

 

 

 

 

 

  menu główne

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)