Dekalog pogody ducha bł. Jana XXIII
1. TYLKO DZISIAJ postaram się żyć wyłącznie dniem dzisiejszym, nie chcąc rozwiązywać za jednym zamachem wszystkich problemów mego życia.
2. TYLKO DZISIAJ maksymalnie zatroszczę się o moją postawę: być uprzejmym, nikogo nie krytykować ani tego nie pragnąć, nie uczyć karności nikogo poza samym sobą.
3. TYLKO DZISIAJ będę szczęśliwy w przekonaniu, że zostałem stworzony, aby być szczęśliwym, i to nie tylko w przyszłym świecie, ale również teraz.
4. TYLKO DZISIAJ przystosuję się do okoliczności, i nie będę domagał się, by to one dostosowały się do moich planów.
5. TYLKO DZISIAJ przeznaczę przynajmniej 10 min. na dobrą lekturę, pamiętając, że jak pokarm potrzebny jest do życia ciała, tak dobra lektura potrzebna jest dla duszy.
6. TYLKO DZISIAJ uczynię coś dobrego i nikomu o tym nie powiem.
7. TYLKO DZISIAJ uczynię przynajmniej jedną z tych rzeczy, których czynić nie lubię, a jeżeli moje zmysły czułyby się pokrzywdzone, postaram się, by nikt się o tym nie dowiedział.
8. TYLKO DZISIAJ sporządzę szczegółowy plan dnia. Może nawet nie wypełnię go dokładnie, ale go zredaguję. Będę się strzegł dwóch nieszczęść: POŚPIECHU I NIEZDECYDOWANIA.
9. TYLKO DZISIAJ będę wierzył niestrudzenie, nawet gdyby okoliczności mówiły co innego, że dobra Opatrzność Boża opiekuje się mną tak, jakby nikogo innego na świecie nie było.
10. TYLKO DZISIAJ nie będę się lękał. Szczególnie zaś nie ulęknę się radować pięknem i wierzyć w dobroć.
„Człowiek wierzący nigdy nie jest smutny. Prawdziwie wierzący jest zawsze optymistą.”
Valerio Albisetti – Śmiać się całym sercem
Wiara jest narzędziem, dzięki któremu mamy możliwość porozumiewania się z Bogiem; odczuwania Jego obecności pomiędzy nami; widzenia Jego wielkich dzieł. Wiara, oprócz tych zewnętrznych wymiarów swego działania, ma jakże większy wpływ na samo wnętrze człowieka. To właśnie ona jest wartością w nas! Możemy sięgać do jeszcze konkretniejszych, bardziej złożonych definicji wiary, lecz myślę, że to na początku nie jest konieczne. Uznajmy, że wiara jest naszym osobistym szczęściem, możnością, formą wyrazu miłości, wtedy kierowanie się w codziennym życiu wiarą, stanie się być może łatwiejsze, a na pewno dużo piękniejsze.
Wiara, mimo wszystko, mimo, że jest darem, nie jest czymś łatwym... Wiemy, że jest ona niezwykłą wartością dla nas, oraz dla naszej codzienności i dla osób, w niej będących. Spotkałeś w swoim życiu ludzi prawdziwie szczęśliwych, których motywuje wiara? Ja szczerze rzecz biorąc przywołać kilkanaście osób. Jak to zrobić, jak ukształtować swoje życie w harmonii z wiarą, by być szczęśliwym? Valerio, którego zacytowałem na początku wskazał nam, że człowiek „prawdziwie wierzący jest zawsze optymistą”. Musimy znaleźć drogę, która zaprowadzi nas do prawdziwej wiary, dzięki której staniemy się optymistami – szczęśliwymi.
Chcę zaproponować rozważenie „Dekalogu pogody ducha bł. Jana XXIII” jako możliwości dojścia do prawdziwej wiary i życia prawdziwym szczęściem. Dziesięć wskazówek odnoszących się do „tylko dzisiaj”. Choć ogólnym zamiarem tego dekalogu jest realizowanie wszystkich wskazówek w każdej chwili, postarajmy się przez jakiś czas, szczerze pochylić się nad poszczególnymi wskazaniami i nimi faktycznie żyć. Potraktujmy to rozważanie jako możliwość ćwiczenia się w szczęściu.1
Zanim przedstawię wam poszczególne rozważania, sam najpierw przeżyje to doświadczenie, by móc być jeszcze bardziej autentycznym w tym, co dla was piszę. Dla mnie życie tym dekalogiem, w najbliższym czasie, stanie się w swej formie próbą podjęcia moich osobistych „mini – rekolekcji”
I TYLKO DZISIAJ
Pewien chłopak, w sposób nieodpowiedni zachowywał się kościele. Jego zachowanie nie wskazywało na to, że wie co się dzieje wokół niego, gdzie jest i w czym uczestniczy. Opiekun, zareagował dość gwałtownie, a mianowicie chwycił go mocno za szyję, raniąc go fizycznie w ten sposób. Wytłumaczenie osób, wśród których komentowaliśmy tą sytuację stwierdziły: „ile można razy zwracać uwagę?” Nie wiem sam, jakbym w takiej sytuacji zareagował, ale teraz myśląc o tym, wiem, że przekonując go do bardziej odpowiedniej postawy. Czy by się to udało? Nie wiem, ale sądzę, że warto by było spróbować.
Pierwsze przykazanie proponuje: TYLKO DZISIAJ postaram się żyć wyłącznie dniem dzisiejszym, nie chcąc rozwiązywać za jednym zamachem wszystkich problemów mego życia.
Problemy nie rodzą się w jednej chwili, ani nie można ich w jednej chwili rozwiązać. Wszystkie sprawy naszego życia wymagają odpowiedniej oceny, dokonanej w warunkach pokoju i cierpliwości. Zbyt szybkie podejmowanie decyzji, rozstrzygnięć, może być bardzo nierozważne, gdyż możemy rozminąć się z prawdą, w danej sprawie. Pozytywne podejście do sprawy, to próba znalezienia kompromisów i sensownego rozwiązania sprawy. Musimy pamiętać, że każda chwila czegoś nas uczy. Nauczy natomiast nas wtedy, gdy owocnie wykorzystamy każde doświadczenie. Kiedy spotykają nas jakieś trudności, musimy umieć opanować emocje, postępować rozważnie i zdobywać wiedzę, konieczną do rozsupłania pętli trudności. Nasze życie potrzebuje czasu! Pośpiech w każdej sytuacji, może zniszczyć każde istniejące jeszcze w tej sytuacji dobro. By móc pojednać się z drugą osobą, muszę tak chodzić, jakbym stąpał po lodzie, by móc uczynić dobro i je bronić, musimy tak pewnie chodzić, jakbyśmy stąpali po betonowym podłożu. Z jednej strony delikatność, a z drugiej stanowczość – to będzie najodpowiedniejszy sposób postępowania wobec ludzi, czy jakiś sytuacji. Serce delikatne i stanowcze, dostrzeże więcej i doceni to, co można zyskać dzięki rozwiązaniu trudności i pojednania.
„Każdy dzień, ma dość swojej biedy...” Powinniśmy starać się rozwiązywać wszelkie trudności na bieżąco, nie zwlekając, niczego nie odkładając na później. Starając się małymi krokami rozwiązywać swoje trudności, o wiele więcej zyskamy, niż byśmy mieli od razu zburzyć cały problem. Nie możemy dokonać inwazji na nasze życie, czy na ludzi, którzy przyczynili się do zaistniałych trudności. Wiele osób ma taką tendencję, że unikają konfrontacji z trudnościami. Przytłacza ich myśl, że trzeba zmierzyć się z czymś trudnym i coś pozmieniać w swoim życiu tak, by uzyskać jakiś konsensus. Niekiedy nieświadomie, zasłaniamy się kolejnymi sprawami, łudząc się, że to minie, że trudności znikną, bądź też same się rozwiążą. Niestety trudności narastają, a człowiek będąc coraz bardziej ociężałym „gaśnie w zapale” do uczynienia czegokolwiek, aby zmienić taki tok wydarzeń. „Prawdziwie wierzący jest optymistą” – Składając swoje życie w rękach Boga, w całkowitym zaufaniu, możemy przy współpracy z łaską, zrzucić niepotrzebny balast. Dzięki wierze, możemy odciąć kotwice, które powstrzymują nas przed faktycznym pójściem naprzód. Osiągniemy optymizm wówczas, gdy z wiarą podejmiemy się pracy nad swoimi trudnościami. Szczęściem już będzie dla nas fakt, że mamy siły przeciwstawić się temu, co nas ogarnęło i zdusiło naszą radość i nadzieję. Prawdziwe i bardzo konkretne pragnienie szczęścia, pozwoli nam się uodpornić wobec fizycznych trudności. Niekiedy ludzie sami sobie wymyślają problemy. Choćby ów przykład o chłopaku – reakcja nauczyciela nie przyniosła szczęścia – satysfakcji. Wręcz przeciwnie obie osoby, tworząc w ten sposób nie potrzebne trudności, odcinają się od siebie, tworząc dystans nie do pokonania – a mianowicie czują gniew, czy niechęć do drugiej osoby. Zupełnie inaczej ta sytuacja by się rozwijała, gdyby ten chłopak nie „wariował”, a nauczyciel nie potrzebnie by w ten sposób reagował. Burzmy podziały, a budujmy mosty! Oczywiście rozwiązaniem nie będzie nigdy obojętność. Potrzeba konkretnej postawy. Musi ona czegoś uczyć, coś wnosić, do czegoś się przyczyniać i coś uskuteczniać. Moim pierwszym wskazaniem jest to – abyśmy sztucznie sami nie tworzyli sobie problemów. Gdy jednak takie nastąpią w perspektywie szczęścia, pragnijmy zniwelować, czy nawet odsunąć od nas to, co nas poróżni, oddzieli. Jeśli pragniemy rozwiązać nasze trudności, musimy ćwiczyć się w cnocie cierpliwości. Człowiek dzięki niej, nabywa odpowiedniego stosunku względem ludzi, jak również otaczających mnie rzeczywistości.
Taka postawa przyczyni się do naszego szczęścia, które będzie dominować do tego stopnia, że to dzięki niej, będziemy mogli rozwiewać wszelkie niepowodzenia i trudności. Systematycznie i cierpliwie będziemy wyrównywać wszelkie góry trudności. Nigdy nie uda nam się rozwiać za jednym zamachem wszystkich spraw, tak samo jest trudno nam cieszyć ze wszystkiego, co mamy, skoro często tego tak zwyczajnie nie dostrzegamy. Doceniamy często to, co już utraciliśmy, albo jeszcze bardziej to, co do nas nie należy. Właśnie przemienianie swojego życia małymi krokami, nauczy nas cieszyć się nawet z tych „najmniejszych spraw” i docenić ich wartość.
Starajmy się wykorzystać odpowiednio swoje życie i doświadczenia, które się w nim pojawiły, bądź też dopiero pojawią. Często jedna chwila wyjaśnia drugą – i podobnie jedna rozwiązana trudność, w spokojny sposób, może pomóc nam rozwiązywać kolejne – tak jakby chwile obecne stawały się kluczem do zrozumienia chwil następnych.
Spójrz na to, co obecnie dzieje się w twoim życiu – oceń i rozsądź, nad czym powinieneś/powinnaś popracować w sensie fizycznym i duchowym. Jeśli odkryliście już, co konkretnie powinno ulec zmianie, teraz ofiaruj na modlitwie wszystkie swoje „trudności”, a nad tą jedną, którą wybraliście, szczególnie się skupcie. Często zdarza się tak, że rozwikłanie jakiegoś „najważniejszego problemu” rozwiąże też wiele innych, które są ze sobą połączone, jak oczka w łańcuchu. Rozwiązując jedną sprawę, często rozwiążemy wiele innych. Tylko dzisiaj popracuj nad „trudnością”, która tego wymaga.
II TYLKO DZISIAJ
Każdy dzień i sytuacje w nim zawarte, wymagają maksymalnej koncentracji na tym, co jest ważne i przydatne dla naszej osoby. Zdajemy sobie sprawę z konsekwencji, z źle wykorzystanych chwil. Czasami przez nieodpowiednią postawę wobec życia, budujemy wokół siebie ogromny mur, odgradzający nas od Boga, od ludzi i od dobra, które może nas spotkać. Pamiętam szczególnie jedną osobę – zawsze uśmiechnięta, pomocna, otwarta na każdego. Nigdy nie słyszałem z ust tego człowieka słów pogardy, obmowy, kłamstwa, czy jakichkolwiek ocen... Pogoda ducha tego człowieka, przenikała serca wszystkich tych, którzy z nim mieli do czynienia. Ile imion moglibyście wypisać pod pytaniem – kto jest taki w twoim otoczeniu?
Drugie przykazanie proponuje: TYLKO DZISIAJ maksymalnie zatroszczę się o moją postawę: być uprzejmym, nikogo nie krytykować ani tego nie pragnąć, nie uczyć karności nikogo poza samym sobą.
Być człowiekiem pogodnego ducha! Tak nie wiele w sumie potrzeba do tego, by być optymistą. Jednak przez brak dystansu wobec spraw, w których uczestniczymy, odbieramy sobie szczęście. Człowiek częściej sugeruje się zachowaniem innych ludzi, niż własnym zdaniem. Nie możemy też często wytrwać w swoim zdaniu. Jako ludzie, więcej czasu poświęcamy na konstruowanie pytań typu – „dlaczego?”, niż na ubogacanie życia, mojego i innych, pięknymi i dobrymi czynami. Jakże często przedstawiamy sobą irytującą postawę – „zrobię to później... mam jeszcze czas...”. Błogosławiony Jan XXIII przytaczając kolejne przykazanie, rozpoczyna je od słów: „Tylko dzisiaj...”. Każdy dzień, jeśli popatrzymy szerzej, prędzej czy później, staje się owym „dziś”. Jednak nie ma takiej sytuacji, że spotkają się dwa dni w jednym i będę mógł powiedzieć względem jakiejkolwiek sytuacji: „teraz nie – później...”. Dla nas ludzi, pragnących osiągnąć szczęście, liczy się przede wszystkim „tu i teraz”, odkrywanie bogactw zawartych w chwili i realizowania według Bożego zamysłu. W dużym stopniu, nasze życie związane jest bezpośrednio z innymi osobami. Budowanie relacji, więzi, jest w pełni realizacją zamysłu Bożej, wzajemnej miłości. Budować - to jest bardzo ważne słowo, w tym punkcie naszych rozważań, gdyż wymaga to na pewno przemyślenia i odpowiedniego podejścia, a więc postawy względem życia i ludzi. Jeśli mamy mówić o budowaniu, to warto, abyśmy uświadomili sobie, że ten etap jest bezwzględnie najważniejszy, gdyż nasz stosunek względem ludzi jest elementem ubogacenia naszej osobowości i duchowości. Jest ogromna różnica pomiędzy budowaniem na drugiej osobie, a budowaniem z drugą osobą. Mimo szczególnych więzi pojawiających się pomiędzy dwoma osobami, warto zwrócić uwagę na to, jakie wartości, zachowania stają się źródłem tych więzi. Jeśli pragniemy czynić cokolwiek dla własnej przyjemności, czy wygody, to może czasami egoizm stać się „źródłem”, lecz nie rozwijającym cokolwiek, tylko ograniczającym możliwości obojga osób. Prawdziwe źródło dla więzi międzyludzkich powinno istnieć pomiędzy dwoma osobami. Często budujemy nasze więzi na drugim człowieku. Taka budowla, często jest przyczyną ludzkiego rozgoryczenia. Więzi muszą wypływać ku sobie wzajemnie, nie może to być na pewno pragnieniem jednostronnym. „Budować na...” jest uzależnianiem tego, co czuję od tego, kim jest druga osoba, co myśli, czego pragnie, co nam daje. Warunkowanie swoich uczuć, tego co na łączy, od „drugiej osoby”, może wprowadzić nas w stan fizycznego i duchowego niepokoju. Niestety wobec takiego stanu, trudno oczekiwać szczęścia i prawdziwie słusznej postawy. Budowanie czegokolwiek na drugim człowieku, może być mało rozwijającą postawą, gdyż cokolwiek uda nam się wybudować, w szybkim czasie, może runąć w chwili, kiedy jesteśmy rozgoryczeni np. z powodu tego, że druga osoba zareagowała w sposób, nas nie zadawalający, bądź też spotkamy się z niechęcią ze strony owej drugiej osoby, innymi pragnieniami, czy celem. W owym „budowaniu na drugiej osobie”, możemy częściej spotkać się z postawą rozrywającą więzi, niszczącą to, co w sposób naturalny pomiędzy nami się „poczęło”. Widzimy, że w budowaniu szczerych relacji, musi nam towarzyszyć zrozumienie i wzajemne poznanie. Punkt styczności pomiędzy osobami musi być duchowo umieszczony w tej samej odległości, musi istnieć pomiędzy ich sercami. Oczywiście jest to możliwe do osiągnięcia, na drodze stopniowego dojrzewania. Obustronne inicjowanie więzi, wzajemne uzupełnianie się, tworzenie skutecznych rozwiązań, bardzo pragmatycznych, może przekonać każdego człowieka do „wyjścia poza siebie”, w celu poszukiwania złotego środka, istniejącego pomiędzy sercami ludzi, współtworzących owe relacje. „Tylko dzisiaj maksymalnie zatroszczę się o moją postawę...” sugeruje nam to przykazanie, abyśmy czynili komunię serc, zjednoczenie „PAKTEM” istniejącym pomiędzy naszymi sercami. Aby udało nam się pokonać różnice panujące pomiędzy nami, musimy dążyć do komunii – zjednoczenia, czyli do dzielenia się i obdarowywania wzajemnie tym, kim jestem i tym, co posiadam. Szczęście jest dla nas dostępne wówczas, gdy będziemy przechodzić ponad podziałami, wnikając bezpośrednio w komunię – wspólnotę z drugą osobą, trzecią... osobą. Możemy dopatrywać się w uprzejmości, nie krytykowaniu, w ocenianiu tylko siebie, możliwości przyjęcia i zaakceptowania drugiej osoby taką jaka jest. Owa postawa jest narzędziem dzięki, któremu możemy pozyskać innych, przez promieniującą od nas miłością. Być prawdziwie szczęśliwym może ten, który kąpie się w promieniach Bożej i ludzkiej miłości!
III TYLKO DZISIAJ
Trudno nam będzie odkrywać zamysł Pana Boga względem nas, który istniał już, za nim zostaliśmy poczęci, jeśli pomiędzy mną, a Bogiem nie będzie szczerej wiary i pragnienia przyjaźni świadomej i dojrzałej. Zbliżenie się do Jezusa, trwanie w przyjaźni z Nim, pozwala nam w zależności od stopnia naszego zaangażowania, odkryć prawdę o aktualnym stanie mojej osoby, ale również o zamiarze Boga względem mojej przyszłości. Przypominam sobie transmisję telewizyjną modlitwy, Jana Pawła II w Krakowie, w Katedrze na Wawelu. Nie pamiętam dokładnie ile to trwało, lecz cisza, która towarzyszyła w tym czasie, była bardziej wymowna, niż jakiekolwiek wypowiedziane słowo. Tamten czas, bez wątpienia dla każdej oglądającej osoby, był obrazem przedstawiającym spotkanie Wielkiego Człowieka z Chrystusem. To spotkanie samo w sobie ukazało prawdę. Była to prawda o Janie Pawle II – jako o człowieku głęboko zjednoczonym z Chrystusem. To zjednoczenie, ta szczególna prawda, czyniła Jana Pawła II człowiekiem bardzo szczęśliwym i głęboko wierzącym.
Trzecie przykazanie proponuje: TYLKO DZISIAJ będę szczęśliwy w przekonaniu, że zostałem stworzony, aby być szczęśliwym, i to nie tylko w przyszłym świecie, ale również teraz.
Wiara jest osobowym przylgnięciem do Boga... Przyjmuję całą swoją osobą Jezusa jako mojego Pana i Mistrza. Życie zjednoczone z Jezusem przez modlitwę, adorację, sakramenty wskazuje mi jak wiele otrzymuję od Niego, dlatego, że Bóg mnie stworzył. Źródłem mojego szczęścia jest sam fakt, że zostałem stworzony, a wiec, to, że żyję! Życie każdego z nas ma różne brzmienie. Spotykam się z wieloma, bardzo różnorodnymi osobami i czuję w nich zapał wobec życia. Odkrywając siebie, wyzwalają w sobie siłę do tego, by móc coś robić, zmieniać, odnajdywać. Przypominają mi ludzi, którzy zafascynowani są fenomenem budowli, jaką jest życie. Wydaje mi się, że w dużej mierze nasze życie zależne jest od tego, jak na nie spoglądamy. Potrzebujemy trzeźwego myślenia i działania w celu odnalezienia PRAWDY. Nie możemy idealizować życia i twierdzić, że to, co najgorsze, spotkało właśnie mnie. Spotykają nas zarówno dobre jak i trudne wydarzenia, ale najważniejsze jest przyjąć postawę wiary, czyli optymisty – człowieka pełnego nadziei, wpływającej na nasz sposób myślenia, mówienia i działania w życiu.
Szczęście jest pojęciem wymagającym obiektywności zarówno umysłowej jak i emocjonalnej. Dzięki równowadze wewnętrznej człowieka, radość jest chroniona, pielęgnowana i rozwijana w taki sposób, by służyła nam również w tych chwilach trudnych, do pokonania i niezbyt przekonywujących nas do optymistycznego myślenia.
Szczęście nie będzie prawdziwe jeśli nie będzie nas umacniało, czyniło nas wolnymi. W przeciwnym razie zniewolimy się przez chwilowe „ucieczki od tego, co trudne, czy niezrozumiałe”. Nie można uzależniać szczęścia od siebie, od jakiś sytuacji, czy obecności innych ludzi. Prawdziwe szczęście jest ponad tym wszystkim i zawiera się w wartościach bardziej trwałych i konstruktywnych. Dlatego zadaniem każdego z nas, ma być odkrywanie, że „Bóg mnie stworzył, abym był szczęśliwy”. Tak trudno nam odnaleźć szczęście, gdy dopatrujemy się go nie w tym miejscu, co trzeba, mimo wszystko jesteśmy zbyt przyziemni i trudno nam wyjść poza obszar spraw codziennych, by móc również te sprawy czynić udziałem swojego szczęścia.
Chwilowym szczęściem, trudno się umacniać i przechowywać je w myśli, jako bardzo ważne. Poszukujemy szczęścia chwilowego, gdyż wielu z nas uważa, że nie można być „stale szczęśliwym”. Wynaturzamy szczęście i dlatego w naszym wyobrażeniu człowiek szczęśliwy to taki, który stale się uśmiecha, nie ma zmartwień, zawsze wszystko mu wychodzi, niczym się nie przejmuje. To fakt, abyśmy myśląc o szczęściu w tych kategoriach, mogli je osiągnąć. Zobaczymy dokładnie nasze życie – są trudy i są radości i gdy ludzie żyją swoim życiem, nie uciekając od niego, mogą być szczęśliwymi choćby z powodu, że są, że komuś mogę służyć pomocą, poradą, czy fizycznie. Ani trudne wydarzenia, ani radości nie odbiorą mi szczęścia. Gdy coś mi nie wychodzi, odczuwam szczęście z tego wydarzenia, że mam wiele kolejnych okazji, aby to zmienić, udoskonalić, czy tylko poprawić. Szczęście to okazja głębszego spojrzenia na życie i na to, co mnie spotyka każdego dnia. Potrafimy być szczęśliwi z powodu wielkich radości, ale zobaczymy jak wiele małych radości spotyka mnie każdego dnia, lecz ich nie dostrzegam, bo oczekuję czegoś zdecydowanie większego, postępując w ten sposób, odbieram sobie wszelką możliwość bycia szczęśliwym i radosnym z tego, co tworzy moją codzienność. Bóg stwarzając mnie, ofiarował mi coś najbardziej wzniosłego – życie, w którym odnajduję cel i motywacje. Szczęście jest tym, co pomaga mi scalić każdą chwilę, spojrzeć inaczej na to, co dzieje się obecnie i na to, co wydarzy się w przyszłości. To, co robię w moim życiu, nie czynię dla zyskania samego szczęścia, lecz to właśnie szczęście jest motywacją do coraz lepszego, bardziej owocnego postępowania. Wielu ludzi uważa, że szczęście jest mobilizacją do kreatywności w życiu, czynienia wielu rzeczy dzięki optymistycznemu podejściu do sprawy. Optymizm wyzwala nas ze zniewolenia umysłowego, psychicznego i duchowego, czy nawet fizycznego. Dzięki szczęściu, człowiek ma możliwość odciąć od siebie zbędny balast, który ostudza nasz życiowy zapał, do czynienia wszystkiego co dobre i czynienia tego z radością. Serce człowieka jest naczyniem, w którym gromadzimy nasze szczęście. Nabierając z tego naczynia, każdy z nas może umocnić swoją wewnętrzną radość, czyniąc ją kryterium oceny względem tego, co się dzieje wokół mnie. Serce stróżuje nad naszym życiem i ochrania nas przed błędnymi decyzjami, które prędzej, czy później mogą nas ograniczyć, odebrać nam radość, bądź też przyczynić się do jakiejś „życiowej katastrofy”. Szczęście musi opierać się na wartościach dobrych i trwałych, gdyż wtedy możemy zagwarantować sobie to, że nasze szczęście będzie prawdziwe.
Możemy pragnąć jedynie przyziemnego szczęścia, które pojawi się nawet z powodu banalnych spraw. Jednak będzie ono krótkotrwałe, a na pewno nie wpłynie ono na zmianę naszego myślenia, czy postawy względem życia. Kierując się bardziej ambitnymi pragnieniami, możemy tworzyć w swoim życiu szczęście ponadczasowe i zbudowane na wartościach, przez wszystkich akceptowanych i będących dla wszystkich źródłem dobra.
Prawdziwe szczęście nie jest tylko jakąś przyjemnością (fizyczną, czy duchową), lecz przede wszystkim źródłem dla optymizmu, postawy prawdziwie chrześcijańskiej.
IV TYLKO DZISIAJ
Zapowiadały się super wakacje... Zaplanowane od pierwszego do ostatniego dnia urlopu. Przygotowania już w zasadzie dopięte na ostatni guzik. Ludzie powiadomieni, nastrój odpowiedni. Zbliża się pora wyjazdu i telefon. Niestety nie możemy jechać... Główny kierowca i organizator wyjazdu nie jedzie! Dziesięć zaplanowanych dni urlopu w jednej sekundzie zostało wymazanych. Zdenerwowanie, gdyż to było dosłownie w ostatnich minutach przed wyjazdem. Gniew, niepotrzebne słowa i kłębiące się myśli – co teraz ? Uspokajanie trwało długo. No cóż, widocznie tak miało być. Siadam nad mapą, myślę co robić. Pomysł, realizacja, po pewnym czasie ocena tego czasu – było super!
Jak wiele podobnych sytuacji was spotkało? Co pewien czas, z przyczyn ode mnie nie zależnych następuje „mały krach” w moich planach. Do dziś jeszcze nie potrafię podejść do tego typu sytuacji ze stoickim spokojem – TAK MIAŁO WIDOCZNIE BYĆ! Choć często się przekonuje, że później jest dużo lepiej, to i tak, gdy wydarzy się tzw. „pokrzyżowanie planów”, nie jestem optymistą, lecz raczej realistą i pesymistą.
Czwarte przykazanie proponuje: TYLKO DZISIAJ przystosuję się do okoliczności, i nie będę domagał się, by to one dostosowały się do moich planów.
Przyjąć w pełni wolę Bożą zawartą w każdej chwili. To trudne, gdyż często Jego wola jest od naszej, inna, rozbieżna. Wymaga to wiary w to, że Bóg zawsze chce dla mnie jak najlepiej. Zrezygnowanie ze swoich pragnień, na rzecz tego, czego chce ode mnie Jezus. Przyjęcie woli Bożej – „przystosowanie się do okoliczności” wymaga miłości i ufności. Człowiek kochający Jezusa jest wstanie wspiąć się ponad swoje ambicje i poczucie radości, z tego powodu, że mogę realizować wolę Boga. Bóg powołuje każdego człowieka do realizacji swojej woli. Jednak radość przychodzi wówczas, gdy uznamy Jego wolę, jako swoją.
„Przystosować się do okoliczności” – znaczy coś więcej niż bez zastanowienia robić to, co przyniesie chwila. Muszę zrozumieć chwilę, aby móc ją odpowiednio wykorzystać i zrealizować. Podobnie jak magnes przyciąga tylko tą jedną stronę, tak podobnie człowiek, powinien starać się przyciągać wszelkie otaczające go dobro.
„Przystosować się” – to umiejętnie wykorzystywać to dobro, które w konkretnej chwili ofiarowuje mi Chrystus. Człowiek poszukuje (albo powinien to czynić) głębi swojego życia. Wymaga to postawy, w której umiemy coś ofiarować, coś stracić, dla dobra, które jest ważniejsze. Człowiek idący za wolą Boga, odkrywa jak bardzo jego życie jest głębokie, ile zawiera dobrych treści, gdy w jego życiu faktycznie otwiera się na Chrystusa – „który jest Światłem...”. Wykorzystując to, do czego wzywa mnie Chrystus, odkrywam jak wiele istnieje możliwości realizowania swojego życia, czynienia dobra, na które sam z moim intelektem i umiejętnościami nigdy bym nie wpadł. „Przystosować się do okoliczność” – znaczy przede wszystkim wyjść naprzeciw potrzebom ludzi i konkretnych okoliczności.
Moim skromnym zdaniem to, co czyni człowieka najbardziej szczęśliwym, to fakt, że może żyć dla kogoś. To znaczy, że mogę – ku – komuś zwrócić wartości, które są w moim sercu. Życie nie można wykorzystywać tylko indywidualnie, egoistycznie, lecz otwierając się na innych, na ich życie, ich pragnienia. Wciąż staje przy mnie jakiś człowiek i warto zrozumieć, że tylko dziś przystosuję się do okoliczności – będę darem dla ludzi będących przy mnie i nie będę domagał się , by okoliczności (ludzie) dostosowały się do moich planów. Żyjąc prawdziwą miłością, zawsze będę umiał zrozumieć drugiego człowieka. Miłość również sprawi, że ubogacając drugą osobę, będę szczęśliwy faktem, że przyjąłem ją w miłości. Owocem takiego postępowania będzie szczęście i moje osobiste ubogacenie tym doświadczeniem.
Człowiek powinien ćwiczyć swoje serce, by móc stale czerpać z chwili obecnej, z darów, które Bóg pragnie mi przekazać. „Przystosować się” – to nie jest wezwanie do zatracenia siebie i złego postępowania. To przede wszystkim zachęta, abyśmy bacznie obserwowali, co możemy dać „temu, co jest wokół nas”. Jako chrześcijanin zostałem stworzony, aby być szczęśliwym. Tracimy „to pierwotne szczęście”, gdy z oczu tracimy Boga - Miłość, która jest motorem wszelkiego – dobrego postępowania. Być szczęśliwym, to również umieć się tym szczęściem dzielić. Bóg dał nam życie, gdyż ma względem nas szczególny plan, a jest nim „przygarnąć cały świat i zanurzyć go w Bożym szczęściu”. Musimy wyjść naprzeciw potrzebom religijnym człowieka. Podejmując się czynienia wszystkiego z miłością, przejmujemy odpowiedzialność za szczęście tych, którzy zostali nam bezpośrednio ofiarowani. Dziełem naszego życia jest czynienie tak dobra, by obdarowani nim, przez nas ludzie byli wewnętrznie szczęśliwi. „Przystosować się do okoliczności” – to wyjść w kierunku potrzeb innych ludzi, służyć im z takim zaangażowaniem, byśmy mogli powiedzieć, „godnie przyjęliśmy Chrystusa w tym człowieku”. Konieczne jest przedarcie się przez skorupę przyzwyczajeń, osobistych pragnień, niechęci itd., by móc usłyszeć ciche prośby drugiej osoby i w jego skorupie przebić szczeliny, przez które dotrzemy do serca. Konieczne jest współczesnemu człowiekowi i światu „reanimacja szczęścia”.
Budując życie, na osiągniętych małych celach, człowiek będzie żył tylko złudnym szczęściem, jego marną imitacją. Krzesząc w każdej sytuacji iskry dobroci, odmienimy swoją nieudolność – sposób myślenia i postępowania. Szczęście jest na tyle prawdziwe, o ile zakorzenione jest w wieczności. Zastanawialiście się kiedykolwiek na czym będzie polegało szczęście w Niebie – postaraj się to sobie wyobrazić, a potem niech każdy z nas, w miarę naszych możliwość, małą część tego doświadczenia przeniesie na „tylko dzisiaj...”.
V TYLKO DZISIAJ
Dwie osoby, różniące się od siebie prawie wszystkim. U jednej z nich, w domu, zawsze dużo książek, wciąż pojawiały się nowe. Czytał je, wykorzystywał je do swojej pracy, pomagał innym. Można by wiele mówić. U drugiej osoby, można było znaleźć kilka, niestety wciąż tych samych książek. Życie tego drugiego człowieka, było usłane wieloma dość trudnymi sprawami osobistymi. Ten pierwszy jest wciąż mądrym człowiekiem i księdzem. Ten drugi został zawieszony w wykonywaniu czynności kapłańskich. Czy ich wiara, postawa życia, osobiste przygody w życiu zależą od tego, czy mają albo, czy też nie mają książek?
Piątek przykazanie proponuje: TYLKO DZISIAJ przeznaczę przynajmniej 10 min. na dobrą lekturę, pamiętając, że jak pokarm potrzebny jest do życia ciała, tak dobra lektura potrzebna jest dla duszy.
Czytanie dobrej lektury np. jakiejś duchowej książki nie ma przyczyniać do racjonalizowania życia, lecz ożywienia duszy, serca człowieka. Dobra lektura może być kopalnią nowych wskazówek, rozwiązań, wobec spraw toczących się w naszym życiu. Czytanie ma sprzyjać jakby „badaniu” swojego wnętrza. Dzięki dobrej duchowej lekturze, możemy wzmóc w sobie pragnienie głębszego zjednoczenia z Chrystusem, na podstawie doświadczeń innych osób. Często nie jest nam łatwo otworzyć się na drugą osobę, zwierzyć się jej, poradzić, poszukać w konkretnym zagadnieniu odpowiedzi. Często wstydzimy się zapytać naszych bliskich o pewne sprawy, bojąc się jednocześnie, że nas wyśmieją, czy nawet nami pogardzą. Dla niektórych osób książki są przewodnikami po wierze. Szukamy takich lektur, które coś nam wyjaśnią, czegoś nauczą, podrzucą jakieś rozwiązania. Oczywiście nic nie zastąpi żywej rozmowy z inną osobą, lecz czasami łatwiej nam się czyta niż rozmawia o pewnych doświadczeniach. Mądrość ludzka spisywana od wieków, w wielu różnorodnych książkach jest dla współczesnych ludzi możliwością dzielenia się, ubogacania siebie, czy nawet odnajdywania siebie. Nie wszyscy ludzie posiadają umiejętność nazywania i rozeznawania tego, co dzieje się w ich wnętrzu. Dzięki dobrej lekturze religijnej, każdy z nas ma większe szanse uzmysłowienia sobie, co się z nim dzieje i jak ma się zachować wobec przeróżnych sytuacji. Dla wielu osób, czytających pobożną lekturę, książka staje się nie tylko kopalnią wiedzy, lecz wręcz swoistym przewodnikiem.
Wiele książek jest faktyczną kopalnią wiedzy i doświadczeń, które pobudzają człowieka do wiary i do życia. Stają się one pewnym kryterium oceny postępowania. Niektórzy dzięki książkom rozeznają własne powołanie religijne, czy odkrywają do jakich funkcji w społeczeństwie może się dołączyć. Nasze doświadczenia mają dość okrojony zakres. Książki mogą udzielić nam szerszych informacji, które ubogacą nasze doświadczenia.
Codzienna lektura ma zmobilizować człowieka do pogłębienia swojej wiedzy, ale również rozumienia swoich odczuć. Często nie potrafimy przejść ponad pewnymi sprawami. Pobożna lektura, czy inne bardziej skonkretyzowane tematycznie lektury chrześcijańskie, mogą nam pomóc rozsupłać pewne fakty i stworzyć w nas jakiś światopogląd. Książki mogą nam umożliwić bardziej świadome i konstruktywne uczestniczenie w życiu religijnym (np. w sakramentach, modlitwie...). Czytanie ma wpłynąć również na nasze wnętrze, odczucia emocjonalne, psychiczne i fizyczne. Pochylając się codziennie nad lekturą, każdy z nas może ćwiczyć się w opanowywaniu siebie i obiektywnym ocenianiu swojego wnętrza i zewnętrznego zachowania. Lektura jakiejś książki, skłania nas do wyciszenia i spojrzenia na siebie i świat w bardziej stanowczy sposób. Lektura jakiejś książki może pomóc nam wyjść z codzienności i wzmóc w nas pragnienie zatrzymania się w ciszy. Zagwarantowanie sobie 10 minut codziennej ciszy, obdarzy nas większym spokojem i uwagą. Codzienna lektura jakiejś książki, pomoże nam wejść w medytację po to, aby słowa mogły głęboko zapaść nam w sercu. Medytowanie słów, które zapadają nam w sercu, potrzebuje cierpliwości, powolnego „przeżuwania” tych słów, pomysłów, obrazów. Przez medytację tekstów, które czytamy możemy znaleźć konkretniejsze i bardziej adekwatne odpowiedzi wobec różnorodnych spraw, pojawiających się w naszej codzienności. Czytając słowa, które są Bożym tchnieniem, warto, abyśmy zdobyli umiejętność utożsamiania się z tym, co Bóg pragnie nam przekazać. „Stanąć pośrodku wydarzeń, o których czytamy”. Aby Bóg mógł w nas wkroczyć nie możemy być tylko obserwatorami, ale musimy dążyć do urzeczywistniania tego, do czego powołuje nas sam Bóg prze to, co czytamy.
Czytanie napełnia nas treściami, które mają wprowadzić nas w stan doskonalenia swojej duszy, ale również wprowadzić nas w dobry nastrój, samopoczucie, które odpowiednio „nastroi” nas wobec otaczającej nas rzeczywistości. Dobre samopoczucie to „połowa sukcesu” wszystkich naszych czynności. Lektura jakiejś książki ma napełnić nas nadzieją i ufnością względem tego, co się wydarzy. Odpowiedni punkt widzenia naszej codzienności, pomaga w zdobywaniu sił, by móc czynić swoje życie prawdziwie szczęśliwym.
Czytanie ma nam pomóc ewentualnie w rozeznawaniu pewnych spraw, odkrywania pewnych wskazówek i realizować tego, co jest dla nas faktycznie najistotniejsze. Warto, abyśmy wybierając jakieś lektury, kierowali się tym, co dla naszego życia obiektywnie jest konieczne. Dobra lektura jest dla nas prawdziwym pokarmem, dającym nam codziennie nowe siły, wobec niebywałych sytuacji i możliwości. Można powiedzieć, że dobra lektura jest świeżym powiewem pomysłów, które rodzą się w naszym sercu, umyśle.
Często nie znajdujemy pomysłów wobec sytuacji w naszym życiu, dlatego dobrym rozwiązaniem będzie poszukiwać mądrości w książkach, które w połączeniu z naszymi doświadczeniami i rozsądkiem, będą najlepszym narzędziem, służącym do rozeznania i realizowania woli Bożej. Musimy pamiętać, że „mądrość książek” nie może zastąpić naszego serca i wiary. Warto, abyśmy również na klęcząco przemyśleli to wszystko, co przeczytamy. Na pewno książki nie są naszym szczęściem, lecz przy ich pomocy możemy odkryć, Kto jest źródłem naszego szczęścia. Książki o tematyce religijnej są dobrym ćwiczeniem dla naszych serc, myśli, pragnień, a nade wszystko naszej wiary. Kierując się mądrością ludzi, głęboko wierzących – autorytetów religijnych, sami możemy dojść do głębszego i bardziej refleksyjnego zjednoczenia z Chrystusem.
VI TYLKO DZISIAJ
Tutaj nie podam przykładu, bo w zasadzie każdy z nas może opowiedzieć tu jakąś własną sytuację, w której uczyniliśmy dobro. Sprawiło to nam tak wiele radości, że całe nasze serce wypełniło się po same brzegi radością tak niewymowną, że nie wiemy jak nim podzielić się z innymi osobami.
Szóste przykazanie proponuje: TYLKO DZISIAJ uczynię coś dobrego i nikomu o tym nie powiem.
Dobro jest wartością nadrzędną. Wszystko, co ewentualnie posiadamy jest przyziemne i ograniczone czasem, wartością itd. Dobro jest prawdziwe, gdy służy przynajmniej dwom osobom. Jednym z wielu czynników, które decydują o słuszności naszego postępowania, jest fakt, czy służy ono dobru wspólnemu. Dobro otwiera nas na drugą osobę, gdyż przeznaczeniem dobra jest właśnie ta osoba. Żyjąc miłością i prawdziwym dobrem, nasze serca skierowane są na drugą osobę. Jeśli jesteśmy szczerzy w naszym postępowaniu, zawsze wykorzystujemy wszelkie możliwości, aby obdarowywać każdą osobę choćby najmniejszym dobrem. Nasza codzienność to poskładane puzzle drobnych aktów dobra, których często nawet nie jesteśmy świadomi. Postępujemy dobrze, zgodnie z nadprzyrodzonymi wartościami, obejmując innych i zanurzając ich w Bożej miłości. Wykorzystujemy pewne rzeczy instynktownie, bez zastanowienia. Nie tylko zło wypływa z takiego postępowania, lecz często również dobro, przemyka nam przez palce niepostrzeżenie. Wszelkie dobro wypływa z łaski ofiarowanej nam przez samego Boga, oraz z naszej ludzkiej natury (współczucia, delikatności, wrażliwości, czysto ludzkiej dobroci). Nasze serce domaga się tego, abyśmy dzielili się własną dobrocią. Niekiedy czynimy to bardzo świadomie, jakby w sposób zamierzony. Dobro zaplanowane – jest jakby odpowiedzią na potrzeby drugiego człowieka. Dobro znajdujące się w naszym wnętrzu rozmnaża się do tego stopnia, że domaga się, by być ofiarowanym, innemu człowiekowi. Największym ludzkim egoizmem jest zatrzymywanie dobra tylko dla siebie. Takie dobro niszczeje, zostaje nam odebrane, albo zwyczajnie przepada, znika z naszego życia. Satysfakcja z osiągnięcia własnego dobra jest chwilowa, często przeradzające się w pychę, a w dalszym etapie zamiast dawać nam radość, rodzi w nas niestety rozgoryczenie. Dlatego tak ważne jest w czynieniu dobra, by być czujnym i stale obiektywnie oceniać swoje wnętrze.
Dobro wymaga odpowiednich motywacji! Musimy jako ludzie uwolnić się od samych siebie. Często właśnie w nas rodzi się pomysł, czynić dobro z jakiegoś egoistycznego pragnienia. Pragniemy pochwał, wdzięczności, wzajemności, która niestety mogą zepsuć piękno czynienia dobra. Wolność serca pomoże czynić nam dobro, świadomie i bezinteresownie. Pokonać barierę interesowności czynów nie jest prosto, gdyż wymaga to codziennego „ćwiczenia się w czynieniu dobra”. Jan XXIII ukazuje nam w tym przykazaniu, jak to mamy zrobić: „uczynię coś dobrego i nikomu o tym nie powiem”. Tak naprawdę, mamy bardzo wiele okazji do czynienia dobra w taki właśnie sposób. Wykorzystujemy codzienność do tego, by świadomie czynić wszystko, co dobre, jednak nie mówiąc nikomu, że uczyniliśmy to umyślnie. Czynić jak najwięcej dobra z całą świadomością, że gromadzę w swoim sercu, najcenniejsze skarby.
Czynienie dobra w ten sposób, jest najgłębszą wolnością, którą może uzyskać człowiek w swoim postępowaniu. Uwalniam siebie, swoje postępowanie od jakichkolwiek motywacji, gdyż zdaję sobie sprawę, że najlepszym dobrem, które mogę ofiarować innym osobom, jest właśnie to czyste, bezinteresowne dobro, wypływające z miłości. Jedynym i słusznym źródłem dobra jest miłość. Najbardziej konkretnym dobrem jest to, które czynimy z miłością. Dobro, podobnie jako miłość, wg św. Pawła powinna być – cierpliwe, łaskawe, nie szukające poklasku itd. (por. 1 Kor 13,1-13). Dobro jest formą wyrażania miłości, zawartej w ludzkim sercu. Dobro wypływające z szczerego serca, pełnego miłości, zawsze zostanie docenione! Chrystus, to On powinien wiedzieć najwięcej o naszym „dobrym uczynku”. Wykorzystujemy modlitwę również do tego, aby podzielić się z Jezusem dobrem, które uczyniliśmy. Choć doskonale wie, co zrobiliśmy, to jednak ta sytuacja, pomaga nam odczuć radość z tego, że udało nam się to dokonać. Chrystus wynagrodzi nas szczęściem, tym, konkretnie odczuwalnym, jako nagrodą za to, co dobrego uczyniliśmy. Owocem tego spotkania będzie motywacja do dalszego czynienia dobra.
Trudna być może będzie do zrozumienia kolejna myśl, którą w tym rozważaniu pragnę podjąć. Warto, abyśmy: „czynili dobro dla Jezusa będącego w drugim człowieku”. To jest najpiękniejsza motywacja czynienia dobra, a jednocześnie postawa, która nie pragnie pochwał, nagród. Czynić wszystko ze względu na Jezusa! Czyniąc dobro, uniesiemy je ponad to co przyziemne, bardzo ludzkie, tworząc w ten sposób pomost, łączący nasze serce, z Sercem Jezusa. Ta niewidzialna nić, musi być przez nas umacniania, właśnie przez nasze dobro, które będzie się rodziło w sercu. Aby mieć siły, by nie mówić innym o dobru, które się zrobiło, ważne są okoliczność powstawania i realizowania owego dobra.
Cichość i pokora – tak niepozorne narzędzia, które mają ogromny wpływ na całą rzeczywistość powstawania i realizowania dobra. Cichość sprzyja powstawaniu dobra, kieruje nasze serce ku najważniejszym wartościom, pozwalając nam rozeznać nie tylko własne pragnienia, lecz nade wszystko uwzględnić innych ludzi. W ciszy swojego serca, każdy z nas może usłyszeć to, co tętni w sercu drugiej osoby. W ciszy rodzi się dobro, to znaczy, że człowiek nie potrzebuje ani rozgłosu, ani zewnętrznych przynagleń do tego, aby czynić dobro. Cisza w sercu, to wydarcie ze swojego wnętrza jakichkolwiek oczekiwań, pragnień, tęsknot. Aby uczynić dobro „dla Jezusa w drugim” nie potrzebujemy splendoru i efektownej realizacji naszego zamysłu. Cichość uwrażliwia nas i innych na faktyczną wartość otrzymanego dobra.
Pokora jest najodpowiedniejszym narzędziem, którym należałoby się posłużyć, gdy ofiarowujemy komuś dobro. Umieć coś „stracić dla drugiej osoby”, ta postawa wymaga niezwykłej pokory. Stanąć przed drugim człowiekiem (nieznanym, czy w naszych oczach niegodnym) i wręczyć mu dobro, wymaga postawy sługi, a nie rządcy. Tak naprawdę, nie istotne jest to, ile dajemy drugiej osobie, ale w jaki sposób to czynimy. Cichość i pokora – świadczą o odpowiednim sposobie obdarowywani drugiej osoby dobrem, bo niczego nie pragniemy w zamian, a stale mamy chęci i siły do dawania. Im bardziej dajemy z siebie dobro innym, tym bardziej stajemy się puści i otwarci na dobro, które pragnie w nas wlać Chrystus.
VII TYLKO DZISIAJ
Czasami spotykają mnie takie sytuacje, których nie lubię, a ich realizacja trochę mnie irytuje. Pamiętam taką sytuację na spotkaniu z młodzieżą: rozmawialiśmy na temat Trójcy św. i szukaliśmy możliwości przeniesienia tej tajemnicy na rzeczywistość wspólnoty. Doszło do mocnej konfrontacji. Tego właśnie nie lubię – sytuacji napięcia i nerwowości. Od momentu kiedy odczułem zdenerwowanie, zapragnąłem mocno powrotu do sytuacji pierwotnej jedności i pokoju. Czyniłem to z całych sił i udało się w jakiś sposób to osiągnąć. Jest to pierwsza moja wzmianka o tym wydarzeniu.
Siódme przykazanie proponuje: TYLKO DZISIAJ uczynię przynajmniej jedną z tych rzeczy, których czynić nie lubię, a jeżeli moje zmysły czułyby się pokrzywdzone, postaram się, by nikt się o tym nie dowiedział.
Tego typu sytuacje, ani nie są łatwe, ani nie rodzą od razu w nas szczęścia. Przykazanie o którym teraz mówimy, według mojego odczucia, jest najtrudniejsze. By umieć wykorzystać takie sytuacje, musimy: być ofiarni, pozbyć się negatywnych odczuć i myślenia, z nadzieją wykorzystywać chwile naszego życia, by otrzymać mocno skrywane dobro. Czytając to przykazanie ,te trzy sprawy mi się nasunęły i w tym kontekście, rozumiem to przykazanie. Warto jednak mieć świadomość, że sposób dojścia do realizacji tych wszystkich przykazań jest sprawą naszej codzienności i indywidualności życia.
Sensem tego przykazanie jest „przeciwstawić się sobie, własnemu egoizmowi”. Często nie podejmujemy się pewnych spraw z tego powodu, że nie leżą w naszym interesie, czy też wymagają od nas postawy głębszego zaangażowania. Często są to też sytuacje, które „burzą” nasz dotychczasowy harmonogram. Przyjąć trudne dla nas zadania, zadania których nie lubimy, wymaga od nas bycia ofiarnymi. Ofiarność nie wymaga od nas pozbawienia się wolności, lecz obiektywnej oceny, co jest konieczne dla mnie, czego mam się nauczyć, czego doświadczyć... Kiedy czynię coś czego nie lubię, nie oznacza o wcale, że czynię coś źle, albo, że to nie jest konieczne dla mnie. Jest to pewna forma umartwienia, która ćwiczy moją pokorę oraz odwagę zdobywania, pomimo trudności, dobra, które będzie służyło wszystkim. Ofiarowanie nie polega tylko na oddaniu czegoś – umacnianiu się rezygnując z czegoś, czego się na przykład może boimy. Przekonanie się do tych spraw, jeszcze bardziej wyćwiczy w nas autentyczną postawę, dążącą do czynienia dobra. Naszym zadaniem jest wynajdywanie okazji do czynienia dobra, nawet gdy konieczne jest poniesienie jakiejś ofiary.
Naturalnym zachowaniem człowieka jest bronienie się przed tym, co może go skrzywdzić. Musimy koniecznie pozbyć się negatywnych odczuć i myślenia. Niekiedy, by osiągnąć dobro, musimy przejść przez trudne doświadczenia. Jednak towarzyszą nam w każdej sytuacji jakieś myśli i odczucia, które mogą odebrać nam chęci i zapał do zdobywania i czynienia dobra. By móc czynić dobro powinniśmy wyzbyć się negatywnego myślenia i odczuwani tego wszystkiego, co nas otacza. Wyrzeczenie się tego, co mam i tego, co mogą posiąść, czyni nas ludźmi wolnymi. Ofiarność nie jest może zaplanowanym działaniem służącym zyskaniu czegokolwiek, ale im bardziej oddajemy swoją osobę innym, tym bardziej czynimy dobro, a w nas pozostaje szczęście i satysfakcja z tej racji, że udało się nam odciąć od naszych ograniczeń i osiągnąć cel. Jezus dźwigał ogromny ciężar – grzech całego świata. Ofiarował swoje życie dla wszystkich i osiągnąwszy cel, uczestniczył w szczęściu, które może być również naszym udziałem. Postarajmy się „tylko dzisiaj uczynić jedną z tych rzeczy, których czynić nie lubimy...” po to, by czyniąc coś trudnego, mieć w swoim sercu poczucie spełnienia i szczęścia.
Beznadzieja, brak sensu i celu, mogą odebrać nam szczęście, dlatego to przykazanie zachęca nas do czynienia nawet tego, co trudne, abyśmy spoglądając z nadzieją, odkrywali to najbardziej skrywane dobro, które również dla nas jest przeznaczone. Trudne doświadczenia nie odbiorą nam nic z życia, gdy będziemy starali się z nadzieją, odważnie spojrzeć w przyszłość, wykorzystując wszystko, by dla siebie i innych, zyskać jak najwięcej dobra.
To przykazanie przyniesie nam szczęście tylko wtedy, gdy pokonamy przeciwności, małymi krokami, osiągając dobro, ofiarowane nam w każdej chwili naszego życia. Przeciwności, czy to, czego nie lubimy jest pewną próbą – prowadzącą nas do uświadomienia sobie – co jest dla nas ważne i co jesteśmy wstanie osiągnąć przez naszą pracę! Teoretycznie droga człowieka jest prosta do zrozumienia, jednak, gdy przyjdą przeciwności często się łamiemy i rezygnujemy z tego, co ważne, gdyż na pierwszy rzut oka, nie dostrzegamy owoców tych doświadczeń. Narzędziem dzięki któremu możemy zwyciężyć, jest łaska, którą nam ofiarował Jezus, a jest nią NADZIEJA. Jeśli coś z całego serca, szczerze pragniemy, a wiemy, że to słuszne i dobre, jesteśmy wstanie to osiągnąć, nawet, gdy sytuacje, ludzie temu wszystkiemu nie sprzyjają.
VIII TYLKO DZISIAJ
Pewna osoba, którą sobie teraz przypominam, imponowała mi zawsze organizacją pracy. Systematyczność przekładała się na wiele sfer życia tego człowieka. Zawsze z jakimś wyprzedzeniem, przygotowany do wszelkich obowiązków, poukładane wszelkie papiery, zawsze porządek w domu. Wszystko w najlepszym porządku przygotowane i zrealizowane. Harmonia życia tego człowieka wydaje się być wciąż dla mnie niedoścignionym przykładem. Pokój serca, myśli, brak nieodpowiednich zachowań, komentarzy względem zajęć, ludzi itd. Jest to wyrzut mojego sumienia – co do systematyczności i obowiązkowości.
Ósme przykazanie proponuje: TYLKO DZISIAJ sporządzę szczegółowy plan dnia. Może nawet nie wypełnię go dokładnie, ale go zredaguję. Będę się strzegł dwóch nieszczęść: POŚPIECHU I NIEZDECYDOWANIA.
Systematyczność, determinacja, upór – są to cechy, które powinny nam towarzyszyć w tworzeniu każdego dnia, harmonogramu działań. Nasze przygotowanie do pracy jest świadectwem naszego stosunku do pracy i do owoców, które mogą się pojawić, dzięki naszej stanowczości i systematyczności.
Budowanie naszej codzienności wymaga umiejętności rozeznawania najpierw tego, co dobre, a co złe, a potem, co konieczne, a co zbyteczne. Segregowanie wydarzeń pomaga nam w lepszym usystematyzowaniu czasowemu pewnych zdarzeń. Pożyteczne, abyśmy podczas modlitwy, ustalali wszystkie momenty naszego dnia, ufając, że to Bóg podpowiada nam, co musimy zrobić! Planowanie zajęć, koniecznie musimy dokonywać, w ścisłej współpracy z wolą Bożą, oraz z ogromnym zaufaniem. Świadome przeżycie dnia, uwrażliwi nas na chwile, sytuacje, słowa, uczucia.
Kluczem do zrozumienia każdego dnia i odpowiedniego nastawienia się wobec wszystkiego, co składa się na naszą codzienność jest – CHWILA OBECNA. Odpowiedni sposób jej realizowania, pielęgnowania właściwych wartości w niej zawartych, czyni nas bardziej odpowiedzialnymi i wrażliwymi na to, co stanowi nasze życie.
Chwila obecna musi odpowiadać wartościom, którymi powinniśmy się kierować. Każda sytuacja jest świadectwem o nas samych, dlatego powinno być nas stać na wysiłek, który wdrożymy w przygotowanie i realizowanie każdej chwili. Ustalając przebieg dnia, najpierw ustalmy czas dla najważniejszych „sytuacji” (np. modlitwa, Msza, spotkania, praca), następnym krokiem niech będzie uwzględnienie również ważnych momentów, ale dotyczących spraw osobistych (np. wypoczynek – rekreacja, dobra lektura, muzyka, film, realizacja i zgłębianie jakiś pasji itp.). Organizacja czasu w ciągu dnia pomoże nam lepiej wykorzystywać to wszystko, co jest nam dane. Życie, to nie ciągłe branie, ale to również umiejętne ofiarowywanie innym dobra. Pamiętajmy o tym abyśmy w ciągu dnia weryfikowali swoją postawę, zadając sobie pytanie: „czy to, co robię, wykonuję z miłością?”
Harmonia dnia – czasu, zajęć, ukonkretni nasze życie i przymnoży nam dobra, które będzie siłą i źródłem dla wszelkiego naszego działania! Musimy żyć w zgodzie z naszą codziennością, musimy pragnąć wykorzystywać każdą chwilę, czerpać z niej wszystkie dary. Podobnie jak każda budowla, tak również nasza codzienność potrzebuje bardzo konkretnego planu, który powinien powstać w duchu pragnienia osiągnięcia wzajemnego dobra i szczęścia. Kiedy uświadomimy sobie, że wszystko, co dzieje się w ciągu dnia jest ważne, w każdą chwilę wlejemy nasze uczucia, angażując nasze serce, rozum i wolę. Zanurzmy w miłości cały dzień, z tym wszystkim, co piękne, ale również to, co czasami trudne i bolesne.
Odpowiednim narzędziem, którym powinniśmy się posłużyć, by ze starannością zbudować cały dzień, powinna być CZUJNOŚĆ. Każdy dzień to wiele zajęć, przez nas zaplanowanych. Jednak trudno nam jest przewidzieć i zauważyć bogactwo darów, które zawarte są w tych sytuacjach. Czujność, pomoże nam dostrzec o wiele więcej, niż tylko to, co mamy do wykonania. Dobrze wykorzystać sytuacje, zadania możemy wtedy, gdy z całym zaangażowaniem, wypełniamy do końca nasze obowiązki. Czujność wzmaga w nas umiejętność dostrzegania możliwości czynienia coraz większego dobra. To nie tyle wyszukiwanie dodatkowych okazji, ale przede wszystkim korzystanie z tego, co w chwili obecnej mamy do uczynienia.
Czujność to otwartość na to wszystko, co przygotował nam Bóg w swojej woli. Podejmując się realizowania Jego woli, każdy z nas, pragnie przeżywać to wszystko, co ofiarowuje nam Bóg, w duchu modlitwy, w trakcie której jeszcze szczególniej dziękujemy za ów dar.
Nasza wrażliwość na Bożą wolę, pogłębia pragnienie całkowitego pójścia za Chrystusem. Człowiek wówczas odczuwa wewnętrzny spokój i nie obawia się, że coś może nie wyjdzie, czegoś nie osiągnie. Połączenie tych wszystkich cnót sprawia, że nasza codzienność i wszelkiego rodzaju „punkty dnia” realizowane są przez nas systematycznie. Nie odkładanie niczego na potem, nie wznosi w nas zdenerwowania, lecz pokój, gdyż wiemy na co nas stać i odnajdujemy odpowiedni sposób realizacji każdego zadania. Odpowiednie nastawienie wobec naszej codzienności przyniesie owoce, dzięki którym nasza codzienność zyska na wartości. Owoce w każdej chwili są darem, który służy do życia kolejną chwilą. I tak owoce jednej chwili splatają się z kolejną chwilą, czyniąc sieć darów w ciągu dnia. Splot wydarzeń, harmonia chwil sprawia ogromną radość i wewnętrzną satysfakcję z życia, które otrzymaliśmy.
Człowiek może osiągnąć szczęście choćby wtedy, gdy stara się wypełnić każde zadanie w ciągu dnia na tyle, na ile go tylko stać. Umacniamy się różnorodnością zdarzeń w codzienności i nie przeraża nas fakt, że coś wyszło nie tak, jak sobie to byśmy wyobrażali. Naszym szczęściem jest życie, każda chwila, nawet ta trudna, świadcząca o naszym niepowodzeniu. Każda chwila dnia jest niezwykłym darem, dzięki którym możemy wiele doświadczyć i wynieść wiele dobitnych lekcji.
Ważne, aby każdego dnia, towarzyszył nam konkretny plan, nawet gdyby nam się go nie udało zrealizować. Dziś zgodnie z zamysłem tego przykazania planuję swój następny dzień.
IX TYLKO DZISIAJ
Opatrzność Boża oznacza zrządzenia, przez które Bóg z miłością i mądrością prowadzi stworzenia do ich ostatecznej doskonałości, którą mają osiągnąć. Bóg jest niezależnym Władcą swego zamysłu. W jego realizacji posługuje się jednak również współudziałem stworzeń. Jednocześnie daje swoim stworzeniom godność samodzielnego działania, bycia przyczynami wzajemnie dla siebie.
Dziewiąte przykazanie proponuje: TYLKO DZISIAJ będę wierzył niestrudzenie, nawet gdyby okoliczności mówiły co innego, że dobra Opatrzność Boża opiekuje się mną tak, jakby nikogo innego na świecie nie było.
Konkretyzując swoją codzienność, uznając wolę Bożą jako nasz plan na cały dzień, człowiek napotyka na różne, niezrozumiałe sytuacje. Często niezrozumienie towarzyszy nam względem trudnych, nawet bolesnych sytuacji. Trudno jest przyjąć i pogodzić się z tym, co nie jest zgodne z naszym zamysłem. Często niektóre osoby, tłumaczą takie sytuacje, że „Bóg się mści, że niesłusznie karze, że obarcza nas zbytecznym i zbyt wielką odpowiedzialnością”. Niezrozumienie sytuacji, oraz samej natury Boga sprawia, że błądzimy walcząc z nękającymi nas sytuacjami.
Szczególnie ważnym akcentem tego przykazania jest zaufanie. Budując swoje życie, często musimy wykroczyć poza swoje możliwości, wyobrażenia pewnych sytuacji. Zjednoczenie z Jezusem, pozwala nam szczególnie wejść w te trudne sytuacje i przyjąć pomimo tego, że są przeciwne naszemu wyobrażeniu. „Opatrzność Boża oznacza zrządzenia, przez które Bóg z miłością i mądrością prowadzi stworzenia do ich ostatecznej doskonałości...”. Wnikając w Boga, człowiek wszystkie sytuacje (te dobre i trudne) traktuje jako opatrznościowe działanie Boga, względem człowieka. Nie dopatrujmy się mściwości, ani kłód podłożonych nam pod nogi, lecz okazję do wyciągnięcia konkretnych wniosków.
Zaufanie wzbudza w nas nadzieję, dzięki której widzę dalej i szerzej i bardziej adekwatnie oceniam rzeczywistość, w której zostałem postawiony. Bóg chroni moją duszę i ciało, przed złem, które mogłoby mnie zniszczyć, dopuszcza jednak trudne sytuacje, aby mnie uwrażliwić, nauczyć! Wszystkie sytuacje, mające miejsce w moim życiu, prowadzą mnie naprzód, choćby nawet prowadziły mnie pod prąd wszelkich trudów, złych obyczajów, przyzwyczajeń, wymuszeń i opinii w sercach innych ludzi. Zaufanie mogę wzbudzić w tym, że przez wszystkie doświadczenia, odpowiednio podjęte i zrealizowane, mogę dotrzeć do owoców – darów zawartych w każdej chwili.
Mówiliśmy przed chwilą o „pójściu pod prąd”. W dobie rozwijającej się obojętności na wartości duchowe, człowiek zatraca całą swoją codzienność, w pościgu za dobrami fizycznymi, materialnymi. Są one ważne, potrzebne. Jednak nie możemy dopuścić, by cały czas, życie poświęcone został tylko tej jednej sprawie, wobec tak szerokiego wachlarza możliwości bycia szczęśliwym. Wartości duchowe, nie mają towarzyszyć, gdzieś jakby z boku, fizycznemu wymiarowi naszego życia, lecz mają się wzajemnie przenikać, dając pełen obraz możliwości postępowania w dobru i szczęściu. Jesteśmy jako jedyni, w posiadaniu wolnej woli, dlatego człowiek, zobligowany jest do słusznego, racjonalnego wykorzystywania tego świata, będąc w ciągłej wolności. „Pójść pod prąd” nie oznacza wcale odrzucenia tego, co przyziemne, dla wartości duchowych. Musimy pamiętać, że Stwórca dał wszystko w posiadanie człowiekowi, aby umiejętnie się tym posługiwał. Dlatego „pójść pod prąd” – oznacza przede wszystkim walkę z tym, co nie odpowiada dziełu Bożemu, z tym, co nie przyczynia się do fizycznego i duchowego rozwoju człowieka, co nie rozwija w nas wartości nadprzyrodzonych i cnót. Musimy uczyć się przeciwstawiać temu, co nie pożyteczne i szkodliwe. „Iść pod prąd” to umieć stawiać czoła, wszelkim sytuacjom, w celu odrzucenia tych, które stanowią zagrożenie i wyszukanie tych, które mogą przyczynić się do pomnożenia dobra. Tomasz More pisał „Nic nie może się zdarzyć, jeśli nie chciałby tego Bóg. A wszystko, czego On chce, chociażby mogłoby wydawać się nam najgorsze, jest dla nas najlepsze”. Nie możemy robić czegoś, bo tak wszyscy postępują, lecz postępując z rozwagą, musimy ocenić, które sytuacje dopuścił Chrystus, a których twórcą jest szatan.
Nie możemy ulec złudnemu myśleniu, że trud pojawiający się w moim życiu jest karą, albo zamierzonym procesem działania przeciwko nam. Wiara w Bożą opatrzność, umacnia w nas doświadczenie, że jesteśmy kochani przez Boga. Bóg daje nam możność samodzielnego działania. Przez tą ufność, daje nam szczególnie odczuć, że kocha nas i pragnie nas odciążyć z tego, co trudne i po ludzku nie do pokonania.
Jezus w swojej woli, tak składa z różnych części naszą codzienność, abyśmy mogli znaleźć siły do pokonania tych „po ludzku trudnych sytuacji”, abyśmy mogli osiągnąć szczęście z tego, co dobre. Bóg doświadcza tych, których kocha, bo pragnie dla każdego z nas szczególnej miłości. Dotykając nas palcem swojej woli, kieruje nasz wzrok ku sobie, abyśmy w Nim utkwili wzrok, za nim wnikniemy w nasze codzienne zadania. Bóg w swej miłości przenika całego człowieka, zna całą prawdę o nas, nie będąc inwazyjnym w swoim postępowaniu. Jego dotyk jest najczulszym z możliwych, uzdrawia każde zranienie i oczyszcza nasze spojrzenie, do tego stopnia iż człowiek pozwalający się Bogu kochać, w każdej sytuacji odnajduje dobro i korzysta z lekcji udzielonej mu przez wolę Bożą. Kiedy odczujemy Boży dotyk, człowiek jeszcze mocniej kształtuje w sobie świadomość – BYCIA KOCHANYM. Dzięki temu, nie tylko rozumiemy, lecz z nadzieją przyjmujemy trudne doświadczenia, dla uszlachetnienia swojego życia i własnej osoby. W tym dotyku Bożej miłości, człowiek poznaje prawdziwy zamysł Pana Boga, bo „Pan wie lepiej, co robi, niż my wiemy, czego chcemy”(Teresa od Dzieciątka Jezus). Jesteśmy kimś szczególnym dla Boga, dlatego możemy doświadczyć niezwykłego szczęścia w ścisłej współpracy z Bogiem. Dziękujmy Bogu, za naszą codzienność, za różnorodność doświadczeń, gdyż z wdzięczności zyskamy siły do czynienia tego, co być może trudne, ale dopuszczone przez wolę Bożą!
Wierzyć w Bożą opatrzność mamy dlatego, gdyż ona jest dowodem naszej wiary w miłość, którą otacza nas Bóg. Wiara jest pobudzaniem „chcenia i działania zgodnie z Jego wolą” (Flp 2,13). Wiara jest tą cnotą i wartością, która daje nam siłę do przyjęcia woli Bożej, nawet gdy jest trudna i przeciwna tym zamiarom, które sobie zaplanowaliśmy. „Wiara daje nam pewność, że Bóg nie dopuściłby zła, gdyby jednocześnie nie potrafił wyprowadzić z niego dobra” (KKKK 58). Wiara komunikuje nas z najgłębszą tajemnicą Bożej woli, zawartej w Jego sercu.
X TYLKO DZISIAJ
Przykładów jest wiele. Choćby jeden z czasów seminaryjnych, gdy zadawałem sobie wciąż jedno pytanie: Czy ja będę potrafił mówić kazania? Wiele razy stawałem przy ambonie i kierowałem słowa do wielu, bardzo różnych osób. Bałem się i wciąż ten lęk mi towarzyszy, ale to nie strach, lecz bojaźń przed Bogiem, którego swoim życiem (kapłaństwem) reprezentuje. Odpowiedzi czy potrafię, sam nie udzielę – sami sobie odpowiedzcie!
Dziesiąte przykazanie proponuje: TYLKO DZISIAJ nie będę się lękał. Szczególnie zaś nie ulęknę się radować pięknem i wierzyć w dobroć.
Wiele otrzymaliśmy wspaniałych Bożych darów, które tak nas zachwyciły, aż poczuliśmy lęk odpowiedzialności za takie bogactwo. Boimy się ciemności nas ogarniających, ale szczególnie boimy się utraty tego, co już mamy. Trudności, niepowodzenia, odbierają nam odpowiednie podejście do życia, sytuacji i do ludzi. Realizacja poprzednich przykazań nie powiedzie się, jeśli opanuje nas lęk – przed czymś nowym, przed czymś wymagającym sił i jeśli nie przełamiemy własnych przyzwyczajeń i ograniczeń. W postępowaniu według tych przykazań, musimy uwolnić się od samych siebie.
Kolejnym, najistotniejszym krokiem w zwalczaniu lęku, będzie odrywanie Prawdy – Jezusa. Dostrzec Jezusa w otaczającym nas świecie, nie jest prostym zadaniem, gdyż wymaga od nas, postępowania zgodnie z wiarą. Dla człowieka wiary, pełnego miłości w sercu, jest to o wiele prostsze, bo ta sytuacja jest podobna do dwóch magnesów, przyciągających się wzajemnie. Człowiek niosący w sobie Jezusa będzie przyciągał do siebie te sytuacje, w których dostrzeże działanie Bożej opatrzności. Człowiek wiary staje w swojej codziennej rzeczywistości i dostrzega realizację słów: „To Ja jestem, nie bójcie się” (por. J 6,20). Jest ogromną satysfakcją dla człowieka fakt, że uda mu się dostrzec Bożą wolę i Jego działanie w życiu. Jezus uczy nas spoglądania na świat i spoglądania na prawdziwe piękno i dobro. Wiara w Jezusa, pomaga nam przezwyciężyć paraliżujący strach przed światem, w którym być może dostrzegamy tylko to, co jest nam przeciwne.
Jeszcze bardziej niż w dotychczasowych przykazaniach jesteśmy teraz zaproszeni do rodzenia w sobie głębokiego i szczerego zaufania, i nadziei. Budowanie życia na tych cnotach tak naprawdę prowadzi do zjednoczenia z Chrystusem, przyjaźni z Nim. Gwarantem trwałego i dobrego szczęścia jest wierne zjednoczenie z Jezusem, gdyż: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić” (por. J 15,5). Krocząc wraz z Jezusem po chwilach naszej codzienności, jesteśmy wstanie dotrzeć do prawdziwej wolności. Chrystus przeprowadza nas przez ciemności zniewolenia i doprowadza nas do całej prawdy o naszej codzienności, dzięki czemu człowiek czyni dobro, nie obawiając się oceny, krytycyzmu, czy niepowodzeń. Radość z możliwości czynienia dobra, prowadzi do umocnienia w sercu tych wartości, które możemy określić mianem – piękne! Zdobywanie odwagi, wiąże człowieka z ciągłym odkrywaniem piękna i dobra panującego w sercu – dzięki przyjaźni z Jezusem i wokół siebie, dzięki miłości wzajemnej!
Człowiek żyjący „pięknem”, dobrocią, przekieruje całe swoje życie, ze wszystkimi myślami i pragnieniami ku Bogu, który staje się i jest wciąż jedynym Źródłem wszelkiej dobroci i piękna. Odwaga jest koniecznością, by móc wykroczyć poza swój rozum i możliwości wyobrażenia jakiegokolwiek piękna i dobra. Odwaga daje nam pewność, w wyborze tego wszystkiego, co pochodzi od Boga i przyjęciu tego, jako swoje własne. Zdajemy sobie sprawę z tego, że lęk odbiera nam chrześcijański potencjał, moc wyznawania wiary, łaski przyjmowania różnych doświadczeń. Lęk powoduje, że jesteśmy spękani – każda rozdzielona część jest słaba, gdyż nie ma umocnienia w jedności innych elementów. Odzyskać pokój, jedność – proces ten będzie prowadził nas do sklejenia wszystkich elementów naszego życia. Zjednoczenie jest najodpowiedniejszą możliwością pokonania lęku i „owoców” tego stanu.
Pozbycie się lęku, na nowo czyni nas pełnymi ufności, przyjaciółmi Jezusa. Przyjaźń ta, czyni nas świadectwem tej miłości, którą otrzymaliśmy od samego Jezusa. Konkretnym świadectwem tego doświadczenia jest piękno i dobroć, co jest przeciwieństwem lęku – brzydoty i zła.
By wierzyć, cieszyć się pięknem i dobrem, potrzeba nam ciągłego trwania przy woli Bożej. „To Ja Jestem, nie bójcie się” – uznać Boga, Jego opatrzność, dopuścić również trudne doświadczenia, ujrzeć Jego działanie i samą Jego obecność. To przykazanie Jana XXIII jest podsumowaniem dotychczasowych przykazań. Człowiek nie może bać się nowości – nowych wyzwań i możliwości. Musimy wciąż aktualizować swój stan ducha. Prze-kierowanie swoich pragnień na Boga, uczyni nas ludźmi gotowymi podjąć się rewolucji własnego życia, zarówno tego fizycznego jak i duchowego. Musimy starać strzec piękna i dobra, by nie uległy „karykaturyzacji”, niszcząc w ten sposób to, co najistotniejsze w chwili obecnej – piękna i dobra. Doświadczając Bożej miłości, stajemy się pewni tego, że nasze wybory są słuszne, czyli dobre. Pozbawieni lęku jesteśmy wstanie biec w wierze. Uwolnieni od ograniczeń jesteśmy wstanie wierzyć, prawdziwie kochając. Stawiamy wciąż „pierwszy krok”, zdobywając nowe doświadczenia, uzupełniając nasze kochanie Boga pierwiastkami dobroci szczerej, pełnej służby i pragnień, by ja sam i inni byli faktycznie szczęśliwi.
Ostatnia myśl, jaka nasuwa mi się w kontekście tego przykazania, to fakt tego, co nam odbiera lęk. Przez obawy, które często zagnieżdżają się w naszym sercu, człowiek nie ma odwagi przebić się przez skorupę własnego życia. Boimy się dzielić z innymi własnymi doświadczeniami dobra i piękna, gdyż sądzimy, że możemy to utracić, że zostaniemy wyśmiani, bądź też osądzeni w dość krytyczny sposób. Z powodu tych obaw, sami nie potrafimy cieszyć się szczęściem z konkretnych wydarzeń, spotkań itd. Każdy z nas wspinając się na „szczyt naszego życia” dostrzegłby jak otacza go mniejsze lub większe mury lęku, przed różnymi sprawami. Uświadomienie sobie tego faktu, może pomóc nam, szybciej te mury zburzyć i zacząć tworzyć prawdziwy fundament szczęścia! Jak już wcześniej wspominałem, wolność jest jedynym gwarantem prawdziwego, szczerego i dobrego wypełniania tych przykazań.
Musimy wciąż na nowo odkrywać siebie w odniesieniu do Jezusa. Tak ważne jest pozbycie się lęku, by prawdziwie ujrzeć Jezusa, stojącego przede mną, w drugim człowieku, w sytuacji, a nade wszystko, ujrzeć Go w sakramencie Eucharystii i w adoracji.
„Nie bój się, wypłyń na głębię” Ciesz się dobrem, które możesz czynić, dostrzegaj i twórz piękno, które i tobie i innym będzie przypominać o Chrystusie!
|