spotkanie z Bogiem

 

 

 

 

Ap 1,17

Kiedym Go ujrzał, do stóp Jego upadłem jak martwy, a On położył na mnie prawą rękę, mówiąc: Przestań się lękać!

Moje życie bez Boga nie jest nic warte. Przekonuje się o tym, tym bardziej, gdy chcę według swoich planów, pomysłów realizować swoją codzienność. Częste upadki człowieka, jego rozgoryczenie z powodu jakiś niepowodzeń zakłócają piękny Boży plan. To, co niezwykle bolesne zarówno dla Jezusa jak i człowieka to, fakt, że coraz trudniej każdemu z nas rozpoznać Bożą obecność pośród nas. Ścieramy się pomiędzy tym, co muszę zrobić, a tym co chciałbym zrobić. W świecie „muszę” nic nie przekonuje nas do tego, aby głębiej się nad pewnymi sprawami zastanowić, może nawet nad niektórymi zatrzymać. „Zwykła codzienność” to pogoń za tym, co „muszę” zrobić. Człowiek wśród tych wielu spraw nie odczuwa potrzeby Boga, który może go nauczyć żyć inaczej. Ograniczamy swoim życiem Boga do tego stopnia, że jesteśmy wstanie na wiele miesięcy, a nawet lat zawiesić wszelką aktywność religijną. W świecie, w którym Bóg powinien być na pierwszym miejscu, a przez nieumiejętność człowieka zostaje wypchnięty poza krąg jakiegokolwiek zainteresowania. Bóg przestaje być potrzebny dla człowieka, który liczy tylko i wyłącznie na siebie. Liczenie na siebie, to swoiste budowanie wieży Babel, która ma sięgnąć nieba, by móc ujrzeć Boga, jednak nie koniecznie korzystając z pomocy Boga, by ubogacić swoją duchową stronę życia.

Przerażająca jest postawa współczesnego człowieka, który nie ma czasu na takie sprawy, jak wiara. Widzimy w takim człowieku brak wrażliwości na rzeczywistość nadprzyrodzoną, która buduje i stanowi o wartości naszej codzienności. Obecność Boga w życiu człowieka ma decydować o odpowiednim ukształtowaniu jego osobowości i stosunku do życia własnego i innych ludzi, oraz do pracy, która jest elementem zarobkowym. Stosunek do tych spraw będzie zależny od naszej wiary i relacji do Boga. To Bóg jest wartością w każdej sferze naszej codzienności.

Spotkanie z Bogiem

Często, rozmawiając z ludźmi o modlitwie pojawia się stwierdzenie – to spotkanie nie ma wartości. Spotkanie z Bogiem zawsze niesie ze sobą wartość doskonałą. Moje nastawienie, nigdy nie ujmuje Bożemu działaniu. On zawsze jest doskonały i ofiarowuje nam pełnię swoich darów, ale to człowiek często jest zamknięty na Boga, dlatego nie odczuwa tego bogactwa. Nie możemy od swoich odczuć, myśli i emocji uzależniać działania Boga. Jeśli będę naczyniem przepełnionym sprawami zbytecznymi, to Bogu trudno będzie odnaleźć we mnie miejsce, aby mógł wlać swoje dary. Zatem musimy zastanowić się nad formą naszego nastawienia wobec Boga, z którym w różnych sferach i możliwościach się spotkamy.

Otrzymujemy tyle, na ile jesteśmy wstanie przyjąć. Bóg nigdy się nie ogranicza, ani nikogo nie wyróżnia. Wszyscy stają w perspektywie Boga w tym samym miejscu. W zależności od naszej współpracy w naszych sercach zakwitnie Boży dar, który będzie mógł się rozwijać, gdy Mu pozwolimy. Każde spotkanie z bogiem musi odbywać się w postawie dialogu i otwartości na to, czego pragnie Bóg, co pragnie nam ofiarować i do czego zaprosić.

„kiedy ujrzałem (…) upadłem jak martwy” – każdemu spotkaniu z Bogiem musi nam towarzyszyć zjednoczenie z Jezusem i wyrzeknięcie się siebie na rzecz tego, który ma być decydującym głosem w moim życiu. Fragment ten uzmysławia mi jak mocno muszę dążyć do tego, abym uczynił w sobie miejsce dla Boga. Duchowa śmierć dla siebie,, będzie wzrostem w gotowości przyjęcia Chrystusa. „martwy” – będzie to symbol naszej postawy względem tego i czego oczekuje, pragnę, posiadam. Chrystusa możemy przyjąć w sposób doskonały tylko wtedy, gdy kompletnie wyrzekniemy się tego, kim jesteśmy. Musimy wzbudzić w sobie odwagę ciągłego ofiarowywania się Chrystusowi, w każdej chwili naszego życia. Akt oddania się i zawierzenia się Chrystusowi będzie nas czynił wolnymi i gotowymi do wciąż odnowionego poświęcenia – „Pragnę tylko Ciebie i dla Twej miłości wyrzekam się wszystkiego.” (Akt oddania DC) Eucharystia – jest dla nas szablonem, dzięki któremu możemy starać się odwzorować kształt naszego ofiarowania się Bogu. W Eucharystii – Chrystus cały jest dla mnie…, nie ogranicza Siudo częściowego ofiarowania się mnie. Ofiarowuje mi swoją Krew i swoje Ciało, abym mógł przyjąć Go całego.

Spotkanie z Bogiem oczekuje od człowieka jedynie prawdziwej miłości. Chrystus ofiarował się całemu światu właśnie z miłości. Miłość Nim kieruje, miłość czyni Go wiernym Ojcu, miłość pozwala dojść do końca zamysłu Bożego, miłość wciąż pozwala się w pełni ofiarować każdemu człowiekowi. Szczyt miłości, którą realizuje Jezus, jest zaproszeniem dla człowieka do podejmowania ciągłych prób realizacji takiej właśnie miłości.

Poczuć Jego obecność.

„…położył na mnie prawą rękę, mówiąc: Przestań się lękać!” Kiedy spotkamy się z Bogiem często ograniczamy się do próśb, dziękczynienia i uwielbienia. Oczywiście nie jest to złe, lecz bardziej doskonałym stopniem modlitwy jest kontemplacja, w której mamy odczuć obecność Boga. Już w ST widzimy Mojżesza, który choć nie widział Boga odczuł jednak Jego obecność, gdyż Bóg położył na jego ramieniu rękę. Przekonał się o Jego obecności, co ugruntowało jego wiarę i wewnętrzną siłę. Wewnętrznie każdy z nas ma takie pragnienie, aby na drogach swojego życia zobaczyć i odczuć Boży dotyk. Choć Bóg objawił się w pełni w Jezusie, to dziś również możemy dostrzec Jego obecność, a jeszcze bardziej możemy poczuć Jego obecność.

Musimy najpierw odejść od typowo ludzkiego wyobrażenia spotkania z drugą osobą. Choć często są to bardzo piękne spotkania, to jednak musimy pamiętać o tym, że Bóg jest wzorem dla naszego życia. Nasze ludzkie spotkania mają mieć wzór i początek w doświadczeniach z spotkań z Bogiem. Najpiękniejszą formą spotkania, za jaką ja uważam, jest adoracja. Jest to spotkanie z postacią eucharystyczną Jezusa – z Miłością, która wciąż pełni ofiarowuje się człowiekowi. Niektóre osoby, z którymi mam kontakt mają niewyobrażalnie piękny dar wypowiadania słów modlitwy. Choć miło w tak prowadzonej modlitwie się uczestniczy, to jednak nigdy nie odczuwałem jakiejkolwiek tęsknoty za takim darem. Mam może nietypowe podejście do modlitwy, ale uważam, że moje życie jest językiem, którym wyrażam prośbę, dziękczynienie, przebłaganie i uwielbienie, a każde bardzo konkretne spotkanie z Chrystusem (moje osobista modlitwa, sakramenty i adoracja) jest wyciszeniem z mojej strony wszelkich słów, myśli i pragnień i szczególne nastawienie na słuchanie całym sobą Jezusa. Oczywiście niekiedy podczas spotkań z Chrystusem, przemkną  jakieś słowa, ale staram się je ograniczyć do minimum, a bardziej nastawić się na radość przebywania w obecności Boga. Bardzo często moja adoracja polega na bezsłownym trwaniu – czuwaniu przy Chrystusie i wsłuchiwaniu się w to, co On ma mi do powiedzenia. Staram się w trakcie swojej modlitwy przybliżać sobie postać Jezusa, przez medytację różnych fragmentów biblijnych, bądź też na pisaniu pod Bożym natchnieniem jakiś przemyśleń. Chcę być pewien, że w trakcie mojej modlitwy w pełni byłem nastawiony na słuchanie i przyjmowanie Jego obecności. Właśnie podczas modlitwy otrzymuje inspirację do wielu spraw, które później staram się na różnych płaszczyznach realizować. Są to stosy myśli, które przepływają przez moją głowę i w miarę mojej otwartości docierają do serca, gdzie są przyjmowane z wielką radością i podtrzymywane z ogromną troską. Wśród zgiełku świata i naszych życiowych spraw warto naszą modlitwę uczynić oazą ciszy, azylem do którego powracamy, by później jeszcze konkretniej życiem prosić, dziękować, przepraszać i uwielbiać. Taki duch modlitwy pomaga mi odczuć Jego obecność również poza kościołem, gdzie Jezus również mnie oczekuje.

Prawdziwe odkrywanie i odczuwanie obecności Jezusa wiąże się z adoracją drugiego człowieka. wpatrywanie się w serce człowieka pozwala mi w nim dostrzec działającego Jezusa, który raz uczy, a niekiedy tęskni, gdyż jest opuszczony w sercu tego człowieka. adoracja Jezusa w drugim człowieku pozwala pokonać mi słabość egoizmu i otworzyć się prawdziwie na tę osobę, tu i teraz, która symbolizuje Jezusa, który przychodzi do mnie. Bóg przez drugiego człowieka otacza mnie swoją miłością, łagodzi wszelkie rany i kładąc na mnie rękę przytula mnie do siebie, pozwalając mi odczuć jak bardzo mnie kocha!

Miłość wzajemna pozwala mi sobie wyobrazić jak może mnie kochać sam Bóg. adorując człowieka zatapiam się w Bożej miłości. Ta miłość przenika mnie, dokonuje operacji na otwartym sercu, pokonując ze mną, ale również we mnie wszelkie moje niedoskonałości. Miłość innych do mnie jest Bożym dotykiem.

Boży dotyk – „Przestań się lękać!”

Bóg „pisząc moje życie” przewidział moje zdrady, grzechy… Dlatego posługuje się wieloma sytuacjami i osobami, aby mnie dotknąć. Nie muszę bać się tego dotyku, on mnie nie oparzy, lecz przeniknie mnie ciepło Bożej miłości. Miłość Boga to MIŁOSIERDZIE, które gotowe jest wszystko wybaczyć i naprawić. Ta miłość przyjmuje człowieka takim jaki jest nie stawiając żadnych warunków. Możemy wyobrazić sobie, że bierze nas w objęcia najbardziej kochająca nas osoba – co o takiej chwili ci towarzyszy? Poczucie ciepła, bezpieczeństwo, miłość, wrażliwość, że ktoś mnie kocha, czuje za mnie odpowiedzialność...

To poczucie bliskości jakiejś osoby jest drobną namiastką tego, co rzeczywiście możemy otrzymać od samego Boga. Bóg przekonuje swoją miłości do tego, aby człowiek nie bał się swojego życia, chwil i sytuacji. Pan Bóg przeprowadza nas przez trudne doświadczenia, a swą miłością rozświetla wszelkie ciemności w naszym sercu. Zaufanie Bogu, wiąże się z podjęciem szczerej współpracy z nim dla naszego dobra, ale przede wszystkim dla Jego Chwały!

Spoglądając na nasze życie musimy podjąć wszelkie starania, aby najpierw przekonać się o bożej obecności pośród nas, a potem starać się w pełni zrozumieć Jego wolę i plan względem nas. Zrozumienie Jego woli nie pozwoli popełniać nam typowego błędu – obarczanie za wszystko Boga. Człowiek ma wolną wolę, a Boży dotyk zadziała tylko wtedy, gdy będziemy próbowali być wciąż otwartymi na Jego działanie w nas.

kiom

 

  menu główne

 

(c) ks. Dominik Poczekaj (+DC)