Ograniczenia...

 

 

 

 

Poznać i przezwyciężyć swoje ograniczenia...

            Motywacją do napisania tego stało się życie i jesienna pora… Każdy z nas odkrywa, że życie nie jest łatwą sztuką. Każdy dzień składa się z wielu chwil, z których każda jest niczym wyzwanie. Dwoimy się i troimy, aby podołać zadaniom w naszym życiu. Staramy się do końca z całym zaangażowaniem podejmować chwile, zdając sobie sprawę, że życie jest zbyt cenne by je marnować. Życie to pojęcie bardzo ogólne, wiemy, że na nie składa się wiele rzeczywistości: zajęcia typu praca, szkoła, może codzienne domowe obowiązki, ale również nasze kontakty osobiste, rozmowy, koleżeństwo, przyjaźń, miłość, aż po te już bardzo konkretne – czyli nasze powołanie, małżeństwo, samotność, kapłaństwo itd. Jakkolwiek podejmujemy swoje życie, to zdajemy sobie sprawę, że życie jest rozległym polem naszych doświadczeń.

            W każdej sferze naszego życia doświadczamy pewnych zaskakujących nas sytuacji, na które nie mamy sposobu, które może jeszcze nigdy nie przeżywaliśmy, albo są to sytuacje, które sprawiają, że nie mamy sił podjąć ich i stawić im czoła. Szukamy wśród innych sytuacji, w swojej wierze i w końcu wśród ludzi nadziei, na coraz pełniejsze życie. Pełniejsze, to znaczy bardziej przez nas przeżywane, zrozumiałe i nie przybijające nas. Jednak niekiedy stajemy wobec sytuacji, których mamy już dość i których nie mamy ochoty realizować, bo nie starcza nam sił, albo po prostu jesteśmy wszystkim zmęczeni.

            I może ty dziś stoisz właśnie w miejscu takiej sytuacji, której nie potrafisz zrozumieć, albo nie masz sił jej podjąć. Co zatem zrobić, aby żyć dalej, jednak coś zmieniając.

Rozpoznać siebie.

            Praca, szkoła, dom, ludzie – to te cztery bardzo ogólne sfery naszego życia, z którymi mamy codziennie do czynienia. We wszystkim tkwi nasza jakaś decyzja, dzięki której mamy taką a nie inną pracę, szkołę, dom, ludzi… Decyzje ukazują nam nasze „skłonności ku”. Ku czemu podążamy, na czym nam zależy, na co jesteśmy przygotowani, czego oczekujemy, w czym jesteśmy dobrzy itd. Wiele z naszych decyzji są podjęte z racji tego, że „coś nam się wydaje”. Okazuje się, że nie jesteśmy tak do końca panami swojego życia, gdyż istnieje wiele konkretnych aspektów, które jakby poza nami mają ogromny wpływ na podjęte przez nas decyzje. Nie wszyscy mieliśmy, mamy wpływ na to, jaką pracę podejmiemy, w jakiej szkole się uczymy, jaką mamy rodzinę, albo jaką założymy, i to jakich ludzi spotkamy i się z nimi zaznajomimy. Ta zewnętrza powłoka towarzysząca naszym decyzjom wciąż jednak podlega w jakiejś mierze naszemu życiu. Tu włącza się dość pożyteczne narzędzie, którym musimy się posłużyć, aby żyć „życiem w pełni”, nie niszcząc siebie i swoich ewentualnych możliwości. Rozpoznanie siebie – człowiek, uczy się wciąż siebie i rozpoznaje co jest w stanie uczynić, czemu jest wstanie podołać, co podjąć, w jaki sposób stanąć wobec otaczających go spraw. Człowiek rozpoznając siebie może odpowiednio rozłożyć swoje siły na czekające go zadania.

            To, co wydaje mi się, że ma wpływ destrukcyjny na stan psychiczny naszego życia, to nieodpowiedni styl życia. Co rozumiem pod tym pojęciem stylu życia. Mianowicie wiele razy życie nie jest przez nas planowane, nie podejmujemy w pełni świadomości naszego życia. Nie posiadamy umiejętnego rozkładania swoich sił i umiejętności do tego, aby sprostać zadaniom naszego życia. Styl życia, to nie tylko praca, obowiązki, ale ważnym też elementem jest „kultura wypoczynku”. Nie możemy „zajechać się” w życiu, gdyż wtedy właśnie dopadną nas bezsensowne pytania: po co to robię, dlaczego ja, nie ma chyba już sił, ja chyba tego nie chcę? Od tych pytań prowadzi już nie długa droga, do czynów, które nie koniecznie będą wypływały z naszego rozsądku, ale ludzkiego aspektu chęci ucieczki od tego, co nas przeraża, czy nas wypala. Oczywiście najprostszą drogą, ale najmniej efektywną jest uciec od wszystkiego. Jednak to nie zmieni naszego życia, gdyż ciągła ucieczka sprawi, że w końcu będziemy uciekać przed wszystkim, nie wyłączając własnej osoby.

            Tak szumnie ujęte słowo – powołanie – prowokuje nas do zastanowienia się, co jest moim życiowym zadaniem. Człowiek nie może czynić wszystkiego sam, musi zdobyć umiejętne dzielenie pracy, podejmowanych decyzji. W zasadzie nie ma człowieka, który do tego stopnia byłby sam, że wszystko musiałbym czynić sam. Nasza kultura życia wywiera na nas wpływ czyniąc nas bardziej podatnymi na „obowiązujące trendy”. Znów przypominam o włączeniu narzędzia – rozpoznania siebie. Jest człowiekiem, mam swoją świadomość, duszę i serce i muszę „stwarzać siebie” do sytuacji, które mnie otaczają. To znaczy, człowiek stale się uczy. Nie mogę zrezygnować z czegoś, bo nie wiem jak to zrobić. Muszę raczej w miejsce swojej niewiedzy zaimportować wiedzę, która będzie mi pomagała w podejmowaniu właśnie tego typu zadań. Człowiek rozpoznający swoje powołanie, powinien zdać sobie sprawę z jego predyspozycji za nim podejmie powołanie. Wielką krzywdę czynią sobie ludzi, którzy upierają się, że „coś” mają w życiu robić, choć zdają sobie sprawę, że to nie jest ich sposób na życie. Zabijamy w ten sposób własną osobowość, czyniąc się jedynie mechanizmem funkcjonującym w jakiejś atmosferze. Muszę podejmować z sercem swoje powołanie – to dla mnie osobiście jest jedyny wyznacznik, czy to mam czynić, czy też nie. Serce jest odpowiednim narzędziem, w którym rozpoznajemy siebie, ale i też poprzez który czynimy swoje życie bardziej ludzkim. Wybaczcie, że podam przykład z mojego podwórka  kapłańskiego. Jeśli człowiek, młody chłopak czuje, bądź też wydaje mu się, że ma zostać księdzem, to potrzebuje lat formacji, do tego, aby rozpoznać czy w ogóle ma jakieś predyspozycje. Aspektem zewnętrznym jest człowiek (przełożony), który obiektywnie ocenia proces kształcenia i wydaje swoją, obiektywną ocenę, co do (może brzydko zabrzmi) przydatności konkretnego człowieka. jednak sam człowiek, musi czuć, że posiada takową umiejętność, która staje się jego osobistą predyspozycją ku temu, aby faktycznie od pragnienia móc dojrzeć do realizacji bycia księdzem. Kochani to nie jest trudne, warto abyśmy wszyscy zdali sobie sprawę z potrzeby ciągłego formowanie się, wychowywania do życia. Sami nie damy sobie rady – potrzebujemy odpowiednich ludzi do rozpoznania siebie, ale i też do tego, aby w pełni żyć. Począwszy od pracy, szkoły, domu, rodziny i znajomości. W każdym z tych aspektów potrzeba nam formacji. Nie bójmy się przyznać, że czegoś nie wiemy, czegoś nie umiemy, czy nie potrafimy uczynić. Pomóżmy sobie korzystając z odpowiednich środków ku temu służących.

Stawić czoło sytuacjom.

            Drugą sprawę, którą chciałbym podjąć jest dość popularna sytuacja, mianowicie uciekanie od spraw, które może nas przerastają, bądź też oczekują. Nie możemy bać się sytuacji przed którymi stoimy. Musimy odpowiednio kształtować pole swojej wiedzy, jak i umiejętności, aby móc stawić czoła życiu. Takich sytuacji nie jest mało… Musimy odpowiednio kształtować kulturę swojego bycia. Jak już wyżej wspominałem, życie to nie tylko praca, ale też odpowiednie regenerowanie swoich sił, aby móc coraz pełniej „wykonywać życie”. Może najpierw zajmijmy się pracą w sensie czynienia czegoś. By móc, coś czynić musimy być odpowiednio poinstruowani w tym kierunku, w którym dana czynność nas angażuje. Oprócz wiedzy i umiejętności musimy posiadać też wyobrażenie tego wszystkiego. Człowiek, który podejmuję jakąś czynność np. zmywanie (błahe, ale ważne) musi wiedzieć jakich środków użyć do podjęcia tej pracy, ale musi mieć też wyobraźnię, że monotonia tego zdarzenia może sprawić, że w końcu się znudzi i nie będzie chciał już więcej podejmować tej pracy. Co zatem uczynić? Musimy odpowiednio zmotywować się i tak zorganizować swoją pracę, by ona przypadała na czas naszej najwyższej aktywności. Powiedzmy sobie szczerze, że gdy spieszę się do pracy, nie podejmę zmywania tak jak należy, albo jak będę bardzo zmęczony, moja praca będzie mało efektywna. I tu właśnie ukazuje się ten drugi aspekt regenerowanie sił. Oprócz pracy, musimy starać się o odpowiednie warunki naszego wypoczynku. Okazuje się, że nawet w tym aspekcie wydawałoby się prostym nie jesteśmy wstanie sobie pomóc. Odpowiednie rozłożenie sił pokaże nam kiedy jesteśmy „mało produktywni”, co również wskaże nam, kiedy powinniśmy pracować, a kiedy podejmować regenerację swoich sił. Człowiek siedzący do późnego wieczora i pracujący nad czymś musi zdawać sobie sprawę, że jego praca, albo będzie wymagała od niego poprawiania jej, albo następny dzień będzie mniej produktywny. Zatem odpowiednie rozłożenie pracy na czas dnia, staję się też czynnikiem dbającym o formę wypoczynku. Może tak krótko warto jednak na początku dnia zastanowić się nad konkretnymi sprawami, które mnie czekają. Warto stworzyć harmonogram pracy i wypoczynku, aby moje życie było radością, a nie przyzwyczajeniem i notorycznym ciężarem.

Przezwyciężać swoje ograniczenia.

            Nie wszystko jednak da się rozwiązać odpowiednim harmonogramem zajęć i wypoczynku. Są też ludzkie ograniczenia – nie tylko zmęczenie, ale również umiejętności intelektualne, ruchowo-fizyczne, psychiczne. Człowiek zdaje sobie sprawę, że nie wszystko potrafi, albo do wszystkiego nie został stworzony. Mało jest ludzi tzw. „stworzonych do wszystkiego”. Znów powraca tutaj myśl o rozwoju. Człowiek, który rozpoznaje siebie i swoje ograniczenia powinien im zaradzać. To znaczy, powinien podejmować konkretne kroki ku temu, aby móc podejmować to, co należy do jego obowiązków. Skazani na samotność nie jesteśmy, możemy zawsze posilić się czyjąś pomocą. Bądźmy również w tym względzie bardzo otwarci. Kiedy, nie potrafię czegoś uczynić, może warto się z kimś „zjednoczyć” i o wspólnych siłach uczynić. Małżeństwo jest sferą ciągłej integracji. To oni mają jakby podłoże, w którym podstawowe zdania mogą czynić wspólnie. Wiem, że często jednak jest tak, że para małżeńska naturalnie rozkłada dyspozycje, za które są dane osoby (ona, czy on) odpowiedzialni. Jednak Bóg stworzył kobietę i mężczyznę, aby się wzajemnie uzupełniali. Małżonkowie powinni wciąż się integrować, to znaczy wciąż wychowywać do czynienia wielu rzeczy razem. Często jednak jest tak, że albo oboje pracują i różnie wracają do domu, albo jedno z małżonków pracuje, a drugie również pracuje, ale cały czas jednak będąc w domu. Kiedyś spotkałem się z bardzo pięknym i możliwym do wykonania sposobem. Nie możemy od razu, jak jeden z małżonków wróci do domu, prosić go o pomoc w pracy domowej. Musimy pozwolić mu przez chwile zregenerować swoje siły. Wtedy człowiek ten stanie się bardziej efektywnym i skłonnym do współpracy. Jednak musimy sobie powiedzieć szczerze, że małżonkowie muszę się wzajemnie wychowywać. Jednak wróćmy ogólnie do człowieka i jego ograniczeń. Musimy zauważyć, że każdy z nas nie jest na tyle doświadczony, aby móc podejmować natychmiast wszystkie nowe sprawy. Musimy się do tego odpowiednio przygotowywać. Pisałem już o umiejętnościach: intelektualnych, ruchowo-fizycznych i psychicznych. Nie będę tego szczegółowo rozważać, jednak czyniąc cokolwiek w kierunku rozwoju tych umiejętności również pamiętajmy o odpowiedniej kulturze życia (równowaga praca i wypoczynek).

Iść dalej – konkretne decyzje.

            Sytuacje, które sprawiają, że niejako gubimy się w naszym doczesnym systemie funkcjonowania nie mogą nas jednak zatrzymać do tego stopnia, abyśmy już nic więcej nie podejmowali. Życie jest ciągłością punktów – chwil, które składają się na jedną całość. Nielogiczna będzie postawa, w której będziemy chcieli zerwać tą ciągłość – w sensie chrześcijańskim tłumaczymy, że Bóg nigdy nie daje takiego ciężaru na plecy człowieka, którego by nie był wstanie udźwignąć. Nowe sytuacje, które nas może przerażają, bądź też odsuwają od czegoś powinny jednak być podejmowane z rozsądkiem. Odpowiedni punkt widzenia danej sprawy może już przyczynić się, że to wydarzenie stanie w naszych oczach już inne. Pryzmat nadziei, którym możemy się posłużyć w naszym życiu, to nie naiwność, lecz umiejętność innego – pełniejszego, bardziej obiektywnego spojrzenia na daną sprawę. Nawet, gdybyśmy nie wiele zmienili w swoim życiu, to zauważmy, że wciąż idziemy dalej. Myślę, że najistotniejsze są konkretne decyzje. Może są one dość dla niektórych abstrakcyjne, ale chyba najskuteczniejsze. Nie radzę sobie w pracy, albo zmieniam stanowisko, albo zastanawiam się nad możliwością mojego pełniejszego zaangażowania w nią. Nie radzę sobie w szkole, podejmuję wszystkie środki zewnętrze ku temu, aby być przygotowanym do lekcji, zadań itd. Mój dom nie funkcjonuje normalnie, odnoszę swoje życie i moje w nim miejsce do ważniejszych wartości, albo skłaniam się w kierunku skorzystania z odpowiedniego poradnictwa. Ludzie – warto abyśmy również w aspekcie psychologicznym (chrześcijańskim) poznawali pewne towarzyszące nam uwarunkowania, potrafili je rozeznać, nazwać i odpowiednio przygotować.

            Kochani trudny tekst, nie wątpię, ale ufam, że nie odniesiecie wrażenie, że jest on jakimś jakby „pstryczkiem w nos dumie naszego życia”. Ufajmy Bogu i Duchowi św., że tchnie w nasze serce pragnienie uczenia się od Życia – Jezusa prawdziwego naszego życia. Na koniec może dość radykalnie, ale konkretnie – wiara, nadzieja i miłość… ufam, że wiecie co z tym zrobić, aby przekroczyć próg swoich ograniczeń.

 

 

  menu główne

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)