|
|
|
dla maluczkich... |
|
|
Kiedyś ktoś mi napisał na blogu, że pora abym napisał coś dla maluczkiego człowieka. Stało się to myślą, która stale mi towarzyszyła i zastanawiałem się nad tym czego oczekuje taki „maluczki człowiek”. W Piśmie św. możemy odnaleźć parę fragmentów, które wprost odwołuje się do takiego tytułu człowieka – najmniejszy – maluczki… Oto kilka z nich, które staną się zasadniczą częścią rozważań dla maluczkich… Mt 10,42 - Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Mt 25,40 - A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Mt 25,45 - Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. Określenie najmniejszy oznacza człowieka, który występuje w naszej codzienności, który często jest przez nas niezauważany, niedoceniany, którego niekiedy traktujemy z dozą wyższości nad nim… Można spokojnie stwierdzić, że ów człowiek, to może również nasza druga strona, która oznacza naszą tęsknotę. Stronę, której często nie rozumiemy i którą może nawet często się czujemy. Zauważmy, że sytuacje często się odwracają, niekiedy my dajemy, ale czasami to my jesteśmy obdarowywani… Tak naprawdę często dzieje się tak, że ja odkrywam Jezusa w drugim człowieku, a innemu człowiekowi pozwalam odkrywać Jezusa we mnie… To jest niezwykłość Jezusa, który w każdy możliwy sposób stara się nam pomóc „wykorzystując” do tego nas samych. Najpiękniejsze w tych trzech fragmentach, które wybrałem jest fakt, że Jezus się utożsamia z najmniejszymi. Utożsamienie prowadzi do tego, że ja mam widzieć w tych najmniejszych Jezusa. Najmniejsi – to On. I Kiedy tak rozumiem słowo maluczki trudno mi cokolwiek napisać do nich, napisać faktycznie do Jezusa… Jedyne co pozostaje to stałe przyjmowanie Jezusa w drugim człowieku, tym najmniejszym. Przyjąć Jezusa w drugim człowieku… Może znowu coś z worka trudnych spraw księdza Dominika… Obawiam się, że cokolwiek poruszę i jakkolwiek się czymś zajmę to powracam myślą do ważnych dla mnie spraw, które ze swej natury są trudne. Odkąd dostałem na blogu wiadomość, że: „mam coś dla maluczkich zacząć pisać” to nie ukrywam mam dylemat. Co mam pisać? To samo tylko łatwiejszym językiem? Nie ukrywam, że ten wpis stale jest dla mnie zagadką – może kiedyś ktoś mi to wytłumaczy…? Jednak pozostanę przy tej mojej opcji tego „czegoś – mojego pisania” o najmniejszym… Idea, którą kreśli Biblia przez te fragmenty jest niczym nowym, a jednak bardziej uwypuklone staje się nową możliwością przyjęcia każdego człowieka – bliźniego w duchu miłości. Może najpierw o trudnościach z tym przyjęciem… - wydawałoby się, że możemy pokochać każdego człowieka, jednak pojawiający się krzywdziciele i nieprzyjaciele stwarzają ogromny kłopot tym, którzy chcieliby żyć duchem miłości wobec każdego człowieka. Jak przyjąć Jezusa w osobie, która nas krzywdzi? Otóż miłość potrzebuje przede wszystkim spokojnego wejrzenia w głąb człowieka, a nie oparcia się na zewnętrznych dość często nieprawdziwych, albo nie przemyślanych do końca słowach, czynach itd. Obiektywność i wyrozumiałość, a przede wszystkim zrozumienie. Niekiedy zbyt ostentacyjnie dokonujemy oceny człowieka, stawiając go na pozycji przegranej, a musimy chyba jednak sięgnąć głębszych pokładów naszej wiary i pokochać tego człowieka choćby ze względu na Jezusa. Musimy dawać szansę człowiekowi, wybaczyć mu, pozwolić mu spróbować jeszcze raz. Gdy od razu przekreślimy tego człowieka, to nie dajemy szans, aby Jezus w tym człowieku jednak pomimo wszystkiego czegoś nas nauczył. Często okazje się, że ten właśnie trudny człowiek jest dziwnym dla mnie darem, który powołuje mnie jako tego, który ma realizować jakieś zadanie. Jezus stawia niekiedy wobec nas trudnych ludzi, aby to właśnie przez nas dokonać przemienienia w sercu tego człowieka, a nas wyczulić na pewne sprawy, których do tej pory może nie dostrzegaliśmy. Oceniajmy drugiego człowieka przez siebie samych. Czy my nigdy nie uczyniliśmy jakieś świństwa drugiemu człowiekowi, że teraz mamy dokonać potępienia kogoś za jakieś zachowanie? Może warto zrozumieć przez inną osobę siebie samego, swoje postępowanie. Człowiek nie staje przypadkiem na naszej drodze. Jest dla nas nauczycielem, drogowskazem, wyrzutem sumienia, sprawdzianem, inspiracją, prowokacją… Nie przechodźmy obojętnie wobec człowieka, nawet tego najtrudniejszego dla nas. Co znaczy tak naprawdę przyjąć Jezusa w drugim człowieku? Przyjąć Jezusa w drugim, to budować duchowość komunii z bratem. Ojciec św. Jan Paweł II tak pisał w dokumencie Novo Milennio ineunte w nr 43 – „Duchowość komunii to także zdolność odczuwania więzi z bratem w wierze dzięki głębokiej jedności mistycznego Ciała, a zatem postrzegania go jako «kogoś bliskiego», co pozwala dzielić jego radości i cierpienia, odgadywać jego pragnienia i zaspokajać jego potrzeby, ofiarować mu prawdziwą i głęboką przyjaźń. Duchowość komunii to także zdolność dostrzegania w drugim człowieku przede wszystkim tego, co jest w nim pozytywne, a co należy przyjąć i cenić jako dar Boży: dar nie tylko dla brata, który bezpośrednio go otrzymał, ale także «dar dla mnie». Duchowość komunii to wreszcie umiejętność «czynienia miejsca» bratu, wzajemnego «noszenia brzemion» (por. Ga 6, 2) i odrzucania pokus egoizmu, które nieustannie nam zagrażają, rodząc rywalizację, bezwzględne dążenie do kariery, nieufność, zazdrość.” Wydaje mi się, że te słowa choć trudne, są najpiękniejszym odzwierciedleniem właśnie tego tematu. Nie potrzeba się wysilać na inne słowa niech te właśnie nam wystarczą. Rozważmy je ze spokojem i spróbujmy je odnieść do dnia codziennego i kontaktu z człowiekiem. Owy maluczki – człowiek, z którym utożsamia się sam Chrystus jest dla nas okazją do własnego uświęcenia, ubogacenia, a jednocześnie jest dla nas drogą ku naszemu zbawieniu.
|
menu główne
|
|
(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)