Nadzieja - chwilą obecną...

 

 

 

   

 Nadzieja – coś tak ważnego i wszechobecnego w naszym życiu. Nadzieja, która jak klin wciska się w każdą życiową sytuację, ukazując nam ją z innej strony, malując innymi barwami. To dla mnie zastanawiające jak bardzo nasza codzienność, choć mocno ograniczana przez „dzisiejsze czasy” stwarza wiele okazji do tego, aby żyć wciąż nadzieją. Nadzieja jest tak nieodłącznym elementem naszego życia, że aż trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek działanie właśnie bez nie. I choć nadzieja przenika nasze serce, myśli i pragnienia to i tak zbyt mało nad nią się zastanawiamy, aktualizujemy ją i dążymy do niej…

            Uzmysłowiłem sobie, że choć ona jest dla mnie szczególnym wyznacznikiem wszelkiego działania, to nie wiele pisałem na ten temat. Dlatego też siadam i zastanawiam się nad tym jak to zrobić. Moja bardzo bratnia duszyczka podpowiedziała mi w jaki sposób mam ująć temat – nadziei i oto, co mam wam do przekazania.

Nadzieja

            W pojęciu chrześcijańskim jest ufnym spojrzeniem w obiecaną przez Boga przyszłość poza tym światem. Nadzieja sprawia, że chrześcijanin może być radosny nawet mając kłopoty. Nadzieja sprawia, że człowiek w sytuacji „beznadziei” odkrywa szereg nowych, wręcz nieoczekiwanych możliwości. Nadzieja choć jest jedną z cnót teologalnych (KKK 1817), to jest też ogromnym potencjałem naszego doczesnego, bardziej może przyziemnego życia.

            Nadzieja w aspekcie chrześcijańskim nauczyła, że na obietnicach Bożych można polegać, zatem z ufnością spogląda w przyszłość: "Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was wyrocznia Pana - zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie" - mówi Bóg do Jeremiasza w ciężkich czasach tułaczki.

            Wielkim fundamentem nadziei chrześcijańskiej jest zmartwychwstanie Jezusa. "On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei" - pisał Piotr. "To napełnia nas żywą nadzieją". Potwierdzone jest to przez dar Ducha Świętego, który jest dla chrześcijanina gwarancją jego zmartwychwstania.

            Jedna z trzech - obok wiary i miłości - cnót teologicznych, wyróżniających postawę człowieka wobec Boga, nakazująca widzieć w Nim najwyższe i upragnione Dobro, ku któremu stale on dąży i spodziewa się zbawienia.      

            Kiedy spojrzymy w perspektywie ostatniego zdania na nadzieję, możemy dostrzec subtelną podpowiedź – nadzieja wyróżnia człowieka, nakazuje widzieć coś o wiele więcej niż się wydaje i każe ku temu podążać. Spójrzmy na naszą codzienność w kontekście tych trzech wyznaczników:

Nadzieja jutra (nadzieja wyróżnia człowieka)     

            Niestety więcej jest sytuacji, które nas przerażają aniżeli łagodzą i harmonizują nas całych. Wciąż toczymy ogromną walkę z tym, co kreuje się w naszej codzienności. Stagnacja, obojętność, niechęć, brak wrażliwości – to są negatywne cechy, które mocno wzrastają w wielu osobach. Możemy sobie namalować szary świat, w którym żyją realizatorzy takich cech, i nagle jak błysk pojawiająca się osoba, którą od razu możemy odróżnić od innych – swoją nietypowością i jest to na pewno człowiek, który żyje nadzieją. Nadzieja wyróżnia człowieka, jest w nietypowy sposób inny, inaczej patrzy, słucha i żyje. Człowiek, który stara się patrzeć przez pryzmat nadziei na to, co się dzieje w nim i poza nim dostrzega niezwykle więcej szczegółów, które pomagają mu nie załamywać się, lecz przeć do przodu z wielkim optymizmem. Człowiek żyjący nadzieja nie przeraża się do tego stopnia, że codzienność zmusi go do kapitulacji. Człowiek nadziei nie podda się, nie przerazi się, a już na pewno nie skapituluje. Musimy spojrzeć na naszą rzeczywistość przez pryzmat tego, co piękne i co nas dotyka, a nie tylko fatalizmu, który również się dzieje. Nadzieja pozwala nam wspiąć się na wyżyny naszego życia, zaobserwować istotne zmiany i daleko idące plany i wrócić do życia pełnym sił i satysfakcji z odkryć, które dokonała.

            Istotnym a i też wyróżniającym elementem nadziei jest jasność umysłu… Prowadzi to w końcu do tego, że człowiek w sytuacji skrajnie trudnej potrafi naprawdę dostrzec coś wyjątkowego w swoim życiu. Taki człowiek umie cieszyć się swoim życiem, umie dzielić się nim i pomnażać dobro w sobie.

            Kolejnym elementem jest wizja życia… Człowiek nie załamuje się niepowodzeniem, lecz szuka okazji do tego, aby rozpocząć do nowa. Czyni wszystko po raz pierwszy, nie poddając się, przemienia siebie i życie, w którym wzrasta. Widzi daleko do przodu szanse, które nie zastanawia się, co mogą dać, ale je czyni. Zawsze choćby nie wiem co było u mnie jest zawsze gdzieś na dnie nawet cień nadziei. Jeśli mi coś dzisiaj nie wyszło, to nie poddaje się, szukam okazji do tego, aby życie czynić od nowa, z lepszym skutkiem.

            Kolejnym elementem jest korzystanie z prostych szans… Człowiek często czeka na spektakularne wydarzenia w swoim życiu i często się zawodzi i nie doczekuje. Człowiek nadziei jest poszukiwaczem drobnych elementów układanki, którą później składa i odczytuje swoje życie w perspektywie radości (wielu, lecz małych).

Wstać z nadzieją (nakazuje widzieć coś o wiele więcej niż się wydaje)

            Dużo zależy od „początku…” Kiedy pojawia się w nas myśl dość optymistyczna, może oczekiwać takiego samego działania i efektów. Tchnąć nadzieję w swoją codzienność. Uczynić ją pryzmatem przez który spogląda się na życie. Nie wystarczy tylko patrzeć z nadzieją, ale musimy pomimo wszystko z nadzieją dostrzegać o wiele więcej. Musimy w życiu nauczyć się spojrzenia wielowymiarowego. To znaczy wyćwiczyć w sobie umiejętność obserwowania z różnych stron tej samej sytuacji. Przez wielowymiarowe spojrzenie możemy dostrzec coś, czego w normalnych warunkach byśmy nie dostrzegli. Nadzieja jest aparatem dzięki któremu możemy tą wielowymiarowość uchwycić. Nie ma takich sytuacji, z których człowiek nie mógłby wyjść. Wstać z nadzieją, to przede wszystkim uzmysławiać sobie, że jeśli coś mi nie wyszło, to może po prostu źle się do tego zabrałem. Musimy próbować od nowa nie poddając się, lecz tworząc nowe okoliczności dążyć do zdobycia zamierzonego – dobrego celu. Im więcej stron, z których oceniamy daną sytuację, czy człowieka, tym więcej możliwości uchwycenia danej sprawy. Potrzebujemy umiejętności tworzenia duchowego obrazu danej sytuacji. Ofiarowując to Jezusowi zyskujemy dodatkową perspektywę dzięki której nasze oceny będą bardziej trafne i konkretne. To co już pewnie w ciągu tego rozważania zauważyliście insynuuje, aby człowiek stanął jakby z boku i obiektywnie oceniał wszystko i czynił w świadomości oceny sytuacji. Wstać z nadzieją, to wstać z nastawieniem: chce mi się żyć! Od wygranego poranka zależy jakość całego dnia. Może dlatego tak ważna jest modlitwa w tym właśnie momencie (modlitwa poranna, uczestnictwo w Eucharystii itp.).

            Zyskać sens i cel wszystkich ważnych wydarzeń już od samego rana, od początku dnia niech towarzyszy nam myśl, że wszystko nam się uda, że osiągniemy w końcu cel. Nie możemy przytłoczyć się sytuacjom, które nas czekają, a których być może z różnych względów się obawiamy. Czasami człowiek musi wytężyć swoje siły i zauważyć w tym, co go otacza jakąś iskierkę nowych możliwości. Jeśli będziesz żyć jakąś konkretną myślą, którą będziesz chciał uczynić fizycznie w każdej sytuacji w ciągu dnia, możesz nabrać bardziej optymistycznego nastawienia. Wsłuchuj się w wolę Boga w każdej chwili, którą realizujesz, a osiągniesz wraz z Nim określony zamysł.

Nadzieja mimo wszystko (i każe ku temu podążać)

            Jeśli człowiek dostrzeże „małe światełko w tunelu…” w mroku swojej codzienności, musi mocno skupić się na tej szansie. Jeśli popadamy w skrajnie trudne sytuacje musimy jednak natarczywie wpajać w siebie myśl o nadziei. Człowiek bez takiej siły, nie będzie potrafił przebić twardej skorupy, która go otacza. To bardzo logiczne, że jeśli człowiek odkryje wielowymiarowość w swoim życiu, to pójdzie dalej, będzie zmierzał ku tej radości, która nikle może jawi się w jego życiu.

            Moją osobistą refleksją jest to, że nie wolno niczego czynić na siłę. Jeśli zauważam, że coś mi nie wychodzi nie grzebię tego, albo staram się to uczynić na nowo, albo odczytuje to jako pewien znak Boga, że to w ogóle nie miało zaistnieć… Mamy pewnie wiele wspomnień właśnie takich sytuacji, w których coś utraciliśmy, a jednak z czasem odkryliśmy, że dobrze, że tak właśnie się stało. Może warto nie być zbytnio natarczywym wobec siebie, życia, codzienności i ludzi, których znamy. Na wszystko patrzeć z nadzieją i cierpliwie oczekiwać tego, co ma się spełnić. Bóg zaplanował nasze życie. Żyć nadzieją to dostroić siebie do planu Boga. Jeśli zauważysz jakąkolwiek nadzieję w swoim życiu, to wiedz, że to dar od Boga, za którym należy iść. Lecz jeśli na siłę będziesz chciał się uszczęśliwić, to jeśli zobaczysz nadzieję, to będzie to prawdopodobnie dejavu, pozorna nadzieja, twoje urojenie !!! Starajmy się żyć prawdziwą nadzieją, tą o której już wyżej wspominałem.

 

 

  menu główne

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)