Nie pozwólmy odebrać sobie nadziei...

 

 

 

(6 rozważanie) 

Trudno jest zrozumieć życie. Istnieją w nim tak przeróżne niuanse, że im bardziej wnikamy w pewne szczegóły tym bardziej stają się zawiłe. Życie to łańcuch różnych zdarzeń, które kierują się pewnymi prawami. Choć nic nie jest dziełem przypadku, mocno zastanawiamy się nad sensem i wartością niektórych sytuacji. Częściej trudne doświadczenia prowokują nas do stawiania pytań odnośnie sensu, wartości…

            Jeśli nie myślisz o swoim życiu, to znaczy, że jest ci ono obojętne i zadowalasz się tylko tym, co ewentualnie samoistnie pojawi się w twoim życiu. Jeśli natomiast poświęcasz czas na przemyślenie swojego życia, oznacza to, że albo dopiero czujesz, albo już zrozumiałeś jaką wartość stan owi to życie. Znając wartość życia, będzie nam zależało na tym, co faktycznie ważne i będziemy o to walczyli. Sytuacje, które nas dotkną, a które nie będą jakby „pod naszą kontrolą”, nie odbiorą nam poczucia tej wartości, a wręcz nawet umocnią postawę walki o godność i wolność człowieka. Bóg stwarzając człowieka, wyposażył go w wyjątkowość, na którą składa się wiele ważnych elementów, taki jak np. dusza, uczucia, wolność, inteligencja, miłość, wiara, umiejętności… Dość, że to człowieka charakteryzuje i odróżnia, to również te elementy stają się celami pośrednimi życie człowieka. Czy każdy z nas, zna wartość swojego życia? Przyglądając się naszej codzienności, proporcjom czasu poświęconego różnym zadaniom, czy osobom, zdaje się, że często postępujemy bardzo pochopnie. Z jednej strony trudno nam wyobrazić sobie przyszłość, zdobyć odpowiednią wyobraźnię i dzień dzisiejszy odpowiednio ukształtować, by tworzyć rzeczywiście przyszłość, a z drugiej strony niebagatelna historia życia, której albo żałujemy, albo się wstydzimy. Życie choć niekiedy stawia nam trudne doświadczenia, nigdy nie odbiera nam tego, co najważniejsze. Często człowiek dla człowieka stanowi trudności to my wzajemnie sobie odbieramy radość życia. Nie powinno tak być, ale niestety często takie sytuacje mają miejsce. Druga osoba jest dla nas „darem i zadaniem” i to, czym powinniśmy się cechować to: wzajemna odpowiedzialność, tolerancja, troska, wsparcie fizyczne i duchowe, nadzieja. Jeśli rzeczywiście będziemy otrzymywali wsparcie ze strony drugiej osoby, wówczas łatwiej nam będzie wytrwać w tym, co dobre, a jednocześnie wartościowe.

            Niczego nie tracę, bo to, co dla mnie najważniejsze mam w sercu! Prawdziwa wartość, dobro, nie może być nam odebrane, gdyż wyrasta to z naszego wnętrza. Sytuacje, czy ludzie mogą pozbawić nas tylko tego, co zewnętrze i powierzchowne. Jeśli jesteśmy prawdziwie szczęśliwi, to nie muszę „szczerzyć zębów”, ale nawet zachowują zewnętrzną powagę, radość rozpiera moje serce. Wydaje mi się słuszne stwierdzenie – „nie przywiązuj się do rzeczy, ani tego, co zewnętrzne”. Człowiek po części uzależnia swoje życie od przeróżnych zewnętrznych elementów: dom, praca, sukces, powodzenie, druga osoba, imprezy, używki itp. Jedne z nich są dobre i rozwijają człowieka, inne natomiast powodują zniszczenie. Wszystko to, co nas ogranicza, zniewala, uzależnia, nie jest dobrem i nie należałoby się do tego przywiązywać. Niekiedy tak bardzo przywiązujemy się do przedmiotów lub osób, że zamiast dobra, otrzymujemy, albo raczej sami powodujemy rozgoryczenie. Wartości, które zakorzenione są mocno w naszych sercach, z całym przekonaniem należą do dobrych tylko i wyłącznie wtedy, gdy tchnie w nich duch nadprzyrodzoności – są ponadczasowe.

            Przywiązanie do przedmiotów, czy ludzi powoduje często uzależnienie tego „jacy jesteśmy, jak postępujemy, co przeżywamy”. Niekiedy nie uświadamiamy sobie tego, ale spójrzmy przez pryzmat przykładów np. Młody człowiek mówi: „nie wyobrażam sobie dobrej imprezy, bez piwka…”, albo „po co być z taką laską, z którą nie można współżyć (zmieniłem słowo…), albo „bez niego nie umiem żyć” – mówi zakochana dziewczyna, albo „dziś w świecie jak nie mam kasy, to jestem nikim”. Można by pisać i pisać, pewnie w nieskończoność. Używamy pewnych zwrotów nieświadomie, ale dla obiektywnego obserwatora jest to sygnał, do możliwych niebezpieczeństw istniejących pod tymi sformułowaniami. Człowiek uzależniony tego typu zachowaniami, nie zdaje sobie sprawy, że nie może osiągnąć prawdziwego szczęścia, nie uwolniwszy się wpierw od tego, co mu zewnętrznie towarzyszy. „Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie” – sformułowanie zakochanych w sobie osób, wydaje się być piękne, a deklaracja choć zwięzła, ukazuje zadziwiającą miłość, którą się wzajemnie obdarzają. Zobaczmy, że tak naprawdę, takie stwierdzenie może w niektórych sytuacjach, względnie w przypadku różnych osób być ciążące, wręcz obezwładniającym postępowaniem. Może drastyczna kontynuacja takiego sformułowania – „…to, co ty zrobisz jak ja umrę, albo będę musiała na dłużej wyjechać?”. Ciężar leży , w wywołaniu w drugiej osobie jakiejś reakcji, a jak w tym momencie może nam się nasuwać – „nie mogę mieć własnego zdania, życia, nic tylko on ma sprawiać mi radość?”. W pewnym momencie swoim pragnieniem jedna, drugą osobę może zwyczajnie zadusić. W takim razie jak mogłoby to brzmieć doskonalej? – „Tworzenie życia z tobą, jest czymś niewyobrażalnie pięknym!” Może czepiam się przez ten przykład pewnych błahych spraw. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana jeśli swoje życie, szczęście, sens życia, człowiek uzależnia od tego, co posiada. Nawet w sensie najszczytniejszych celów i dążeń, każda wartość nieodpowiednio wykorzystywana może stać się zagrożeniem.

            Człowiek w takiej sytuacji przywiązując się, czy to do osób, czy do rzeczy, często pozbawia się własnego szczęścia i nadziei, gdy tychże osób, czy rzeczy nam brakuje. A przecież szczęście i nadzieja powinna być w nas, a nie poza nami. „Nie pozwólmy odebrać sobie nadziei…” – to oznacza, że musimy uodpornić się i uwolnić wobec zewnętrznych warunków, tak, by w swoim wnętrzu stworzyć przestrzeń rodzącej się nadziei i radości. Zewnętrzne sprawy mogą ubogacić, albo umocnić naszą nadzieję i szczęście, ale nie powinny stawać się ich źródłem. Żadna sytuacja, ani człowiek nie powinien mieć możliwości odebrania nam szczęścia, ani nadziei. Mimo tego, że naszą naturą jest żyć i tworzyć wspólnotę, powinniśmy chronić swoją odrębność. Dzięki dystansowi i naturalnemu wyczuciu własnej wartości, człowiek dojrzeje do faktu, że on sam jest niezależnym źródłem tych wartości. Nie miejcie wrażenia, że wdrażam przesadny indywidualizm. Każdy z nas ma świadomość, że jedynym prawdziwym źródłem wszelkich wartości jest Bóg, ale same wartości zostały nam ofiarowane w depozyt i to od nas zależy stan tych wartości w naszym wnętrzu.

            Temat, który rozważam przypomina mi postawę Hioba, któremu wszystko odebrano, a wewnętrznie utrzymał wierność Bogu. Skąd w jego życiu tak silna wiara? Otóż stan życia – szczęście i wiara – nie były uzależnione od tego, co posiadał, kim był…, ale od wewnętrznego usposobienia wobec woli Boga. Zdystansowanie się wobec zewnętrznych warunków, wytrwałość względem wewnętrznych wartości pozwoliły dokonać czegoś niezwykłego – wytrwać w nadziei, wbrew beznadziei. Przykład Hioba ukazuje jak potrzebne jest doświadczenie ogołocenia – to znaczy, uwolnienie się od wszystkiego. Pełnia wolności jest możliwa do osiągnięcia tylko dla tych, którzy rozumieją jakimi prawami rządzi się wolność. Niektórzy być może będą chcieli świadomie nas ograniczać, znajdą się niezależnie do naszego działania warunki, które również będą krępowały nasze życie. Jednak potęga wewnętrznej wolności, pozwoli nam mimo tego wszystkiego zachować pokój, dystans, wiarę i nadzieję. Będziemy jakby zamknięci w szklarni, gdzie panują inne warunki, a świat zewnętrzny nie ma bezpośredniego dostępu do naszego wnętrza. Może bardzo nietypowy przykład, ale chciałbym tą myślą jeszcze bardziej ukazać wam – co znaczy posiadać wewnętrzny duchowy ogród, który nie pozwoli niczemu, ani nikomu, odebrać nam nadziei i nie tylko… Będąc w Oświęcimiu poszedłem do celi o. Maksymiliana Kolbe, miejsca jego stracenia. Ciemne pomieszczenie, z małym okratowanym okienkiem. Miejsce – cały podziemny zespół cel i różnych innych pomieszczeń, przesiąkniętych ludzkim bólem, beznadzieją, krwią i śmiercią niezliczonej rzeszy ludzi. W tym miejscu trudno było myśleć o czymkolwiek optymistycznym, ale wówczas uświadomiłem sobie, że w całym tym obozie nie był tylko om. Maksymilian, ale wielu ludzi, którzy heroicznie walczyli o własne i innych osób życie. To, co ich otaczało do dziś jest przerażającym symbolem ludzkiej głupoty i braku pohamowania. Mogłoby się wydawać, że w tym miejscu tym bardziej wszystkie zewnętrzne czynniki pozbawiały każdego człowieka godności, humanitaryzmu, wolności i życia! O. Maksymilian jak i wielu mu podobnych byli światłem nadziei. On sam potrafił ofiarować swoje życie, za życie innej osoby. Skąd taka siła? Nie pozwolił odebrać sobie nadziei – gdyż źródłem wartości, którymi żył do końca, było jego wnętrze – dusza. Jeszcze inny przykład osoby, która może mniej, albo wcale nie znana przez was, ale jej życie i to, co czynił – pozwala również mi, za wieloma osobami, określić go Świadkiem Nadziei – a mianowicie, mam na myśli F.X. Nguyen van Thuan (biskup, który 13 lat spędził w więziennej celi). Dawał on siłę tysiącom osób, a dzięki temu również nadzieję i wolność, a wszystko za sprawą pisanych na skrawkach fragmentach Pisma Świętego i krótkich ich rozważań. Przetrwał ten trudny dla niego czas, strasznych prób, dzięki temu, że jego wnętrze – dusza, była przepełniona, przez Słowo Boże, miłością do Chrystusa.

            Czy istnieją w moim życiu tak naprawdę sprawy i ograniczenia, którym nie potrafiłbym stawić czoła i z nimi wygrać?  Czerpmy siłę z naszego wnętrza – ogrodu – sanktuarium Jezusa, który umocni nas, na naszych drogach do tego stopnia, że przenigdy nie pozwolimy odebrać sobie nadziei. Życie nie polega na ucieczce przed światem do swojego wnętrza, ale na wychodzeniu do świata z miejsca, w którym zakorzeniona jest miłość, wiara, nadzieja, dobro, wolność…

 

 

 

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)