|
„Ostatnio stałem z małą grupką ludzi przed kościołem. Od słowa do słowa minęła chwila, po czym kontekst naszej rozmowy spoczął na jednej osobie. Popłynęło parę spontanicznych luźnych słów wobec tej osoby. Wyraziła emocjonalnie swoje niezadowolenie i rzucając kilka słów odeszła troszkę od nas. Po delikatnych, lecz jasnych namowach wróciła na chwilę, jednak czując w sobie gniew.” Ta sytuacja najpierw parę rzeczy mi ukazała, a potem na szczęście również czegoś nauczyła. Tak wiele zranień nosimy w sobie, tak wiele z nich stale krążą wokół nas, nie dając nam odpocząć. Myśli kotłują się w naszej głowie, nie dają nam swobodnego działania i myślenia. Jesteśmy więźniami swoich odczuć, myśli… Często pozostawiamy sprawy nierozwiązane, myśli niepoukładane bez żadnych pośrednich celów. Jeśli nie ma w nas najmniejszej chęci zmienienia czegokolwiek w naszym życiu – chwila obecna będzie stale stłumiona przez przeszłość. Przyjąć życie Tak trudno nam niekiedy zaakceptować siebie, swoje życie, obecny swój stan. Czujemy wewnętrznie, że jest to postawa sprzeczna z normą, że w ten sposób niczego nie zyskamy, że tak naprawdę nic nie sprawi nam prawdziwej radości. Paradoksalnie rzecz biorąc, pomimo świadomości takiej postawy, często przykrywamy natłokiem codziennych spraw nasze trudności, licząc że same się rozwiążą. Wiem już o tym i ostatnio mocno tego doświadczyłem, chcąc cokolwiek zmienić w swoim życiu, musimy stanąć twarzą w twarz wobec tego, co trudne i zmierzyć się z tym. Przyjąć życie, to nie akceptacja sytuacji, która mnie zastała, ale uświadomienie sobie, że w życiu istnieje dobro i zło ; radość i trudność. Życie nie ogranicza się tylko do jednego – „ja mam wciąż trudności”. Jest to zafałszowana postawa wobec swojej osoby i życia. Zdając sobie sprawę z tego, że nie zawsze łatwo będzie żyć, w radościach zbieram siły do walki ze złem. Przyjąć życie, to cieszyć się radościami, a zwalczać trudności i niepowodzenia. Nieakceptacja siebie, swojego życia – ciągłe myślenie o złu istniejącym w moim życiu wprowadzi nas w nastrój ciągłego rozdrażnienia i walki nawet z tym, co dobre. Musimy zrozumieć, że życie jest przeplatane sytuacjami dobrymi i złymi. Jednak walczyć należy ze złem. Potrzebujemy odpowiedniego planu wobec życia, pewnego motta, które przeprowadzi nas często po tajemniczych bezdrożach. Kiedy rozświetlimy nasze drogi nie będą one w naszym rozumieniu beznadzieją, lecz możliwością zdobywania, ukształtowania jakiegoś dobra. Przyjąć życie to starać się osiągnąć swój cel życia, wykorzystując w tej mierze codzienność jako narzędzie, które pozwoli nam napełniać się Bożą mądrością. Nie możemy pozwolić, by zgasł w nas płomień Bożej nadziei. Rozeznając sytuacje, angażując w nie serce, umysł, możemy dotrzeć do Prawdy – Jezusa, obecnego w naszej codzienności. Wracając do historii, którą przytoczyłem na początku, przyjąć życie oznacza pójść naprzód, pozwolić sobie żyć pomimo tego, że spotkało nas coś trudnego. By nie utracić kolejnych, ważnych spraw w naszym życiu, nie możemy dopuścić, by trudne doświadczenia zamknęły nas na to, co Bóg pragnie nam dać w kolejnych chwilach naszego życia. Nieroztropne jest przenoszenie gniewu na kolejne chwile, sytuacje, czy ludzi – gdyż nie koniecznie zrozumieją nas i będą wstanie obiektywnie przyjąć nasze zachowanie. Ważne dla mnie jest to, by nie udawać, że wszystko jest dobrze. Często wyjaśniając innym nasze doświadczenia – sami je w jakiś sposób interpretujemy i w sercu rodzimy dystans. Przez taki sposób traktowania pewnych spraw, możemy otrzymać również od innych osób wyrozumiałość i konkretną pomoc. Ważne, abyśmy umieli nasze trudne doświadczenia zdystansować wobec rzeczywistości dalej budującej się w nas i wokół nas. Przyjąć życie to przyjąć myślenie – „chwili przeszłej już nie ma, przyszłej jeszcze nie ma, jest tylko chwila obecna” Nasze zachowania na odczuwać bogactwo chwili obecnej. Często jednak przenosząc zło, gniew... na kolejne chwile, tracimy to, co się w nich zawiera i to w sposób niekiedy bezpowrotny. „Przyjąć życie” – nie wymaga od nas ślepego wypełniania tego wszystkiego, co nas spotyka. Człowiek przyjmując swoje prawdziwe życie, musi zdystansować się wobec siebie, a więc własnych myśli, pragnień, emocji, a nade wszystko musi odróżniać dobro od zła. Tak zweryfikowana postawa wobec własnego życia i przeżyć w nim się pojawiających pozwala nam przyjąć z pokorą doświadczenia i uczyć się na nich, jak postępować dalej, by nie popadać w te same problemy. Kierujmy się rozsądkiem w życiu, by trudne doświadczenia, nie zniszczyły w nas nadziei, byśmy nie stratowali pięknych wartości i nie stratowali własnej pięknej i dobrej przyszłości. Zachować pokój Często, gdy dopadną nas trudne sytuacje, przerastające nas i nasze możliwości zrozumienia, mamy chęć wyalienowania się, odsunięcia wszystkiego i wszystkich. Nic bardziej mylnego! Pokoju nie doznamy, gdy będziemy dążyć do „świętego spokoju”. Dążenie do wewnętrznego pokoju, to w gruncie rzeczy trzeźwe myślenie, pozbawione przebarwionych emocji. Zachować pokój może tylko ten, kto nie pozwoli się zdusić swojej codzienności. Musimy mieć dystans wobec nagłych sytuacji, gdyż kierując się emocjami możemy źle wykorzystać szanse, które mogą nauczyć nas odpowiedniego przyjmowania życia, nawet tego, co trudne. Musimy opanować swoje wnętrze przed nieodpowiednimi reakcjami, które się wydarzą i wobec ludzi, którzy staną na naszej drodze. Dzięki wewnętrznej wolności człowiek potrafi bardziej obiektywnie ocenić siebie, swoje życie. Kierując się wolnością docieramy do źródła naszych problemów i dzięki naszemu wysiłkowi, możemy odpowiednio je zlikwidować. Pragnienie dobra odpowiednio nas usposabia wobec wszystkich sytuacji, które nam są dane. Dobro zawsze wskrzesi w nas nadzieję i uprzytomni nas, że nie warto odbierać sobie radości sprawami, nad którymi możemy mieć władzę. Odpowiednie rozeznanie sytuacji wleje w nas mądrość, którą wykorzystamy do uświadomienia sobie, że nie ma spraw, które są wstanie odebrać nam coś, nawet najcenniejszego. Opanowanie sytuacji ukaże naszą dojrzałość wiemy, co naszym życiu jest ważne i staramy się całe nasze życie skierować ku tym właśnie wartościom. Pokój wewnętrzny pomaga nam w podejmowaniu wszelkich decyzji, które umożliwiają nam osiągnięcie celu. Pokój napawa nas entuzjazmem, dlatego jesteśmy stróżami dobra, które często ograniczone jest przez trudne sytuacje. Jeśli trudności opanują nasze myśli, nie będzie nam łatwo przejść do kolejnych sytuacji, które daje nam życie. Chce podkreślić to, że utracimy wiele chwil swojego życia, jeśli stale będziemy rozdrapywać stare „rany”. Pokój wewnętrzny nie osiągniemy przez obojętność wobec tego, co nas spotkało, lecz przez mądre podejście do sprawy. Musimy rozwiązać swoje sprawy, by móc być wolnym i pójść dalej. Czasami zmierzanie się ze swoją codziennością przypomina tor, po którym mamy przejść. Doświadczymy pokoju, gdy nie będziemy unosić się gniewem, lecz ze spokojem rozważymy to, co nas spotkało, biorąc wszystko pod uwagę. Opanowanie może być dla nas trudne, gdyż często nie mamy na tyle sił, by nie upierać się przy swoim zdaniu, racji; trudno nam powstrzymać się od udowodnienia swojej niewinności, gdy ktoś nas oskarża; zapomnieć o swoich pragnieniach, gdy ktoś ma inne plany niż ty itd. Mam Take swoje osobiste podejście do tego typu sytuacji – może trochę biblijne, może tchnie nadinterpretacją. Mianowicie uczestnicząc również w tym spotkaniu, o którym na początku napisałem, jak również w innych sytuacjach – kieruje się dobrem drugiej osoby – pragnąc przede wszystkim osiągnąć dobro wspólne. Czasami udaje mi się opanować, wygrać z samym sobą i wtedy jestem szczęśliwy, że nie niszczę kolejnych chwil swojego życia, lecz nade wszystko w „moim interesie” jest dobro wspólne. W moim sercu gości pokój, gdy widzę, że jakaś osoba się nie oddala ode mnie, lecz opanowując się pragnie korzystać dalej z piękna chwili. Zrozumienie Od zrozumienia sytuacji, ludzi, zależy dalszy przebieg naszego życia. Nie wystarczy samo przeżycie jakiś doświadczeń, lecz nade wszystko najważniejsze jest to, abyśmy je zrozumieli dla własnego ubogacenia. Sytuacje są wynikiem splotu wielu spraw, ludzi... Nie musimy analizować wszystkich chwil swojego życia, ale warto, abyśmy podjęli wysiłek, aby uczynić to względem tych sytuacji, które mogą nas czegoś nauczyć. Zrozumienie chwili i tego wszystkiego co ją otacza, pozwoli nam przyjąć skryte dobro, nawet z tych trudnych doświadczeń. Jeśli zrozumiemy sytuację i ludzi często unikniemy nawet trudności. Nieporozumienie jest często głównym powodem naszych trudności. Choćby ta sytuacja, o której pisałem. Często pragniemy kogoś rozweselić, rozwiać czyjeś „czarne chmury” i zamiast to osiągnąć, często wygląda to jakbyśmy dolali oliwy do ognia”. Jak zrozumieć jakąś sytuację? Otóż skoro każda chwila zależy od wielu czynników, to warto, abyśmy właśnie przez nie starali się zrozumieć doświadczenia. Często wyczucie zachowania człowieka, jego słów, emocji prowadzi nas do tego, co w jego życiu niedawno miało miejsce. Zrozumienie chwili, ludzi prowadzi nas do odpowiedniego przyjęcia życia i realizowania go zgodnie z zamysłem Boga. trudno nam będzie zaakceptować cokolwiek, jeśli jest to dla nas niezrozumiałe, czy jeśli czegoś nie dostrzegamy. Jeśli chodzi o wiarę, jesteśmy do tego przyzwyczajeni w jakiejś mierze, ale jeśli chodzi o naszą codzienność, często potrzebujemy bardziej namacalnych środków. Zrozumienie życia w dużej mierze zależy od naszego zaangażowania się w nie. Będąc bardziej odpowiedzialnym o swoje życie, będziemy wrażliwsi na naszą przestrzeń, w której dano nam żyć. Rozchodząc przez życie bez żadnego rozglądania się dookoła siebie, może pozbawić nas wszelkiej radości życia. Życie nie może być dla nas ciężarem, dlatego starajmy się napełnić wszystko radością, abyśmy lepiej wykorzystywali własne życie. Rozważając swoje życie starajmy się również wczuć w to, co inni widzą i czego doświadczają. Życie i ludzi staną nam się bliżsi jeśli będziemy starali się bardziej ich zrozumieć, niż zrealizować własną wizję. Nie żyjmy kosztem innych, lecz starajmy się o głębsze więzi, które pozwolą nam razem osiągnąć cele naszego życia. Musimy zrozumieć, że wraz z innymi o wiele bogatsze będą nasze doświadczenia. Sytuacja o której wspomniałem na początku, wymagała od każdej z osób wrażliwości, możemy dostrzec zachowaniu ludzi, że coś ich irytuje, że przekraczamy granicę ich wytrzymałości. Warto wtedy, natychmiast zareagować, zweryfikować swoje postępowanie i tchnąć w całą tą sytuację dobro, które przemieni obecną atmosferę. Nie warto się tłumaczyć, albo na siłę uszczęśliwiać kogoś. Warto przede wszystkim wlewać dobro, w miejsce w którym uczyniło się pustkę przez swoje złe postępowanie. Zrozumienie wymaga jedności z drugą osobą. Trudno ją osiągnąć, jeśli między nami wciąż będzie jakieś negatywne odczucie. Jedność, to również sztuka porozumienia się z drugą osobą. Jeśli będziemy wstanie odnaleźć „punkt wspólny” z drugą osobą, to trzymajmy się go z całych sił, by nie utracić tego zjednoczenia. Przemiana Po takim doświadczeniu, rozumiejąc innych ludzi i ich reakcje, człowiek musi dokonywać w swoim życiu ciągłych przemian. Sposób w jaki się odnosimy do życia i ludzi jest pierwszym elementem przemiany. Musimy dostrzec istotę obecności innych ludzi przy nas, gdyż przez głębsze więzi czujemy większą odpowiedzialność za ludzi nam powierzonych. Pogłębiając więzi łączące nas z ludźmi stajemy się bardziej wrażliwi i wyrozumiali. Dzięki zażyłości z różnymi osobami jesteśmy bardziej ufni i otwarci. To ogólny tor naszych przemian, który warto, abyśmy się go podjęli po to, by odpowiednio zareagować wobec ludzi, czy również trudności.
kiom
|
|
|
(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)