Bezradność i zawód

 

 

 

 

            Obserwując swoją przeszłość, każdy z nas na pewno odnajdzie wiele scen z życia, które by odpowiadały tym dwóm członom tematu. Przez chwilę ciszy i modlitwy powróć do paru tego typu scen. Nie można ich wymazać, ale z łaską Bożą trzeba je w myśli powtórnie przeżyć i przeanalizować. To doświadczenie jest nam potrzebne po to, aby uzdrowić nasze wnętrze: uczucia, myśli, pragnienia.

            Kochani spróbujmy dokonać takiej „małej odnowy duchowej” naszego wnętrza przez uporanie się z sytuacjami, które rodzą w nas poczucie bezradności i zawodu.

·        Bezradność

            Wiążą się one najczęściej poczuciem, że czemuś i jakimś sytuacjom, problemom nie możemy sprostać. To poczucie pojawia się, gdy nie mamy sił fizycznych; wystarczającej wiedzy, czy doświadczenia; nie sprzyjające warunki emocjonalne, czy psychiczne. Obawiamy się tych sytuacji, które przerastają nasze możliwości.

            Najczęściej jednak mamy do czynienia z bezradnością, gdy jakieś spotkanie, czy sprawy uzależnione są od innych warunków zewnętrznych (np. mamy ogromne pragnienie coś kupić, ale nigdy nie możemy nazbierać odpowiedniej ilości pieniędzy; spotkana osoba nie chce zbytnio rozmawiać – choć staramy się stworzyć odpowiednie warunki; mamy gdzieś wyjść, ale natłok spraw sprawia, że nie wyrabiamy się z czasem i wyjście staje się nie możliwe itd.) Ogarnia nas furia, bo wiemy, że chcemy jak najlepiej, a nic nie idzie po naszej myśli. Mobilizujemy swoje ostatnie siły i nic, czasami tak jest, pęka wszystko i omamia nas negatywne uczucie – beznadziei.

Jak temu zaradzić?

            Może nikogo nie usatysfakcjonuje odpowiedź, ale mam kilka możliwości, które przynajmniej w jakimś stopniu pomagają mi się uwolnić od poczucia bezradności i uczynić krok naprzód.

Ø      Postępować z ostrożnością, realizując chwilę obecną

Ø      Rozeznawać co jest moim pragnieniem, a co jest wolą Bożą – umieć zrezygnować z własnych pragnień

Ø      Mieć zawsze margines tolerancji względem ludzi i wydarzeń

Ø      Cierpliwie dźwigać ciężary drugiej osoby

Ø      Nie tracić czasu i się nie załamywać, lecz podejmować kolejne chwile

Ø      Ufać, że te trudności, to droga mojego oczyszczenia

Ø      Być bardziej dla drugiej osoby niż dla siebie

Ø      I najważniejsze – w chwilach szczególnie trudnych (ale nie tylko) złożyć swoje życie na ołtarzu eucharystycznym, aby kapłan mógł złożyć moje życie jako dar dla Boga

            Choć może wydają się wam te sposoby trywialne, to powiem, że ze szczerym sercem współpracując z Jezusem, dla człowieka również nic nie będzie niemożliwe.

·        Zawód

            Pogłębieniem niekiedy problemu naszej bezradności jest fakt, że zawiedziemy się a kimś lub na czymś. „Uzależniamy” jakość sytuacji i naszego życia od innych osób, które wykorzystują naszą dobroć, otwartość, wrażliwość, umiejętności i czas. To może banalnie zabrzmi, ale mamy budować mosty, a nie pępowinę, która nas zbliży, a nie scali. Oprócz Trójcy św. nie ma doskonałej wspólnoty osób! Możemy sugerować się sytuacjami tam panującymi, możemy je konkretnie naśladować, ale i tak nie otrzymamy doskonałego stanu, o który byśmy marzyli. Możemy coś tworzyć z innymi osobami. Coś, co będzie nas łączyć z innymi, możemy wspólnie coś tworzyć, ale nie możemy się wzajemnie od siebie „uzależnić”. Musi istnieć proporcjonalna wolność pomiędzy nami, która zagwarantuje swobodny rozwój naszych osobowości. Nie możemy się ograniczać wzajemnie, zniewalać, lecz musimy zawsze pozostawić sferę wolności i samodzielności. Ograniczenia zaduszą wszelkie relacje, które istnieją.

            Zawieść się kimś, to czuć, że inni nie wypełniają czegoś tak, jakbyśmy sobie to wyobrażali. Czasami mamy wobec innych zbyt wygórowane oczekiwania, co przeszkadza nam w zaakceptowaniu innych osób takimi, jakie są! Zwieść się na kimś, to stracić zaufanie, budować mur, który nas dzieli. Człowiek, który zwiódł się na kimś zamyka się wobec tej osoby, brakuje mu ufność wobec jakichkolwiek prób naprawy jakiś sytuacji.

A jak temu mam zaradzić?

            Może trochę naiwnie odpowiem, ale wciąż tłumaczę sobie postawy ludzi jako dobre intencje, którymi się kierowali, ale być może w jakimś momencie zagubili swój faktyczny cel, zamiar, który chcieli osiągnąć.

            Najpiękniej, gdy nie uzależniam siebie od postawy innych ludzi. Gotowość do wyrzeknięcia się własnych celów, pragnień; staram się duchowo objąć każdego człowieka i przyjąć do takim, jaki jest. Wiem, że wielu ludzi ma też jakieś oczekiwania i je staram się przede wszystkim przemodlić i rozstrzygnąć, czy wolą Bożą jest, aby to uczynił. Każdy człowiek jest kopalnią, w której głęboko złożone są pokłady niewyobrażalnego piękna duchowego.

            Każdy z nas musi zejść z wysokiego „tronu dumy” i stać się przyjacielem człowieka, który w danym momencie stoi przede mną! Najtrudniejszym gestem jest ciągłe próbowanie zrealizowania pewnej myśli: „kochając człowieka znajdziesz siły, by uczynić wiele za niego; dzięki wierze będziesz stał tam, gdzie go brakuje, nadzieją zalejesz każdą pustkę, którą on uczynił” (DC). Chciałbym, by to zdanie stało się dla nas wszystkich szczególnym zaproszeniem do bycia bardziej wrażliwym na ludzi, byśmy jeszcze bardziej korzystali z tego Bożego daru, jakim jest „druga osoba” przy nas.

 

 

  menu główne

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)