Nowe życie

 

 

tutaj możesz skomentować

Misterium Paschalne jest okazją do głębszego wejścia w istotę nauczania Chrystusa. Prawdy, które głosił swoim życiem, ukazują „nową jakość życia”. Przejmując siłę Jego nauczania możemy przekonać się, że przynosi nam nowe powołanie – „zrodził nas do żywej nadziei…” (por. 1 P1,3). Człowiek każdego czasu stawia sobie jedno zasadnicze pytanie – „Jak mam żyć?”. Odwagą jest poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie. W rzeczywistości tajemnicy Triduum Paschalnego, Chrystus ukazuje nam własnym życiem, gotową odpowiedź. „Przez swoją śmierć, Chrystus wyzwala nas od grzechu; przez swoje Zmartwychwstanie  otwiera nam dostęp do nowego życia” (por. KKK 654). Rozeznając to stwierdzenie, wnikamy w zamysł zbawczy Chrystusa – pragnienie naszej wolności i nowej jakości życia! Te dwie sprawy człowiek musi koniecznie uwzględnić, by móc odkryć i żyć jako faktyczne stworzenie uczynione na obraz i podobieństwo Boże.

Wolność

Człowiek jest zniewolony najpierw przez samego siebie, a później również przez wiele zewnętrznych negatywnych czynników. Wolność – to zagwarantowanie sobie obiektywizmu. Trzeba dostrzec prawdę, aby móc nią żyć! Często jednak pragniemy na odwrót – wpierw chcemy coś czynić, czymś żyć, a później głębiej to poznawać. To jest nasze dziwne rozumienie wolności. Chciałbym, abyśmy do tego rozważania posłużyli się obrazem „Niewiernego Tomasza” (por. J 20,24.26). Być wolnym to w tym względzie umieć sobie dostarczać treść prawdy. Tomasz nie będąc zgromadzonym zer wspólnotą, szuka własnego wyobrażenia wolności. Taka postawa odbiera mu zaufanie, względem tych, którzy już pojęli wiarę w Zmartwychwstałego. Tomasz ma zamknięte serce, a pozostali uczniowie przebywają w pomieszczeniu za zamkniętymi drzwiami, co nie stanowi problemu dla Jezusa.

„Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy…” Właśnie obawy są tym niepożądanym elementem w wolności człowieka. Lęk przed człowiekiem, sytuacją itp. stanowią ograniczenie dla człowieka.  Wolność człowieka jest ograniczona przez jego obawy… To one są źródłem niepokoju i bezwładu wobec osób, czy sytuacji. Chrystus pokonuje te obawy ofiarowując człowiekowi swoją obecność, oraz dar, stanowiący klucz do rozwiązania tychże kwestii – a mianowicie POKÓJ. Człowiek musi zwyciężyć samego siebie, rodząc w swoim sercu pokój. On jest szansą głębszego wniknięcia w relację przyjaźni z Jezusem. By móc być wolnym, musimy otworzyć się na prawdziwą wolność, którą doświadczamy jedynie w Jezusie. Jezus pokonując ludzkie zapory, daje szansę, byśmy mogli skorzystać z prawa do własnego życia. „Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych” Myślę, że jest to świadectwo całkowitej dyspozycyjności Boga dla człowieka. Odkrycie Jezusa, może pociągnąć nas do „nowego życia”. Kierując się samą obecnością Boga, człowiek zyskuje przekonanie, że Jezus jest Ideałem – sposobem na życie, który ja, jako człowiek, mogę urzeczywistnić. Bóg  w Jezusie Chrystusie wychodzi mi naprzeciw – dlatego tak piękne stają się te doświadczenia, w których człowiek na swojej drodze spotyka Jezusa i na niej właśnie, wyznaje swoją wiarę.

Wolność człowieka, ta dobrze rozumiana, jest niczym innym, jak dyspozycyjnością względem woli Boga. Otwarte serce jest żywym symbolem wolności. Człowiek, dzięki otwartemu sercu, wnika w zamysł Boga, stając się Jego realizatorem. Problemem naszej wolności jest wciąż odległość nas od Ideału – Jezusa. Dyspozycja wynika z ludzkiego sposobu doświadczania życia i wyobrażenia wolności. Bóg miłuje inaczej niż człowiek. By móc osiągnąć wolność, konieczne jest przezwyciężanie własnego, egoistycznego nastawienia wobec życia, świata i ludzi. Prawo do wolności zostało nam ofiarowane wraz z momentem naszego poczęcia. Problem nie polega na braku wolności, lecz na ludzkiej tendencji skarykaturyzowania tego pojęcia i sposobu jego realizowania.  Być wolnym to pragnąć Jezusa!

Wolność odkryje przed nami możliwość realizowania nowego życia – innej „jakości życia” ważne jest osiągnięcie prawdziwej wolności; ważny jest również sposób jej wykorzystywania. Wolność wprowadza nas w nowe życie (por. KKK 654), które niesie dwa zadania: widzieć Jezusa, odkryć Jezusa pomiędzy nami.

Widzieć Jezusa, to dostrzegać Jego działanie, a przede wszystkim moc Jego Słowa! Szukając uproszczonego tekstu, ukazującego Jezusa, Jego miłość znalazłem coś, co uświadomiło mi pewną prawdę, a mianowicie dystans istniejący pomiędzy mną, a Jezusem; dystans istniejący pomiędzy tym kim jestem ja, a kim jest On.

Jezus miłuje nas wszystkich – my natomiast często miłujmy tych, którzy myślą podobnie jak my, którzy mają podobne zainteresowania, tych, z którymi wiążą nas wspólne interesy. Jezus miłuje nas mimo braku odpowiedzi z naszej strony, kocha nas dalej jako pierwszy – my, kiedy robimy dla kogoś coś dobrego, często uwarunkowujemy naszą dalszą miłość do jego odpowiedniej odpowiedzi. Jezus miłuje nieprzyjaciół – my jesteśmy skłonni pozostać wśród przyjaciół i miłować tych, którzy nas miłują. Jezus miłował nas aż do oddania życia – my czasem boimy się poświęcenia i pozostajemy przy pięknych uśmiechach.

Widzimy, że potrzebą pierwszą w naszym życiu jest uczenie się od Jezusa tej miłości, która pozwoli mi Go widzieć. Kochając tak jak On, odkryjemy Go pomiędzy nami. Kiedy pomiędzy ludźmi ta miłość stanie się wzajemna, wówczas ludzie spotkają Jezusa Zmartwychwstałego. Dlaczego nie widzę Jezusa? – bo nie umiem kochać?

Odkrycie Boga – Miłość jest dla nas, rewolucyjnym pryzmatem życia, spoglądając przez niego, wszystko, co do tej pory zyskaliśmy, wydaje się być innym, jakby odmienionym. Chrystus jest łaską nowego spojrzenia na życie, jest darem nowego życia.

Rzeczą ujmującą, nasze serce jest dwukrotnie pojawiające się we fragmencie biblijnym stwierdzenie – „stanął pośrodku…”. Niebywałość polega najpierw na tym, że Chrystus stoi rzeczywiście pośrodku nas. Chrystus zmartwychwstały odnajduje swoje miejsce w sercu każdego wierzącego. Przyjmując wiarę w Zmartwychwstanie dostrzegamy Jego obecność nie tylko tą sakramentalną, ale również duchową pomiędzy nami – „bo gdzie dwaj albo trzej zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich…” (por. Mt 18,20)

Dzięki temu fragmentowi możemy pogłębić treść płynącą z świadomości – Jezus pośrodku. Dwukrotnie we fragmencie o niewiernym Tomaszu pada pozornie błahe sformułowanie: „stanął pośrodku” Idąc dalej za tymi słowami widzimy szersze znaczenie i sposób realizacji tych słów przez Jezusa. Dla mnie to słowo – ich znaczenie i możliwość ich realizacji prowadzi do stworzenia pewnej „przestrzeni”, w której jestem bezpieczny i w której mogę realizować swoje życie tak jak należy i do końca. Z jednej strony jest to bardzo piękne i proste, a z drugiej strony pojawia się trudność wysłowienia tego bardzo wewnętrznego daru. Postaram się jednak scharakteryzować tą przestrzeń według mojego doświadczenia.

Chciałbym uwrażliwić was, że treść ta nie ma znaczenia autorytatywnego, gdyż nie mam w tym względzie odpowiedniej wiedzy – „nie jestem moralizatorem i ekspertem w sensie erudycznym”. Przejdźmy zatem do rozważenia słów: „stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam!” (por. Łk 24,36; J 20,19.21.26)

Jezus stając pośrodku jakiś osób, stanowi ich centrum, punkt orbitalny, odniesienia… Dzięki jego obecności „pośrodku”, automatycznie tworzy się jakaś przestrzeń, którą wytwarza sam Jezus. Mogę tu użyć pojęć, już kiedyś przeze mnie używanych, a mianowicie ORBITA MIŁOŚCI. Podobnie jak Ziemia ma pole grawitacji, utrzymując ludzi i przedmioty na ziemi; tak Jezus wykorzystuje miłość, by utrzymać nas w przestrzeni, w której jest On obecny. Przyciąga nas swoją miłością, w pełni akceptując naszą wolność i pozwalając nam na dokonywanie własnych wyborów. Przebywanie blisko Boga, gwarantuje nam odarcie ze wszelkich form zniewolenia, co czyni nas bardziej obiektywnymi. W naszym sercu wolność powinna realizować się przez dyspozycyjność względem tego, co dla nas najlepsze.

Fragment, który rozważamy opisuje, że Jezus „stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam!” Chrystus właśnie tym darem dociera do naszego wnętrza, czyniąc w nas rzeczywisty pokój. Ten duch przenika nasze wnętrze, ale dociera również w każdą sprawę, składającą się na naszą codzienność. Pokój wewnętrzny jest bardzo ważnym narzędziem, którym kruszymy wszelkie bariery dzielące nas od rzeczywistości. Wewnętrzny pokój pomaga nam żyć w taki sposób, aby mieć władzę nad tym wszystkim, co nas otacza. Pokój nie pozwala stłamsić w nas nadziei.

                Wspólnota apostołów przeżywa to wszystko co się niedawno zdarzyło. Mają różne dylematy, wątpliwości. Nagromadzone w ich sercach doświadczenia nie składają się w całość, dlatego czują wewnętrzny niepokój. Chrystus stając pośród nich, przynosi im najbardziej im potrzebny dar. Apostołowie wierząc już w zmartwychwstanie, stają się inni. Wyróżnia ich pokój, radość i zrozumienie. Obecność Jezusa pośród nas jest właśnie tego gwarantem.

Ludzi łączy szczególna więź – powszechne braterstwo. Odkrywają, że zbliżając się jakiegoś wspólnego celu, sami – względem siebie – stają się bliżsi. Łączy ich nie tylko miejsce, czy czas, ale relacje, które się tworzą, szczególnie łączą ich serca. Spoglądając na fragment, dostrzec można, że to, co w pewnym czasie zaczyna ich szczególnie łączyć – to Jezus, który ukazuje się im po to, aby uwierzyli. W pierwszej części wspólnota uczniów (bez Tomasza) odkrywa Jezusa, dzięki temu, że mogą Go zobaczyć. Widać natychmiastową zmianę w ich sercach: „Widzieliśmy Pana…” Otóż to właśnie stało się czynnikiem scalającym ich jako wspólnotę. Pragną pełni tej wspólnoty, dlatego tak mocno przekonują Tomasza, aby przyszedł i pozostał z nimi. To, co się wydarzyło tak bardzo ich zmieniło, że świadectwo, które głosili sprawiło, że przekonują Tomasza, aby trwał z nimi we wspólnocie. Jawi się nam tu dość szczególna relacja, a mianowicie  - wzajemna odpowiedzialność, miłość, wiara… To łączy tę wspólnotę, dlatego z jednej strony staje się tak silną, a z drugiej strony, wydaje o sobie nadzwyczajne piękne świadectwo.

„Gdzie dwaj, albo trzej zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20) Myślę, że w kontekście dotychczasowego rozważania, to zdanie staje się oczywiste. Jezus swą obecnością łączy ludzi, dlatego relacje budowane na jedności stają się bardziej trwałe i owocne. W zdaniu, które przed chwilą przytoczyłem widzimy jak ważne jest to, aby ludzie trwali we wspólnocie (nawet tej najmniejszej dwu trzy osobowej). Wspólnota składa się z osób, które zachowują swą „indywidualną właściwość”, stają się dla siebie wzajemnie darem. Wspólnota osób kieruje swój wzrok i serce w kierunku Jezusa, stojącego pośrodku. Pięknym wydarzeniem i zadaniem obowiązującym wspólnotę jest: odnoszenie wobec Niego swojego życia; odkrywanie w Nim odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Ubogacamy soje wnętrze i doświadczenia życiowe dzięki skoncentrowaniu się na Jezusie, który jest Prawdą i Światłem wobec naszego życia. Ludzie stanowią trzon wspólnoty, która jest tym, czym jest dzięki obecności Jezusa pośrodku. Osoby tworzące wspólnotę dzielą się swoimi doświadczeniami, budują nowe życie na trwałych, bo Bożych fundamentach, kierują się w sprawach codziennych wzajemną miłością. Obecność wspólnoty skupionej wokół Jezusa, jest stałym doświadczeniem owoców – łaski, udzielonej przez Boga, każdemu człowiekowi, gotowemu do współpracy.

Wspólnota przeżywa ogromną radość z faktu obecności pośród nich Jezusa. Mogą Go dotknąć, porozmawiać z Nim, spożyć wieczerze… W pewnym momencie Jezus znika, zostając cały czas z nimi, ale już w ich sercach. Serce staje się środowiskiem wiary, w którym przyjmujemy Jezusa. Obecność Jezusa pośród ludzi, rodzi bardzo wiele owoców, które mają charakter integrujący-jednoczący, oraz pogłębiający  duchowo i fizycznie treść życia.

Wyrazem tego, co przed chwilą pisałem jest Eucharystia. Gromadzimy się jako wspólnota wokół Jezusa. On będąc pośród nas, zawiązuje pomiędzy nami niezwykłe duchowe więzi. Postępując naprzód w procesji do Komunii świętej, przedstawiamy symbolicznie to, co powinniśmy urzeczywistniać w naszej codzienności. Szczególną rzeczą w tym symbolu jest wspólne podążanie w jednym kierunku i celu.  Ludzie postępują za sobą w pewnym momencie stają przed Chrystusem, którego najpierw wyznają, a później przyjmują do swojego serca. Kiedy ludzie docierają do „kresu tej pielgrzymki”, Jezus staje pośrodku – pomiędzy kapłanem trzymającym Ciało Chrystusa, a każdą osobą, przystępującą do Komunii.

W tym wydarzeniu możemy dostrzec pewne znaki, charakterystyczne dla wspólnoty, które jeśli jeszcze bardziej uwypuklimy, staną się trwałym fundamentem dla naszej wiary i nowych doświadczeń, które dzięki nim będziemy przeżywali.

 

 

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)