![]() |
|
Jak uzyskać 100% życia? |
|
|
Jak uzyskać 100% życia? (2 rozważanie) Ostatnio pojawiła się we mnie myśl – „skąd człowiek ma czerpać siły, by żyć...?” Pewnie wielu z was, ma już jakąś odpowiedź. Mi również wydawało się, że mam. Jednak pozostawiam je na boku, by poszukać wraz z wami czegoś nowego. Życie należy do nas. Od początku dnia, aż do jego skończenia, konstruuje swoją codzienność. Idę do pracy, spotykam różnych ludzi, rozmawiam z nimi, czas dla bliskich, spotkania, obowiązki, własne przyjemności... itp. Tak ogólnie patrząc, wygląda codzienność człowieka. Jedni mają radość, inni nie, z takiej codzienności. Wydaje nam się, że tak kreowana codzienność, cała należy do nas. Nasz wysiłek, nasz czas, nasze umiejętności, nasze pieniądze, nasze chęci i pragnienia, nasze poświęcenie – wszystko nasze. Dla tak ujętej postawy człowieka wobec codzienności, to rzeczywiście – „życie należy do nas!”. Wiele osób zachowuje się bardzo dziwnie, jakby mieli klapki na oczach i widzieli tylko to, co ich faktycznie interesuje, czyli kiedy ten dzień się skończy, kiedy będę mógł spokojnie usiąść i odpocząć itd. Płytkość życia ma swoje podstawy w bezcelowości i bezsensowności naszego postępowania. Brak wymiaru – celu i sensu – człowiekowi trudno podjąć cokolwiek, by było to faktycznie jakimś dobrem. Jeśli wszystko skupiać się będzie wokół „ja i moje” trudno będzie człowiekowi faktycznie mieć radość z jego codzienności. Jeśli człowiek twierdzi, że jego życie należy tylko i wyłącznie do niego, to zadałbym takiej osobie proste pytanie – dlaczego w takim razie, pasożytujesz na innych osobach i ich dobru? Czy to, co mam, należy faktycznie do mnie? Rysując niejako linie pochodzenia tego wszystkiego, co mam, linia ta maluje się daleko poza mnie. Człowiek jest jak słońce, z którego wystrzeliwują setki tysięcy promieni, zmierzających w tym kierunku, skąd dana rzecz pochodzi. Obiektywnie patrzę na swoje życie i wiem, że to, co posiadam, w dużej części związana jest z wieloma osobami, dzięki którym to wszystko posiadam. Któż może wznieść protest – „jak to, przecież ja ciężko pracowałem i dlatego to ja to posiadam”. Tak, zgadzam się z tym, lecz gdyby nie szereg osób, które przyczyniły się do powstania jakiejś rzeczy, to nigdy bym tego nie posiadał. Wszystko jest w jakiejś mierze moją własnością, ale zawdzięczam to wszystko innym osobom. Chcąc, nie chcąc – jako ludzie tworzymy zależną od siebie wspólnotę, w której każdy, każdemu, w jakiś sposób służy. To w prostszy sposób można wytłumaczyć, odnosząc to, do spraw materialnych. Ale nurtuje mnie kolejne pytanie: czy ja, jako człowiek (z duszą i ciałem) należę w takim razie do siebie, czy jestem „własnością wspólnoty”? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwe, gdyż trudno w tym miejscu nie stwierdzić, że wzajemnie jesteśmy dla siebie darem. Nasze życie ma to szczególne ujęcie, w którym należymy wzajemnie do siebie, jesteśmy za siebie odpowiedzialni, powołani jesteśmy do tego, by służyć pomocą, dobrym słowem, pięknym uczuciem. Człowiek nie istnieje sam dla siebie, lecz istniejemy, by trwać we wspólnocie. Ogólnie rzecz ujmując jesteśmy powołani do istnienia we wspólnocie. Zatem, by w tym względzie w „100%” korzystać ze swojego życia, musimy być otwarci na drugą osobę. W niej (w drugiej osobie) możemy szukać jakby uzupełnienia siebie, własnych doświadczeń, wiedzy, często też zrozumienia siebie, wsparcia, miłości itp. Drugi człowiek jest „nieodłącznym elementem” naszego życia – jakby drugą naszą połową. Dzięki tej osobie, szczególnie nam bliskiej, osiągamy pełnie „ja”. Ośmielam się stwierdzić, że nasze życie „nie należy do nas samych!”. Wszyscy jesteśmy dla siebie niezwykłym darem. Otwarcie się na drugą osobę, ofiarowuje nam siły do życia. Zjednoczenie z inną osobą, tą szczególnie nam bliską, z różnych względów sprawia, że współdzielimy nasze życie. To, co mogło się skupić na jednej osobie, dzielimy pomiędzy sobą, dzięki czemu pewne sprawy nie są już tak trudne, przerażające, czy niezrozumiałe. Pomoc ze strony bliskiej nam osoby, sprawia, że życie nie jest ciężarem, lecz doświadczeniem, które możemy udoskonalać dzięki innym osobom, współdzieląc i radości i smutki. Tak często, ta druga osoba, towarzysząca nam w sposób fizyczny, bądź duchowy, jest tym, który niesie realną pomoc, bądź też duchowe wsparcie. Sama świadomość bratniej duszy, umacnia nas, wobec trudności, czy zwyczajnych nowości. Współdziałanie z drugą osobą w rozwijaniu i realizowaniu własnego życia, przyczynia się do ewentualnie innego spojrzenia na swoje życie, czy wniesienia w nie nowych planów, bardziej być może skutecznych. Dzielenie z kimś życia (w miłości, przyjaźni, czy wzajemnej odpowiedzialności) sprawia, że już sam ten fakt, jest jakimś sensem i celem życia. Znów powracam do niezwykle pięknego fragmentu biblijnego: „gdzie dwaj, albo trzej zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich” (por. Mt 18,20). Dwie lub trzy osoby to nic innego jak symbol wspólnoty, która realizując jednomyślnie jakiś plan, odkrywa obecną pośród nich Prawdę! Dzięki tej Prawdzie, oraz umocnieniu ze strony drugiej osoby, mamy szansę uzyskać „100%” życia. Bóg to 50% mojego życia. Umyślnie Boga pozostawiłem na koniec tego rozważania, by nie być posądzonym o monotematyczność. Ostatnie zdanie poprzedniej części ujawniły sens istnienia Boga w naszym „100%” życiu. Trudno jest sobie wyobrazić życie bez prawdy. Prawda jedyna i właściwa to Jezus! Można posłużyć się dość prymitywnym, ale adekwatnym stwierdzeniem: „Jezus w moim życiu, to połowa sukcesu!” Właśnie, ów połowa sukcesu – 50%, to znaczna część naszego życia. Nie ukrywam, że życie bez Boga, pozbawione jest zasadniczej części – treści, która pozwala nam odkrywać życie jako całkowity sukces. Bóg – Prawda, odkrywa przed nami niewyobrażalne pokłady dobra, zawartego w naszym życiu. By odkryć życie, potrzebujemy odpowiedniego „narzędzia interpretacji”. Brzydko to może brzmi, ale dosadnie – Jezus jest jedynym narzędziem interpretującym nasze życie. Jezus i Jego życie jest nadzwyczaj pięknym i wciąż aktualnym wzorem do naśladowania. Na początku tego rozważania postawiłem pytanie: „skąd człowiek ma czerpać siły, by żyć?” Kumulując najważniejszy wkład, czyli działanie Boga z nieodzowną potrzebą bliskich osób, oraz ja, jako osoba. Tworzy się w tym momencie niezwykła wspólnota, dzięki której mogę zyskać „100% życia”. Warto, abyśmy czynili wszystko, aby tę właśnie wspólnotę utrzymać przy istnieniu. Bóg służy zawsze swoją pomocą. Zadaniem ludzi jest zaangażowanie swoich sił tak, by w pełni realizować zadania, które są podstawą naszej egzystencji. Jednocząc się z bliźnim i z Bogiem, stajemy się na tyle silni, by przeciwstawić się wszelkiemu złu, a jednocześnie na tyle odważni, by posiąść wszelkie dobro. Osiągnięcie pełnego zjednoczenia sprawi, że nasze życie odzyska wszelki sens i cel. Posiadanie tych dwóch spraw (sensu i celu), pomimo, że są integralną częścią naszego życia, wielu niestety późno je odkrywa, ujmując swojemu życiu jakiś ważnych wartości, które stale się pojawiają. Odzyskać życie, żyjąc w integracji z Bogiem i drugim człowiekiem! Choć dążymy do odnalezienia swojego życia, to musimy jednak opuścić siebie, by swoje serce zjednoczyć najpierw z Bogiem, a potem z bliskimi nam osobami. Prze-kierowanie swoje życie na Boga i bliźnich nie powoduje żadnej utraty, a wręcz przeciwnie zyskujemy to, co najistotniejsze. Bóg, ja, bliźni – to jedna „bryła miłości”, która jest niezwykłym darem dla naszego życia. Umacnianie jej, jest umacnianiem życia i tych wartości, które budują (albo powinny budować) naszą codzienność. Ta, choć najmniejsza wspólnota, jest największą siłą wobec życia i tego wszystkiego, co się w nim dzieje. Każdy dzień, musimy koniecznie poświęcić na rzecz budowania tej wspólnoty, a dopiero po stworzeniu czegoś tak niezwykłego, każdy dzień stanie się zwycięstwem.
|
|
(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)