![]() |
|
Mój Jezus... |
|
|
W jednym z moich rozważań, odnośnie wiary, poruszyłem właśnie to zagadnienie: „mój Jezus”. Chciałbym to rozwinąć, by ukazać, możliwość rozwijania swojej wiary, w kontekście osobistego spotkania z Jezusem. Możemy powiedzieć, że wiara buduje się na wspólnych religijnych doświadczeniach, które istnieją jako nauka Kościoła. Jednak treści w niej ujęte stają się podsumowaniem analiz, które dokonujemy przez nasze osobiste doświadczenia. Wiara, ta osobista, budowana w codzienności, przez różnorodne doświadczenia, odnajduje swoje podsumowanie, albo potwierdzenie w nauce Kościoła. Dlatego każdy z nas przeżywając jakiekolwiek doświadczenie w wierze, powinien na bieżąco starać się je zweryfikować z nauczeniem Kościoła, którego powinien być świadom. Zatem morał w tej części jest taki, że każdy z nas, powinien dzięki katechizacji szkolnej posiadać, przynajmniej minimalny zakres wiedzy na temat tego, co i jak uważa Kościół na poszczególne zagadnienia, które toczą się w naszej codzienności. Osobiste spotkanie z Jezusem. Każdy z nas przeżywając w większym, lub mniejszym stopniu swoją wiarę, powinien odkrywać osobiste spotkanie z Jezusem, jako najistotniejszy element dla budowania i stwarzania podstaw dla swojej wiary. Wiara wymaga konkretnej postawy, dlatego każdy z nas odkrywając rzeczywiście Jezusa, powinien postawić Go w centrum swojego życia. Na pewno, każdy z nas przeżył jakieś nadzwyczajne spotkanie z Jezusem, albo na modlitwie, albo w sakramencie spowiedzi, albo w codzienności, w jakimś konkretnym wydarzeniu, które uzmysłowiło nam coś, czego oczekuje, albo co pragnie nam ofiarować Jezus. (Novo millennio ineunte pkt 17) Kontemplacja oblicza Chrystusa winna czerpać inspirację z tego, co mówi o Nim Pismo Święte, które od pierwszej do ostatniej strony przeniknięte jest Jego tajemnicą, ukazywaną w niejasnym zarysie w Starym Testamencie, a w pełni objawioną w Nowym… Warto, abyśmy budując swoją wiarę – autentyczną postawę względem Boga, umieli ją sobie umotywować. Wierzę ponieważ… dlatego, że… kim dla mnie jest Jezus… Wydają się być oczywistymi te sprawy, jednak, gdy musimy swoją wiarę skonfrontować z otaczającymi nas osobami, ich postawami i sytuacjami, w których uczestniczymy, nasza wiara staje się krucha. Droga wiary, prowadzi najpierw przez osobiste odkrycie osoby Jezusa, który stanowi nas dla nas wartość, której oblicze ma konkretny kształt. Właśnie u początku budowania wiary, powinniśmy uzmysłowić sobie to, jakie oblicze ma mój Jezus. Ma to znaczącą wartość do dalszego budowania wiary i porozumienia pomiędzy wiarą, a codziennością. Wczytując się np. w jakieś fragmenty Pisma Świętego, człowiek pochyla się nad wieloma scenami i uzmysławia sobie, że jedne bardziej poruszają jego serce, inne bardzo go ciekawią i intrygują, a jeszcze inne są mu zupełnie obce. Dlaczego tak się dzieje? Gdyż człowiek z własnym usposobieniem – nastawieniem duszy i doświadczeniami, spogląda na poszczególne fragmenty i odnajduje tam siebie. Jednak poruszeni jakimiś kwestiami toczymy wewnętrzną walkę, jak mamy odnieść tą scenę do naszej codzienności, tego, co się w niej konkretnie dzieje. Punktem zwrotnym mogą być sytuacje, w których uczestniczy Jezus i wskazuje nam na to, jak mamy postępować i rozwiązywać poszczególne sytuacje w naszym życiu. Ten obraz, konkretna twarz Jezusa i Jego słowa, odnajdują się w przestrzeni naszego dnia i różnych sytuacji, wówczas odkrywamy Go, obecnego właśnie w tej chwili, w tej właśnie sytuacji. Staje się to wówczas naszym osobistym spotkaniem z Jezusem i odkryciem Go tak realnie obecnego w naszym życiu. Jaką twarz ma „mój Jezus” Spójrzmy na doświadczenia, które stały się naszym udziałem i próbujmy rozpoznać oblicze Jezusa. Jezus, którego możemy rozpoznać zarówno w chwila pełnych radości i uniesienia, jak również chwili bólu i cierpienia, kieruje naszymi sercami i pragnie być rozpoznanym i przyjętym. Ukażę tą kwestię na podstawie mojego bardzo osobistego doświadczenia: Będąc na spotkaniu Taize w Warszawie, 2000 roku, w czasie modlitwy na Torwarze, zanurzony w głębokiej ciszy, zobaczyłem scenę ukrzyżowania i zacząłem ją w myśli rozważać. Doświadczenie tego spotkania z Jezusem, było tak realistyczne i mocne, że myśl ta zupełnie pochłonęła mnie, że nie zdawałem sobie zupełnie sprawy z tego, co dzieje się wokół mnie. Na drugi dzień czułem jakieś niepohamowane myśli zdążające wciąż, właśnie do tego rozważania. Dotknięcie ręki – Boży palec – śmiałem się wtedy, ale każdego dnia wracałem do Ogrójca, przez drogę krzyżową dochodziłem do Zmartwychwstałego. Było to mniej więcej na trzecim roku studiów. Od tamtego czasu próbowałem zachęcić innych moich współbraci, a potem i różne osoby do rozważania scen oraz do wspólnego życia (choć w odległości) tym duchem – wspólnoty krzyża. Czas pokazał, że inni nie za bardzo podejmowali tą myśl, z różnych powodów, pozostałem sam i duchowo myślący niektóre osoby. Jednak duch trzech dni: czwartku, piątku i niedzieli pozostał, co opisałem w drodze życia – trzy dni… Codzienna modlitwa, rozważanie częste modlitwy w Ogrójcu sprawiły, że tak mocno przesiąkłem tym, że wciąż Chrystus Ukrzyżowany jest dla mnie najcenniejszym odkryciem mojej wiary. Styl życia, zasady, myśli i modlitwa, Eucharystia jest ciągłym wpatrywaniem się w Chrystusa, który umarł dla mnie na krzyżu z miłości do każdego z nas… Odkrycie, wydawałoby się proste, lecz wymagało ode mnie, zaangażowania nie tylko wiary, ale i też innych sił, aby zgłębić kolejne dni, odwzorowując towarzyszącą mi myśl o Jezusie ukrzyżowanym, wobec moich spraw codziennych. Modlitwa – akt oddania, postawa wobec codziennych wydarzeń – odkrywanie Jego oblicza nie tylko w cierpieniu, ale też opuszczeniu, zaniedbaniu i niechęci. Stopniowo mój Jezus stawał się dla mnie prawdziwym drogowskazem, przewodnikiem i przyjacielem. Nie przydawała mi się wiedza zdobyta na studiach, ale żywe spotkanie z Chrystusem, który stale mi przypominał o Sobie, w różnych wydarzeniach. Jezus ukrzyżowany wciąż zaprasza mnie do modlitwy, kontemplacji Jego Słowa, misterium Eucharystii i adoracji… Zachęcam was, abyście stworzyli odpowiednie warunki, w których Chrystus będzie miał okazję dotrzeć do waszego wnętrza i wam się osobiście objawić. Może lektura Słowa Bożego, pomoże wam to oblicze dostrzec, nazwać i wybrać.
|
|
(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)