Wstęp pesymisty, rozwój realisty, przemiana optymisty…

 

    

                Niezwykły zestaw, który pragnę podjąć, rozwijając moją myśl, którą przygotowywałem na jedną z Niedziel – jako kazanie. To fakt, że jestem skomplikowanym człowiekiem, gdyż wydaje mi się, że łączę w sobie te trzy cechy: pesymizm, realizm i optymizm. Wykorzystuje je nie jako podsumowanie mojego życia, czy osoby, ale w tych cechach paradoksalnie otrzymuję motywację do działania.

                Wstęp pesymisty

                Świat nie jest idealny – to każdy wie, ale ironicznie w każdej chwili skłaniamy się do tego, aby bezsensownie siebie potępić, a innych idealizować, albo co gorsze oczerniając innych – potępiać ich, a siebie idealizować. Oczywiście jest ot pewnego rodzaju uogólnienie, gdyż nie wszyscy tak postępują.

                Spoglądając na świętych mamy skłonności do idealizowania tych osób i nie dostrzeganie ich grzeszności. Oni nie urodzili się świętymi, ale przy pomocy łaski Bożej, stali się świętymi. Św. Franciszek z Asyżu, bł. Karol De Foucauld zanim weszli na drogę Bożego planu nie byli świętymi, ich życie w niektórych sytuacjach było gorsze od naszego. Jednak oni się nawrócili i dlatego dziś są świętymi i błogosławionymi, a ja nadal grzesznikiem. Sztucznie się wybielamy w oczach innych osób, czy nawet Boga, a wewnętrznie nic się nie zmienia. Słaby stanie się jeszcze słabszy jeśli niczego w swoim życiu nie zrobi. Przemiana życia wymaga wewnętrznej gotowości do pracy nad sobą, swoimi skłonnościami. Świat jest trudny, życie jest przerażające, ale to z powodu człowieka, który wciąż gra jakiś epizod w swoim życiu. W życiu nie chodzi o to, abyśmy bezsensownie i mało budująco się osądzali, lecz o konstruktywne działanie. Musimy zmierzyć ze złem, ze skłonnościami i podążać ku ponadczasowym wartościom.

                Uznanie swojej grzeszności choć nie napawa nas optymizmem, to jest to moment konieczny do tego, aby Bóg mógł w nas ocalić to, co zostało poranione, zaprzepaszczone. Im więcej z siebie ofiarujemy Bogu (nawet swoją grzeszność) tym bardziej mnie umiłuje, a ja tym bardziej to odczuje i wykorzystam. Uświadomienie sobie i przyznanie się do grzeszności jest koniecznym etapem oczyszczenia, które w nas dokona sam Bóg! Choć łatwiej się o tym mówi, pisze niż czyni, to nie zatracajmy wszystkich starań prowadzących nas ku osobistemu uświęceniu.

                Rozwój realisty

                Posłużę się tutaj przykładem Ewangelicznym o jawnogrzesznicy (por. Łk 7,37-50) Każdy z nas jest grzeszny i nawet, gdy nie widzę u innych grzechów, nie mogę tej osoby idealizować. Realizm naszego życia – to radość i smutek; dobro i zło – w jakichkolwiek proporcjach będzie to wszystko występowało to i tak człowiek musi być czujnym, aby nie ulec gorszącym sytuacjom. Jawnogrzesznica – symbolizuje każdą grzeszność człowieka i możliwość odzyskania utraconej godności i łaski. Wolimy w swoim życiu odnieść się do lepszych od nas i w nich szukać koniecznych motywacji do przemienienia własnego życia. Gdybyśmy mieli się odnieść czy to do św. Franciszka z Asyżu, czy do jawnogrzesznicy, naturalnie bardziej byśmy się skłonili do św. Franciszka. Wypływa to z naturalnej skłonności idealizowania życia, osób, świata. Jednak nie koniecznie jest to zawsze najlepsze, gdyż często odnoszenie się do ideału może wprowadzić nas w zakłopotanie i przerośnie nas możliwość uczynienia jakiejkolwiek zmiany na wzór ideału. Jawnogrzesznica jest bliższym mi przykładem, bo jest w drodze do nawrócenia – nie jest już grzesznicą, ale nie jest też jeszcze świętą. Czyli podobnie jak ja wykorzystuje wszystkie dostępne środki do tego, aby się nawrócić i aby wykorzystać owoce tego nawrócenia.

                Spójrzmy na jawnogrzesznicę, na jej ujmującą postawę i skorzystajmy z jej nawrócenia. Jej postawa, przypomina wydzieranie swojego ciała z brudu błota. Dla tych, którzy uczestniczyli w kursie Filip – czy w ogóle w dynamice błota jest to szczególny symbol. Ów kobieta została przez wszystkich pogardzona. Jednak ten fakt nie odebrał jej siły nadziei. Wychodzi ze środowiska grzechu, w którym do tej pory przebywała i bez wstydu przedziera się przez szereg zapór, aby dotrzeć do Jezusa. Uznanie własnej grzeszności jest krokiem ku pełniejszemu doświadczeniu Bożego Miłosierdzia, które przemienia człowieka do tego stopnia, że jego życie staje się wolnym. Jawnogrzesznica przychodząc do Jezusa uznaje w Nim wybawcę i lekarza swojego ciała i duszy. Ujmujące są gesty jawnogrzesznicy – obmycie łzami nóg, wytarcie ich włosami i namaszczenie Go olejkiem. Pewne z tych gestów przynależą do gospodarza domu, które powinien uczynić względem gościa – Jezusa. Namaszczenie – jest gestem przeznaczonym dla proroków i królów… Więc w gruncie rzeczy bardzo wymowne jest to, co czyni jawnogrzesznica.

                Jawnogrzesznica przedzierając się przez zapory pokonuje swój wstyd i dociera do Jezusa, którego traktuje jak gościa w swoim domu – sercu. Płacząc nad swoim życiem obmywa z kurzu nogi Jezusa. Uznaje swoją grzeszność, dlatego pada na kolana i swoimi włosami ociera obmyte stopy Jezusa. Przychodząc do Jezusa ukazuje siebie, swoją grzeszność, którą chce odrzucić, przygotowując siebie na zmiany, które wprowadzi Jezus w jej życie. Jej wiara jest przesiąknięta tęsknotą za byciem kochaną i akceptowaną. Tęskni za godnością, którą utraciła przez swój grzech. Wiarę realizuje przez konkretne gesty, które wyrażają jej głęboko przeżywaną miłość. To nie zewnętrzne, nic nie znaczące gesty, lecz całe jej serce poranione, spieczone pragnieniem...

                Jej wiara, czyny to pierwsze już objawy jej nowego życia z Chrystusem. Wiemy, że Chrystus ofiarowując jej pokój, ofiarowuje coś więcej – nadzieję, godność, nową szansę życia.

                Realizm tej sytuacji tkwi w szczerej postawie jawnogrzesznicy. Oddaje się Bogu, niczego nie pozostawia dla siebie... Jej dawne życie odeszło, a wraz z nim ona sama. Teraz czuje, że prawdziwie żyć można w Chrystusie, który gwarantuje dobro.

                My również w tym obrazie musimy zauważyć konieczność zaangażowania w wiarę w Jezusa. Jest ono konieczne, gdy dzięki wierze mamy w sobie odwagę zrezygnowania z dotychczasowego życia względem przemian, które sugeruje nam sumienie. Wiara pozwala nam w naszym życiu odnaleźć Jezusa i uczynić Jego Osobę, Jego plan bardziej wyrazistym.

                Przemiana optymisty

                Ofiarowanie się Jezusowi w pełni, bez żadnego ograniczenia unosi nas do nieba, już teraz w naszej codzienności. Pokonujemy małymi krokami naszą trudną codzienność, zmierzając ku radości w Chrystusie. Czasami to, co wydaje nam się, że tracimy, tylko się przeobraża. Bóg jak ogrodnik pieli nasze życie, usuwając z samym korzeniem wszystko to, co jest niepotrzebne, złe. Jeśli pragniemy rozpoznać swoje prawdziwe życie musimy pozwolić Mu na ten zabieg. Ten proces oczyszczania jest po to, aby w nas było miejsce dla Niego. Św. Paweł podaje nam trudną drogę, ale zachwyci się nią ten, który pragnie ponadczasowego szczęścia i dobra – Gal 2,20 – „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”

                Mamy stopniowo przemieniać swoje życie, możemy to zawdzięczać naszemu nawróceniu, ale nade wszystko łasce ofiarowanej nam przez Boga. Im bardziej będziemy współpracowali z łaską ofiarowaną nam przez Boga, tym więcej będzie w nas Jego samego. „już nie ja żyję…” – wobec Chrystusa potrzebne jest przyzwolenie na Jego działanie w nas. Sam św. Paweł uznaje wszystko za nicość jeśli nie jest z Boga. sztuką jest tak żyć, by umieć w każdej chwili powiedzieć – „nie to, co ja chcę, lecz to, czego pragnie Bóg.” W ten sposób z tego wszystkiego czym jest moje życie niczego nie stracę, ale poddam to obróbce. „Uświadomienie swojego Ja” otwiera nas na szeroko rozciągającą się perspektywy, przypominające nam o istnieniu Boga. Dzięki śmierci duchowej swojego ja, człowiek otwiera się na Boży plan i jest całkowicie wolną osobą. Czyni w sobie miejsce, które dzięki zgodzie człowieka przejmuje Jezus. Nasze życie musi dążyć do takiej przemiany, by najwyższą wartością naszego życia był Jezus. „lecz żyje we mnie Chrystus” – Jego obecność w nas jest szczególnym gwarantem istnienia i realizowania się w nas wartości przyległych do Jezusa. Przemiana człowieka uznającego swą grzeszność polegać będzie na stałej walce o Prawdę o sobie i życiu. Choć pesymizm i realizm tej drogi jest faktycznie trudny, to przemiana człowieka polega na odnalezieniu w sobie „czegoś, co go pchnie ku optymizmowi”.

                Nie żyję naiwnym optymizmem, ale owocem, który wypływa z drogi pesymizmu i realizmu. Człowiek przyjmując Boga, stacza walkę z samym sobą i własną grzesznością. Weryfikacja życia, pragnienie dobra itd., choć nie muszą być natychmiastowym efektem naszego postępowania, to na drodze wiernego (choć i może słabego) kroczenia za Chrystusem, nadzieja nieba staje nam się bardzo bliska i możliwa do osiągnięcia. Chrystus stojąc w centrum naszego życia, staje się naszym przewodnikiem, wskazując nam jak mamy przemierzać szlaki codzienności, aby być świętym. Być przy Jezusie, to mieć w sobie cel i sens. Odwrócenie się od Boga momentalnie przygasa w nas to, co Boże. Optymizm, musi wypływać z doświadczeń, które przeżyliśmy będąc na drodze pesymizmu i realizmu, gdyż wtedy możemy dopiero dostrzec piękno duchowego optymizmu.

                Optymizm duchowy pomoże nam w rzeczywistości chwili, w której się znajdujemy, dostrzec oprócz pesymizmu i realizmu nadzieję – możliwość przemiany! Choć chwili przeszłej już nie ma, a przyszłej jeszcze nie ma, bo jest tylko chwila obecna, to warto, abyśmy troszczyli się o „optymizm dla przyszłości”. Jest on potrzebny w obecnym momencie dla naszych osobistych przemian, gdyż chwila obecna ma być realizowana tak, by jej owoce przenikały w przyszłość. „Tak żyj, aby każdego dnia niczego nie żałować” Optymizm pomaga przełamać to, co w naszym wyobrażeniu nam nie wyszło. Optymizm jest siłą twórczą, zebraną z całego naszego życia, do budowania mostu łączącego nas z Niebem.  Musimy budzić w sobie wciąż nadzieję, która pozwoli nam pokonać pesymizm. Nadzieja jest narzędziem wspierającym nasz realizm, który wzbudza w nas siły do bycia optymistą.

           

kiom

 

 

 

 

 

 

 

 

  menu główne

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)